CZĘŚĆ II · ROZDZIAŁ 37

Chiny

KONRAD TOMASZ

(1)

„Na początku był Logos” – to zarówno nowy początek Biblii (drugi po „Na początku Bóg stworzył” w Genesis) czytelny dla Hebrajczyków, jak i nawiązanie do zdobyczy spekulacji naturalnej myśli ludzkiej w ówcześnie nośnych pojęciach Arche i Logos. Greckie poszukiwania intelektualne zostały adoptowane przez Boga i poprzez św. Jana, a następnie umieszczone w Ewangelii. Choć rodzimy się dziećmi Księcia tego świata, który swoim toksycznym oddziaływaniem wypełnia mikrokosmosy naszych serc i dusz, jednak czasem udaje się nam przedrzeć przez zasłony wypełniającego nas fałszu i stworzyć myśl godną uznania nawet przez Boga, jak w przypadku filozofów greckich. Świat helleński ukształtował myśl chrześcijańską na dwa tysiące lat. Dziś spotykamy się z kolejnymi cywilizacjami, których dorobek wart jest obejrzenia pod kątem zdolności wyrażania za pomocą ich pojęć nauczania Chrystusa i Kościoła. Jedną z nich są Chiny. W ramach eksperymentu intelektualnego warto zbadać, jakie są możliwości zjednoczenia doskonałego objawienia Chrystusa z podstawową pozycją myśli chińskiej, jaką jest Daodejing (Tao Te King), której myśli rozwinięte zostały przez Zhuangzi.

Jest to dla mnie zadanie w zasadzie niewykonalne – nie znam chińskiego, mam niewielkie pojęcie o taoizmie, więc mogę popełnić wiele śmiesznych dla innych osób pomyłek i potknięć. Mając jakieś namiastki rozumienia tych tematów, chciałbym jednak dać podstawowe przyczynki do syntezy myśli chińskiej i chrześcijańskiej. Zachowuję tradycyjną pisownię „Tao” i „Te” (zamiast współczesnego „Dao” i „De”), żeby nie powodować chaosu w terminologii.

(2)

Kiedy czytam Daodejing i Zhuangzi, mam radosne poczucie, że mogę z nich czerpać jako chrześcijanin pełnymi garściami. Jest tam wiele myśli wręcz bliźniaczych wobec Ewangelii. To niesamowite uczucie. Taoizm klasyczny, filozoficzny jest obiektem mojej szczególnej miłości. Nie wszystko, co piszą Laozi i Zhuangzi, zgadza się z chrystianizmem, ale niektóre treści okazują się wręcz szokująco użyteczne dla wykładu myśli ewangelicznej.

1. Wprowadzenie do Daodejing (Tao Te King)

(1)

Biblia i Daodejing (in. Tao Te King) to dwie księgi najchętniej czytane na świecie. Warto zastanowić się, co je łączy i w jaki sposób naturalna mądrość Laozi daje się wykorzystać w życiu chrześcijanina i człowieka Zachodu oraz jak treści Objawienia Wcielonego Tao uprzystępnić człowiekowi Dalekiego Wschodu.

Dla mnie Stary Mistrz, Szalony Mistrz Laozi, to ulubiony filozof w dziejach, podobny nieco do Sokratesa. Obaj rozpoznawali źródło zasad – praw ponad światem (vide: Obrona Sokratesa). Obaj wierzyli w potrzebę cnoty – dobroci i szlachetności człowieka. Obaj żyli skromnie i naturalnie, nie lubili zapisywać swojej mądrości. Obaj wybrali odejście od świata. W końcu obaj stali się ojcami wielkich szkół filozoficznych i mieli rzesze kontynuatorów.

Jako chrześcijanin wyznania katolickiego nawykły jestem do studiowania każdego myśliciela, co może odsłonić tajemnicę Boga, jakiej doświadczył. Ojcowie Kościoła wykorzystywali dla dobrego wyrażenia prawdy chrześcijańskiej dostępne im filozofie i moralistykę świata helleńskiego. Scholastycy dołączyli do tego dorobek arabski. Potem to przekuwanie filozofii kontemplatywnej na teologię naturalną podupadło. Zwyciężyły reformacja i jej maniera nieufności do teologii naturalnej. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby powrócić do świetnych tradycji Kościoła i uczyć się mądrości od Starego Mistrza z Chin przy uznaniu Jezusa Chrystusa z Nazaretu za Wcielony Logos – Tao, który umarł i powstał z grobu, aby nas wybawić.

Doświadczenie Tao – Logosu i wnioski z niego wypływające są mi bliskie i dostępne duchowo dzięki ofiarowanym wglądom. Jest tak, jakby potok duchowego doświadczenia Laozi, Zhuangzi i ten dzisiaj dostępny żyjącemu duchowo chrześcijaninowi były więcej niż podobne. Dzięki wcieleniu Tao w Jezusa z Nazaretu otrzymaliśmy dodatkowo podwójną naukę życiem i słowem, która ułatwia interpretację wglądów duchowych.

Korzystam z wielu dostępnych tłumaczeń Daodejing na język polski oraz angielski. Księga ta nie da się jednoznacznie przetłumaczyć ze względu na specyficzny sposób zapisu chińskimi znakami, można ją jedynie interpretować. Wszyscy tłumacze są więc jej interpretatorami, a każde tłumaczenie jest inne. Poniżej przedstawiam własną interpretację fragmentu Daodejing z wykorzystaniem analizy znaczeń poszczególnych znaków ze strony www.tao-te-king.org oraz korzystając z innych dostępnych opracowań. Niestety, żadne znane mi polskie tłumaczenie nie wydaje się wystarczająco czytelne i zrozumiałe, stąd przymuszony sytuacją porywam się na własny wariant polskiego tekstu Daodejing.

Poniżej przybliżam główne zagadnienia tej księgi, wybrane pod kątem moich chrześcijańskich zainteresowań.

(2)

Tao źródłem ładu

Clive S. Lewis napisał, że koniec człowieczeństwa w ludziach to brak szacunku dla Tao, jaki obserwujemy w naszych czasach. Pojęcie to zaczerpnięte z Chin bliskie jest biblijnemu Słowu – Logosowi. Ponoć w chińskich tłumaczeniach prologu do Ewangelii św. Jana wykorzystuje się termin „Tao”, pisząc: „Na początku było Tao i Tao było u Boga i Bogiem było Tao”. Logos – Tao jest początkiem i źródłem świata, wyznacza ład Kosmosu (uporządkowanego świata), stanowi Prazasadę i zapis właściwego życia. Zgodność z nim to kryterium dobra w ludzkich poczynaniach.

Doświadczenie pozaświatowego wzorca i źródła świata jest uniwersalne dla kultur całego globu. W Grecji wyrażane było poprzez pojęcia: Dike, Arche, Nous, Logos. W Egipcie ład wyznaczała Maat. W Indiach centralnym pojęciem jest Dharma, wcześniej Rta, podobne doświadczenie wyraża po części też Brahman.

Tao, Logos (Chrystus), Dharma w ludzkim doświadczeniu odniesionym do własnego życia bywają określane Drogą, czyli dobrym sposobem życia w harmonii z Bogiem. Jeśli chcemy zbudować własne człowieczeństwo, winniśmy sięgać sercem i duchem poza świat, do Logosu. Może nam w tym pomóc Daodejing.

Co ciekawe, Logos znaczy też „słowo, opowieść, wiedza”, Tao zaś obok podstawowego rozumienia wskazuje na „mówić” i „kierować”, a także na „metodę życia, działania” oraz „światopogląd”.

Pisane z małej litery jako „tao” oznacza właściwy sposób wykonywania czegoś konkretnego, jakiejś jednostkowej czynności lub właściwą drogę kogoś konkretnego. Wiele takich „tao” stanowi fragmenty wielkiego Tao. Podobnie na Zachodzie znamy Logos i wiele logoi.

(3)

Tao – znane całej ludzkości

Logos jako przedmiot myślicielstwa pochodzi od azjatyckiego geniusza, jakim był Heraklit. Tworzył w podobnym czasie co Laozi i podobnie jak on zapisał prastarą tradycję duchową, obecną w Azji oraz najstarszych kulturach Europy. Podobieństwa pomiędzy filozofią Heraklita i chińską filozofią przemian (Yijing) oraz Daodejing są uderzające. Skądinąd znamy inne azjatyckie tradycje odnoszące się do dwoistości Kosmosu, takie jak indyjska Tantra, symbole małoazjatyckie (lybris, kaduceusz), hellenistyczna gnoza, a wcześniej zaratusztrianizm. Idea dwoistości obecna jest w ogromnej liczbie kultur pierwotnych, co odnotowuje M. Eliade. Tao jest więc spuścizną ogólnoludzką, do dziś najlepiej przechowaną w Chinach.

Logos został następnie wykorzystany jako centralne pojęcie stoicyzmu. Stamtąd zaczerpnął je Filon z Aleksandrii, będący filozofem żydowskim, który odniósł je do wiary hebrajskiej. Święty Jan przejął termin „Logos” od Filona i wprowadził do Biblii. Ta sama idea jest obecna także u Pawła, który używa zwrotu o życiu w Chrystusie analogicznie do typowego dla stoików sformułowania „życie w Logosie”. Apostołowie stosowali znane sobie pojęcie świata helleńskiego, modyfikując je i odnosząc do Chrystusa – Drugiej Osoby Boskiej.

Zadziwiające pokrewieństwo myśli helleńskiej, a za nią biblijnej i chińskiej, uprawnia do poszukiwania w Daodejing pomocy w rozwinięciu myśli biblijnej.

(4)

Kontemplacja

Daodejing może być dobrze zrozumiane jedynie dzięki metafizycznemu doświadczeniu Tao. Księga ta jest bowiem zapisem mistycznych wglądów i ich życiowych interpretacji. Każda inna przyziemna lub naturalistyczna, względnie panteistyczna i monistyczna interpretacja stanowi jej spłaszczenie i niezrozumienie. Świadczą o tym już pierwsze wersy budujące kontrast pomiędzy uchwytną poznawczo rzeczywistością a Tao. Wieczne Tao jest poza światem, wieczne nazwy (pojęcia, idee) nie dają się zawrzeć w naszych umysłach i sposobach komunikacji. One nas przekraczają i wymagają poznania w zupełnie inny sposób, niż doświadczamy naszej codzienności. Są święte, przez co jest świętem, gdy nam się objawiają.

Prawdziwa mądrość, bez względu na to, jak ją nazwiemy: filozofią, religią, światopoglądem itp., musi pochodzić z kontemplacji (wglądu metafizycznego) i medytacji (rozważania nad tym wglądem). Jest ona samoobjawieniem Boga (Tao). Duchowość grecka nazywała kontemplację „theoria”. Była ona podstawą pierwszych filozofii, które następnie zastąpiło gadulstwo ludzi żonglujących słowami. Nie rozumieli oni właściwego źródła mądrości, ponieważ nie doświadczyli jej w mistyce. Dotyczy to wszystkich kultur i erozji wielu duchowych nauk do poziomu pustosłowia.

Mistyka to spotkanie z niepoznawalnym, ciemnym, ukrytym – z Tajemnicą. W tym spotkaniu objawia się niepoznawalne, którego nie jesteśmy zdolni poznać własnymi siłami. Mistyka to patrzenie przez zamknięte oczy, poznanie duchowe. Daodejing można zrozumieć tylko mistycznie.

(5)

Doświadczenie Tao jako pustki

W rozdziale 4 Daodejing znajdziemy obraz Tao jako pustki, z której paradoksalnie pochodzi wszystko, co istnieje. To silny poetycki kontrast zjawisk bycia pustym i jednocześnie dającym istnienie wszystkiemu. Jak puste naczynie, z którego nieustannie wylewa się, przelewa całe istnienie. Tao działa, ale nie dla siebie; nie dąży do napełnienia siebie. Jest ono nazywane przodkiem, czyli pierwszą przyczyną dla istnień, dla których dodatkowo stanowi grunt, fundament bytowania.

To jeden z ważniejszych fragmentów Daodejing. Dojmujące doświadczenie próżni w mistycznym spotkaniu z Tao – Bogiem nie jest niczym nieznanym także chrześcijanom. Absolut ukazujący siebie mistykom jako nieosiągalny i niepoznawalny to obraz znany wielu kulturom. Chrześcijanie także postrzegają Boga jako kogoś poza zasięgiem człowieka. Zbliżanie się do Niego na drodze mistycznego poznania bywa spotkaniem z ciemną próżnią pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Taka wizja działa niezwykle oczyszczająco dla duszy, która porzuca w niej wszystkie własne wyobrażenia, dziecinne iluzje i oczekiwania, jakimi się karmimy. Doświadczenie oczyszczającej próżni może być początkiem teologii negatywnej.

Wschodnia filozofia mówi o Tao jako o wszechpotencjalnym i dlatego pustym, a jednocześnie urzeczywistniającym świat. Zachód nazywa Boga wszechmocnym i Stwórcą świata. To są wyobrażenia analogiczne sobie, a jednak wizja wschodnia jest bardziej plastyczna i łatwiejsza do przyjęcia. Absolut to niezmierzona pusta przestrzeń, z której wypływają stworzenia. Obraz ten silnie kojarzy mi się ze stworzeniem z niczego. To jakby ta sama wizja co w Biblii, w której przyjęto jednak perspektywę patrzenia na Boga jakby od przodu, przez co widzi się Go osobowo, Jego twarz, podczas gdy Daodejing ogląda Absolut jakby z boku, obserwując samo działanie i jego skutki.

Absolutna potencjalność Tao w chrystianizmie nazywana jest wszechmocą Boga. To ostatnie sformułowanie bywa mylące i bardzo karykaturalnie przedstawiane przez nieprzyjaciół wiary. Tymczasem wszechmoc to właśnie doskonała potencjalność, która realizuje się (aktualizuje) poprzez stwórcze działanie Boga.

W rozdziale 5 Daodejing czytamy, że wnętrze świata jest jak miech kobzy – puste i wciąż nieopróżnione, pozostające w ruchu i wciąż wytwarzające więcej. Ta piękna i ekspresywna wizja to obraz Tao jako pustego, ale także poruszającego się i wytwarzającego swoim ruchem rzeczywistość. Jego wirowanie wydaje się poruszać światem, którego naturą jest ruch, przemiana. Podobnie grecki Pierwszy Poruszyciel, który samemu będąc nieporuszonym, nadaje życie, czyli ruch, rzeczywistości. Filozofia chrześcijańska św. Tomasza akceptowała taki pogląd na Boga. Ruch w tych wizjach stawał się istotą świata. Nieustanna przemiana jest właściwa starszej chińskiej mądrości zawartej w księdze Yijing (I Cing), przy czym chodzi o jej wymiar filozoficzny, a nie pospolite jej wykorzystanie do wróżb.

Tao to tajemnica, stąd jest ono ukryte. Bóg w wizji chrześcijańskiej także pozostaje w ukryciu i wymaga od człowieka aktywnego poszukiwania Go i odkrywania. Ludzie jednak bez trudu omijają Tao – Boga zajęci przyziemnymi sprawami.

(6)

Za symbolami wnętrza piasty koła, miecha, naczynia w Daodejing stoi metafizyczne doznanie Tao. Człowiek może go doświadczyć jako nieskończonej przestrzeni wewnątrz siebie. To tak, jakby bezkresny Kosmos otworzył się w piersi człowieka. Przestrzeń kosmiczna, jaką oglądamy nocą w postaci gwiaździstego nieba, na zdjęciach z teleskopów czy sond kosmicznych, oraz nasza przedziwna tęsknota, jakiej wtedy doświadczamy, to tylko namiastka doświadczenia pustki Tao. Trudno to opisać – to bardziej nieskończona przestrzeń niż pustka. Człowiek wydaje się indywidualnością wyznaczaną przez swój obraz jakby w postaci kliszy fotograficznej albo zadrukowanej przezroczystej folii, spod której widać ową przestrzeń Tao. To ona nadaje nam nasze istnienie, naszą – że tak to ujmę – konsystencję, trójwymiarowość, bryłowatość. Człowiek to indywidualność, ale zależy też od Tao, które jest jakby osobnym wszechświatem. Posłużmy się metaforą balonu. Jeśli człowiek jest balonem, to Tao stanowi wypełniające go w środku powietrze.

Gdzieś niedaleko tej prawdy sytuuje się słynne, wręcz kulturotwórcze dla Zachodu powiedzenie Kanta: „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”.

Tao to właśnie prawo moralne, które jest jednocześnie nad nami, za nami i w nas.

Dziś w polszczyźnie odpowiednikiem znaczeniowym tej pustki jest „głębia”. Coś, co znajduje się wewnątrz, a co niezupełnie jest mną, jawi się jako najważniejsze, trudne do odkrycia. Głębia mnie okazuje się pustką, nie-mną, czymś zewnętrznym, innym, Tajemnicą.

(7)

Realizm

Obserwacja świata to realizm, badanie skutków i korzyści, wyciąganie wniosków praktycznych, skupienie na rzeczywistości. Dla mnie sednem myśli Laozi jest taka obserwacja. Daodejing coś pochwala, inne rzeczy gani, co wynika z bardzo głębokiej obserwacji świata. Podstawą wartości w tej księdze jest właśnie uczciwa, rzetelna obserwacja jako nawyk i sposób życia. Laozi nie miał dostępu do objawienia Wcielonego Boga, miał jednak oczy, uszy i umysł wychodzący naprzeciw światu, życzliwy mu. Laozi patrzył na świat tak dogłębnie, że widział nie tylko jego, ale i przez niego. W jego koncepcji świat przypomina jakby przezrocze, spoza którego pada na nas światło Tao. Tak realizm staje się realizmem metafizycznym. Badacze od wieków toczą spór, czy Laozi był materialistą, czy idealistą. Był jednym i drugim w harmonii tych przeciwnych zasad, gdyż prawdziwy realizm nie poprzestaje na materii i sięga poprzez nią do duchowej podstawy jej istnienia.

(8)

Dystans do ludzkich porządków

Daodejing niewiele twierdzi pozytywnie, za to zaprzecza wielu cudzym pomysłom. Doświadczenie Tao przydaje człowiekowi świeżego spojrzenia na ludzkie poczynania. Elegancka prostota myśli zaczerpniętych z wglądu w Tao sprawia, że na pomysły ludzkiej kultury i cywilizacji patrzy się z dystansem. Laozi to arystokrata ducha oglądający świat z pewnego oddalenia dzięki duchowemu zjednoczeniu z Tao, które jest właśnie poza znanym nam światem zjawisk. Daodejing wyrywa nas w stronę Tao i relatywizuje ludzkie porządki, odbiera im wartość ostateczną. Nie jest jednak ani nihilizmem, ani jakimś prymitywnym naturalizmem. Gdy moizm zakazuje muzyki (w sensie całości sztuk pięknych) jako bezużytecznej, taoizm jej broni. Gdy konfucjanizm czyni ze studiowania muzyki obsesję, taoizm pewnie to wyśmiewałby. Taka postawa to rzeczywisty walor klasycznego taoizmu jako łagodnej drogi środka, która niczego, co dobre, nie wyklucza, ale i nie popada w niewolę czegokolwiek na świecie. Skoro wgląd w Tao jest poznaniem innego doskonałego uniwersum, to skutkiem tego musi być negacja patologii w naszym własnym świecie, który przestaje być sam dla siebie miarą i celem.

Postawa Chrystusa, jakiej uczy On swoich uczniów, jest taka sama. Jezus często kontrastuje ludzkie porządki swoich czasów („świat”) z rzeczywistymi zamiarami Boga wobec ludzi, wyrażonymi m.in. przez Przykazania. Wcielone Tao nieustannie gani ludzkie zwyczaje uświęcone uczonością, tradycją, religią, przyzwyczajeniem. Takie zwyczaje konstytuowały wspólnotę Judejczyków. Niektóre z nich, jak choćby zepsucie i wykolejenie płciowe naszych czasów, do dziś tworzą wspólnotę ogólnoludzką. Powszechność i użyteczność nie czynią jednak tych zwyczajów boskimi. Bóg patrzy własnymi oczami, a Jego drogi myślenia nie są naszymi drogami. Naszą rzeczą jest porzucać własne drogi i dać się kierować jego Drodze (Tao). Chrystus przyniósł jedyną potrzebną światu rewolucję prawdy, sensu, wiary, nadziei i miłości.

W Daodejing widać harmonię z istnieniem, zgodę na świat takim, jaki jest, i na wyroki Tao. Księga ta stanowi obronę przed redukcyjnym podejściem uczonych i ich zmyślonych porządków, obronę świata przed ludzką manipulacją. To niebiańska harmonia świata, nieodrzucanie niczego z Boskiego porządku świata i ratowanie naturalnego stworzonego przez niebo stanu rzeczy i świata. Można to nazwać naturalizmem, ale jest on metafizyczny, skupiony na zachowaniu maksimum łączności aktualnych realiów z ich esencją w Tao (Logosie).

Laozi to myśliciel o ogromnym, wręcz arystokratycznym dystansie do świata. Na wszystkie jego wypowiedzi trzeba patrzeć przez pryzmat tego, że jest to język poetycki, czego nie mogą pojąć filozofowie uprawiający swoją pracę za pomocą oklepanych słownikowych kategorii i pojęć. Laozi to poeta, artysta myśli, świadomie rozmiękczający przekaz, który trzeba chłonąć, a nie taki, nad którym należy debatować. Musimy zatem poznawać go inaczej, niż jest to przyjęte na przeuczonych akademiach. Potrzeba serca i duszy, żeby go rozumieć.

Ten chiński myśliciel staje w obronie świata w kształcie nadanym mu przez Tao. Znakomitą część Daodejing stanowi argumentacja przeciw modnym podówczas trendom w kulturze duchowej i intelektualnej. Można powiedzieć, że każde czasy potrzebują swojego Daodejing, tylko nie każde mają swojego Laozi. Ta determinacja w obronie nienaruszalności niebieskiego porządku świata wydaje mi się najważniejszą praktyczną myślą Daodejing. Nigdzie nie została ona wypowiedziana wprost, ale wypełnia prawie całą treść tej księgi. Ta gorąca obrona naturalnego stworzonego stanu rzeczy stanowi naszą powinność, gdyż jest ona nieustannie atakowana pozorami dobrych doktryn. Daodejing zawiera np. obronę:

• pozornej bezużyteczności obecnej w naturze w opozycji do popularnego w tamtym czasie, zwłaszcza w myśli Mozi, wojującego utylitaryzmu i pragmatyzmu,

• mistyki i metafizyki Tao w stosunku do konfucjanizmu będącego tradycjonalistycznym humanizmem koncentrującym się na sprawach codziennych, negującym rozważania nadnaturalne,

• poczucia zwierzchności Tao w kontraście do postaw pragmatycznego „korzystania” z sił duchowych przez Chińczyków, co jest powszechne w postaci „użyteczności” bóstw, duchów, magii, alchemii.

(9)

Wu wei

Wu wei to życie bezbłędne w skupieniu i pochłonięciu swoimi czynnościami dzięki świadomości Tao, a także zmysł powinności naturalnych i wierność im. Mądry człowiek szanuje naczelną zasadę Daodejing: wu wei – nie działać, nie ingerować, nie zakłócać, nie mieszać. Mądry człowiek wkłada w przebieg spraw jak najmniej od siebie, własnego mniemania. Istotna jest dla niego przede wszystkim harmonia z Tao i tym, jak oddziałuje ono na nas i świat. Zaprzeczenie tego stanowi samostanowienie, samowola, arogancja układania świata według własnych mniemań, egoistyczne forowanie swojego widzimisię, samowolne i pozbawione związku z Tao przedsiębranie. Samowola to forma pychy – pojęcia dobrze znanego Zachodowi. Człowiek żyjący według wu wei nie pozostaje bezczynny. Nawet kiedy jest najbardziej czynnym, to zawsze musi być w zgodzie z harmonią Kosmosu. Mądry człowiek, co trzeba podkreślić, załatwia swoje sprawy i nie jest leniwy, a jednak paradoksalnie tak się dzieje, bo nie czyni niczego sam od siebie. Sposób załatwienia spraw przyjmuje od swojego zmysłu harmonii kosmicznej. Człowiek Zachodu nazwie to pokorą i moralnością. Wu wei prowadzi wynikowo do mistrzostwa w każdej czynności, czego ilustracją jest powiastka Zhuangzi o kucharzu (lub rzeźniku) Ding (Ting). To nie ja wykonuję czynność, ale to ona robi mnie. Niektórzy mówią „flow” na zjawisko, gdy człowiek ma poczucie, że unosi się ze swoją aktywnością na nurcie dobrych zdarzeń. Chrześcijanin może powiedzieć, że dobrze żyjąc, nie tyle on czyni, co czuje, że jest czyniony przez Boga.

Poprzez słowa trudno uchwycić rzeczywistość, wymyka się ona ludzkiemu umysłowi. Dlatego też nauczanie okazuje się paradoksalnie najlepsze, gdy go formalnie nie ma, a wykonywane jest poprzez działanie.

Wei wu wei, czyli działanie pokorne w zgodzie z naturą i prostym porządkiem, prowadzi ludzi do doskonałego pełnego życia bez zaniedbań i wypaczeń. Ten zaskakujący zwrot przypomina nam, że nadmierne zaangażowanie, objawiające się łamaniem praw i zasad, szkodzi efektom działania. Nie jesteśmy panami samych siebie. Podobnie chrystianizm streszcza się w słowach: „Panem jest Jezus”, aby nam przypomnieć, że sami nie jesteśmy własnymi panami, jak nam to podpowiada pycha.

Biblia ostrzega przed zaprzeczeniem wobec wu wei, czego wyrazem może być bunt. Często odżegnuje się od takiej postawy. Wizja samej pokory, tego, na czym ona polega, jest jednak w chrystianizmie niezbyt jasna. Daodejing i Zhuangzi przybliżają nas do zrozumienia tego tematu.

(10)

Archaiczność – odwoływanie się do mądrości starożytnych

Wydaje się, że struktura Daodejing wskazuje na to, że wpleciono w nią cytaty z jakichś starszych wypowiedzi, wierszy. Niektóre fragmenty i wtrącenia rymują się lub mają ni stąd, ni zowąd bardzo regularną budowę. Laozi powołuje się na starożytnych jako zapewne arkadyjski mit dobrej i mądrej przeszłości. Może to mieć jednak bardzo poważne uzasadnienie. Literatura w Chinach łatwo ginęła, zapisywano ją bowiem na nietrwałych nośnikach. W dodatku zdarzały się wieki ciemne, wypełnione wojnami i upadkiem kultury, a nawet akcje planowanego palenia książek. Możemy się więc domyślać, że Daodejing czerpie ze starszych źródeł, których już nie ma.

Nie dziwi to, gdyż wydaje się, że myśl Laozi czerpie z najstarszej archaicznej kultury duchowej ludzkości. Jej ślady ledwie odnajdujemy np. w mitologii Greków. Ta archaiczna kultura rozminęła się czasowo z umiejętnością pisania i prawie nie ma po niej piśmiennych zabytków. Przez większość dziejów mądrość i tradycję przekazywano ustnie, a jedynym ich nośnikiem była pamięć ludzka.

Współcześni religioznawcy próbują w granicach swoich możliwości pozyskać tego typu przekaz od dostępnych jeszcze kultur archaicznych i utrwalić ich niespisaną tradycję choćby w skrócie. Mircea Eliade, znany badacz kultur pierwotnych, podkreśla w swoich książkach poczesne miejsce wiary w dwoistość świata i zjednoczenie przeciwnych zasad w dawnych tradycjach. Wiele ludów intuicyjnie wyznawało taką wiarę na całej ziemi. Ponadto różne kultury postrzegały naturę w sposób ponadnaturalny, uznając jej świętość, nienaruszalność i transcendentny charakter. Są to także główne motywy Daodejing. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że księga ta jest najpełniejszym dostępnym zapisem pierwotnego archaicznego myślenia ludzkości. Zostało ono zagubione wraz z kulturą agrarną i ustanowieniem ludzkiego władztwa nad ziemią. Daodejing bliższe jest myśleniu pierwotnych wędrowców, łowców i zbieraczy, którzy nie postrzegali siebie jako panów świata ani nawet własnych panów. Byli częścią Kosmosu i żyli z nim i historią w zgodzie i harmonii bez balastu majątku, władania ziemiami, rozbuchanych ambicji posiadania i władzy. Byli filozofami całą swoją egzystencją. Tacy ludzie identyfikują się z Kosmosem, jego prawami, nie znają egoizmu, skupienia na sobie, a nawet koncentracji na ludziach jako jakimś wyjątkowym elemencie rzeczywistości. Cykle i prawa naturalne stanowią o ich życiu, stosunkowo nieskażonym ludzkimi marnymi pomysłami i zepsutą kulturą. Przy nich filozofowie Zachodu wydają się tylko przegadanymi dziwakami. Patrząc przez pryzmat odkryć współczesnych religioznawców i etnografów, taoizm klasyczny jawi się bodaj jako jedyna uporządkowana doktryna na świecie przenosząca treści myślenia archaicznego do epoki pisma i cywilizacji.

W dzisiejszych czasach wśród badaczy stało się modne sięganie do myślenia ludów pierwotnych jako drogi do uzdrowienia kondycji ludzkiej. Jest to dość naiwne, zważywszy, że w kulturach pierwotnych najgłębsze myślicielstwo miesza się niestety z najgorszymi nieraz zwyczajami, takimi jak wojny, wendetta, zabobony, czary czy przemoc. Daodejing jest zaś odfiltrowaną już przez cywilizację i niezatraconą jeszcze podówczas pozytywną spuścizną archaicznych przekonań.

Ślady dialektyki przeciwieństw i parzystości świata pojawiają się także w Biblii i tradycji żydowskiej. Są to jednak już tylko reliktowe pozostałości. Biblia jest zapisem Objawienia Bożego i ludzkiej do niego relacji. Wydaje się, że w ten sposób Biblia i Daodejing uzupełniają się jako mądrości objawiona i naturalna. Zadziwiające okazują się paralele pomiędzy nimi.

2. Daodejing, Laozi – fragmenty

Interpretacja na podstawie tłumaczeń angielskich i polskich z komentarzem.

1.

Tao, które można wyrazić,

nie jest wiecznym Tao.

Nazwa, którą można nazywać,

nie jest wieczną nazwą

Nienazwane jest zrodzeniem Wszechświata jako całości.

Nazwane jest matką dziesięciu tysięcy rzeczy(1).

Nienazwane niczego nie pragnie, gdyż wpatruje się w swoją tajemnicę.

Nazwane nieustannie pragnie,

wpatrując się we własne ograniczenie.

Te dwa powstały razem,

ale rozróżniono je nazwą.

Razem nazywane są Tajemnicą.

Tajemnica jest wciąż bardziej Tajemnicą,

a pełnia Tajemnicy jest do niej bramą.

(1) Dziesięciu tysięcy rzeczy, czyli wszystkich rzeczy.

(1)

Pojawiające się na samym początku wywodu słowa o niewysławialności doświadczenia Tao są zastrzeżeniem dla zrozumienia całej Księgi. Tao należy doświadczać, a nie o nim rozmawiać. Paradoksalnie jednak księga ta jest kontynuowana, czyli używanie słów okazuje się pożyteczne, chociaż niewystarczające.

Chrystianizm posiada cały dział teologii negatywnej o wielkiej tradycji pochodzącej z kultur przedchrześcijańskich. Teologia i filozofia mistyczna, ukazujące Absolut jako niepoznawalny i przesłonięty ciemną zasłoną, bywają płodne w dzieła, w których chętnie wylicza się, jaki On nie jest, unikając twierdzeń pozytywnych. Stąd nazwa teologii negatywnej (via negativa). Podobnie mistyczne jest Daodejing. Ukazuje ono człowieka jako niezdolnego do wyrażenia doświadczenia Tao, co wiele mówi o relacji człowiek–Tao. Człowiek jest w tym porównaniu nieskończenie mniejszy.

Jakie ludzkie słowo wyraża cokolwiek, a nie jedynie oznacza? Gdzie w możliwościach pomyślenia i wypowiedzenia jest Bóg? Cokolwiek powiemy i napiszemy będzie tylko fragmentem naszej rzeczywistości, ludzkiego świata, nie sięgamy ponad niego myślą, pojęciem i słowem. Po co więc mówić, myśleć, pisać? A jednak nie można nie mówić. Człowiek nie jest zdolny nie wyrażać tego, czego doświadcza. Pierwszy wiersz Daodejing powoduje odbijanie się od dwu ścian, dwu zasad, które ani się nie zniosą wzajemnie, ani się nie rozejdą. Już w nim zawarta jest istota spotkania z Tao.

Paradoksalność wypowiedzi stanowi (paradoksalnie) jedyny sposób wyrażania intuicji metafizycznych. Co ciekawe, także Objawienie biblijne wyrażane jest paradoksalnie, co pięknie odkrywa przed nami kolęda Bóg się rodzi.

„Boga nikt nigdy nie widział; jednorodzony Syn, który jest w łonie Ojca, On (Go) objawił” – tak temat niepoznawalności Chrystusa jako Boga podsumowuje Jan Ewangelista, wprowadzając jednocześnie w spotkanie z Wcielonym Bogiem jako Bożym odsłonięciem siebie przed człowiekiem. Ta demonstracja Boga poprzez człowieka w osobie Jezusa Chrystusa staje się treścią zasadniczej pozytywnej nauki chrystianizmu. Z kolei via negativa prowadzi do szalenie ważnego oczyszczenia umysłu z błędnych pojęć o Bogu. Dzieje się tak wtedy, kiedy dotychczasowe pojęcia w rzeczywistym spotkaniu z Bogiem opadają jak zwiędłe liście. Nie zaprzecza to teologii pozytywnej, ale moderuje jej wartość jako posługującej się opisem będącym co najwyżej analogią do niewyrażalnej rzeczywistości Boskiej.

(2)

Dodatkowo niewyrażalność odnosi się także do świata, nie tylko Boga. Ludzkie słowa i pojęcia nie wyrażają świata, za ich pomocą jedynie oznaczamy desygnaty myślenia. Właściwe pojęcia o świecie funkcjonują poza umysłem człowieka. Doszedł do tego Sokrates w swoim poszukiwaniu doskonałych definicji, których koniec końców nie odnalazł u ludzi. Tym tropem poszedł także Platon, pisząc o metafizycznym świecie idei opisujących rzeczy świata i będących poza codziennym ludzkim doświadczeniem i przystępem, a wymagającym duchowego wysiłku w celu zyskania w niego wglądu. Spór o istnienie i naturę pojęć ogólnych stanowi jeden z głównych wątków myśli Zachodu. W tym sporze od tysiącleci ścierają się z jednej strony codzienna i przyrodzona potrzeba myślenia i mówienia, z drugiej zaś intelektualistyczny sceptycyzm.

Chrystianizm sytuuje w umyśle Boga istnienie pojęć doskonałych o świecie i pełnej wiedzy. Człowiek może poznawać jedynie po części. Powinien jednak to robić.

(3)

Porządek i Chaos, Nazwane i Nienazwane

W 1 rozdziale Daodejing kilka razy pojawia się słowo „ming” tłumaczone jako nazwa, także w terminach Nazwane i Nienazwane. Zaryzykuję refleksję, że może to korespondować ze znanym nam nieco lepiej na Zachodzie podziałem na określone i nieokreśloność.

Nieokreśloność to wszystko i nic jednocześnie. To mityczny chaos, biblijny bezmiar, filozoficzny Apeiron itp. To świat przed nadaniem mu kształtu – już jakoś będący, ale jeszcze pozbawiony tożsamości w postaci wyodrębnionych rzeczy. Szara masa, z której rodzą się rzeczy poprzez konkretyzację, ograniczenie, nadanie wymiarów i innych cech. Jest to odmienne rozumienie przekazu Daodejing, bardziej literalne niż stosowane zwykle w tym miejscu terminy Nicość i Istnienie, choć znaczy coś podobnego. Nicość oznacza bowiem absolutny brak. Apeiron nie jest niczym, ale nie jest też czymś konkretnym. Kolejny wers naprowadza na podobne tropy. Nienazwane (Apeiron – bezkres) jest wszystkim, więc niczego nie pragnie, a jednocześnie jest tylko tajemnicą, potencją. Jest bezkresny, czyli jest wszystkim, więc nie doświadcza braku, nie pragnie. Jest także niczym, bo nie jest niczym konkretnym. Niektórzy mylą w swoich doświadczeniach duchowych stan chaosu (bezkresu) z Bogiem (tak na marginesie: i tu, i tam zauważymy przymiot nieograniczoności). Jednak bezkres to nieograniczoność na wzór otchłani, która wszystko pochłonie. Człowiek doświadcza chaosu (bezkresu) psychicznie i duchowo, m.in. jako groźby cofnięcia się w rozwoju, degeneracji.

To, co już określone, doświadcza braku, ma granice. Jest konkretne i jakoś spełnione, kompletne. Równocześnie paradoksalnie doświadcza swojej ograniczoności. Także człowiek tego doświadcza; realizując siebie, miewa chwile poczucia narastającej pustki, braku.

Te dwa komponenty rzeczywistości Daodejing umieszcza w jednym Niepoznawalnym, czyli samym Tao. Tym sposobem i bezkres, i konkret wchodzą w przestrzeń rozważań nad tym, co pochodzi od Tao, a nawet samo Tao zawiera w sobie oba te elementy.

Na podobną myśl natrafimy w Biblii: Bóg stwarza bezkres (czyli jest on czymś z natury pozytywnym), a następnie z niego wyprowadza przez podział konkretne rzeczy, z bezkształtnej masy lepi także człowieka.

2.

Gdy cały świat

określa piękne pięknem,

to brzydotę określa także.

Gdy cały świat określa dobre dobrym,

to niedobre określa także.

I tak byt i niebyt

wzajemnie się wytwarzają;

trudne i łatwe

wzajemnie się uzupełniają;

długie, krótkie

wzajemnie są sobie miarą;

wysokie, niskie

wzajemnie skłaniają się do siebie;

jeden dźwięk z innymi

wzajemnie tworzą harmonię;

przed i po następują po sobie.

Dlatego mądry człowiek

pozostaje, nie działając(1),

gdy załatwia swoje sprawy,

a praktyka, bez słów, jest jego nauczaniem.

Tysiące istnień powstaje,

a jednak nie podupada;

wzrasta, a jednak nie zagarnia;

one działają, a jednak

nie żądają niczego;

zadania wykonane,

a jednak nie rozwodzą się nad tym,

gdyż po prostu nie rozwodzą się nad tym(2),

i dlatego istnieją(3).

(1) Wei wu wei.

(2) W sensie: bo nie ma nad czym.

(3) Nie zanikają, nie przestają istnieć.

(1)

Yin – Yang, ulotność

Rzeczywistość jest zbudowana biegunowo, te skrajności wzajemnie się definiują i są nierozłączne. Rozumiemy jedno poprzez przeciwieństwo do drugiego: krótkie nie jest długim i na odwrót. Poza tym wspólnie są pierwiastkami harmonii, a nawet przekształcają się w siebie, jak „przed” staje się „po” w zależności od kontekstu i punktu odniesienia. Ta harmonia przeciwieństw zachwyca i jest przedmiotem kontemplacji ich wspaniałej gry, oddziaływania, wzajemnej przemiany. Harmonia wszechrzeczy budzi podziw i wzywa do wzięcia w niej udziału.

To jest też zasada relatywności świata. Rzeczy tego świata określają się wzajemnie, a to oznacza, że żadna nie posiada własnego samodzielnego bytu. Krótkie nie istnieje bez długiego i na odwrót. Prowadzi to do zwątpienia w ważność rzeczy i spraw świata. Są one uzależnione jedne od drugich, przez co dają się określić i zrozumieć wyłącznie poprzez siebie nawzajem. Jednocześnie nic nie posiada bytu i ważności samoistnie.

W Biblii komponenty świata stwarzane są także parami – jedno jest odniesieniem dla drugiego. Istnieją razem dzięki sobie, a ich istnienie znajduje oparcie w swoim przeciwieństwie. Nie znalazłem w Piśmie Świętym bezpośredniej refleksji nad relatywnością spraw świata, tak typowej dla Dalekiego Wschodu. Relatywność oznacza doświadczenie, że w świecie każdy jego element jest warunkowany innymi; wszystkie zaś istnieją w zasadzie jedynie jako sieć wzajemnych relacji, nie posiadając własnej stabilnej tożsamości ani trwałości. Jak to nazywali Grecy, wszystkie byty mają charakter tymczasowy i zależny. Jedynie Bóg istnieje sam z siebie, bez drugiego, bez odniesienia.

W zamian tego mamy u Koheleta niezwykle silne doświadczenie chwilowości, ulotności wszystkiego, co istnieje. To właśnie wyraża jego słynne „Hawel hawelim hakkol Hawel” (tłumaczone jako „Marność nad marnościami i wszystko marność”). Kohelet uzupełnia, że jest czas siewu i czas żniw, akcentując chwilowość wszystkiego, co dotyczy człowieka, a także nieustanną zmienność świata. Ten najbardziej filozoficzny autor biblijny porusza się w podobnych rejonach myślenia co Laozi.

Żeby zrozumieć, czym jest ulotność i wzajemne uwarunkowanie rzeczy świata, trzeba jednak doświadczyć stałości Boga – Tao.

(2)

Pokora, skromność i bezinteresowność opisane pod koniec rozdziału są oczywistymi cnotami chrześcijańskimi. Daodejing dopowiada rzecz wręcz rewolucyjną, a dla chrystianizmu zrozumiałą. Zgodnie z nią są one warunkami dobrego życia, a nawet istnienia w ogóle.

(3)

Bezinteresowność

Świat poza człowiekiem, mimo że bez nagród, żądań, bez zagarniania dla siebie niczego, działa w sposób doskonały. Człowiek powinien w tym naśladować świat i być równie zaangażowany w swoje sprawy i zadania, a dodatkowo, jeśli dobrze je wykonuje, pozbawiony roszczeniowości. Taka postawa podtrzymuje istnienie innych rzeczy świata i jest też ratunkiem dla człowieka, gwarantuje bowiem dalsze niezakłócone trwanie – życie człowieka. Taka przyrodzona pokora i skromność podtrzymują człowieka w byciu człowiekiem. Przeciwnie działają pycha i chciwość, które zabijają i degenerują.

3.

Gdy nie wywyższa się znamienitych,

to sprawia, że ludzie nie rywalizują z nimi.

Gdy nie czyni się rzeczy trudnych do zdobycia drogocennymi,

to sprawia, że ludzie ich nie kradną.

Gdy nie pokazuje się tego,

co oglądane, będzie pożądane,

to sprawia, że ludzkie serca nie są zmącone.

Dlatego mądry człowiek zarządza tak,

aby opróżnić ludzkie pożądania(1),

a napełnić ich brzuchy;

i osłabić ich ambicje,

a wzmocnić ich kości.

Stale utrzymuje się ludzi

bez wiedzy i bez pożądań,

aby wiedza nie sprawiła,

że ośmielą się czynić zamęt także.

Działanie bez działania(2)

nie pozostawia niczego niezrobionym.

(1) Także: wolę, umysł.

(2) Wei wu wei.

(1)

Prostota – unikać wywyższania, przeceniania, ostentacji

Te wersy ukazują ludzi jako wymagających opieki ze strony mędrców, którzy będą nimi mądrze zarządzać. Można powodować zawiść i budować chaos, można stymulować żądze ludzkie i epatować skarbami, których inni nie mają. Tego jednak należy unikać. Mądry władca dba o dobrobyt ludzi, a nie o własną pychę wynikającą z ostentacyjnej wyniosłości i bogactwa. Te ostatnie czynią ludzi agresywnymi i chciwymi.

Owa „wiedza” w kontekście tekstu oznacza zapewne emocjonalny kontakt z wyniosłością, bogactwem i innymi przedmiotami silnych a zbędnych pragnień.

„Kości” metaforycznie to wola, charakter, a zmącenie żądzami je osłabia.

(2)

Oduczanie

Spokojne bytowanie ludu zależy od tego, czy nie stymuluje się jego samowoli wbrew harmonii. Historia Kościoła miała taki okres, gdy ograniczano dostęp do szkodliwych nauk, a nawet do samowolnej, niedouczonej interpretacji Biblii.

Pamiętamy też, że europejski feudalizm ze swoją ostentacją pychy stanów uprzywilejowanych doprowadził lud do desperacji i rewolucji. Z kolei współczesne powszechne na Zachodzie samodzielne mędrkowanie doprowadziło do upadku myśli, filozofii i mądrości. W umysłach sprzeciwiających się naturalnej harmonii w imię bycia „uczonymi, obeznanymi” panuje szkodliwy zamęt. Prawda Daodejing odnajduje demoniczną wręcz ilustrację we współczesnym Zachodzie dokonującym stopniowego samobójstwa. Współczesna cywilizacja szczyci się „wiedzą” choćby w postaci zasobów internetowych, jednak ta „wiedza” w ostatecznym rozrachunku wcale jej nie wychodzi na dobre; sprawia zamęt, rozbudza pychę i prowadzi do upadku. Nie ma w niej Boga – Tao, jest za to ludzkie przemądrzalstwo. Trzeba się oduczać takiej „wiedzy” i płynącej z niej postawy bezczelności wobec Boga. Jedna sekunda duchowego poznania Tao daje więcej mądrości niż cały ludzki internet.

(3)

Cały ten fragment ujmuje ludzi w podobny sposób jak Biblia mówiąca metaforycznie o owcach. Ludźmi, niczym owieczkami, można zarządzać i powodować nimi, będąc władcą. Biblia mówi o potrzebie pasterzy, dobrych pasterzy, którzy będą opiekunami dla owiec, czyli ludu, prowadzą go do Boga.

4.

Tao jest puste(1),

a jednak jest w działaniu(2),

zapewne nie aby się napełnić.

O, bezdennie głębokie;

zdaje się, że jest przodkiem

dziesięciu tysięcy stworzeń.

Ono stępia ich ostrość(3),

rozwiązuje ich węzły(4),

tłumi ich blask(5),

łączy się z ich ziemskim prochem(6).

Ukryte,

o, a zdaje się być czystą możnością(7).

Czyim jest dzieckiem?

Zdaje się, że Pan nieba jego przodkiem.

(1) Jest opróżnione, stanowi pustkę.

(2) Dosł. w użyciu.

(3) Lub ostrza bądź wolę walki.

(4) Lub: pozbawia je zmartwień.

(5) Np. blask chwały, samochwalstwa.

(6) Lub ich przyziemnością.

(7) Dosł. być „jeśli?”.

(1)

Tao

Tao harmonizuje, tonizuje życie 10 tysięcy (czyli wszystkich) stworzeń. Pozornie występuje przeciw nim. Gdy się naostrzają do walki, przytępia. Gdy lśnią, tłumi blask. Gdy doznają komplikacji, „węzłów”, pomaga je rozsupłać. Działa przeciwnie do kierunku sytuacji, żeby czynić życie spokojniejszym. Tym samym zwraca uwagę na siebie, a odwraca ją od spraw ziemskich. To podobne do znanej Zachodowi apathei, gdzie człowiekowi przytrafiają się koleje losu, ale gdy skupia się na Logosie, to nie ulega z tego powodu targającym emocjom czy namiętnościom. Nie jest beznamiętny, lecz potrafi odnajdywać równowagę dzięki doświadczaniu Logosu.

Wielokrotnie doświadczyłem takiego działania Boga. W wielkich kłopotach oddawanych w modlitwie przychodził z pomocą. Z kolei w chwilach dumnego uniesienia jakiś drobny defekt potrafił „zepsuć” te momenty chwały, co mogło być jakoś dokuczliwe czy nawet bolesne. Służyło jednak temu, żeby się nie skupiać na sobie, ale koncentrować na Bogu, a nie na przemijających mało istotnych wobec Wieczności zdarzeniach.

(2)

Ta harmonizacja to proces zbliżania Tao do wszystkich stworzeń, do ziemskiego prochu. Jak widać powyżej, nie jest to łatwe, ale w efekcie może prowadzić do zjednoczenia Tao z tym prochem, do czego Tao dąży. Biblia nazywa ludzi ziemią (Adam to imię, z kolei jako rzeczownik to ziemia [adama] i człowiek). Analogia ta jest niezwykle wyraźna. Dochodzi do tego procesowy, czynnościowy, aktywny charakter Tao w stosunku do człowieka i możliwość wejścia z Nim w mistyczną unię, co stanowi wręcz sedno chrześcijaństwa, które jest uległą współpracą z Bogiem w celu zjednoczenia duchowego.

Łączenie się to czynność, proces. Tao jest pozaświatowe, transcendentne, ale wchodzi w jedność ze światem i go harmonizuje.

(3)

Trudno odczytać w Daodejing, kto jest czyim przodkiem, poprzednikiem: Pan nieba dla Tao czy odwrotnie. Niebiosa wraz z bliżej nieokreślonym Panem nieba to bodaj najstarsza wiara w Chinach, jednak nie ma ona rozbudowanej teologii. Sprowadzona została na ziemię przez uznanie cesarzy za synów nieba, którzy niejako zagarnęli dla siebie cześć właściwą niebu. Także mędrcy, jak Laozi, nazywali siebie synami nieba (tak pisze E. Voegelin).

5.

Świat nie jest humanitarny(1)

i dlatego dziesięć tysięcy istnień

jest traktowane jak psy ze słomy.

Mądry człowiek nie jest humanitarny(1)

i dlatego sto rodów

jest postrzeganych jak psy ze słomy.

Wnętrze świata jest jak miech kobzy,

nieprawdaż?

Puste i wciąż nieopróżnione,

w ruchu i wciąż wytwarzające więcej.

Nadmiar słów często żałosny

nie tak jak trzymanie się środka.

(1) Ren – człowiek, bycie dobrym człowiekiem, człowieczeństwo; humanitarny – przymiotnikowe użycie ren.

(1)

Ren

Pierwsza część przywołanego rozdziału to dyskusja z konfucjanizmem, gdzie „ren” stanowi centralną cnotę. Zwykle bywa tłumaczone w odniesieniu do ludzi jako „humanitaryzm”. Polega na byciu poprawnym człowiekiem w społeczeństwie, wypełniającym swoje obowiązki na mocy uświęconego zwyczaju. Konfucjanizm jest jednak nieco sztuczny, wyuczony i wymuszony. Laozi sprzeciwia się takiej dobroci „na siłę”, uważa ją za niską, o czym wspomina w innych rozdziałach. Wynosi to człowieka ponad resztę stworzenia, które nie jest człowiekiem.

Czym są na świecie wszelkie istnienia? Niczym ważnym, słomianym psem obrzędowym, ustrojoną kukłą noszoną uroczyście przez krótki czas ceremonii – tym dla mędrca są też ludzie. Dzieje się tak, bo mędrzec poznał Tao, a znając Go, także ludzi zalicza do marności tego świata. Dlatego wie, że nie należy mieć nadmiernych oczekiwań wobec życia. W chińskiej kulturze obecny jest pewien ładunek sentymentalizmu, z którym Laozi wydaje się walczyć w tym fragmencie. Przemiany są nieubłagane, nie należy się przyzwyczajać do dobra, bo koło przemian obraca się bez względu na nasze uczucia.

Co ciekawe, w Biblii świat jest również opisywany jako słoma na spalenie (w Ewangelii), przy czym tam chodzi z kolei o palenie w palenisku domowym zeschłymi chwastami, krzewami. Oba spojrzenia na niewielką wartość świata są właściwie identyczne i oba obejmują także sprawy ludzkie.

Ludzka próżność oczekuje, że świat będzie kręcił się wokół niej. Sto rodów to były dawniej rody szlachetne, z dobrym pochodzeniem. Laozi przypomina, że tak nie jest. Tao nie jest skupione na człowieku, antropocentryczne czy nawet humanistyczne. Tao to Tao. Człowiek jest jak mały żuczek pod naszymi nogami, który nie wie, czy ktoś go przypadkiem nie podepcze. Nie wolno mieć oczekiwań od życia, należy przyjmować każdy los ze spokojem i, na ile się da, z wdzięcznością. Wiele o tym znajdziemy u Zhuangzi.

(2)

Ostatni dwuwers przytoczonego fragmentu w oryginale jest rymowany. Środek to jakby sedno, istota rzeczy, którą jest Tao. Nie należy się od niego oddalać poprzez gadulstwo. Biblia podobnie przestrzega przed toczeniem zbędnych akademickich sporów, które nieuchronnie prowadzą do rozłamów i wzajemnej niechęci (św. Paweł).

6.

Duch doliny jest nieśmiertelny.

Nazywany jest kobietą – tajemnicą.

Wrota kobiety – tajemnicy

są nazywane korzeniem świata.

Nigdy nie kończy się

jak istnienie,

a jego działanie

nie wyczerpuje się.

(1)

Pustka

Dolina jest pusta i stanowi symbol pustki. Duch doliny to owa pustka w dolinie. W niektórych interpretacjach duch jest przeciwieństwem tej pustki, dawcą formy, co wydaje się mniej przekonujące.

(2)

W niektórych interpretacjach to symbolika płodności wypełnia ten rozdział. Dolina to wrota kobiety. Kojarzone są z jej częściami rodnymi, a korzeń z męskością. Ich jedność to Yin i Yang w harmonii.

(3)

Duch doliny to Tao. Często przypisywane są mu cechy matki.

(4)

Niektóre interpretacje stosują termin „kotlina” zamiast „doliny” i odnoszą ten obraz do doświadczenia uległości jako cechy promieniującej z Tao, gdyż kotlina to zapadła, czyli uległa ziemia.

7.

Niebo jest wieczne.

Ziemia jest niezniszczalna(1).

Niebo i Ziemia

są wieczne oraz niezniszczalne.

Nie żyją dla samych siebie,

dlatego są wieczne.

Dlatego Mądry Człowiek

czyni siebie ostatnim,

a jednak staje się pierwszym;

pomija siebie(2),

a jednak siebie zachowuje.

Czyż nie dlatego, że jest bezinteresowny?

I właśnie przez to

wypełniają się jego zamierzenia.

(1) Nieprzemijająca.

(2) Swój interes.

(1)

Bezinteresowność

Bezinteresowność czyni niebo i ziemię wiecznymi i niezniszczalnymi. Ten przykład skłania do zaparcia się siebie przez mądrych – świętych. Paradoksalnie dzięki temu oni właśnie podtrzymują się w istnieniu i realizują swoje zamierzenia czy wręcz sami siebie. Bezinteresowność czyni człowieka wiecznym jak niebo i ziemia.

To niemal dosłownie znajduje odbicie w Ewangelii. „Ostatni będą pierwszymi” – to obietnica Chrystusa. Zaparcie się swojego samolubstwa czyni człowieka godnym wieczności przy Bogu, który sam przyjął postać sługi, choć był Królem Świata.

Obserwacje Daodejing na temat mądrej bezinteresowności jako podstawy trwałości życia człowieka znajdują uzasadnienie w chrześcijańskiej nauce o wynagrodzeniu przez Boga. Najwyższa ofiara Chrystusa znajduje odpłatę w wieczności nieba. Bóg po stokroć odwdzięcza się za ofiarowanie Mu siebie.

W nauce Wcielonego Tao główną zasadą jest bezinteresowna miłość. Mamy zaczynać od dawania tego, co sami chcielibyśmy uzyskać. Można to odwrócić i dodać to, co pisze Laozi: takie wyprzedzające dawanie sprawia, że sami otrzymamy. Nie żyjemy dla siebie, a nawet mamy się umieć siebie zaprzeć, aby być godnymi nieba. Powinniśmy wybierać ostatnie niezaszczytne miejsca, aby Bóg mógł nas sam wywyższyć. My zaś mamy skromnie unikać samowywyższenia. Analogia między tym rozdziałem Daodejing a Ewangelią jest porażająca.

8.

Najwyższe Dobro jest jak woda;

dobro wody obdarza dziesięć tysięcy stworzeń,

a jednak z niczym ona nie rywalizuje,

przebywa w miejscach pogardzanych przez wszystkich,

z tego powodu jest podobna do Tao.

Serce dobre – dogłębność(1).

Współżycie z ludźmi dobre – humanitaryzm.

Mówienie dobre – szczerość.

Rządzenie dobre – uporządkowanie.

Załatwianie spraw dobre – kompetencja.

Poczynania dobre – we właściwym czasie.

Ponad wszystko – nie rywalizować(2)

i wobec tego być bez wrogości(3).

(1) Przenikliwość uczuć, umysłu.

(2) Kłócić się, zwalczać, zmagać się.

(3) Urazu, resentymentu.

(1)

Serce to zmysł poznawania świata poprzez odczucia. Służy więc do myślenia i rozpatrywania potrzeb. Słowo to bywa też tłumaczone jako „umysł” lub „myślenie”.

Co ciekawe, w Biblii i kulturze izraelickiej serce jest centrum umysłu, służy do myślenia i wytwarza intencje oraz intencjonalne emocje. Oba te sposoby pojmowania serca nieco się różnią, ale mają też wiele wspólnego. Głębia odczuć i myśli w obu rozumieniach jest czymś bardzo potrzebnym, a powierzchowność stanowi ich problem.

Ten skrótowy poetycki przekaz to swoista instrukcja dobrego życia. Serce dobrze funkcjonuje, gdy dogłębnie bada rzeczywistość. Dobremu współżyciu z ludźmi służą zasady konfucjańskiego ren, w myśl których właściwa mowa jest szczera itd.

(2)

Ren

Humanitaryzm to znowu słowo „ren” oznaczające człowieka, tu w znaczeniu człowieczeństwa, bycia społecznie poprawnym człowiekiem. Taoiści chętnie przeczą najwyższej wartości ren będącej główną cnotą konfucjańską. Nie podważają zupełnie jej wartości, ale wskazują na wartości wyższe.

(3)

Zakaz wzajemnej wrogości doskonale harmonizuje z Ewangelią. Miłość to brak wrogości, krzywdy, niepotrzebnej rywalizacji, wynoszenia siebie nad innych. Jak widać, centralna etyczna zasada tam i tutaj jest bardzo podobna. Ewangeliczna miłość dokłada jednak jeszcze polecenie aktywności w dobru wobec innych.

9.

Podtrzymywanie, a także

przesadne wykorzystanie czegoś

nie tak dobre

jak pozwolenie skończyć się temu.

Nadmierne polerowanie ostrza, a także

ostrzenie go

nie umożliwi

długiej obrony.

Gdy złoto i nefryt

wypełnią pomieszczenia,

nikt ich nie ochroni.

Bogaty i poważany,

lecz wyniosły

przynosi sam sobie klęskę.

Gdy zadanie skończone,

człowiek się odsuwa,

takie jest Tao nieba.

(1)

Nierzadko człowiek intensyfikuje swoją działalność aż do przesady. Nadmierne ostrzenie nie czyni ostrza lepiej naostrzonym. Przesadne działanie, nieadekwatne do własnych możliwości, nie przynosi korzyści. Każda przesada stwarza problemy. Pewne rzeczy po prostu muszą przemijać i siłą ich nie zatrzymamy ani nie wykorzystamy.

(2)

„Pycha kroczy przed upadkiem” – to popularny cytat biblijny, dokładnie oddany w Daodejing.

(3)

Bezinteresowność

Wykonujemy swoje powołanie nie dla bogactwa i poważania, które łatwo sprowadzają klęski na ludzi. Pracujemy, a potem po prostu wycofujemy się, niczego nie żądając. Tak jest lepiej, gdy rozumiemy Tao.

66.

Jak morze staje się królem stu rzek i strumieni?

Będąc niżej niż one.

Tak właśnie morze staje się królem stu rzek i strumieni.

Kto uniża siebie, w ten sposób może służyć wszystkim ludziom.

W ten też sposób, będąc ponad ludem,

nie staje się dlań ciężarem,

a będąc na przedzie,

nie staje się utrudnieniem.

Dlatego świat podąża za nim z radością

i nigdy nie jest nim zmęczony.

Jako że mędrzec nie rywalizuje z nikim,

nikt także nie rywalizuje z nim.

3. Różne uwagi o taoizmie

(1)

Niestety nie mam dość czasu, aby kontynuować moją interpretację Daodejing. Jest cała masa gotowych tłumaczeń, każde nieco inne, dlatego trzeba studiować różne.

(2)

Kiedy obok myśli Heraklita czyta się chińskie poglądy zawarte w klasycznym taoizmie, widać ich niemalże identyczność. Ich sednem jest to, że na świecie trwają nieustanne przemiany. Ponad nimi znajduje się Logos oraz Tao (Tao nieba), niepoznawalny Absolut emanujący istnienie (czyli nieustanną przemianę) świata. Archeolodzy w jednej z kultur Starej Europy, kulturze Cucuteni, odkryli zdobienia będące niemal identyczne jak chińskie koło Tao, będące wcześniejszą fazą tego znaku. Symbole te zwracają uwagę na dwoistość zasad zjednoczonych w tańcu życia i przeciwnych przemian. Widać, filozofia ta była w czasach prehistorycznych dobrze znana na wielkich obszarach Euroazji w dość rozwiniętej formie. Jej zapisami są poglądy Heraklita, Yijing wraz z Laozi, a także pisma indyjskie. Od religioznawców wiemy, że poglądy takie znane są na całej ziemi w różnych formach, przechowywali je zwłaszcza gnostycy. Pisma Heraklita czy Kuzańczyka zaskakują wielu historyków swoim oderwaniem od innych autorów, pozornym brakiem prekursorów. Tymczasem właśnie one świadczą o istnieniu w kulturze duchowej stałego nurtu mądrości opartej na kontemplacji świata jako gry przeciwnych żywiołów i ich przemian, czemu poświęciłem osobny rozdział.

(3)

W niniejszej książce dziesiątki razy nawiązałem do taoizmu. Tym, co wydaje mi się niezwykle czytelne, jest ekwiwalentność heraklitejskiego Logosu i Tao. W chińskich tłumaczeniach Biblii Tao jest używane zamiast Logosu w prologu do Ewangelii św. Jana. W USA wydana została książka ucznia o. Serafina Rose, znanego świętego prawosławnego. Obaj to niezwykle pobożni mnisi i asceci chrześcijańscy bardzo zainteresowani klasycznym taoizmem. Książka nosi tytuł Christ the Eternal Tao, a jej autorem jest Hieromonk Damascene.

(4)

Nauki pokory (wu wei) zostały już zsyntezowane z chrystianizmem przez Johna C.H. Wu. Myśliciel ten został nawet katolikiem po zapoznaniu się z mistyką małej drogi Małej Tereski. Istota obu nauk jest identyczna: człowiek ma być w życiu uległy wobec prowadzenia przez Boga (Tao). Jak woda spływa z góry, wybierając najprostszą drogę, tak i my mamy podążać za kierowaniem dającym się odczytać intuicyjnie i stale zmierzać w najprostszy sposób do dobra. „Tao” dosłownie znaczy po prostu „droga”.

(5)

Taoizm religijny i okultystyczny

Człowieczeństwo zawiera w sobie potrzebę religijności. Piękna kontemplacyjna filozofia taoizmu została w Chinach przekształcona w pełnoprawną religię z bóstwami, kapłanami, obrzędami, świętymi księgami itd. Jako że taoizm jest doktryną najbliższą ogólnej duchowej tradycji Chin, wszystkie nauki i praktyki typu animistycznego oparte na Qi, cały szamanizm przekształcony w różne rodzaje alchemii i magii, ezoteryzm, Feng Shui, akupunkturę, Tai Chi (oraz Qigong), tzw. wewnętrzne sztuki walki i inne tego typu zjawiska zalicza się do taoizmu kulturowego, magicznego. Ten nurt w ogóle mnie nie interesuje. Zajmuję się wyłącznie taoizmem filozoficznym (klasycznym) obecnym w Yijing (z pominięciem jej użytku wróżebnego), Daodejing i Zhuangzi. Dzieła te są tak nasycone treścią, że można je studiować przez długie lata.

(6)

Te

Uleganie Tao (wu wei) czyni działanie człowieka bezbłędnym, harmonijnym. Sprawia to wrażenie posiadania wielkiej mocy w działaniu, ogromnej skuteczności, to właśnie jest Te – cnota czyniąca potężnym. Dlatego Te tłumaczy się jako cnota, czyli zdolność życia doskonałego w zgodzie z wyższą zasadą, oraz jako moc. Życie według Te jest potężne, a samą tę moc stanowi Tao. Dbając o Te (wu wei), doświadczamy swojego rozkwitu, spełnienia, osiągnięć i sukcesów. Dzieje się tak, jakby pacynka (człowiek) działała w doskonałej zgodzie z palcem, który ją porusza.

Większość pacynek niestety szarpie się na wszystkie strony, broniąc się przed Tao w swojej samowoli, co czyni je miernymi i byle jakimi. Inne, wierne swojemu powołaniu, osiągają sukcesy, działając intuicyjnie, „wierząc w siebie”, gdyż są osadzone w Te. Wiele z nich jednak przypisuje wyłącznie sobie te sukcesy i obrasta w pychę, nie chce widzieć, że to nie one same działały, ale że były poruszane przez wewnętrzną moc, która nie pochodzi z nich samych.

(7)

Prostota

W taoizmie obecna jest postawa nazywana naturalizmem, ale mówiąc precyzyjniej, chodzi o prostotę. Taoista nie ufa wielu ludzkim naukom. Laozi odradza nawet powszechne kształcenie. W naszym czasie naocznie widzimy skutki pułapki połowicznego kształcenia, opartego na ludzkich autorytetach. Ludzie uważają się za „oświeconych”, a tak naprawdę narosły jedynie ich zarozumiałość i zuchwalstwo.

Prostota to odnoszenie się do natury zapisanej w Tao. Jest to więc naturalizm metafizyczny. Trzeba brać tylko poprawkę na to, że najstarsze filozofie, w tym fizycy jońscy, Heraklit i właśnie taoizm klasyczny, nie znają ostrego rozróżnienia na fizyczność i metafizykę – zostało to wypracowane znacznie później i nie wszędzie. Pierwotne myślenie nie znało takich problemów. Świat traktowano jako coś po prostu danego, nie badano jego substancji, wszystkiego nie analizowano.

Dlatego od lat toczą się jałowe spory, czy taoizm jest naturalistyczny w obrębie przyrody czy metafizyczny. Dawniej rzeczy miały swój wymiar fizyczny i duchowy jednocześnie, bez rozróżnienia. Dziś niektórzy usiłują podpierać swoją bezbożność i materializm, nazywając Tao „Naturą”, co w istocie nic nie znaczy. Gdzie bowiem owa „Natura” miałaby być zapisana, przecież nie w samej materii? Ona jest metafizyczna. Niestety, pisze się wiele tego rodzaju nonsensów. Także Tien, czyli niebo, nazywane jest ,,Naturą'' w podobnym znaczeniu.

Zaprzeczeniem prostoty i naturalności jest sztuczność, wyuczenie, konwenans. Te ostatnie są właściwe z kolei konfucjanizmowi, który drobiazgowo określał obowiązki społeczne i rodzinne. Wskazywano nawet, jak długo poszczególni krewni powinni płakać po zmarłym. Taoiści bardzo stanowczo odrzucali taką dobroć na pokaz. Zachowywali się wręcz prowokacyjnie w stosunku do ustalonych konwenansów. Przypominali w tym trochę kyników, którzy również cenili prostotę i naturalność. Dlatego taoiści bywali określani jako nihiliści oraz osoby aspołeczne. To pierwsze jest pomyłką, gdyż postulowali wyższy poziom moralności, oparty na szczerości, wrażliwości i wewnętrznym poczuciu powinności. Z kolei to drugie w praktyce okazuje się prawdziwe, gdyż typowy jest obraz pustelnika taoistycznego żyjącego daleko od cywilizacji, na odludziu.

Laozi korzysta z symbolu Pu, co zwykle tłumaczy się jako nieociosany kloc lub pień. Chodzi po prostu o drzewo w lesie, które rośnie w naturalny sposób, jest sobą. To obraz naturalnej prostoty i samotożsamości, wierności sobie. Przeciwnie, kiedy ludzie zetną pień i potną go na nawet piękne przedmioty, powstaną ich dzieła, ale zniknie Pu. Jest to symbol człowieka urabianego przez społeczeństwo i uczonego najróżniejszych zasad, etykiety, konwenansu, maniery swojego czasu. Taka osoba staje się sztuczna, zachowuje się w sposób wyuczony, nie jest już sobą.

Istotę problemu stanowi poddanie się indoktrynacji społecznej. Taoiści klasyczni kontestują wyuczony konwenans, żyją w zgodzie z Tao, według własnego Te, nie przyjmują narzucanych nienaturalnych, nieszczerych, wyuczonych zachowań. Znakomicie widać to we fragmentach Zhuangzi poświęconych postępowaniu po śmierci bliskich, gdzie widać kontestację konfucjańskich drobiazgowych przepisów o przykładowo przypisanych sposobach opłakiwania zmarłych.

Podobnie Chrystus w Ewangelii naucza swoich uczniów, żeby nie byli zbyt drobiazgowi w przestrzeganiu skomplikowanych ówczesnych manier. Zakazuje im chociażby pozdrawiania spotkanych znajomych, co w tamtym czasie było dość czasochłonnym i rozbudowanym rytuałem. Podobnie nie zaleca poświęcania się – zapewne jak w Chinach – rozbudowanemu opłakiwaniu bliskich, mówiąc: „niech zmarli opłakują swoich zmarłych”. Nie chodzi Mu oczywiście o żadne aspołeczne manifestacje, tylko o skupienie się na Bogu i Jego sprawach, nawet kosztem naruszenia społecznej etykiety.

Sztuczność zaczyna się od wyuczenia, pewnego rodzaju wiedzy wtłaczanej do głów. Konfucjanizm stawiał na oczytanie, znajomość odpowiednich dzieł. Taka podręcznikowa wiedza miała prowadzić do społecznej doskonałości. Ciekawie to koresponduje z ostrzeżeniami Chrystusa przed uczonymi w Piśmie, których co prawda należy słuchać, ale uczynków ich nie naśladować.

Pisałem już o tym, że każde ludzkie zło jest przejawem naszej własnej wytwórczości, kultury. Najgłębsza natura zapisana w Logosie nie zna zła. Taoiści zwracali się przeciw ludzkiej kulturze i postulowali powrót do tej pierwotnej natury, harmonii z Tao, przyrodą i innymi ludźmi.

(8)

Skromność

Miałem kiedyś sen, w którym zobaczyłem niebo, gdzie dusze mieszkają w domu Ojca. Przypominały one jakby kliszę fotograficzną, nie miały już pełnego istnienia ludzkiego, które za życia ofiaruje nam Bóg. Były jedynie duchami.

Nasze ziemskie życie nas zwodzi. Budujemy swoje domy i czerpiemy z nich poczucie dumy i chwały. Mogą to być domy materialne, wille, pałace, budynki. Okazują się trwalsze od nas, przez co uwieczniają nasze imiona. Są też domy w rozumieniu rodu, wielkie lub choćby czcigodne nazwiska, także one budzą dumę.

Bóg jednak ma na to inne spojrzenie. Mamy żyć w Jego domu i czuć się uzależnionymi od Niego dziećmi. Tak jest w niebie, gdzie, jak przekazuje Chrystus, jest dom Ojca z mieszkaniami dla nas. Tam ludzie skromnie żyją w bliskości ze sobą, bez wyniosłości, tworzą wspólnotę równych, bo maleńkich, wobec Boga.

Naszym celem jest więc skromność i zrównanie w niebie. Tacy skromni powinniśmy być też i na ziemi, przygotowując się do ostatniej podróży. Pycha i wyniosłość tych, których domy są wspanialsze, zawiść i nienawiść tych, którzy tego nie mają, zatruwają dusze. Niektórzy tu, na ziemi, są skromni z racji tego, że nie mają wielkich pieniędzy, niewyniośli, chętnie żyją z innymi ludźmi. Inni, ci, którzy obrośli w bogactwa, wiedzę, urodę, sławę, są pokrzywdzeni i muszą się dopiero uczyć skromności. Ludzie najchętniej z powodu natchnień ducha tego świata prześcigają się w pysze i jej wyżej wymienionych podstawach, ale to czyni ich zagubionymi demonami. Rację miał Laozi i Zhuangzi, ucząc, żeby nadmiernie nie celebrować spraw rodzinnych i chwały rodzinnej, np. przez pogrzeby. Należy celebrować chwałę Ojca Niebieskiego i tylko Jego. Bóg Wcielony odnalazł się wśród prostaczków, bo byli naturalnie skromni i niewyniośli.

Skromność wyraża się także przez wdzięczność za otrzymane dobro i skłonność do postrzegania nawet trudnych doświadczeń w kategoriach daru, który można przekuć na większe dobro. Pisze o tym Zhuangzi. Podobnie Chrystus swoje odrzucenie przemienia w zbawienie ofiarowane każdemu człowiekowi. Poucza uczniów, żeby nie zmieniali domu, do którego zostaną zaproszeni, nawet jeżeli będzie biedny. Należy przyjmować to, co dostajemy, i nie szukać na siłę własnego wywyższenia.

(9)

„Lie-tsy poproszony o wyjaśnienia na temat sztuki unoszenia się na wietrze, tak opowiedział o swojej nauce u Lao Szanga:

Po trzech latach służby u niego nie śmiałem myśleć o tym, co dobre, a co złe, ani mówić o korzyściach i stratach. Wtedy mój mistrz po raz pierwszy obdarzył mnie spojrzeniem – i to wszystko.

Po pięciu latach zmieniłem się. Myślałem o tym, co dobre, a co złe, mówiłem o korzyściach i stratach. Wtedy mój mistrz po raz pierwszy rozluźnił twarz i uśmiechnął się do mnie.

Po siedmiu latach zaszła inna zmiana. Pozwoliłem swojemu umysłowi myśleć, o czym zechce, ale nie zajmował się już dobrem ani złem. Pozwoliłem swoim wargom wypowiadać, co tylko im sprawi przyjemność, ale nie mówiły już o korzyściach ani stratach. Wtedy, nareszcie, mój mistrz poprowadził mnie, żebym usiadł koło niego na macie.

Po dziesięciu latach mój umysł puścił wodze myślom, a usta – słowom. Nie wiedziałem już nic o dobru ani o złu, o korzyściach ani o stratach, tak samo jak o sobie i innych… Zewnętrzne i wewnętrzne zlało się to jedno. Potem nie było już różnicy między okiem a uchem, uchem a nosem, nosem a ustami – i wszystko było jednym. Mój umysł zamarł, ciało zanikło, mięso i kości stopiły się ze sobą. Zupełnie nie wiedziałem, na czym stoję, co mam pod nogami. Płynąłem z wiatrem tędy i owędy jak suche źdźbło trawy albo liść spadający z drzemią. W gruncie rzeczy to nie wiedziałem, czy to wiatr unosi się na mnie, czy ja na wietrze” (Taoizm, red. M. Dziwisz, Kraków 1988).

Powyższy cytat ukazuje proces stopniowego oczyszczania umysłu i wzrostu ku naturalnej intuicji oraz zjednoczeniu z Kosmosem. To także postępująca harmonia wewnętrzna i integracja osobowości. Istotny dla mnie jest tu proces zapominania, oduczania się tego, co powstało w człowieczym rozumie, tego potoku choćby i słusznych rozważań. Prawdziwie ważne w tym wszystkim jest zakryte i wymaga odsłonięcia na drodze ascetycznego odrodzenia. W tym procesie człowiek najpierw staje się samodzielnie myślącym podmiotem, co w społeczeństwie nie jest czymś częstym. Z czasem jednak zatraca to swoje osiągnięcie na korzyść uległości już nie konwenansom i zwyczajom społecznym, tylko tajemniczemu podmuchowi prowadzącemu przez życie. Ciekawe, że u chrześcijan Duch Święty bywa przedstawiany jako wiatr, który wypełnia żagle.

To oduczanie się jest ważne – w istocie to kwintesencja oczyszczenia serca. Według definicji św. Jana duchowość to prostowanie ścieżki Boga do nas. To usuwanie przeszkód pomiędzy mną a Bogiem, oduczanie się wypaczeń, grzechu, rezygnacja ze zła, autentyczne wyrzekanie się go. To w końcu zapominanie o całym świecie, a skierowanie uwagi na Boga, na powiew Ducha. Chrześcijanie mogą się naprawdę wiele nauczyć od klasycznego taoizmu. Prawdziwa duchowość musi mieć wymiar oduczania się, rezygnacji nazywanej nawróceniem.

Niektórzy z nas muszą wiele pracować i dużo się nauczyć, żeby dorosnąć do prostoty, szczerości, poczciwości. Cytuję dalej L. Pasteura, który napisał, że dużo czyta, dlatego ma wiarę prostego chłopa.

(10)

Są też w Chinach elementy wierzeń konfucjańskich, które ciekawie korespondują z chrześcijaństwem. Katolicy w ramach komunii dusz obcują ze swoimi przodkami, gdy modlą się za ich powodzenie w zaświatach i skrócenie ich pokuty w czyśćcu. Tych w niebie z kolei proszą o modlitwy za siebie do Boga. Dbamy o groby, odwiedzamy je, palimy znicze, modlimy się. Pamiętamy o przodkach. Chińczycy mają wiele szacunku dla swoich antenatów. To są zjawiska nie tak bardzo od siebie odległe, mające ze sobą wiele wspólnego.

Wizja nieba to obraz niebiańskiego pokoju, doskonałej harmonii i ładu. W istocie podobnie wierzą chrześcijanie. W Chinach odbiciem Tien (nieba) była postać cesarza i organizacja jego otoczenia. To typowe w kulturach kosmologicznych przeniesienie obrazu nieba na ziemię. Apokaliptyczne wizje dusz wiernych, które w idealnym porządku wielbią Boga, padają na twarz, wysławiają Go w niebie, wydają się bardzo bliskie chińskiemu zdyscyplinowaniu. Aniołowie jak mandaryni Boga dzielą się w złożone, doskonale poukładane hierarchie. Według mnie ta perfekcja, nieskazitelność są bliskie chińskiemu sercu.

(11)

Prześledzenie wszystkich paraleli Ewangelii i Daodejing wymagałoby osobnej książki. W tym rozdziale zamieszczam tylko namiastki tego, co powinno być opisane. Przyznam, że tylko dwie książki w moim życiu, poza Biblią, potężnie poruszyły mną wewnętrznie, przyniosły błogość i jakąś niewypowiedzianą satysfakcję, poczucie spełnienia z ich lektury. Pierwsza to Summa teologii Tomasza, druga to Daodejing.