1. Homo sapiens
1.1.Pytania
(1)
Homo sapiens, człowiek myślący – tak się definiujemy. Myśleć to znaczy świadomie i odpowiedzialnie zadawać sobie pytania i dawać na nie najlepsze z możliwych odpowiedzi. Myślenie to rozmowa duszy z samą sobą.
(2)
Człowiek jest jaźnią, czyli samoświadomą częścią świata. Jak to ktoś podsumował: jesteśmy tym, co myślimy. Mentalność to człowiek, bo jaka jest mentalność, taki jest człowiek ją posiadający. Określa mnie mój sposób myślenia. Spotykając drugiego człowieka, natychmiast oceniamy jego mentalność, której kośćcem są wartości wyznaczające dążenia tej osoby. Rzeczy te rozpoznajemy intuicyjnie.
(3)
Potrzebujemy odnaleźć swoje miejsce. Do tego konieczne jest zrozumienie świata i poznanie zasad nim rządzących. Człowiek, który nie myśli, traktuje siebie jako ostateczny wzorzec zasad i prawdy, dlatego niczego nie próbuje rozumieć. Upada niżej niż zwierzęta, którym DNA i instynkt wskazują właściwe miejsce i podpowiadają, jaka praca jest dla nich właściwa.
(4)
Niedobory w rozumieniu rzeczywistości, dopiero gdy je sobie uświadamiamy, są dla naszych umysłów bolesne i może dlatego w ogóle uciekamy od myślenia. W ten sposób uciekamy też od bólu. W rzeczywistości takie zachowanie tylko ten ból pogłębia. Myślenie jest kwestionowaniem siebie, poczucia swojej ostateczności, zupełności i doskonałości, czyli pychy. Jest to zniżanie siebie do realiów i wyrzekanie się tak powszechnych fantazji, wyobrażeń, myślenia życzeniowego – ta utrata stanowi jakiś rodzaj poświęcenia dla prawdy. Człowiek myślący rodzi w bólu samego siebie do samej śmierci. Przeżyciem przewyższającym wszelkie straty i niedogodności jest radość powstawania, rozkosz budzenia się ze snu nieświadomości i bezmyślności.
(5)
Nosimy w sobie wiele pytań. Można wręcz powiedzieć, że człowiek jest wielkim pytaniem o samego siebie. Homo sapiens, czyli człowiek myślący, to ktoś, kto nie zagłusza w sobie tej wrażliwości, pytania te zadaje świadomie, a następnie poszukuje na nie odpowiedzi przez całe życie. Coś przeciwnego zauważymy u zwierzęcia i niewolnika bezmyślności, którzy nie pytają o nic.
Najważniejsze pytania mają charakter metafizyczny. To, co fizykalne, może być badane przez naukę. Jej zakres ogranicza się do tego, co doświadczalne zmysłami i instrumentami naukowymi, opisywalne, a najlepiej jeszcze i mierzalne. Człowiek sam w sobie nie daje się jednak całościowo opisać tymi metodami. Słusznie się mówi, że człowieka nie da się w pełni badać, można go tylko spotykać. Nauka nie uczy nas niczego o nas samych, o uczuciach, pięknie, miłości, celu i sensie. To wszystko kieruje naszą uwagę poza świat fizykalny i materialny.
(6)
Rodzimy się i wielu z nas towarzyszy bolesne poczucie, że coś jest nie tak. Czujemy się stworzeni nie do takiego świata. Owszem, bywa pięknie, zwłaszcza jeśli jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu nie doświadczamy chwilowo cierpień. Niemniej, jak kiedyś książę Siddhartha, dostrzegamy wokół chorobę, starość i śmierć. Kształt ludzkiego świata jest niepokojący i motywuje nas do myślenia. Świat i życie zmuszają nas albo do stawiania pytań i odnajdywania odpowiedzi, albo do ucieczki w śmierć za życia na wiele sposobów. Można zamknąć oczy na świat i uciec w fikcję filmową, książkową, gier video czy w najróżniejsze stymulacje „szczęście dające’’, takie jak zakupoholizm, pracoholizm, a także najzwyklejszy alkohol i narkotyki. To zamknięcie oczu oznacza jednak zabicie w sobie duszy, początek piekła.
Ogromna większość z nas robi bardzo wiele, żeby zagłuszyć w sobie ten delikatny, ale niemożliwy do zniszczenia głos pytań podstawowych. Rzucamy samym sobie jakieś błahe niby-odpowiedzi w pośpiechu, kierując się emocjami. Często staramy się nie opuszczać zaklętego kręgu spraw przyziemnych i nieraz szalonej konsumpcji, byle nie dać sobie czasu na myślenie. Pytania te nie dają się jednak łatwo uciszyć i gryzą podświadomość, wywołują frustracje, nerwice, depresje albo prowadzą do próżności i skupiania się na wartościach powierzchownych. Uciekanie od nich rujnuje percepcję spraw wyższych i poniża w nas człowieczeństwo. Gaszenie tego ognia zbyt łatwymi odpowiedziami przypomina gaszenie pożaru benzyną – zniszczy wnętrze. Wtapianie się w mizerne umysłowe tło naszej epoki to samobójstwo rozumu.
Trzeba szukać coraz lepszych odpowiedzi i to przez całe życie. Czy chcemy, czy nie, pytania tę są w nas i oczekują od nas pracy, abyśmy mogli się z nimi uporać.
(7)
Umysł sam generuje pytania podstawowe, które artykułujemy zwykle w chwilach życiowo trudnych, kryzysowych. Tylko wtedy nasze mechanizmy obronne (chroniące nas przed prawdą) nie działają dosyć mocno, żeby tworzyć nam na siłę dobry nastrój. Często dopiero na granicy życia i śmierci dochodzi do nas ten głos, który zwykle zagłuszamy. Czasem potrzeba szoku, żeby skłonić człowieka do rezygnacji z kompulsywnej zabawy w niewiele znaczące rzeczy i spowodować, żeby zaczął rozglądać się wokół siebie i myśleć. Przymuszony Pan Bóg niekiedy budzi człowieka do życia i myślenia cierpieniem.
(8)
Zwierzę nie myśli, widzi osobno drzewo, drogę, kość, trawę, poszczególne sytuacje. Do podobnej sytuacji sprowadzają nas dzisiejsze błędne filozofie wyrzekające się pojęć i twierdzeń z ich uniwersalnym znaczeniem ( „prawdy nie ma”), a wynikowo – w ogóle myślenia.
Człowiek, jako istota rozumna i myśląca, używa słów na nazwanie pojęć ogólnych, które wyrażają w naszym umyśle kategorie rzeczy i dzielą świat na poszczególne części. Myślenie ma nam pomagać żyć, ale żeby tak się działo, potrzebujemy sprawnych narzędzi w postaci adekwatnych pojęć i słów. Przypisywanie nazw elementom rzeczywistości i uchwycenie zasad nią rządzących jest rozumieniem świata. Wyjaśnienie świata to także odpowiedź na pytania podstawowe w ujęciu historycznym: Skąd on jest? Czym jest? Dokąd zmierza? Dzięki rozumnemu myśleniu jesteśmy zdolni kierować swoim życiem w oparciu o trafnie uchwycone prawidła rzeczywistości. Jest to jeden z przejawów pokory i mądrości, które idą ze sobą w parze.
Samo słowo i pojęcie „świat”, a także nasze posługiwanie się tym terminem wyrażają przynajmniej potencjalną zdolność ogarniania porządku świata jako całości dzięki pracy umysłu i zdolności do uniwersalizacji w myśleniu.
Nie zdołamy w naszym krótkim bytowaniu ogarnąć wszystkiego, potrzebujemy pouczenia, które nas oświeci. Metafora „oświecenia” związana jest z przenośnym znaczeniem „ciemności”. Oba te określenia stoją w opozycji. Jednostka pozbawiona świadomości spraw świata to człowiek ciemny, z kolei osoba oświecona to ktoś, kto otrzymał wgląd lub pouczenie o sprawach podstawowych. Jesteśmy małymi pyłkami w historycznym i globalny procesie dochodzenia ludzkości do prawd ostatecznych.
(9)
Świadome spotkanie z samym sobą rozpoczynamy od najprostszych pytań: Kim jestem? Skąd pochodzę? Dokąd zmierzam? Rozum musi zadawać pytania, aby otrzymywać odpowiedzi. Te najprostsze pytania są jednocześnie najważniejszymi pytaniami o siebie samego. Odnoszą się one do trzech wymiarów czasowych:
• „Kim jestem?” – pytanie o teraźniejszość,
• „Skąd pochodzę?” – pytanie o przeszłość,
• „Dokąd zmierzam?” – pytanie o perspektywy przyszłości.
Pan Bóg odpowiada, że sam jest dla nas Drogą, Prawdą i Życiem:
• „Kim jestem?” – Życie; perspektywa tu i teraz,
• „Skąd się wziąłem?” – Prawda; poznanie zawsze działa wstecz, orzekamy o rzeczach, które już nastąpiły,
• „Dokąd zmierzam?” – Droga; patrzenie w przód, co mi się może wydarzyć i jak się wobec tego zachować.
Odczytywanie obecności Boga jest odpowiedzią na wszystkie nasze pytania. Ideał ten możemy osiągnąć pracą duchową.
(10)
Pierwsze przypuszczenia i spekulacje powinniśmy rozwijać i pogłębiać dzięki rozważaniom, lekturze i towarzystwie światłych ludzi. To nie tylko droga do odkrycia samego siebie, ale także do Boga. Dusza, aby wznosić się do Niego jako Prawdy, potrzebuje dwóch skrzydeł – ufnej wiary oraz poszukującego rozumu, jak nam to uświadomił papież z Polski (Jan Paweł II, Fides et Ratio).
(11)
Całe ogólne, wartościowe myślenie zmierza do odpowiedzi na pytania podstawowe. U Hioba widzimy, że nawet stojąc twarzą w twarz z Panem Bogiem, nie uzyskał w ziemskim życiu wszystkich odpowiedzi. Nikt z nas nie pojmie wszystkiego. Tym mocniej winniśmy jednak poszukiwać potrzebnych nam wyjaśnień. Skala tego wyzwania pobudza do maksimum wysiłku. W metaforyce biblijnej widzimy obraz człowieka poświęcającego wszystko dla jednego skarbu. Tym skarbem są właściwe odpowiedzi, dające wstęp do królestwa Boga. Życie jako nagroda za odpowiedź na zagadkę to stały motyw wielu mitów i baśni.
(12)
Sięgając w głąb siebie, odnajdujemy i ożywiamy zatroskanie i zafrapowanie sprawami ostatecznymi, które nie znikają wraz z czasem, ale są nieprzemijające, metafizyczne. Hałaśliwa kultura sprawia, że upojeni codziennością o nich zapominamy. Tymczasem one czekają, nie potrzebują hałasu, są wieczne i ciche jak cisza kosmicznych przestrzeni. Prości ludzie, nieznający naszej przeładowanej kultury, znają tylko je. Indianie z dżungli czy puszczy do dziś wiedzą, że ślady Boga są w każdym źdźble trawy i w każdej gwieździe, każdym oddechu i uśmiechu dziecka. Świat jest pełen znaków Boga, trzeba to tylko zobaczyć. Pełen prostoduszności pierwszy filozof Tales mówił, że świat jest pełen bogów, czyli zjawisk ponadludzkich. Pierwotne ludy, małe dzieci, pierwsi myśliciele patrzyli raczej oczami duszy niż ciała.
My zostaliśmy nauczeni pogoni za wiatrem, za ułudnymi wartościami, które, choć dziś są ważne, to jutro ich nie ma. Zjawiska tego świata przypominają opary nad mokrą ziemią, przybierają jakieś swoje kształty, a potem znikają szybciej, niż powstały. Są jak fatamorgana zwodząca zagubionych – nikogo ani nie uratuje, ani nie nasyci. Sława, zadowolenie w życiu, uznanie od ludzi, władza i majątki, postawione w centrum przeżyć, działają jak zapory, którymi obwarujemy serce, żeby nie dopuścić do siebie myśli o kochającym Bogu. Jeśli przyjmujemy od Boga oczyszczające działanie Jego łaski, otwierają się nam oczy duszy i widzimy świat inaczej, jako zjednoczenie spraw Ducha ze sprawami ludzkimi. Dopiero wtedy odnajdujemy ten pokój ducha, jaki obiecał nam Jezus Chrystus, Bóg Wcielony.
1.2.Problemy podstawowe myślenia
Ludzie we wszystkich kulturach musieli zmierzyć się z problemami właściwymi dla naszego całego gatunku, powstającymi w świadomości zderzającej się z rzeczywistością przekraczającą zdolność ludzkiego, prostego, spontanicznego rozumienia. Ciąg tych podstawowych problemów jest nieskończony. Można przytoczyć kilka z nich i dopowiedzieć kolejne setki.
Cierpienie
Skąd zło na świecie, skoro mamy silną intuicję dobroci Stwórcy?
Skąd cierpienie i czym ono jest?
Ważniejsza jest miłość w stosunku do drugiego człowieka czy to, co mu się moralnie należy?
Czy pocieszać drugiego w cierpieniu, czy pozwolić mu w nim trwać? Co pociesza człowieka w cierpieniu: zrozumienie jego nieuchronności czy nadzieja, że ono przeminie?
Czy cierpienie przeminie, czy jest nieodłączną częścią życia?
Natura człowieka i świata
Czy zjawiska świata istnieją samoistnie, czy też nieustające zmiany sprawiają, że rzeczy, ludzie itd. są tylko stadiami jakiegoś jednego historycznego procesu przemian? To pytanie o jedność lub wielość na świecie w ujęciu czasowym. Czy zjawiska świata istnieją samoistnie, czy też świat funkcjonuje jako całość i jest siecią wzajemnie się definiujących i sprzężonych przedmiotów? To pytanie o jedność lub wielość na świecie w ujęciu przestrzennym, a także o realność rzeczy świata lub ich złudność.
Człowiek istnieje chwilowo i relatywnie czy wiecznie i samoistnie, bez niczyjej pomocy?
Czy istnieje ogólnoludzkie braterstwo? Jeśli tak, to z czego wynika, mając na uwadze niekończące się podziały wśród ludzi, wojny plemion i państw? Wszyscy ludzie są jednakowi czy stanowimy wiele różnych gatunków o odmiennych naturach?
Czy należy dawać na wszystkie pytania jednoznaczne odpowiedzi, czy nie jest to możliwe wobec złożoności sytuacji? Może w takich okolicznościach lepiej w ogóle nie myśleć?
Czy człowiek to szczyt istnienia i chodząca doskonałość zasługująca na uwielbienie? Może jest przeciwnie i człowiek budzi odrazę przez swój upadek i zepsucie? Jeśli człowiek nie jest doskonały, to czy kiedyś w jakimś innym świecie taki się stanie?
Czy świat, jaki znamy, jest jedyny i innego nie będzie?
Bóg
Człowiek ma poczucie tego, że jego własny wpływ na rzeczywistość okazuje się zbyt skromny, aby mógł zapanować nad własną przyszłością, jutrem. Czy wobec tego jesteśmy otoczeni jakąś troską, czy tylko zostaniemy osądzeni z tego, jak żyliśmy?
Osobowy Bóg czy nieosobowa, absolutna, ostateczna rzeczywistość? Świat i Bóg tworzą jedno czy istnieją osobno? Bóg jest poza światem czy w świecie?
Życie człowieka
Mamy potrzebę spełnienia, satysfakcji, ale jak ją zaspokoić? Czy w tym celu mamy iść według swoich chwilowych oczekiwań czy podążać za jakimś nieprzemijającym wzorcem? Czym jest realizacja, urzeczywistnienie siebie? Skąd się biorą koleje losu człowieka, miłe i niemiłe doświadczenia? Stanowią one owoce jego postępków czy są narzucane z zewnątrz? Człowiek jest wolny w swoim postępowaniu czy stanowi ono wynik determinujących wpływów otoczenia?
Czy istnienie świata ma cel, a życie człowieka jest drogą w jakimś konkretnym kierunku? Czy to suma przypadków i nieskrępowanych decyzji człowieka?
Czy ludzkie życie ma sens? Jeśli ma, to czym on jest? Jeśli go nie ma, to dla czego bez niego tak cierpimy?
Czy otrzymamy nagrodę za wysiłek, wyrzeczenia i ofiary? Czy nasza praca jest wyłącznie budową dobra dla innych żyjących później?
Jak żyć, co wybierać, skąd czerpać wytyczne: bardziej z zewnątrz czy z głębi siebie?
Ważniejsza jest wiara zbudowana na wglądzie w siebie, a poprzez siebie – w metafizykę czy wiedza zbudowana na codziennym zmysłowym doświadczeniu świata materialnego?
Wszystkie wierzenia są równie dobre czy żadne nie wyjaśniają świata? Czy są nienaruszalne wierzenia i dogmaty, czy wszystko jest to kwestia konwencji i autonomicznie przyjętych założeń?
Mamy poszukiwać mocy do życia według własnego uznania czy dostosować się do uwarunkowań i płynąć z prądem zdarzeń? Czy ta moc jest w nas, czy pochodzi gdzieś z zewnątrz? Dać się porwać prądom społecznym, czy z wewnątrz kierować sobą?
Lepiej jest być radosnym czy poważnym?
Czemu w zasadzie przecież rozumni ludzie bywają niemądrzy?
Czy doskonałe życie to wygodne i przyjemne funkcjonowanie w rodzinie i pracy, czy też bytowanie oddzielone od spraw materialnych i zatopione w metafizyce?
Ważniejsza jest tradycja, rytuał, powtarzalność czy spontaniczna twórczość, rozwój i postęp?
Zasady świata
Czy świat jest jednością, przez co człowiek może objąć go rozumem? Czy jest tak złożony, że nigdy go nie ogarniemy i nawet nie warto się o to starać? Dobre życie to uczestnictwo w nadrzędnym porządku świata czy przezwyciężanie narzucanych zasad w imię własnego uznania? Człowiek to niewolnik i sługa czy twórca i autor własnych rozwiązań, decyzji, postępowania? Czym są piękno, moralność, sieci pojęć, wartości: efektem danej kultury czy odbiciem wieczności?
Historia świata to jeden ciąg postępu prowadzącego nas do doskonałego szczęścia czy staczanie się w coraz wymyślniejsze zło?
Powyższe kwestie to tylko przykłady zagadnień, które mnożą się w miarę rozważania rzeczy ostatecznych. Podstawą dobrego myślenia jest identyfikowanie właściwych pytań i problemów do rozwiązania. Potem trzeba próbować na nie odpowiadać. Wówczas zauważymy, że wraz z odpowiedziami zmieniają się też pytania, stając się coraz bliższe realiom, coraz bardziej szczegółowe i precyzyjne. Człowiek jako nieustające pytanie stale doskonali swoją zdolność stawiania właściwych zagadnień do przemyślenia.
Przedstawione problemy ujawniają w nas działanie przeciwnych sobie kierunków myślenia. Poszczególne światopoglądy zazwyczaj stawiają na jeden z nich, a przeciwstawiają się drugiemu. Dziś jednak mamy dostęp do wiedzy na temat ich wszystkich, a sytuacja ta wymaga od nas umiejętności myślenia uniwersalnego. Zderzają się przeciwne kierunki myślenia, przez co związana z tą kwestią niekończąca się dialektyka i biegunowość nie pozwalają nam wygodnie osadzić się na jednym sposobie rozumowania. Pod wpływem zderzenia z paradoksami życia i nieprzewidzianymi wcześniej odkryciami nieustannie musimy rezygnować z obranego kierunku myślenia, zaprzeczać sobie, a nawet siebie kwestionować. To jest istota zdrowego rozumowania.
1.3.Odpowiedzi – współczesny światopogląd popularny
(1)
Myślimy głównie to, co nam przekazano; jesteśmy tym, co usłyszeliśmy. Nasza mentalność powstaje na gruncie mentalności innych ludzi. Przyjęty w danym czasie sposób myślenia nazywamy tzw. filozofią popularną.
(2)
Człowiek przyjmuje i wewnętrznie akceptuje pierwsze odpowiedzi, jakie otrzymał od innych ludzi, podświadomie widząc w tym zrządzenie Opatrzności. To prawo pierwszeństwa skwapliwie wykorzystuje zło, aby utrwalać z pokolenia na pokolenie niewłaściwe wzorce. Jednolitość stawianych pytań sprawia, że wytwarza się popularna kultura duchowa, obecnie dzięki mediom wspólna całej ludzkości.
(3)
Dawni myśliciele zwracali uwagę, że tak naprawdę to każdy z nas jest trochę filozofem, bo mamy swój światopogląd i jakieś przekonania o świecie, w oparciu o które podejmujemy swoje wybory życiowe. Nie zależy to od naszej woli. Światopogląd ten jest nawet o tyle w nas silniej osadzony, o ile mniej o tym myślimy. W takiej sytuacji człowiek najmocniej broni swojej wiary, której czasem sam nie rozumie. Świat wdrukowuje nam pewne zasady, a wspólnota ludzka wymusza na swoich członkach szacunek dla jej prawideł albo wyrzuca poza siebie, czyni samotnym. Adaptacja do wzorców rodzinnych, społecznych, narodowych czy kulturowych trwa przez całe życie. Większość z nas marzy, żeby się mieścić w średniej statystycznej, nie wyróżniać, tkwić w masie, która jest siłą niemal obezwładniającą. Tych wdrukowanych wzorców emocjonalnie bronimy najmocniej.
Niektórzy samodzielnie próbują dojść do jakiejś wiedzy, używając rozumu, drogą dociekań, wnioskowań bądź spekulacji. Ten obszar wiedzy to filozofia, efekt ludzkiej aktywności w nabywaniu rozumienia świata. Poznanie filozoficzne u swego powstania miało wyraz mistyczny, pochodziło z kontemplacji piękna, ładu i dobra świata. Filozofia rodziła się z pytań podstawowych, z zachwytu nad rzeczywistością, którą chciała dobrze poznać i zrozumieć, a także z miłości do niej. Przez tysiąclecia filozofią nazywano po prostu całą ludzką wiedzę o świecie. Z czasem podzielono ją na nauki szczegółowe, które niosą w sobie tę samą ciekawość, zachwyt i oddanie prawdzie o świecie.
Można powiedzieć, że ludzie to albo świadomi filozofowie, albo nieświadomi. Dobre uprawianie filozofii niesie w sobie wielkie pocieszenie dla duszy i jest doświadczeniem trudno porównywalnym z czymkolwiek innym. Postacią symboliczną stał się tu Boecjusz, któremu filozofia pozwoliła w spokoju przetrwać najtrudniejsze chwile, gdy oczekiwał na niezasłużone stracenie. O pożytkach z filozofii jako takiej pisał też Arystoteles, a bodaj Platon spopularyzował specyficzny, wręcz arystokratyczny duchowo etos filozofa. Wszyscy oni oddali się poszukiwaniu niełatwej prawdy o świecie – już to przydaje duchowej szlachetności.
(4)
Filozofia to jednak termin niezbyt jasny. Filozofowie odróżnili siebie i swoją działalność od wcześniejszej kultury mitu, religii, poezji, które to są bardziej symboliczne i emocjonalne. W Grecji świętymi księgami dla ludu były utwory poetyckie Homera i Hezjoda przywołujące postaci bogów (teologiczne). Nietypowo w stosunku do innych kultur Grecy świadomie rozdzielili mythos i logos, czyli myślenie religijne od intelektualnej spekulacji. Jest to rozróżnienie brzemienne w skutki, ponieważ pozwoliło na powstanie nauk i logiki.
Nie możemy jednak uznać go za pełne, gdyż zarówno dobra filozofia, jak i teologia korzystają z metafizycznych wglądów i doświadczeń. Kultury azjatyckie obywały się bez takiego rozróżnienia. Orientalne pojęcie Dharmy stanowi połączenie obu konwencji myślowych. Wielu współczesnych badaczy historii idei wskazuje, że filozofowie chętnie budowali swoją myśl na sposób mityczny i miewali swego rodzaju objawienia, iluminacje. Teologia chrześcijańska z kolei pełnymi garściami czerpała z metody i niektórych ustaleń filozofów. Dziedziny te tworzą więc wspólnie dorobek myślicielstwa, który z grubsza można dzielić na dwa działy odpowiadające dwóm aktywnościom człowieka – rozumowi i wierze. Ten zgrubny podział nie sprawdza się jednak w wielu konkretnych przejawach myślicielstwa, a w istocie wydaje się złudny. Nawet jeśli potraktujemy podział na mit i rozum jedynie technicznie i pomocniczo, to umożliwił on rozwój poznania naukowego.
(5)
Dziś każdy porywa się sam na myślicielstwo i stawia siebie jako autorytet. Umysłowość obejmuje treść naszych umysłów, całość twierdzeń podstawowych, jakie uznajemy za prawdziwe. Otrzymujemy ją wstępnie z powszechnych w społeczności opinii, tej filozofii popularnej, która rzadko jest wyrażana słowami, a częściej emocjami i poczynaniami. To popularne myślicielstwo bardzo silnie na nas oddziałuje. Istnieją też zawodowi myśliciele, funkcjonujący kiedyś jako filozofowie, a teraz udzielający się w obszarach humanistyki i publicystyki. Są też samozwańczy filozofowie z nauk opisowych – fizycy oraz biolodzy – ostatnio chętnie uogólniający na sposób niejako filozoficzny swoje naukowe lub pochodne nauce przekonania. Mnogość samozwańczych autorytetów paradoksalnie spowodowała upadek samej idei autorytetu.
Ich niedostatek sytuuje nas dziś w trudnej sytuacji samodzielnych dookreśleń ideowych. Globalna wioska jest miejscem wielkiej samotności człowieka. W niewyobrażalnym zalewie informacji stajemy równie bezradni jak człowiek pierwotny ich właśnie pozbawiony. Można powiedzieć, że nadmiar informacji i propozycji zmusza nas do powrotu do początku, do jaskini zagubienia. Znowu jedynym dobrym rozwiązaniem wydaje się takie pierwotne i podstawowe zatrzymanie się w biegu, wyjście na chwilę z niekończących się zawodów i zajrzenie do własnego serca, duszy i umysłu w poszukiwaniu czegoś głębszego. Niewielu to czyni, większość woli bezmyślne zwyczaje barbarzyńskie. Otacza nas chaotyczny świat ludzi niezbyt wiele myślących, cechujący się wręcz opresyjnym materializmem i hedonizmem, zarozumiałą pewnością siebie, gromadnym samozadowoleniem i bezwolnym permisywizmem.
(6)
Jako ludzie Zachodu posiadamy ogrom filozofii, która już jednak nie niesie pocieszenia, jak niegdyś robiła to w przypadku Arystotelesa czy Boecjusza. Coś złego stało się z myśleniem Europejczyków, skoro sami filozofowie obwieścili śmierć prawdy, a w zasadzie śmierć filozofii jako takiej. Wielu dzisiejszych ludzi dla pokrzepienia duszy chętniej sięga do Seneki niż do opasłych i mało zrozumiałych wytworów późniejszych autorów. Czynią słusznie.
Filozofia, aby była dobrą, potrzebuje theorii, czyli kontemplacji rzeczywistości, zachwytu nad ładem i pięknem świata. To jest mistyka natury, przyrody, przestrzeni i czasu, które ogarniamy jednym zachwyconym spojrzeniem. Spoglądamy na świat z naiwnością dziecka zachwyconego tym, że co rano wstaje słońce. Taka mistyczna, prawdziwa filozofia koi duszę, niesie pocieszenie w codziennych trudach, a nas do siebie zbliża. Jak niegdyś ludzie od najdawniejszych czasów przenikający struktury wszechświata dzięki bystrej obserwacji, rozważaniom, wglądom i natchnieniom, tak i my dziś możemy usiąść pod gwiaździstym niebem, podziwiając ład świata, i przenieść go do własnej duszy, serca i umysłu. Myśląc dłużej, niechybnie dochodzimy wraz z naszymi przodkami do pewności, że postępująca doskonałość zjawisk musi mieć swój początek i koniec w doskonałym, ponadświatowym Rozumie. Są i obecnie ludzie, jak w każdych czasach, wychodzący na miejsca samotne, żeby uciszyć w sobie hałas współczesności i spotkać się z tą pradawną i ostateczną rzeczywistością, która dała życie naszemu światu, stworzyła dobro, rozsądek i piękno.
(7)
Filozofia zachodnia okryła uwielbieniem człowieka z jego umysłowością. Poszukiwanie ostatecznej prawdy w człowieku zrodziło myśl Kartezjusza, a później oświeceniową wiarę w człowieka zdolnego zapewnić sobie samodzielnie szczęście. Następnie pojawił się idealizm niemiecki gloryfikujący myśl, który to doprowadził do przerażającego bolszewizmu i nazizmu, będących tzw. światopoglądami naukowymi. Od czasów pozytywistów odrzucono w ogóle wymiar transcendencji. Wreszcie pojawił się do dziś królujący egzystencjalizm ze ślepą wiarą w człowieka, który cokolwiek ze sobą by robił, zyskuje aprobatę. Dobra jest zatem każda manipulacja sobą. Zamknięcie się człowieka w materialnym świecie stanowi samobójstwo duszy. Pozbawiamy siebie dostępu do jej władz, takich jak: rozum wyższy (metafizyczny), miłość, własna wola. Skupienie się Zachodu na człowieku zabiło wyższe myślicielstwo.
(8)
Wielu szuka dobrej filozofii, a w istocie – mądrości, w dalekich krajach, wśród dzikich plemion, doceniając ich pierwotną szlachetność, obecną przynajmniej w niektórych aspektach ich życia. Inni poszukują mądrości w prastarych cywilizacjach, dziś dla nas otwartych – w Chinach, Indiach. Odnajdują tam namiastki czegoś, co sami w Europie zatraciliśmy: zapatrzenie w świat i poprzez świat, szacunek dla autorytetów, wspólnoty ludzi podobnych sobie w poglądach, łagodną pasywność i posłuszeństwo regułom bez przymusu, ale ze szczerą chęcią.
Filozofia samodzielnie przez ludzi wymyślona to wiedza spekulatywna, domysł, wnioskowanie, przypuszczenia. Nie daje ostatecznych, jasnych odpowiedzi. Odrzuca dzięki logice wiele absurdów, a bardziej niż odpowiedzi mnoży pytania. Podobnie rzecz ma się z religiami naturalnymi. Hinduizm, buddyzm, taoizm to efekty spekulacji i filozoficznych w dużej mierze wglądów. Zawierają wiele cennych twierdzeń, ale i wiele wątpliwych. Filozofie naturalne i religie naturalne całkiem dobrze się uzupełniają i stanowią w sumie pewien kompleks pytań, domysłów i wierzeń bardzo do siebie zbliżonych. Trzeba być ostrożnym, aby nie dać się za bardzo ponieść ich pięknu. Łatwo można w ten sposób stracić własne wcześniejsze zdrowe poglądy, przechowywane na Zachodzie, takie jak: szacunek dla osoby ludzkiej, przekonanie o równości ludzi, wiarę w Boga pozaświatowego, wierność dziesięciu przykazaniom.
(9)
Dzisiejszy światopogląd popularny powstał z pomieszania elementów nadmiernego optymizmu w spojrzeniu na własne ludzkie zdolności osiągania szczęścia, składników wiar ezoteryczno-magicznych w zakresie metafizyki oraz krótkowzrocznego utylitaryzmu ateistów. Każda epoka miała swój koktajl wierzeń i swoją popularną filozofię naturalną. Dzisiejsze, powszechnie znane wierzenia koncentrują uwagę ludzi na sprawach materialnych oraz mocach magicznych, a świat zjawiskowy traktują jako jedyny pewny, więc ostateczny. Do tego dochodzi odrodzony stary sceptycyzm w postmodernie i samowola podbudowana ideologicznie w postaci praktycznego egzystencjalizmu oraz pochodnych mu ideologii gender i transhumanizmu. Wtóruje im na swój sposób New Age, czyli synteza wszystkich wiar na gruncie ezoteryzmu i okultyzmu. W centrum dzisiejszego myślenia znajduje się własne ego i świat materii.
Praojcem tej filozofii popularnej jest zapewne Kartezjusz. Uczynił on z myśli człowieka i z człowieka jako takiego pewny punkt odniesienia poznawczego, dowód na to, że świat i rzeczy istnieją, skoro ja o nich myślę. Ten na pozór drobny zabieg zawiera w sobie antyczny błąd ówczesnych ateistów, jakoby człowiek był miarą rzeczy. Niejako w założeniu swojej doktryny Kartezjusz zajmuje w tej kwestii stanowisko mniej dobitne, ale przez to jeszcze bardziej penetrujące umysły odbiorców. Zaszyty w tym jest antropocentryzm i wynikowo ateizm. Europa na takim gruncie nie mogła dojść nigdzie indziej jak do ideologicznego ateizmu.
(10)
Niestety Zachód zaraża dziś cały świat swoimi błędami. Sprzedawana jest umysłowość barbarzyńska opakowana w super technologiczne urządzenia, połączona z wszelkimi możliwymi błędami. Do tego dodaje się New Age i ezoteryzm wyjęty niedbale z tradycji Dalekiego Wschodu, ale pozbawiony tamtejszej etyki i ascezy, oraz okultyzm, czyli magię. Taka jest propozycja Zachodu dla globalnej społeczności i to się faktycznie rozpowszechnia. Jednocześnie trwa rzeź kultur i unifikacja myślenia w popkulturze. Społeczeństwa skażone takim myśleniem degenerują się na całym globie.
Myśleniem Zachodu zawładnęli na powrót sofiści. Są dziś tysiące filozofów i teologów, którzy czerpią chwałę i pieniądze z myślicielstwa, za nic mając jego użyteczność dla duszy człowieka. Nie możemy ich zazwyczaj uznać za myślicieli wartościowych, gdyż zapomnieli, że sednem myślicielstwa jest dobro i prawda. Niektórzy współcześni myśliciele piszą, że przydałby się nowy Platon, który naprowadziłby myśl na tory dobra, jednak nikt taki się nie pojawia. Współczesny sofista to myśliciel bez odniesienia do dobra, prawdy, cnoty, duszy. Dawni i dzisiejsi sofiści to humaniści schlebiający dobremu samopoczuciu swoich słuchaczy, uczący skuteczności działania wśród ludzi, nierzadko nawet manipulacji innymi i maksymalizacji zysku. Różnie się nazywają: filozofami, teologami, psychologami, coachami, trenerami – szkoleniowcami, mentorami. To nauczyciele retoryki i erystyki, sofizmatów, wpływu na innych, płaskich teorii bez odwołania się do Boga, dobra, prawdy, wieczności, duszy. Są amoralni i – jak ich poprzednicy sprzed 2500 lat – wyrastają spośród nich najczarniejsze charaktery historii myśli ludzkiej, choć chcą we własnych oczach uchodzić za dobroczyńców swoich uczniów. Czynią dla nich pozornie wiele dobra, uwalniając ich potencjały i talenty, ale jest to dobro niskiego rzędu, zamknięte w sprawach najprostszych, nierzadko dogadzające jedynie egoizmowi. Potrzeby duchowe zaspokaja się ezoteryzmem rozumianym bardzo użytkowo.
Dzisiejsze twierdzenia opierają się często na paradygmacie sceptyków, zgodnie z którym prawda jest niedostępna i nie warto jej nawet szukać. Ludzie deklarują swój „racjonalizm”, ale sprowadza się on często do postawy agresywnie antyreligijnej i odwołującej się do scjentyzmu. Faktycznie rola rozumu uogólniającego i wyciągającego sensy z doświadczeń zanika. Żyjemy w czasach bezmyślnego fanatyzmu. Dotyczy to zresztą wszystkich stronnictw, także religijnych. Tym, co wymaga dziś obrony, jest zdolność rozumu ludzkiego – rozumu wyższego – do odnajdywania prawd ostatecznych. Tymczasem myślicielstwo zanika, rosną zaś w siłę wrogie sobie plemiona ideowe, upajające się swoją wściekłością na przeciwników.
Do ateistycznego sceptycyzmu dochodzi też obowiązująca jako dogmat samowola w postaci egzystencjalizmu i idących za nim teorii gender, transhumanizmu i innych wynaturzeń. To wszystko nie jest filozofią, tylko jej zaprzeczeniem na każdy możliwy sposób. Zwierzęce i nawet niższe od nich, bo demoniczne, chęci zostały ubrane w teorie niby-mądrości i zatruły dusze ludzi Zachodu, a wraz z tym całego cywilizowanego świata.
Dziś każdy jest takim filozofem, który sam chce we wszystkim o sobie decydować, nawet co do swej natury i tego, co w ogóle stanowi naturę człowieka i przesądza o człowieczeństwie. Umieszczenie w centrum świata człowieka zniszczyło możliwość sięgania myślą wyżej, ku Bogu, wieczności, do świata ducha. Ta spłaszczona perspektywa jest przekleństwem myśli Zachodu od pół tysiąca lat.
Wskutek tego zjawiska na Zachodzie panuje mroczny paradygmat człowieka traktowanego jako centrum każdej idei i ostateczny punkt odniesienia. Sprawia to, że zatraceniu uległo posłuszeństwo wobec praw natury i powinnościom człowieka na korzyść dowolnego chciejstwa.
Prawdziwi filozofowie Zachodu wyginęli dawno temu, zresztą nigdy nie mieli zbyt łatwo. Sokratesa zamordowano na podstawie wyroku ludowego sądu. Platona wielokrotnie więziono. Z kolei Stagiryta musiał uciekać z Aten.
Dobra filozofia to mądrość, sztuka odkrywania porządku świata, wyzbywania się uprzedzeń, poszukiwania prawdy. Filozofowie są kontynuatorami wysiłków sofosów, czyli mędrców. To dążenie do właściwego życia, szlachetnego, rozumnego, dobrego.
Dzisiejsi tzw. filozofowie akademiccy to w większości sofiści, którzy dobrze sobie żyją z mącenia ludziom w głowach. Przekomarzają się o jakieś wydumane teorie i ich niuanse, okupują etaty, jakie powinni zajmować prawdziwi mistyczni filozofowie. Buduje się coraz to nowsze pseudofilozofie sofistyczne, w których widać wycieczki w stronę materializmu w postaci dziwnych interpretacji fizyki i neurologii – zupełnie jakby do tej pory nie było żadnej filozofii i z tego względu trzeba było wszystko od nowa wymyślać, a stare odrzucać.
Zwykli ludzie Zachodu wzięli od tych filozofów to, co najgorsze: samowolę, materializm, bezbożność. Jedyne, co jeszcze potrafią, to tworzyć technikę, a rozważanie, jakie im pozostało, polega na gorączkowym poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie „Jak to działa?” w spotkaniu z coraz to nową zabawką. Zapomniano już o tym, co człowieka czyni człowiekiem, czyli o pytaniach o to, kim jest, skąd się wziął i dokąd zmierza.
(11)
Na tle globalnych mediów oraz internetu wytwarza się globalna kultura duchowa. Łączy ona ustalenia religii, filozofii, gnozy i kultury popularnej. Religioznawstwo, będące nauką o religiach i religijności w ich aspekcie społecznym i psychologicznym, bardzo wcześnie zauważyło, że istnieją wspólne dla całej ludzkości zjawiska duchowe, takie jak: świętość (sacrum – cecha rzeczy i zjawisk, która oddziela je od reszty świata i wiąże ze sferą bóstwa), tabu (zakazy sakralne), nieczystość sakralna, hierofanie (sytuacje i rzeczy o znaczeniu objawiennym), rytuały i ceremonie przejścia oraz obrządki inicjacyjne przeobrażające człowieka.
Z pewnością globalny jest także charakter ezoteryzmu i magii, co najchętniej zauważają współcześni neognostycy ze środowisk New Age i im zbliżonych.
Poszukiwania spekulacyjne co do pytań podstawowych z różnych stron świata uzyskują zadziwiająco zbliżone rezultaty. Analizujący filozofię zachodnią i indyjską bez trudu znajdują analogiczne treści, choć usystematyzowane i akcentowane na różne sposoby (np. S. Radhakrishnan).
Filmy, programy, piosenki, produkty – te same wytwory kultury popularnej docierają obecnie do całego świata. Jednocześnie w centrach ich wytwarzania pracują ludzie z różnych zakątków Ziemi. Unifikująca się kultura jest nam narzucana niejako odgórnie, a przy okazji zanikają naturalne kultury regionalne, specyficzne i oddolne. To odbiera ludziom ich lokalną wspólnotową tożsamość. Kosmopolityzm zjada dusze narodów i ich kulturowe zdobycze. Następuje siłowa homogenizacja, zanika tolerancja dla różnorodności. Władcy umysłów rywalizują o wpływ na ludzi i pieniądze z tego płynące. Umysły wypełnia w dużej mierze demoniczna papka grzechów: zbrodni i przemocy, wyuzdania, chciwości i lenistwa. Ludzie sami akceptują to ujednolicenie, czyniąc sobie fałszywą nadzieję wytworzenia w ten sposób na powrót jednolitej ludzkiej rodziny. Zamiast tego powstaje ludzka szara masa napędzana żądzami i pozbawiana wszelkiej tożsamości: osobistej, rodzinnej, wspólnotowej, kulturowej, narodowej, a nawet człowieczej.
2. Homo religiosus
(1)
To, że świadomie myślimy, sprawia, że jesteśmy ludźmi z gatunku homo sapiens. Druga cecha funkcjonalnie odróżniająca nas od reszty stworzenia i czyniąca przez to człowieka osobnym gatunkiem ludzkim to zdolność do posiadania wierzeń. Zwierzęta mają rozum instrumentalny, służący do rozwiązywania bieżących problemów, zadatki poczucia samotożsamości (jaźni), języka, altruizmu. Nie mają jednak wierzeń ani religii.
Określenie homo religiosus, czyli człowiek z natury religijny i wierzący, to wskazanie na ten aspekt życia, który dominuje nad wszystkimi innymi. Natury nie da się zagłuszyć. W lepszy lub gorszy sposób każdy z nas poszukuje odniesień do zjawisk związanych z życiem duchowym, przez co zapotrzebowanie na nie jest nieodrodne.
(2)
Współczesna neurologia odkrywa, że w mózgu znajdują się ośrodki zajmujące się funkcjami duchowymi. Funkcje te są więc czymś człowiekowi przyrodzonym nawet fizykalnie. Człowiek, zyskując z wiekiem świadomość, zadaje światu i otaczającej go kulturze najbardziej podstawowe pytanie: Gdzie jest Bóg, ta najwyższa miłość, prawda i wartość, dla której warto żyć?
(3)
Nosimy w sobie pytania i oczekiwania ostateczne. Są to problemy podstawowe dla naszej egzystencji, czegoś oczekującej po tym życiu, odnajdującej się w wieczności. Żeby uzyskać odpowiedzi, trzeba przebić zasłonę Tajemnicy. Zasłona ta nie jest oddzieleniem, tylko zaproszeniem do samodzielnego sięgania w głąb.
(4)
Współczesne myślicielstwo zauważa, że nasza umysłowość zbudowana jest wokół wierzeń. Ich treść nazywana jest technicznie „mitem”. Znakomicie rzecz tę opisuje L. Kołakowski w książce Obecność mitu. Żeby w ogóle żyć, musimy podzielać wiarę w bardzo wiele mitów. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni i o tym nie myślimy, a jednak to obcowanie z mitami i odruchowa wiara w nie czyni życie możliwym.
Nawykowa i nieświadoma wiara nadaje życiu oraz poszczególnym jego elementom sens, cel i wartość. Wiara – mit czyni pewne założenia wstępne, które umożliwiają w ogóle myślenie i działanie. Nadają ważność naszym poczynaniom i je uprawomocniają. Wszystko, co dotyczy człowieka, zaczyna się od wiary w jakieś założenie wzięte spoza kontinuum bieżących doświadczeń.
Leszek Kołakowski wylicza niektóre takie „mity”. Wierzymy w samo istnienie czegokolwiek jako cechę, którą przypisujemy doświadczanej rzeczywistości. Dzielimy z innymi ludźmi poczucie istnienia wartości, a także świadomość, że obowiązują pewne oczywiste zasady. Dotyczy to także ważności samego języka oraz rozumu. Kolejnym zjawiskiem o mitycznej podbudowie jest miłość. Wspomniany filozof wymienia następnie inne zjawiska, których ważność przyjmujemy jako pochodzącą z mocy mitu i instynktownie oczywistą.
Autor Obecności mitu zakłada istnienie odrębnej rzeczywistości mitycznej różnej od materialnej, wiecznej, w której duchowo uczestniczymy. To z niej czerpiemy poczucie mitów, czyli wiecznych idei założycielskich dla naszego rozumienia i przeżywania. Bez tego człowiek jako człowiek nie może w ogóle funkcjonować. Ludzie posiadają rozbudzoną albo uśpioną wyspecjalizowaną świadomość mityczną, będącą zmysłem percepcji rzeczywistości mitycznej.
Leszek Kołakowski uświadamia nam, że nie ma filozofii ani innego wyjaśnienia świata, które znosiłoby ważność wiary i mitu. Bez nich ludzkie życie po prostu nie istnieje. Wiara jest czymś konstytuującym całą naszą egzystencję w jej podstawach. Więcej informacji na ten temat znajdziemy we wzmiankowanej książce.
(5)
Często stawiana opozycja między wiarą a wiedzą jest fałszywa. Tak naprawdę to wiedza opiera się na wierze. Nie widziałem planety Mars tak samo, jak nie widziałem tropikalnej dżungli. Skąd wiadomo, że istnieją? Ufamy innym, sobie, swoim zmysłom, ale są tacy, którzy podważają nawet świadectwo zmysłów. Kultura Zachodu wyrosła na podłożu takiego zaprzeczenia. Kartezjusz zwątpił w świadectwo zmysłów i pytał, czy to, co się nam przedstawia, faktycznie istnieje, czy może jest złudzeniem i projekcją złośliwego demona? My jednak nie musimy w ogóle zadawać takich nonsensownych pytań. Powinniśmy za to przyznać, że należy co do zasady ufać swoim zmysłom. Ufamy też innym ludziom, ustaleniom naukowców, doniesieniom reporterów, prasie, mediom. Ufamy szkole, uczelni. Kierujemy swoją wiarę w stronę autorytetów z różnych dziedzin. Wiara i zaufanie są fundamentem naszego poznania i wiedzy, a każda wiedza opiera się na akcie wiary, a nie na pewności. Pewność przychodzi później, po sprawdzeniu doniesień branych „na wiarę”. Nasza codzienność zbudowana jest zatem właśnie na wierze.
(6)
Religia była początkiem nie tylko sztuki i jej jedynym lub główny motywem oraz zastosowaniem, ale także kultury intelektualnej, twórczości, literatury, dramatu. Wiara religijna stanowiła siłę napędową do budowy cywilizacji. Niemal cała historia ludzkości w zakresie kultury wyższej obracała się do niedawna wokół religii i podobnych wierzeń.
(7)
Wiara, jaką noszę w sobie, wyznacza mój światopogląd, czyli obraz Kosmosu, jaki uznaję. Każdy ma jakąś tego rodzaju wiarę, choć nie każdy potrafi to opowiedzieć, zazwyczaj jest ona nabyta od innych ludzi i wyraża się nagimi emocjami. Przyjęty przez nas światopogląd to egzystencjalny wybór fundamentalny, który kształtuje nasze postępowanie, dążenia, pragnienia i uczucia.
Tego typu wiara wyznacza:
• moralne granice, limity, porządek, jaki uznaję za właściwy,
• najwyższe wartości, skarb, który chcę osiągnąć (dążenia) i który chronię (miłość),
• miłosne zespolenie (agape) w większą całość z systemem życia – Kosmosem, takim jak go rozumiem,
• horyzonty zainteresowania (poznanie), a jednocześnie sfery niezainteresowania,
• źródło radości (uczucia, przeżycia),
• cel, który chcę osiągnąć (dążenie ostateczne),
• to, co jest moim najwyższym zaangażowaniem (duch, motor życiowy).
Ta podstawowa wartość to centrum duchowe człowieka, czyli ten punkt, który nadaje Kosmosowi organizację, do którego zbliżanie uszczęśliwia, a oddalanie się wpędza w rozpacz. W tym centrum powinien być Pan Bóg, co w praktyce jest rzadkie.
Możemy żyć we własnym świecie, czasem dzielonym z innymi współwyznawcami, w jego nieprawdziwym obrazie, jak w bańce. Możemy też przekroczyć własne wyobrażenia i wejść do świata Bożego. Fałszywe kosmosy wypełniają dusze ludzi. Komunikując się ze sobą, dzielimy się wiarą, jaką w sobie mamy. Po polsku czasem mówimy, ktoś się zachowuje, jakby „był z innej planety”, bo tak właśnie się dzieje. W jego umyśle zapisany jest zupełnie inny obraz świata.
Ten wewnętrzny obraz rzeczywistości bywa nazywany światopoglądem, filozofią, religią, paradygmatem. Niestety, umysłami masowo rządzą ideologie – złe wiary i fałszywe wizje świata wdrukowane przez innych przekazem emocjonalnym. Nie wynikają one z metafizycznych wglądów, ale są podszyte intencjami władzy dla jednej rasy, warstwy społecznej, jakiejś grupy czy narodu. Ludzie w większości wyznają ideologie i według nich żyją. Najpopularniejszą ideologią jest zaś egoizm i idąca za nim obojętność duchowa.
(8)
Naszą przewodnią życiową siłą jest odnaleziona na dnie puszki Pandory nadzieja. Wraz z nadzieją wciąż martwimy się o przyszłość. Nadzieja jest korelatem wiary, która z kolei polega na zaufaniu komuś, czemuś, jakiejś idei i świadczeniu na ich rzecz. Nadzieja to oczekiwanie na dobro dla siebie, którego mamy dostąpić w przyszłości.
(9)
Wymyślamy coraz to inne drogi do lepszej przyszłości jako pewne idee przewodnie czy koncepcje – samych nazw na to wszystko jest wiele. Można je przeżywać na dwa sposoby – jako wiary albo ideologie. Jest to moje rozróżnienie, ale znane także w języku powszechnym. Nie chodzi mi o treść przekonań ani o ich słuszność tylko o sposób wyrażenia i przeżywania.
Wiara jest wtedy, gdy człowiek swoją ideę wyraża pozytywnie, a przedmiot zawierzenia obdarza miłością, przywiązaniem, zaufaniem i nadzieją. Wdraża ją w życie, gotów dla niej do poświęceń. Tworzy związki międzyludzkie dla jej rozpowszechniania i realizacji. Wiara oznacza przekonanie, że dana myśl i pochodzące z niej zasady postępowania poprawią świat, poskutkują zmianami na lepsze.
Co innego, gdy człowiek przeżywa swoje przekonanie negatywnie jako nienawiść do idei przeciwnych i ich wyznawców, kiedy skupia się na niszczeniu przekonań i przejawów realizacji idei konkurencyjnych. Mówimy wtedy nieraz o fanatyzmie, fundamentalizmie. To właśnie nazywam ideologią. Ideologia jest więc przeciwieństwem wiary, antywiarą. Człowiek wierzący w jakieś dobro krzewi je, a człowiek wyznający ideologie wyłącznie walczy z ideami przeciwnymi. Na przykład komuniści wyznawali ideologię sprawiedliwości społecznej, jednak w istocie jej nie tworzyli, skupiali się bowiem na paranoicznej i bezmiernej walce z przeciwnikami. Gdy brakowało prawdziwych adwersarzy, mianowano wrogiem kogokolwiek, skazywano i mordowano. Komuniści w zasadzie nie budowali świata według swojej idei, tylko nieustannie zwalczali wrogów zawsze winnych ich własnych niepowodzeń. Przeciwstawienie wiar i ideologii widać w języku potocznym. Wśród ludzi ogarniętych ideami lewicowymi, prospołecznymi mówimy o społecznikach (wiara), gdy patrzymy na osoby istotnie praktykujące pomoc słabszym. Z kolei lewacy skupiają się na krytyce i zwalczeniu swoich oponentów – to będzie ideologia.
Wiary, koncentrując się na własnych pozytywach, funkcjonują w pewnej zdrowej konkurencji. Ich wyznawcy mogą prześcigać się zarówno w hasłach, wywodach, jak i już gotowych efektach. Ideolodzy zaś pragną tylko jednego: upadku swojego arcywroga po drugiej stronie dyskusji.
Wierząc w jakąś ideę, także trzeba stawać w jej obronie, gdy nie ma innego wyjścia. Pacyfizm to niestety utopia. Różnica – ten diabeł – tkwi jak zawsze w szczegółach. Wierzący zna umiar w obronie swojej wiary, ideolog zaś takiego umiaru nie zna i nieraz zapomina, że miał walczyć o coś, a zamiast tego wojuje z kimś, sam już nie pamiętając, po co i o co.
Każdej wierze towarzyszy co najmniej pokusa przejścia na pozycje ideologiczne, czyli porzucenia dla niej pracy, a rozpoczęcia walki z jej oponentami. Nawet chrześcijaństwo można przeżywać jako wiarę lub krwawą ideologię. Oczywiście te przejścia dokonują się także w poszczególnych ludziach: naiwność wiar młodzieńczych przeradza się w gorycz frustrującej niemożności zmiany świata wedle swoich przekonań, co następnie przechodzi w mściwą nienawiść wobec konkurentów, oponentów.
Niezależnie od tego, w co wierzę (religię, filozofię, ideę), muszę sprawdzać, czy to jeszcze wiara, czy już przepadłem w niszczącej ideologii.
(10)
Inną ważną sferą myślenia i przeżywania są wartości. Żeby w ogóle mogło zaistnieć myślenie wartościujące, musi być określona wartość najwyższa, czyli taka, od której zależy całość rzeczywistości. Jest ona punktem centralnym wyznaczającym perspektywę dla ważności wszystkich innych istnień i ich znaczenia. Od niej bowiem zależą losy wszechrzeczy.
Jeśli nie potrafimy odnaleźć tej wartości, pozostaje kręcić się dookoła samego siebie i swojego ego jak piesek goniący własny ogonek.
(11)
Każde myślenie ogarniające rzeczywistość jako całość zakłada, że istnieje ktoś, kto jest zdolny na to wszystko patrzeć z zewnątrz, spoza świata. Dlatego każda myśl ogólna, każda odpowiedź na pytanie podstawowe polega na jednoczeniu swojej świadomości z Kimś, kto właśnie taki ogląd posiada. W istocie staje się aktem wiary.
To zjednoczenie jest rodzajem miłości. Rozum ludzki powinien w jak najwyższym stopniu łączyć się z Bogiem w duchowej miłości, ponieważ dopiero wtedy ma jakieś szanse dookreślić siebie i zrozumieć świat. Żeby pojąć samego siebie, trzeba spojrzeć na siebie oczami Boga.
(12)
Nie ma ludzi niewierzących, są tylko tacy, którzy własne posiadanie wiary rozumieją, i tacy, którzy to wypierają. Każdy ma jakieś przynajmniej zaczątkowe wierzenia. Zadaniem homo religiosus, człowieka religijnego, jest badanie samego siebie i swojej wiary, poznanie i doskonalenie siebie w tej sferze. Przede wszystkim w tej sferze.
