1. W stronę mistyki
(1)
Niespokojna jest dusza ludzka, póki nie spocznie w Bogu. Czy chce, czy nie, człowiek pragnie i poszukuje Boga. Wielu robi to nietrafnie, szukając ostatecznego szczęścia w przyjemnościach ziemskich, materializmie, myląc świat materii i radość używania go z ostateczną i nieporównywalną rozkoszą bliskości Boga.
(2)
W ramach tych poszukiwań wiele w ostatnich dziesięcioleciach dzieje się także w wymiarze metafizycznym. Odżyły wszelkie stare tradycje obcowania ze sferą pozamaterialną, z których wiele było dotąd tajnych, skrywanych przed światem. Teraz są jawne i dostępne każdemu. Powstało również sporo nowych nauk i praktyk związanych z tym obszarem. Dzięki globalizacji wszystkie religie, duchowości, ezoteryzmy stały się łatwo dostępne. Warto im się przyjrzeć i opisać tę mnogość w jakiś uporządkowany sposób. Jest to tym ważniejsze, że poszukiwanie Boga odbywa się najróżniejszych rodzajach mistyki i prowadzi ludzi w różnych kierunkach, nie zawsze faktycznie w Jego stronę.
(3)
Doświadczenie poznawcze jest wtedy, gdy jaźń wchodzi w kontakt z rzeczywistością. Jest to w pewnym sensie zderzenie się jaźni z rzeczywistością, która stawia jej opór, przez co pierwsza z nich zostaje zmieniona. Dotyczy to także spraw pozamaterialnych – wtedy korzystamy z tych specyficznych zmysłów metafizycznych zdolnych do bycia „bramami” doświadczenia pozamaterialnego, duchowego.
(4)
Dla opisania doświadczeń duchowych używa się różnych terminów, takich jak: mistyka, duchowość, kontemplacja, medytacja, objawienie, wgląd, intuicja duchowa, oświecenie, przeczucie, ekstaza, enstaza, zatopienie duchowe, porwanie emocjonalne itp. Rzeczywistości te są bardzo zróżnicowane w zakresie ich pochodzenia oraz przedmiotu poznania, czyli bytu udzielającego się człowiekowi. Różnie są także przeżywane. Rzeczywistość pozamaterialna, nawet po powierzchownym przeglądzie powyższych określeń, jawi się jako rozbudowana, niejednorodna i trudna do ogarnięcia.
(5)
W dzisiejszych czasach, gdy tak wielu ludzi poszukuje najróżniejszych rodzajów mistyki, istnieje wielka potrzeba uporządkowania wiedzy w tym obszarze. Żyjemy bowiem w erze, kiedy wcześniej grupowo wyznawane religie, filozofie i ideologie zostały zakwestionowane. Analizując przeszłość, odrzucono tzw. wielkie narracje (czyli rządzące umysłami filozofie i religie), gdyż prowadziły do wojen i totalitaryzmów, a także przyczyniały się do ogólnie pojętej krzywdy ludzkiej. Nasza epoka usiłuje uciec od eskalacji krzywd, a rozwiązaniem tego problemu ma być indywidualizm, który wyklucza wojny między ideowymi plemionami. W ten sposób wróciliśmy paradoksalnie do czasów przed historią wielkich idei, trochę jakby do jaskini. Człowiek znowu jest sam ze swoim życiem wobec świata.
Dla wielu ludzi tym bardziej istotne stało się osobiste doświadczenie pozamaterialne, z którego pochodzić może wiedza o właściwym życiu. Mnożą się najróżniejsze zachęty płynące z odradzających się dyscyplin duchowych, np.:
• ezoteryzm, okultyzm, spirytyzm, animizm, które nierzadko udają naukę lub psychologię,
• religie i praktyki Dalekiego Wschodu, Ameryki Południowej i w ogóle całego świata,
• gnozy i neognoza,
• filozofowanie medytacyjne, takie jak odradzający się stoicyzm,
• duchowość pozareligijna, czasem ostentacyjnie ateistyczna lub eklektyczna, swobodnie mieszająca fragmenty różnych wierzeń,
• religijne odrodzenie metafizyczne, szczególnie w postaci ogromnie rosnących charyzmatycznych wspólnot chrześcijańskich.
Doświadczenie pozamaterialne staje się dla wielu ludzi jedynym dla nich uchwytnym i przekonującym drogowskazem życiowym jako płynące z jedynego źródła, którego nie kwestionują – z nich samych.
(6)
Doświadczenie mistyczne nierzadko pochwytuje człowieka, kieruje nami, generuje wiarę religijną lub parareligijną, a ta jest poddaniem się prowadzeniu. Miewa charakter wstrząsowy, na skutek czego wyrywa człowieka z dotychczasowej egzystencji i osadza w sytuacji wierzącego.
(7)
Doświadczenie pozaświatowe wytwarza swoje typowe efekty:
1. Poznanie duchowe – doświadczenie zawsze ma wymiar poznawczy. Może to być wiedza, a także pewien sposób nowego rozumienia już posiadanej wiedzy. Treść doświadczenia bywa następnie przekazywana jako rodzaj religii, filozofii.
2. Prawo, czyli etos – doświadczenie ukierunkowuje egzystencjalnie, bywa porwaniem emocjonalnym w jakimś kierunku, wyznacza postrzeganie dobra i zła, definiując je w kategoriach ponadmaterialnych.
3. Wspólnota – wokół mistyka zawiązują się niekiedy stronnictwa, wspólnoty religijne, filozoficzne, które bazują na jednolitym, wypływającym z doświadczenia nauczaniu i podobnym etosie. Są one jednego serca i ducha, dzielą osądy i dążenia. W przypadku wcześniej znanych religii podobne doświadczenia zbliżają ze sobą wiernych.
(8)
Doświadczenia pozamaterialne często samorzutnie wywołują potrzebę podzielenia się ich owocami. W wyniku tego powstaje opis pochodzący od człowieka, któremu zostały udzielone. Jest on obciążony właściwościami umysłu danej osoby, a co za tym idzie zawsze stanowi jakąś interpretację doświadczenia w świetle sposobu myślenia dostępnego danej jednostce. Czyni to badanie doświadczeń czymś szczególnie trudnym, gdyż ich interpretacje podążają raczej za oczekiwaniami określonego człowieka niż w kierunku wskazywanym przez samo doświadczenie.
Typową ekspresją objawienia jest rozwój myśli ludzkiej w postaci doktryn religijnych i filozoficznych. Wiara poszukuje zrozumienia, dlatego religie i inne tradycje duchowe wytwarzają swoje nieraz bardzo rozbudowane doktryny. Bardziej nawet pierwotną ekspresją wiary była i jest do dziś sztuka, zwłaszcza wszelkie hymny religijne i liturgiczne. Uniesienie duchowe potrafi skutkować pieśnią, wierszem, dramatem, malarstwem, rzeźbą. Doświadczenia takie przez wieki popychały ludzkość ku sprawom wyższym niż codzienność.
(9)
Jak opisać wygląd firanki, która wisi obok mnie? Mogę próbować to opowiedzieć, ale jeżeli odbiorca komunikatu jej nie widział, to i tak nie będzie wiedział, jak wygląda. O ile trudniej jest przekazywać doświadczenia mistyczne! Każdy opis posługuje się analogiami ze światem materialnym, bardzo często opiera się na metaforach zaczerpniętych z życia człowieka. Język stanowi w zasadzie formę ekspresji pojęcia nadawcy komunikatu, a przekaz okazuje się naprawdę możliwy dopiero wtedy, gdy nadawca i odbiorca mają te same lub podobne pojęcia. Pojawia się duża trudność w przekazywaniu doświadczeń i poznań duchowych, co jednak nie znaczy, że w ogóle nie należy o nich mówić, skoro jest to problematyczne. Praktyka uczy, że, wręcz przeciwnie, ta trudność powoduje, że taki przekaz może stawać się bardzo rozbudowany. Serce człowieka po prostu chce się dzielić tym, co ma najcenniejszego.
Kolejność w zasadzie pozostaje następująca: najpierw jest doświadczenie, potem wyobrażenie – pojęcie – odbicie w umyśle, a później próba doboru słowa i symbolu. Jak widać droga pomiędzy tym, co faktycznie zostało objawione, a tym, co otrzymuje słuchacz, jest dość odległa.
(10)
Wyrażenie doświadczenia poprzez symbole językowe okazuje się dla człowieka niezbędne, gdyż myślimy za pomocą pojęć i słów. Korzystanie ze słów jako symboli przenoszących doświadczenie umożliwia nam w ogóle rozumienie. Ono z kolei pozwala nam na przeniesienie doświadczenia na dalsze życie. Zwierzę doświadcza, ale nie rozumie, czego doświadcza. Człowiek dzięki słowom, nawet mało adekwatnym, zaczyna rozumieć. Wytworzenie odpowiedniego języka, powołanie coraz lepszych symboli stanowi dla ludzkości wyzwanie, z którym mierzymy się od swojego powstania. Od tysięcy lat pracujemy wspólnie dla wypracowania jak najlepszych symbolizacji tego, czego doświadczamy. Takie zadanie dano nam razem z rozumem i nie ma od niego ucieczki. To, że doświadczenie duchowe przekracza sferę dostępną konceptualnie, przez co nie jesteśmy w stanie dobrze ogarnąć go myślą i słowem, nie zwalnia nas z wyciągania z niego tak wielu sensów dla siebie właśnie za pomocą myśli i słów, jeżeli tylko okaże się to możliwe. Są ludzie, którzy przez całe swoje życie rozważali jedno niezwykle ważne dla nich doświadczenie duchowe i na jego gruncie potrafili dać innym wspaniałą literaturę.
(11)
Uprzednia wiara bardzo często jest początkiem doświadczenia i wyznacza jego kształt. „Szukajcie, a znajdziecie” – to uniwersalna zasada także w duchowości. Zgodnie z nią znajdziesz właśnie to, czego szukasz (nawet nieświadomie). Inaczej mówiąc, sami wybieramy drogi duchowe i z tego względu trzeba być w tych wyborach ostrożnym. W środowisku buddyjskim ludzie mają doświadczenia buddyjskie, w islamskim – islamskie. Oczekiwanie, wiara, zaufanie do czegoś konkretnego do tego nas przybliża. Kontekst sytuacji okazuje się mieć w mistyce wielkie znaczenie. Do tego dochodzi determinacja środowiskowa w zakresie interpretacji i wartościowania doświadczenia.
(12)
Jeśli chodzi o doświadczenia płynące od Boga, to musimy pamiętać, że objawia się On konkretnej osobie w konkretnej kulturze i dyspozycji w sposób możliwy dla niej do przyjęcia. Jest w tym szacunek dla człowieka, a przede wszystkim dla naszej pojemności psychicznej. Nadmiar wrażeń mógłby po prostu wpędzić nas w chorobę lub nawet zabić. Na nas, czyli na istoty cielesne i mało obyte metafizycznie, silne doświadczenie duchowe ma tak ogromny wpływ, że Bóg musi je dozować. Potrzebne jest nam przygotowanie. Rzadko zdarzają się nagłe i niemal niszczące objawienia jak to, jakiego doświadczył Szaweł w drodze do Damaszku. Pan nie chce upokarzać człowieka swoim ogromem, o ile ten się na to nie godzi. Wynika to z wielkiej Bożej delikatności wobec nas. Bóg nie wywołuje w człowieku niepokoju.
Konkretna dyspozycja religijna danego człowieka jest ważna. Kiedy św. Augustyn był neoplatonikiem, doświadczył iluminacji neoplatońskich. Niedługo potem Pan Bóg uczynił go mistykiem chrześcijańskim, ale dopiero wtedy, gdy ten został chrześcijaninem. W poznaniu mistycznym następuje zatem jakaś specyficzna dla danego człowieka korelacja, dostosowująca przekaz do zdolności odbioru przez daną osobę. Człowiek jest pytaniem, a Pan Bóg odpowiedzią. Jakie pytania, takie odpowiedzi. Im lepsze pytania, tym dokładniejsze odpowiedzi.
(13)
Kolejna ważna sprawa to uczciwość w opowiadaniu o Panu Bogu. Naprawdę rzeczowo możemy analizować własne doświadczenia. Jeśli się czegoś nie doświadczyło, lepiej o tym zbyt wiele nie dyskutować.
(14)
Eric Voegelin przypomina nam, że najistotniejszą treścią objawienia jest samo jego wydarzenie. Jest to zdarzenie wstrząsające człowiekiem i obwieszczające mu, że druga strona rzeczywistości, ta pozamaterialna, istnieje i o niego się upomina. To fakt, o którym wiele osób, które doznały takich doświadczeń, zapomina.
(15)
Poznanie ma charakter miłosny, szczególnie to mistyczne. Mistycy niekiedy relacjonują, że człowiek i Bóg przeżywają, jakby się w siebie nawzajem przekształcali.
(16)
Doświadczenie metafizyki zawsze jest nam udzielane, gdyż w życiu ziemskim człowiek samodzielnie poznaje wyłącznie świat materialny, bo ma nad nim władzę. Generalnie doświadczenia mistyczne są człowiekowi ofiarowane, objawiane. Dlatego w chrześcijaństwie mistyką określa się doświadczenia „wlane”, począwszy od kontemplacji wlanej.
(17)
Nauczanie o duchowości wskazuje nam, że doświadczenie duchowe należy rozważać i przekuwać na lepsze życie. Pojęcie „medytacji” w chrześcijaństwie obejmuje także rozważanie doznanych doświadczeń i utrzymywanie ich w pamięci jako znaków o szczególnym znaczeniu dla świadomości i postępowania człowieka.
(18)
Boga nie można poznać, jesteśmy w stanie zgłębić tylko Jego przymioty i działania. Poznanie Pana Boga od zawsze ma charakter aspektowy, fragmentaryczny. To także winno nam uświadamiać, żeby nie czynić własnego doświadczenia jedynym i absolutnym.
Uzyskujemy wgląd w sprawy ostateczne zarówno w ramach mistyki naturalnej, jak i nadnaturalnej. To nie znaczy, że mamy jakąś dużą wiedzę. Otrzymujemy dary duchowe, za które powinniśmy być wdzięczni. Dodatkowo powinniśmy je rozważać i w sobie utrwalić. Ludzkie rozumienie spraw ostatecznych jest prawie żadne. Tyle wiemy, ile nam otwarcie przekazano. Nie potrafimy na tej podstawie stworzyć obrazu całości świata duchowego. Każda wizja i każda informacja przekazywana jest przez Boga według Jego decyzji i zdolności pojmowania danej osoby. Człowiek wobec tych spraw jest jak malutkie dziecko na wykładzie z kosmologii – pojmujemy jakieś ociupiny, ale całość pozostaje dla nas niepoznawalna i niepojmowalna.
(19)
Nie sposób mówić o Bogu jako takim w całości, jest On bowiem człowiekowi niedostępny. Wiara i mistyka polegają na nieustannym odkrywaniu Boga w takim stopniu, w jakim On sam nam pozwala. Odkrywamy tylko małe fragmenty bogactwa Boga. Nie można Go poznać samodzielnie. Dlatego mówienie, że Bóg jest jakiś, okazuje się niezwykle ryzykowne. Pewne pozostaje tylko to, co Bóg sam o sobie nam powiedział.
To sprawia, że tak ważna jest teologia apofatyczna, która usuwa wszelkie rozumowe ludzkie wyobrażenia dzięki doświadczeniu mistycznemu Boga. Bóg jest bezimienny, niepoznawalny, nieosiągalny, bezkresny, co także chciał nam objawić. Spojrzenie apofatyczne również opiera się na objawieniu i choć podkreśla się jego nieprzekazywalność, to jest ono bazą do krytyki wydumanych twierdzeń o Bogu.
(20)
Wglądy mistyczne darowane przez Boga objawiają nam to, co On sam chce danemu człowiekowi przekazać. Kategoryczne twierdzenia wynikające z takich chwilowych, małych objawień niekiedy okazują się jednak bardzo ryzykowne, gdyż w warstwie werbalnej mogą napotkać na pochodzące od innych osób tezy o zupełnie różnym, a nawet przeciwnym charakterze. Wynika to z kilku przyczyn:
1. Werbalizacja zawsze jest oparta na doświadczeniu ziemskim, przez co zawodzi w sprawach metafizycznych.
2. Bóg według własnej decyzji może komuś innemu objawić swoje inne przymioty.
3. W Bogu realizuje się zjednoczenie przeciwieństw (complexio oppositorum), człowiek raczej naraz nie potrafi percypować w taki sposób.
4. Dopiero suma doświadczeń, zestawienie paradoksów tego poznania, odrzucenie twierdzeń zupełnie mylnych daje nam jako taki pogląd na Pana Boga. Jest to dar od Boga dla wspólnoty wiernych, którzy są nawzajem sobie potrzebni, aby się wzajemnie ubogacać, wymieniając doświadczenia. Niestety, kondycja ludzka jest tak zła, że ludzie wolą jałowe spory, zamiast przekraczać własne ograniczenia poznawcze i emocjonalne.
5. Każde doświadczenie mistyczne stanowi także do pewnego stopnia krzyż i próbę. Istotne dla mojego losu jest nie to, co mi Bóg objawia, ale to, jak z tym później żyję i co zrobię. Mistycy mogą upadać i popadać w błędy pod wpływem fragmentaryczności swoich poznań i niezdolności właściwego do nich się odniesienia. W praktyce dochodzi do tego pod wpływem po prostu pychy. Trzeba to dobrze zrozumieć: ukazanie się Boga człowiekowi w jakiś konkretny sposób to Jego autonomiczna decyzja. Nikt nie dowiedział się o Bogu wszystkiego, „po części tylko poznajemy” (Hymn o miłości). Dopiero w niebie poznany tak, jak sami jesteśmy poznawani, jak dodaje św. Paweł.
Teologia pozytywna ma jednak swój sens wynikający z objawienia się Boga przez Jezusa Chrystusa, który ogłosił nam Dobrą Nowinę, pouczył o tym, jaki jest Bóg, i zademonstrował to swoim życiem. Jedynie ta wiedza jest pewna, co nie zmienia faktu, że Ewangelia zawiera wiele paradoksów i twierdzeń wzajemnie przeciwnych, a to czyni ją wyzwaniem i wymaga mistycznego, nie tylko umysłowego jej poznawania. Generalnie stanowi ona klucz do poznania Boga. On sam przekazuje i podkreśla najistotniejsze prawdy o sobie. Jest to objawienie, czyli wtajemniczenie, jakie dał nam wcielony Bóg dwa tysiące lat temu. Ewangelia staje się w ten sposób kryterium rozeznawania zjawisk metafizycznych.
(21)
Trzeba zaznaczyć coś bardzo podstawowego: chrześcijaństwo nie pochodzi z doświadczenia mistycznego. Zostało ono w pewnym momencie historii zakomunikowane przez wcielonego Boga. Wszelkie doświadczenia mistyczne mają wobec tego ten walor, że są środkiem, za pośrednictwem którego egzystencjalnie odbiera się objawienie Chrystusowe (P. Tillich). Wyraża się to w biblijnej frazie, że Duch nam wszystko przypomina. Ich wartość zależy od treści Ewangelii. Ta konstatacja chroni nas od absolutyzacji swoich, zawsze cząstkowych, doświadczeń mistycznych.
2. Podział doświadczeń pozamaterialnych
(1)
Obecnie mistyka, doświadczenie pozamaterialne są kojarzone z każdym rodzajem przekraczania codzienności pod względem poznawczym lub przeżyciowym. To każde wyjątkowe doznanie lub przeżycie, co najmniej ocierające się o sferę pozamaterialną. Samo słowo „mistyka” jako termin wywodzi się zapewne od misteriów, czyli tajnych obrzędów religijnych w antyku. W naszych czasach pojęcie to, podobnie jak „duchowość”, spopularyzowało się i zyskało wiele także przyziemnych znaczeń.
(2)
Niektórzy twierdzą, że jest tylko jedno doświadczenie rzeczywistości pozamaterialnej, a ludzie stosują różne jego opisy, skąd pochodzą różne religie. To nieprawda. Bytów niematerialnych z naszego punktu widzenia oraz zjawisk metafizycznych od nich pochodzących jest, jak się zdaje, dość sporo.
(3)
Znana chrześcijaństwu klasyfikacja zjawisk duchowych dzieli je na:
• naturalne, czyli nieuznawane za nadnaturalną cudowną ingerencję Pana Boga, ale osadzone w obszarze stworzenia i jego zjawisk, np. doświadczenia kosmiczne czy udzielane przez duchy tego świata; mogą one pochodzić także od Boga, ale bezpośrednio nie korespondują z objawieniem Chrystusowym,
• nadnaturalne, czyli pochodzące spoza świata natury, od Boga, do którego także prowadzą; Kościół rozpoznaje je jako te, w których Bóg wprost przemawia do wiernych i potwierdza Ewangelię.
Powyższe wyliczenie odpowiada stosowanemu niekiedy podziałowi na:
• doświadczenia wewnątrzświatowe (immanentystyczne), zgodnie z którymi człowiek (albo przynajmniej jego duch lub dusza) i Bóg (a przynajmniej Duch Boży) są zjawiskami z tej samej materii lub zasady i zawierają się w jednym obszarze lub kategorii istnienia; często interpretuje się je w duchu nauczania takiego jak panteizm, monizm, adwaityzm, neoplatonizm, wszelkie gnozy, buddyzm; doświadczenia te ukazują człowieka jako fragment większej całości, choć czasem objawiają istnienie Tajemnicy gdzieś daleko, przez co człowiek do niej nie sięga, a jedynie kontempluje ją z oddalenia,
• doświadczenia pozaświatowe (transcendentne), w których mistyka jest postrzegana jako wychodzenie poza dostępny człowiekowi wszechświat, w kierunku zewnętrznego wobec niego Boga; w mistyce chrześcijańskiej Pan Bóg po prostu przemawia do ludzi i ich poucza, ukazuje przy tym swoją nieskończoną inność w stosunku do świata stworzonego.
Istnieją też doświadczenia pośrednie lub łączące oba kierunki.
(4)
Pobieżny przegląd tych doświadczeń według przedmiotu doświadczanego naprowadza nas na poniższe wyliczenie, obejmujące zarówno rzeczywistą mistykę, jak i sprawy potocznie tak określane. Klasyfikacja ta, daleka od precyzji i kompletności, ma tylko walor naprowadzający. Kwestia doświadczeń pozamaterialnych jest krańcowo trudna tak do badania, jak i do opisu.
Możemy wyróżnić doświadczenia:
• Boga – na przykład jako spotkanie osobowe, unia mistyczna lub inne,
• Kosmosu – spotkanie z wszechświatową harmonią, ładem, jednością; unia kosmiczna.
Obok doświadczeń o charakterze szczególnie podniosłym możemy wskazać także doświadczenie pozamaterialne o mniejszym wymiarze, np.:
• doświadczenie własnej duszy – spotkanie z własną duszą jako rzeczywistością duchową i transprzestrzenną,
• doświadczenie istoty rzeczy, ich logoi, czyli idei, esencji.
Oprócz powyższych można wskazać doświadczenie:
• świata idei ponad światem materialnym,
• różnych absolutów doznawanych w świecie idei lub zbliżonej mu sferze,
• mocy światowych,
• istot duchowych.
Zgodnie z pierwszym z powyższych doświadczeń człowiek jest zdolny uzyskać wgląd do świata idei, czego nie należy mylić z kontaktem z Bogiem, choć faktycznie świat idei stanowi jeden z aspektów Jego działania i pochodną tego, co niezdarnie moglibyśmy nazwać Bożym umysłem.
O doświadczeniu absolutów P. Tillich (Moje poszukiwania absolutów) pisze w następujący sposób: „Absolutny (od łacińskiego absolvere – rozwiązać) oznacza «oderwany» albo «uwolniony» od jakiejkolwiek ograniczającej relacji, od jakiejkolwiek szczególnej relacji, a nawet od podstawy wszystkich poszczególnych relacji, czyli relacji podmiotu i przedmiotu. Termin «absolut» stał się trudny w użyciu, ponieważ wiele osób łączy go z obrazem «czegoś absolutnego», często utożsamianego z Bogiem. Oczywiście nie to mam na myśli. Dobrze byłoby zatem wyjaśnić znaczenie «absolutu» z pomocą innych terminów, par pojęć, jak: «bezwarunkowy» i «uwarunkowany»; «ostateczny» i «wstępny»; «nieskończony» i «skończony». Wolę używać terminu «ostateczny» we frazie, na przykład, «ostateczne zatroskanie» (ultimate concern), terminu «bezwarunkowy» w odniesieniu do bezwarunkowego charakteru etycznego imperatywu, niezależnego od jego treści, i terminu «nieskończoność» w dziedzinie religijnej. Wszystkie te pojęcia odnoszą się do jednej rzeczy – istnieje coś, co opiera się strumieniowi relatywności”.
Takimi absolutami mogą być: esencja (istota) rzeczy, wewnętrzna struktura bytu, prawda, ogólnie pojmowane istnienie, dobro, moralność, pojęcia ogólne (powszechniki). Sam P. Tillich tak podsumowuje swoje poszukiwania:
„Po pierwsze opisałem swoje zainteresowania względnością człowieka jako podmiotu i względnością rzeczywistości jako przedmiotu w świetle naszych poznawczych i moralnych doświadczeń. Po drugie poszukiwałem w nich absolutów, podstawowych dla mojej teologii, zarówno po stronie podmiotu, jak i przedmiotu, pośród ich względności.
Tymi absolutami były: struktura umysłu, która umożliwia wrażenia zmysłowe, oraz logiczna i semantyczna struktura umysłu; powszechniki, które umożliwiają zaistnienie języka; kategorie i biegunowości, które umożliwiają rozumienie rzeczywistości. Kolejnymi były bezwarunkowy charakter imperatywu moralnego, niezależnie od jego treści, i zasada sprawiedliwości – uznanie każdej osoby jako osoby. Wreszcie była też agape, miłość, która zawiera i transcenduje sprawiedliwość, jednoczy to, co absolutne i relatywne przez adaptację do każdej konkretnej sytuacji”.
To w tym świecie idei odnaleźć możemy doświadczenia Jedna, które jest ideą absolutną, scalającą świat w uchwytny dla nas sposób. Wiele doświadczeń kosmicznych odnosi się do świata idei. Powyższe kategorie nie są rozłączne, mieszają się i przenikają.
Doświadczenie mocy światowych ma nieco inny charakter niż te przedstawione dotychczas. Idei doświadczamy bowiem dość statycznie, jednak poza nimi doznajemy zbliżonych do nich zjawisk dynamiki świata, a to z kolei wiąże się już z doświadczeniem mocy, żywotności, siły życiowej, witalizmu, dynamis, jako po czucia napędu nadającego światu i ludziom ruch i zmienność. Wśród mocy można spotkać różne moce kosmiczne, potęgi i wpływy działające na nas i na świat. To nie jest jednorodna sfera. Na wyżynach niebieskich istnieją także takie moce, których lepiej unikać.
Pierwotna życiodajna siła, której doświadczenie niekiedy nam się udziela to też aspekt Bożego działania czy wręcz samo to działanie w ujęciu przestrzennym i czasowym. Stanowi ona grunt bytu, źródło życia, dynamiczną podstawę istnienia. Poruszyciel (sam nieruchomy) to otchłanny bezmiar Tao, z którego wylewa się strumień istnienia w postaci nieustannego tańca przeciwnych sobie sił. To też doświadczenie dynamis, siły życiowej, która jest napędzającym ruchem Wszechświata równoznacznym z jego istnieniem. W tym ujęciu świat nie tyle istnieje, co jego istnienie jest nieustającym poruszeniem, życiem, a życie to przecież ruch, przemiana. Jak mówią uczeni, doświadczenie to ma charakter wariabilistyczny, bardzo pierwotny. Znane było już Heraklitowi w Grecji i myśli chińskiej w filozofii nieustannych przemian pochodzących z Tao.
Można także wskazać doświadczenie istot duchowych. W świecie pozamaterialnym doświadczamy duchów, które udzielają człowiekowi wglądu w ich nieskończoną i subtelną, przenikającą Wszechświat naturę. Chętnie udają Boga i właśnie w tej postaci objawiają się ludziom – jako rzeczywistości z pozoru boskie. Faktycznie posiadają wiele cech nieskończoności. Tymczasem są to uzurpatorzy, potęgi zła na wyżynach niebieskich, o których św. Paweł pisze, że to właśnie z nimi toczymy wojnę o ludzi. Pozwalają, aby człowiek je posiadł, a nawet wykorzystywał ich moce i poznanie, bo w tym samym czasie tak faktycznie to one biorą tego człowieka w posiadanie i czynią swoim wygodnym mieszkaniem. Przemieniają go na swój wzór, przydając mu własnego charakteru. Same, uznawszy siebie za bogów, zdobytemu człowiekowi poddają niekiedy przeświadczenia, że jest właśnie bogiem, zrealizowaną i ostateczną doskonałością.
(5)
Dostępne są także doświadczenia ze sfery dążeniowej i emocjonalnej, niekiedy określane mistyką:
• samorealizacji – przeżycia szczytowe, ekstatyczne związane z samorealizacją, wielkim sukcesem, najsilniejszymi pozytywnymi przeżyciami; w polskiej kulturze mówimy: „Przeszedł samego siebie”, co świetnie ilustruje sens tych doznań,
• tłumu lub innej wspólnoty, w której jednostka roztapia się jak w jakimś większym organizmie, podlega zbiorowym emocjom i jednoczy się z tą całością.
3. Doświadczenie Boga
(1)
Spośród wszystkich doświadczeń pozamaterialnych najważniejsze jest doświadczenie Boga.
(2)
Takiego typu doświadczenie ma na celu zbliżenie człowieka do Boga, a więc najważniejszy skutek poznania, który czyni nasze życie lepszym. Ten kierunkujący nas wymiar poznania wskazuje na dobro ostateczne do osiągnięcia i Boską doskonałość do naśladowania. Kwestie budowy świata i jego stosunku do Boga (problemy ontologiczne) oraz zagadnienia teorii poznania wypływające z takiego doświadczenia są w istocie mniej istotne, a w filozofii na świecie rysują się różnorodnie, raczej mgliście i niezbyt pewnie. W zbliżaniu się do Boga najistotniejszy jest wymiar moralny oraz wymiar wiary, czyli uznania swojej zależności od Boga. Jeśli jakieś doświadczenia pouczają nas o amoralności i odciągają od wiary w Boga, prowadząc nas do wiary w samego siebie, to nie pochodzą od Boga, ale jakiegoś innego bytu nieskończonego.
(3)
Boga nie można poznać, czyli doświadczyć według swojej woli i za pomocą jakichś magicznych czy gnostyckich technik. Tak doświadcza się tylko oszustwa. Bóg może sam udzielić poznania siebie człowiekowi wedle swojego uznania. To zależy od Niego i zawsze jest darem. Będzie to doświadczenie działania Boga lub Jego przymiotów, ponieważ samego Boga w Jego pełni istoty poznać nie można.
(4)
Istnieją najróżniejsze doświadczenia Boga, a żadne nie jest jedynym. Udzielane są różnym ludziom na różne sposoby. Wśród nich można wskazać:
• doświadczenie Boga jako konkretnej, pozytywnie opisywalnej Osoby, np. doświadczenie Wcielonego Boga jako opiekuna ludzi, ratującego świat od chaosu i zniszczenia przez swoją ofiarę, czyli przyjęcie na siebie słusznych kar od Ojca za ludzkie przestępstwa,
• doświadczenie pozytywne Boga w aspekcie istnienia świata, np. doświadczenie Boga jako wszechmocy utrzymującej ład i istnienie świata, dawcy porządku; wiążą się z tym doświadczenia jedności świata i jego zasad, doświadczenie oceaniczne czy wszechpotęgi wydźwigającej świat z nieistnienia i chaosu do ładu i życia; to także pozytywne doświadczenie myśli Bożej i Słowa (Logosu, Drugiej Boskiej Osoby) oraz Mocy – potęgi Ducha w Jego nadawaniu rzeczom kształtu, a ludziom – wyrazu,
• doświadczenie pozytywne łączności duszy człowieka z Bogiem – bliskie do świadczeniu indyjskiemu (Brahman i Atman jako jedność) oraz mistykom z nurtu pozytywnego w chrześcijaństwie; zjednoczenie w pokorze, miłości, umiłowaniu pokoju i dobra,
• doświadczenie negatywne, pustki oddzielającej człowieka od Boga lub Boga jako Pustki, niebytu – to poznanie niepoznawalności i inności Boga od otaczających nas bytów, znane buddystom, neoplatonikom, taoistom, mistykom chrześcijańskim z nurtu apofatycznego; Boga nikt nigdy nie widział, ostatecznie poznajemy co najwyżej Jego pojedyncze przymioty i działania, ale nigdy Jego samego w Jego najgłębszej całej istocie, która pozostaje poza ludzkim poznaniem i doświadczeniem; jest to tzw. uczona niewiedza.
Wszystkie powyższe doświadczenia są dostępne w chrystianizmie i mają swoje teologiczne uzasadnienie. Chrystianizm jest bowiem jak Bóg – jednolity, ale i różnorodny.
O bóstwie jako takim pisze św. Klemens z Aleksandrii:
„Tak więc boskość jest pozbawiona formy i imienia. Chociaż przypisujemy jej nazwy, nie mogą one być brane w swym właściwym znaczeniu; gdy nazywamy go Jednym, Dobrem, Umysłem, Istnieniem, Ojcem, Bogiem, Stwórcą, Panem to nie nadajemy mu imienia. (…) Nie można ogarnąć go wiedzą, która opiera się na prawdach uprzednio znanych, jako że nic nie może poprzedzać tego, co istnieje z siebie. Pozostaje tyle, że Nieznany może być pojęty przez Boską Łaskę i Słowo pochodzące od niego”.
(5)
Eric Voegelin wylicza dwa podstawowe doświadczenia rzeczywistości Bożych w ujęciu kosmicznym inspirujące myśl kosmologiczną, w tym filozofię w jej pierwotnej i właściwej postaci jako dziedzinę medytacyjną i czerpiącą swoje ustalenia z wglądów metafizycznych:
• doświadczenie Początku,
• doświadczenie tzw. Pełni-poza.
Doświadczenie Początku
Początek filozofii to filozofia Początku rozumianego wówczas jako Arche (łac. Principium). Arche to wspólny początek dla całej rzeczywistości, który nadał jej znany nam kształt, czyni ją całością, jest źródłem jej zasad; to doświadczenie esencji, jedności, wspólnego źródła i porządku.
Inny symbol Początku to pępek, czyli punkt, z którego powstaje człowiek. Jest w nim zapisany kształt przyszłego człowieka, który staje się poprzez rozrastanie się pępka. Dlatego „pępek” świata to symbol punktu, który promieniuje porządkiem i wokół którego „kręci się” funkcjonowanie Wszechświata.
Z Początkiem związane są następujące doświadczenia:
• jedności świata, który wyszedł z jednego punktu, z jednej zasady, inaczej Kosmosu, czyli świata uporządkowanego (w przeciwieństwie do bezkształtnego chaosu),
• całości świata i związku człowieka istotowego z resztą rzeczywistości, a nawet z Bogiem,
• wspólnoty praw (zasad) świata i ich uniwersalności wśród ludzi,
• jedności ludzkości pomimo antagonizmów plemiennych i narodowych,
• rozumnego uporządkowania rzeczywistości i rozumności zapisanej w świecie (Nous), opisywanej także jako Duch, który jednocześnie napędza świat i nadaje mu właściwy kształt,
• esencji, istoty, natury dla rzeczy świata, która nie jest w nich, ale poza nimi,
• Arche jako władzy, czyli doświadczenie podlegania prawom Kosmosu,
• Arche jako żywiołu tworzącego świat (niekiedy koncepcja ta jest rozwijana w teorię wielu żywiołów, pierwiastków),
• mocy rozumnie kształtującej świat,
• zdolności do ogarnięcia Kosmosu myśleniem i zrozumieniem, przynajmniej w jakimś zakresie,
• Drogi i Prawa jako sposobu na życie, właściwych reguł, zasad życia (jak Przykazania, Dharma i inne).
Doświadczenie tzw. Pełni-poza
Wyraża się ono w poszczególnych doświadczeniach:
• rzeczy świata, które są nietrwałe, przemijające, niezupełne, niedoskonałe, naznaczone brakami; można doświadczyć przeznaczonej im pełni, ale jedynie w sferze ducha, paradoksalnie poza empiryczną rzeczywistością, w Bogu; to doświadczenia Tao, Logosu, Brahmana, świata idei platońskich i podobne,
• rozczarowania światem materialnym i jego niewystarczalności dla duszy i umysłu ludzkiego,
• objawicielskie, związane z doświadczeniem Pełni, czyli ostateczności, Absolutu; dzielą się one na pozytywne i negatywne (ciemne), a czasem łączą oba przeżycia,
• tajemnicy Boga, Jego niedosięgłości (w chrześcijaństwie nazywanej świętością),
• mistycznej pustki pomiędzy człowiekiem a Bogiem, która promieniuje doświadczeniem Boga, ale sama Nim nie jest, przypomina okno na Boga,
• własnej niedoskonałości i potrzeby wzrostu bez końca,
• Pełni, która jest „poza” światem, poza zasięgiem człowieka, przypomina horyzont, który wciąż jest, ale nieustannie odsuwa się dalej, niedosięgłości Pełni,
• Drogi w rozumieniu potrzeby stałego doskonalenia, dorastania do swojej istoty, jak dziecko dorasta do garnituru, który już przeczuwa dla siebie i którego pragnie,
• telosu, ostatecznego celu i sensu oraz końca wszystkiego,
• egzystencji zmierzającej w konkretnym kierunku, uporządkowanej, opartej na intuicji esencji,
• doskonałości Boga nieprzypominającej w niczym otaczającego ułomnego świata ludzi.
Rozróżnienie to dopełnia P. Tillich, który, omawiając odkryte przez siebie absoluty, wskazuje jeszcze doświadczenie bycia – samego. Owo bycie świata znajduje się poza światem, a moje bycie nie pochodzi ode mnie. Jest to odmiana doświadczenia Pełni-poza, która wskazuje na oparcie istnienia świata na Bogu. Doświadczenie to ma tak dojmującą wartość, że warto je wyróżnić.
Powyższe wyliczenie jest tylko przykładowe, każdy człowiek może doświadczyć Boga na swój sposób i według Boskiego uznania. Wskazane doświadczenia mogą się mieszać, łączyć, przenikać, zamieniać. Doświadczenie Początku ma wymiar raczej kosmiczny, wewnątrzświatowy (immanentny), przeciwnie Pełnia-poza, która jest doświadczeniem bardziej pozaświatowym (transcendentnym). Są one jak biblijna Alfa i Omega, Początek i koniec.
(6)
Każdy człowiek jest zdolny do doświadczenia Boga, a każde takie doświadczenie stanowi dla człowieka dar, małą paruzję. Wymieniamy się tymi doświadczeniami i wzajemnie budujemy w sobie wiarę. Nie wolno pozostawać tylko przy swoich przeżyciach, trzeba się nimi dzielić i otwierać na świadectwa innych, bo nikt nie doświadcza wszystkiego. Dlatego potrzebujemy siebie nawzajem i tworzymy wspólnotę wymiany duchowej i rozeznania. Oba podstawowe doświadczenia należą do tzw. mistyki naturalnej, czyli związanej z duchową naturą człowieka.
Nie są związane wyłącznie z życiem wiary, a wręcz przeciwnie – mogą dotykać każdego. Ich owocem są przekazy mądrościowe, filozofia, u chrześcijan zaś tzw. teologia naturalna.
(7)
Poza doświadczeniami naturalnymi zdarza się – zwłaszcza ostatnio – wiele tzw. nadnaturalnych objawień, w których Bóg objawia się wiernym poprzez słowa, obrazy, uniesienie mistyczne (ekstazy). Są one źródłem i motorem życia religijnego chrześcijan, szczególnie katolików. Obejmują także pojawienia się świętych z nieba, wśród których wyjątkowe miejsce zajmują objawienia św. Marii, Matki Chrystusa.
(8)
Religia jest dziełem człowieka jako zespół wierzeń, ryt, doktryna, wspólnota, obyczaje, przyzwyczajenia. Wiara, rozumiana jako zjawisko metafizyczne, stanowi coś, co przekracza religię. Dzięki temu religia może się rozwijać. Los Zbawiciela jest przykładem na to, że zamknięcie się w „gorsecie” utrwalonej przyzwyczajeniem i niereformowalnej religii może prowadzić do zbrodni, nawet bogobójstwa.
Chrześcijanin nie może się zaprzeć swojej wiary i religii ani przyjąć innej. Byłaby to zdrada pod każdym względem, błąd fundamentalny. Nie znaczy to jednak, że nie może przekroczyć ram swojej religii i sięgnąć wrażliwością do ludzi wierzących inaczej. W ten sposób zachowujemy pokój pożycia z innymi i nie zatracamy wiary w wyjątkowość przesłania Wcielonego Boga. Poświęcenie dla dobra wyższego, a czymś takim zawsze jest życie pobożnego człowieka niezależnie od religii, zasługuje na szacunek. Chrystus w Ewangelii objawia, że ma swoje owce nie tylko w otaczającej Go owczarni. To są ci ludzie, którzy słuchają Jego głosu w sercu i duszy, nawet gdy nie znają jeszcze Jego Imienia i nie słyszeli o Jego nauce. Funkcjonuje doktryna anonimowych chrześcijan, czyli ludzi realizujących posłanie Zbawiciela mimo nieznajomości Jego samego. Rozpoznać takie osoby potrafi jednak tylko sam Chrystus, dla nas żyjących nawet obok są to rzeczywistości niemożliwe w pełni do odczytania.
Czasem nakaz zaparcia się siebie dla Boga oznacza potrzebę przekroczenia bezpiecznych ram utrwalonej religii, aby odnajdywać Go poza tymi granicami. To nie szkodzi ani wierze, ani na dłuższą metę religii, która w ten sposób poszerza swój obszar rozumienia, a co za tym idzie – rozrasta się krąg ludzi, dla których jest atrakcyjna.
Wiara chrześcijańska uzdalnia do takiego przekraczania wcześniejszych przyzwyczajeń doktrynalnych i środków jej przekazu w oparciu o coraz to nowe idee filozoficzne. Powyższe wyliczenia stanowią dla nas dziś materiał do przyłączenia do nauki chrześcijańskiej wielkiej mnogości doświadczeń mistycznych.
Chrystianizm do tego właśnie nas zobowiązuje, chociaż, niestety, ostatnio zaniedbano takie działania, wybierając raczej podejście integrystyczne. Utrzymane w tym duchu dzieło prowadził jeszcze niedawno Jan Paweł II, który na powrót zbliżył chrześcijaństwo i nauki przyrodnicze oraz opisał właściwe podejście do filozofii (Fides et Ratio). Bazą do takiego podejścia musi być mistyka – zarówno typowa dla chrześcijan mistyka nadnaturalna wlana, jak i mistyka kosmiczna, naturalna. Ich uzgodnienie stanowi dla naszych czasów zadanie, aby wiara i rozum faktycznie unosiły nas ku Prawdzie i Bogu jak dwa ptasie, a może anielskie skrzydła.
4. Błędne drogi interpretacji doświadczeń mistycznych
(1)
Poważny problem ludzi żyjących duchowo lub religijnie stanowi zamknięcie się jedynie we własnym doświadczeniu lub tradycji. Jest w tym, mimo pozorów pokory, pycha egoizmu. Zrozumienie, że objawienie wydarza się w korelacji z sytuacją człowieka wyklucza ten poważny błąd, często popełniany przez wierzących na podstawie własnego lub przekazanego w religiach zorganizowanych objawienia. Bóg jest nieuwarunkowany, nieograniczony. Objawienie posiada jednak dwie strony – nieuwarunkowanego Boga i uwarunkowanego człowieka. Dlatego każda teologia (wiedza z objawienia) ma charakter uwarunkowany, czyli ograniczony. Jak pisał P. Tillich, teologia związana jest z czymś uwarunkowanym, a gdy pretenduje do nieuwarunkowania, jedyności staje się demoniczna. Zdaniem przywołanego myśliciela wszystko, co uwarunkowane, a pretenduje do nieuwarunkowania, czyni się demonicznym. Efektem tego procesu po wielokroć bywały wojny religijne, prześladowania religijne i jakakolwiek przemoc na gruncie religii.
(2)
Istnieją kierunki myślowe, zgodnie z którymi wszystkie doświadczenia należy sprowadzać do jednego własnego typu poprzez ich specyficzną interpretację. Takie podejście jest typowe dla ezoteryków i gnostyków traktujących wszystkie religie jako niedorozwinięte gnozy. W istocie dochodzi do przycięcia faktycznych wierzeń do własnego wzoru za cenę przemilczenia niepasujących do niego faktów. Takie próby redukcji innych tradycji celem wpasowania ich we własną są nieuczciwe, gdyż opierają się na fałszywym rozumieniu innych wierzeń.
(3)
Zdarza się, że ludzie religijni wręcz ubóstwiają sam przekaz o Bogu, np. święte księgi, czy – posługując się szerszym określeniem – doktryny w ogóle. Idzie za tym absolutyzacja własnej religii w wersji zapisanej, czyli utrwalonej. Pan Bóg jest zaś Bogiem żywym i stale do nas przemawia, dlatego lękliwe zatrzaśnięcie się w nieodmiennie ograniczonym przekazie danej księgi lub linii nauczania zamyka Mu drogę do serca człowieka.
(4)
Przeciwny biegun stanowi relatywizm i indyferentyzm, czyli poglądy uznające wszystkie przekazy na równi i nieusiłujące odnajdywać między nimi związków, różnic i porządków. Taka obojętna de facto postawa prowadzi z czasem do zaniku poczucia wartości własnej tradycji lub doświadczenia i utraty swojej tożsamości. Osoby kierujące się takim myśleniem twierdzą, że wiele ścieżek prowadzi na ten sam szczyt, a wiele religii odkrywa tego samego Boga jak ślepcy, którzy dotykają słonia z różnych stron w indyjskiej przypowieści.
Jedną z najważniejszych rzeczy dla człowieka jest jego tożsamość, poznawanie i rozwijanie siebie w swojej realnej sytuacji. Nie należy rezygnować ze swojej tożsamości dla udziału w bezkształcie współczesnej globalnej kultury. Indus ma prawo być dumny z tego, że jest Indusem, Polak z tego, że jest Polakiem, podkreślając to, co dobre we własnej tradycji. Chrześcijaństwo zrodziło się w konkretnym otoczeniu Judejczyków (przykładowo św. Paweł chwalił się swoim obywatelstwem rzymskim i wykształceniem w najlepszej bodaj szkole rabinicznej). Później ogarnęło świat helleński i rzymski wraz z jego ówczesnymi przekonaniami filozoficznymi i społecznymi. Zawsze Słowo Boga wciela się w konkretną kulturę, nie niszczy jej, ale utrwala. Dzięki chrześcijanom znamy dziś filozofię grecką i rzymską. To jest prawidłowa inkulturacja, czyli wcielenie się Słowa w konkretne społeczeństwo bez szkody dla tego, co jest w nim dobre. Z drugiej strony nauka o dobru z czasem eliminuje grzech tolerowany w danej zbiorowości, jak choćby krwawe rzymskie igrzyska.
(5)
Wydaje się, że są dwie duże tradycje religijne zdolne akumulować różne perspektywy patrzenia na Boga, różne objawienia. Pierwsza to hinduizm nadający wielu poglądom miejsce w przyjętej strukturze, np. w oparciu o prymat Saguna Brahmana (Boga Osobowego) lub Nirguna Brahmana (Boga Nieosobowego). Druga to chrześcijaństwo już wcześniej akumulujące różne tradycje filozoficzne. Co do mnie, to próbuję porządkować wiedzę pochodzącą z różnych objawień właśnie w oparciu o zasadę chrześcijańską.
(6)
Często zdarza się, że ludzie, którzy czytają o religiach, porównują symbole i słowa, jakie występują w relacjach z życia duchowego i wyciągają na tej podstawie wnioski. Porównują je, zestawiają, kontrastują, ale nie interesują się tak naprawdę, co te terminy oznaczają, nie rozumieją ich. W ten sposób powstają rozbudowane elaboraty, w rzeczywistości pozbawione wartościowej treści stanowiące znaczną część współczesnej literatury tego przedmiotu. Każdą pracę nad duchowością winno się zacząć od własnej duchowości, gdyż to nie jest intelektualna zabawa w słowa ani popisy erudycji. Teologia bez zdrowej mistyki staje się zjawiskiem szkodliwym.
(7)
Niektórzy z kolei twierdzą, że religioznawstwo porównawcze w ogóle nie jest możliwe, bo nie można jednocześnie wyznawać i doświadczać wielu religii, a więc też ich poznać. Niemniej z dużą dozą ostrożności i w oparciu o stosowne doświadczenia wewnętrzne trzeba tego próbować.
(8)
Podejmowane są, zwłaszcza w filozofii, próby definiowania Pana Boga i Jego roli od strony świata traktowanego jako ostateczna rzeczywistość. Powstają filozofie panteistyczne, utożsamiające świat i jego procesy z Absolutem. Takie myślenie pozbawione jest szans na zrozumienie faktycznej mocy Boga. To tak, jakby upatrywać natury rzeźbiarza w rodzaju drewna, z jakiego wyrzeźbił swoje stworzenie.
(9)
Teologie popełniają niekiedy błąd chronologii w odniesieniu do Pana Boga i opisują Jego funkcjonowanie w kolejności czasowej, gdy czas jest doświadczeniem świata materii i nie dotyczy Boga. W Bogu jest wieczne teraz rozciągnięte na całość tego, co postrzegamy jako czasowe.
(10)
Kolejny problem w interpretacji doświadczeń duchowych to utożsamianie ich występowania ze szczególnym rozwojem duchowym człowieka. Jest to błąd typowy dla gnozy. Poznanie mistyczne nie zbawia ani nie uwalnia od przywiązania do materii, tylko uczy i prowadzi do zbawienia. Mistyka to poznanie. Odpowiedzią na nie powinna być zmiana sposobu życia przez człowieka, jego wzrost moralny oraz postępy w pobożności. Jeśli tak się dzieje stale, dopiero wtedy mamy podstawy, aby mówić o życiu w pełni duchowym. Człowiek może obrócić samą wiedzę wręcz w swój upadek. W każdej chwili naszego życia duchowego jesteśmy poddawani próbie, możemy wspiąć się ku Bogu albo upaść w stronę własnego egoizmu. Dotyczy to nawet największych wśród duchownych i duchowo żyjących.
Taka pycha wiary ma różne przejawy. Są przykładowo ludzie, którzy czegoś doświadczyli, jakiegoś pierwszego objawienia i porwania, co sprawia, że przestają się rozwijać i uczyć, jakby uzyskali już wszystko. W tym wypadku doświadczenie duchowe jest zbyt wysoko cenione. Z kolei przez lenistwo lekceważymy jego fakt i o nim zapominamy, zamiast je rozważać, wyjaśniać i za nim iść. W tym wypadku doświadczenie duchowe jest zbyt nisko cenione.
(11)
Mistyka potrafi być przyjemna. Duchowe pocieszenia, indyjska „Ananda”, poczucie spełnienia – to wszystko jest wspaniałe. Ludzka natura odwdzięcza się nam za przybliżanie się do prawdy. Przychodzi uspokojenie, postępuje integracja wewnętrzna, zmniejsza się chaos, powraca wewnętrzny pokój. Niekiedy człowiek zaczyna łaknąć tych doświadczeń, czasem nawet do przesady, czyniąc z nich swojego bożka, któremu oddaje się w służbę. Rodzi się duchowa żarłoczność – termin ten jest doskonale znany chrześcijańskiej nauce duchowej. Wzmaga się ego, które nie oddaje nikomu swojego sukcesu. Mistyka bez ekspresji wdzięczności zamienia się w budowanie fałszywego poczucia własnej wartości.
Dodam mocny cytat z objawienia Jezusa Chrystusa, które opisała w swoim dzienniku nie tak dawno zmarła mistyczka, Alicja Lenczewska:
„†Będziemy dziś nadal mówić o kontemplacji. Wielu błędnie rozumie jej sens i cel [,] upatrując w niej własną przyjemność, nadzwyczajne przeżycia mistyczne – być może także po to, by zaspokoić swój egoizm i próżność” (Świadectwo, 354, pn. 19 I 87, g. 9:15).
Istotą życia duchowego chrześcijanina nie jest taka mistyka. Mistyka – patrzenie w stronę Boga – stanowi część poznawczą w procesie wiary, ona nie zbawia. To po prostu wglądy i poznania, które są po coś, nie po to, żeby je bezmyślnie konsumować. Cóż komu po mistyce i wierze? Wszak i demony wierzą, wszak i demony oglądają Boga…
Istotą duchowości chrześcijanina jest to, co zrobi po tym, jak został obdarzony darami metafizycznymi. To buduje jego przyszłość, strukturę duchową i moralną. To o nim świadczy i to go osądza oraz wartościuje. To, co uzyskał od Boga, świadczy jedynie o… Bogu!
Obżarstwo duchowe jest takim samym obżarstwem jak cielesne, choć subtelniejszym. Jedno i drugie tuczy ego. Należy być przede wszystkim wdzięcznym Bogu, co wyraża się nie tylko zapatrzeniem w Niego, ale także zasłuchaniem, posłuszeństwem Jemu. Brak tej postawy skutkuje postępującą niechęcią, a z czasem nienawiścią do Niego i Jego Kościoła. Nie można dwu panom służyć (sobie i Bogu), bo jednego się będzie miłować, a drugiego nienawidzić.
Taka postawa pojawia się u tysięcy ludzi trwających przykładowo w ateizmie uduchowionym, korzystających z darów duchowych, ale w żaden sposób za nie się nieodwdzięczających. Sol omnibus lucet („Słońce wszystkim świeci”), nad dobrymi i nad złymi. Pan Bóg stale inwestuje w nas swoje dobro, o ile tylko chcemy brać. Niestety, ateizm uduchowiony staje się antyreligią, aktywną nienawiścią do wszelkiej religii. Droga ta prowadzi do nicości. Takie postawy oddziela od życia religijnego naprawdę cienka granica jednego „amen”, poważnie wypowiedzianego Panu Bogu, kiedy wreszcie się Go zauważy i przestanie się koncentrować wyłącznie na własnym podarowanym przez Niego przeżyciu. Wtedy powstaje potrzeba wyrażania wdzięczności oraz właściwego języka dialogu z Bogiem, czyli religii.
(12)
Czasem ukazują się człowiekowi także najróżniejsze duchy i byty niematerialne, niekiedy uzurpując sobie status Boga, gdyż lubują się w kłamstwie. Ich świat jest bardzo złożony i skomplikowany. Te duchowe potęgi kosmiczne również udzielają się ludziom i przynoszą niezwykłe przeżycia o charakterze ponadpersonalnym, żądając w zamian wiary i adoracji należnej jedynie samemu Bogu. Oferują zjednoczenie mistyczne we właściwych sobie dziełach, np. magicznych, lub w niemoralnej religijności. Czasami w dalszej perspektywie biorą człowieka w posiadanie i zniewalają go, a niekiedy dochodzi do opętań. Bywają czczone jako pomniejsi bogowie politeizmu oraz źródła mocy magicznych. Dawni bogowie objawiający się ludziom to w wielu przypadkach moce kosmiczne i duchowe o ogromnej sile, ale nie boskiej. Świat jest wypełniony takimi potęgami kosmicznymi, imitującymi bogów, które oczekują dla siebie posłuszeństwa, a w zamian potrafią bardzo wiele ofiarować. Zazdroszcząc Bogu Jego chwały, próbują Mu ją odebrać i przysporzyć jej sobie.
(13)
Eric Voegelin wspomina o błędzie urzeczowienia spraw ostatecznych. Jest on podobny do wcześniej opisanego pozostawania przy symbolach z przekazu duchowego zamiast podjęcia osobistej pracy duchowej. To powszechny błąd. Mistyk tworzy opis spraw metafizycznych, których doświadczenie zostało mu udzielone. Później inni czytają jego pisma i zaczynają je rozważać, rozumować, porównywać, wyprowadzają z nich najdziwniejsze czasem wywody. Traktują objawienie jak przedmiot codziennego poznania, jak łopatę, kij czy cytrynę. Pojawiają się bardzo uczone teologie i filozofie traktujące o Bogu i sprawach ostatecznych jako o swym przedmiocie, oparte zazwyczaj na aktualnej potrzebie uprawiającego je człowieka. Tak w dzisiejszych czasach tworzone są puste wywody „teologii” feministycznej pod potrzeby aktualnej deprawacji społecznej. Można wymienić dziesiątki przykładów takich strasznych praktyk polegających na wymyślaniu „Boga” w miejsce poznawania, jaki faktycznie jest. Fałszywych „Jezusów” obwołuje się to tu, to tam, odciągając wiernych od prawdziwego objawienia, a potem ich deprawując na wzór fałszywych proroków. Wszystko to służy temu, aby człowiek nie ujrzał Boga, jakim jest naprawdę. W Indiach wykorzystuje się teologię Logosu rozsiewającego ziarna prawdy w różnych kulturach wziętą od Justyna. Filozofa na potrzeby upadku wiary chrześcijańskiej i zastępowania jej hinduizmem. Robią to sami księża. Ile jest kłamstw o Bogu i Jezusie w środowiskach ezoterycznych i New Age, tego doprawdy nie sposób zliczyć. Wszystko to wynika z traktowania Boga jak przedmiotu myślenia ludzkiego, podobnego do innych przedmiotów poddanych człowiekowi, np. rzeczy tego świata, narzędzi. Jest to szczyt arogancji duchowej, uprzedmiotowienie Boga i dowolne wypowiadanie się o Nim bez oglądania się na Niego.
To poważny błąd, który prowadzi do ogromu wypaczeń w teologii i filozofii. Duża część zachodniej filozofii jest zupełnie bezwartościowa, gdyż opiera się na urzeczowieniu metafizyki i „mieleniu” jej pojęć, jakby to były tylko puste słowa do dowolnej interpretacji. O sprawach ostatecznych powinni przemawiać ludzie, którzy ich doświadczyli. Ich doświadczenie zawsze jest jakimś objawieniem, paruzją, darem. Święci Augustyn i Tomasz, najwięksi teolodzy w dziejach, pisali pod wpływem swoich wglądów, modlitw i medytacji mistycznej. Dopiero do tego dokładali wykształcenie. Tomasz był człowiekiem modlitwy i poetą.
Napotkałem gdzieś stwierdzenie, że dla prawosławnych teologia bez mistyki jest teologią diabelską. Trudno się z tym nie zgodzić, czytając współczesne głupstwa wypisywane przez niektórych tzw. katolickich teologów, „wyssane z palca” pod zapotrzebowanie społeczne na uzasadnienie aktualnie modnych grzechów. Wiara potrzebuje ojców takich, jak niegdyś byli nimi Ojcowie Kościoła. Prawosławni do dziś oczekują teologii od współczesnych ojców mistycznych, a nie szukają jej w bibliotekach i akademiach. Jest to słuszne podejście. Także Pan Jezus, objawiając się Alicji Lenczewskiej, zalecił jej lekturę mistyków.
Filozofowie nie zawsze mówią o Bogu, zwłaszcza ostatnio. Używają jednak terminów dotyczących Bożych przymiotów i funkcji, chociażby takich jak byt. Bóg jest jedynym dawcą bytu (istnienia), bez Niego nic by nie było. Tymczasem filozofowie wymyślają najróżniejsze teorie na ten temat, urzeczowiając tym samym sprawy, których urzeczowiać się nie powinno. Dlatego dowolna filozofia na temat Boga, bytu i innych spraw ostatecznych zabija wiarę. Intencjonalność takich doktryn, czyli tworzenie ich pod potrzeby spraw bieżących i doczesnych, rujnuje ich znaczenie jako opisu spraw ostatecznych. W ten sposób to, co powinno być ostateczne i co winno stanowić wyłączny cel, staje się narzędziem oraz środkiem do niego prowadzącym i zaczyna funkcjonować niczym rzecz. W takim wykładzie autor stawia siebie na pozycji ponad Bogiem i sprawami dla samego siebie ostatecznymi. Już to jest fałszem, a z fałszu można, logicznie rzecz biorąc, budować dowolne sądy i przekonania, przypadkowe lub intencjonalnie akurat do czegoś potrzebne.
Boga się nie wymyśla. Boga się spotyka, poznaje, kontempluje i adoruje. Podobnie dzieje się ze sprawami Bożymi, takimi jak istnienie wszechrzeczy, ich porządek, piękno, mądrość, rozumność. Adoracja jest jedyną prawdziwą formą dochodzenia do teologii i filozofii. W oparciu o metafizyczną medytację ładu i spraw Boskich próbował to wyjaśnić w swoim epokowym dziele Porządek i historia E. Voegelin, będący nie tylko historykiem myśli, ale i samodzielnym filozofem. U niego taki proces nosi nazwę medytacji noetycznej. Określenie to pochodzi od Nous, czyli rozumu zapisanego we Wszechświecie, a pochodzącego spoza niego. Myśliciel opisywał także kierunek pneumatyczny mistyki, czyli przekaz od Ducha Świętego, specyficzny dla kultury izraelskiej i chrześcijańskiej.
(14)
Ludzie usilnie, ale po omacku, poszukują życia mistycznego, czegoś, co daje poczucie przekraczania siebie, względnie poczucia głębokiej więzi ze światem, otoczeniem, z innymi ludźmi. Dziś wiele rzeczy nazywa się „mistycznymi”. Często są one bardzo przyziemne, ale ekstatycznie przeżywane.
Mamy urządzenia techniczne, które w jakiś sposób weszły w miejsce doświadczenia mistycznego. Mówimy o cudach techniki. Zdalne porozumiewanie pozwala przekroczyć barierę przestrzeni. Nagrania dają nam okazję do pokonania bariery czasu. Do niedawna było to możliwe jedynie w doświadczeniach metafizycznych. Słuchanie głosów osób przy nas nieobecnych poprzez radio, oglądanie odległych miejsc na ekranie telewizora, komputera lub smartfona weszły w miejsce w duszy człowieka właściwe dla spraw duchowych. Ekran telewizora zastąpił święty kąt w domu, a oglądanie emitowanych programów – adorację. Występujący w mediach zwykle kreują się na przebóstwionych, nieskazitelnych, jakby żywcem z niebios wziętych. Jest to poważny problem dla psychologii wiary. Dopiero rozumna autorefleksja zdolna jest wyzwolić człowieka z tej pokoleniowej iluzji. W technice nie ma niczego mistycznego, a w przekazie z niej pochodzącym nie znajdzie się objawienia, choć z pewnością sama w sobie jest czymś wspaniałym.
(15)
Doznania w jakiś sposób „mistyczne”, „ekstatyczne”, uczucia przekraczania siebie wywołuje także intensywny występek. Ludzie zapominają się w grzechu, nieraz aż do samozatracenia. Towarzyszą temu upiorne uczucia wyższości i specyficznego zadowolenia, upojenie uzurpowaną sobie władzą.
(16)
Grzech działa jak narkotyk, a narkotyk jest kwintesencją grzechu. W wielu tradycjach spożywano środki narkotyczne celem wejścia w świat duchowy, czasem nabycia wglądów lub władz parapsychicznych. Istnieje dość popularny ruch na rzecz takiej „mistyki” i związanych z nią doświadczeń, zwykle promujących psychodeliki albo przynajmniej substancje rozluźniające strukturę osobowości, jak konopie indyjskie. Wszelkie transy, otępienia, halucynacje i inne tzw. odmienne stany świadomości są dziś nazywane „mistycznymi”. Coś takiego łatwo można wywołać chemikaliami, a nawet wiele chorób potrafi doprowadzić do takich dziwnych przeżyć.
Takie „odloty” nie mają nic wspólnego z mistyką. Istnieje cała „duchowość” psychodeliczna, późne dziecko hippisów zażywających LSD i THC. Związane z tym silne poczucie relaksu może, co prawda, odsłonić pokłady emocji zazwyczaj niedostępne dla świadomości, ale cena tego jest bardzo wysoka, a zagrożenia duchowe – ogromne. To jak zrywać owoc z zakazanego drzewa. Cel niby został łatwo zdobyty, ale to nie o takie metody w życiu chodzi. To tak, jakby ktoś chciał zostać lotnikiem i z tego względu dostarczał sobie halucynacji o lataniu – pozornie podobne, ale jednak nie to samo.
(17)
Jak widać na podstawie powyższych przykładowych wyliczeń, rzeczywistości doświadczane duchowo są bardzo skomplikowane, zróżnicowane i niejednorodne. Skłania to do przekonania, że poruszanie się w tych światach wymaga wielkiej rozwagi i ostrożności, bo bardzo łatwo pogubić się w rozumieniu nawet dobrych doświadczeń i doktryn.
Gdy człowiek próbuje opisywać sprawy Pana Boga, to nieraz umyka mu złożoność sytuacji, w jakiej się znajduje w stosunku do Niego i do świata. Wynikają z tego nieporozumienia i uproszczenia. W tym przypadku obserwator rzeczywistości i narrator wykładu, czyli człowiek, nie jest postronnym wszechwiedzącym widzem, obiektywnie patrzącym na scenę świata. Przeciwnie, stanowi najmniejszy elementem całego układu, w całości zdany na działania Pana Boga, w tym w swoim istnieniu oraz możności poznania i rozumienia tych spraw. To tak, jakby rysunek, zyskawszy trochę swobody, usiłował opowiedzieć o rysowniku.
Łatwiej tę sferę zrozumieć, jeśli zbierze się różne doświadczenia i przekazy oraz wydzieli się problemy częściowe:
• Jakim się Pan Bóg objawia różnym ludziom i kulturom?
• Jaki jest Pan Bóg w kontekście świata i jak na niego oddziałuje?
• Jak w ogóle jest możliwe spotkanie człowieka z Panem Bogiem i w jakiej przestrzeni się odbywa?
Te i inne problemy rozważymy w dalszych rozdziałach niniejszej książki.
5. Odbicie Boga w człowieku
(1)
Jaki jest sens poznawania Pana Boga? Co zyskujemy przez ascezę, otwierając się na to poznanie, trawiąc godziny nad księgami o Bogu i ucząc się od innych ludzi?
(2)
Jaki jest Bóg? Tak wiele już o tym powiedziano. Czy jest świetlistą świadomością, Brahmanem? Czy Panem, Bhagawanem, Iśwarą podobnym do człowieka, jak uczą inni? Czy jest Próżnią, z której jednak wylewają się wszystkie rzeczy świata, jak to wynika z Daodejing? Może jest Pełnią ogarniającą całą rzeczywistość w sobie, Pleromą? Może Jednią, która emanuje niższe istnienia? Może jest Duchem (Nous) wypełniającym świat swoim rozumnym działaniem? Może po prostu odległą Pełnią-poza E. Voegelina, dla której jesteśmy tylko słabym odbiciem do niej tęskniącym? Może Wielką Matką czule czuwającą nad każdym oddechem człowieka? Ludzie miewają na ten temat najróżniejsze teorie, niektóre przepiękne, niektóre niedobre.
(3)
Jest tyle obrazów Boga, ilu ludzi. Nikt nie ogarnie całej prawdy na Jego temat. Żaden człowiek, żadna kultura, religia ani filozofia. Bóg jest nieogarnialny i to najważniejsze, co należy wiedzieć. Ktokolwiek pyszniłby się swoją wiedzą o Bogu, przypomina karalucha dumnego ze znajomości świata na podstawie miejsca za rurą w piwnicy, gdzie mieszka. Nie wystarczy człowiekowi życia ani nawet wieczności, żeby cokolwiek ostatecznie orzekać o Panu Bogu. Ma więc zajęcie, któremu może poświęcić życie, przez co nigdy nie zabraknie w nim nowych odkryć. Niech tym wyzwaniem będzie poznawanie Pana Boga, bo miłość jest poznawaniem. Oznacza to wychodzenie Bogu na spotkanie z zapaloną lampką wśród ciemności tego świata, jak panna weselna wyglądająca cierpliwie Pana Młodego. Mądra panna, czyli ludzka dusza, nigdy nie gasi lampki swojego zainteresowania, nigdy się nie męczy ani nie zniechęca.
Bóg tak mówił przez proroka Ozeasza: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”.
(4)
Niektórzy teologię piszą poprzez wytwarzanie wielkiej ilości słów i publikacji. Teologia to jest symboliczne odzwierciedlenie Boga. Stosowane w niej symbole to słowa, rzeźba, malunek, melodia. Najważniejszym odzwierciedleniem Boga jest cały człowiek. Teologię tak naprawdę piszemy w sobie. Jest nią człowiek, to, jak myśli, czuje, żyje. Wszystko to mówi o Bogu, w jakiego dany człowiek wierzy. Inni ludzie odczytują tę teologię, bo każdy z nas jest otwartą księgą. Odczytują, jaki obraz Boga nosimy w sercu, a ten obraz to jest nasza wewnętrzna teologia.
Święci przekazują innym rzeczywisty, oczyszczony obraz Dobrego Boga, udzielając swojego dobra. Źli ludzie, żyjąc źle, kłamią o Bogu, ukazując Go jako złego, do nich podobnego. Dlatego zło boli wszystkich wokół, bo jest obrażaniem Boga. W Polsce funkcjonuje powiedzenie, że można być obrazem Boga (prawdziwym) lub obrazą Boga.
(5)
Miłość do Boga jest częścią naszej natury, nawet gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy. W ramach tej miłości interesujemy się Absolutem, a poznanie staje się rodzajem miłosnego zjednoczenia. Poznawszy Boga, chcemy do Niego powrócić, czyli jednoczymy się poprzez upodobnienie, harmonizowanie się z Nim, niezależnie od tradycji religijnej. To upodobnienie jest bardzo znamienne. Już sam ten mechanizm dowodzi obecności w ludziach prawdy Ewangelii, która tak właśnie określa człowieka jako będącego na obraz i podobieństwo Boga.
Problem w tym, że człowiek może samodzielnie w miejscu przeznaczonym dla Absolutu usytuować różne rzeczy. Na tym ołtarzu w głębi duszy stawiamy bowiem obraz Boga, jak to się robi w świątyniach w postaci obrazów, rzeźb. To nasze wewnętrzne sanktuarium nigdy nie jest puste.
(6)
Wizja Boga w człowieku i stosunek do samego siebie są tożsame. Kto kocha Boga, kocha też siebie w kontekście wieczności. Kto czyni sobie obraz znienawidzonego Boga, zaczyna nienawidzić siebie samego, przestaje się o siebie troszczyć.
(7)
Bóg nam się objawia na różne sposoby. Odczytanie tego objawienia jest drogą dla człowieka do ukształtowania samego siebie. W głębi rozumiemy, że jesteśmy odbiciem Boga, więc zapewne i Bóg, przedstawiając nam siebie, bierze to pod uwagę i daje nam takie poznania, jakich w danej chwili potrzebujemy do przemiany i poprawy. Dla ludzi Bóg stanowi obraz nas samych, wzorzec naszego życia – to podstawowa zasada myślenia o Nim. Człowiek jest taki, jak obraz Boga – Absolutu, jakiego czci, rozpoznaje i uznaje.
Kształtując obraz Boga w swojej duszy, tworzymy siebie na wzór tego obrazu. Poza tym wewnętrznie przeczuwamy, że Bóg to ostateczna rzeczywistość odbijająca się także w świecie. Nasze wyobrażenie wewnętrzne Boga staje się zarazem obrazem świata, jego porządku, jaki w sobie nosimy. Obraz ten, jakikolwiek by nie był, jest obrazem nas samych widocznym dla innych wokół. Gdy wierzymy w dobrego Boga i dobre porządki świata, sami stajemy się lepsi. W ten sposób Bóg – Kosmos – dusza ludzka tworzą zespół istnień podobnych do siebie.
Dla wierzących w Boga Osobowego jest to ich wizja Pana Boga takiego, jak Go rozumieją. Gdy ktoś wyznaje okrutnego Boga, będzie okrutny. Gdy ktoś wierzy w dobrotliwego, wyrozumiałego i ofiarnego Boga, sam taki właśnie się stanie. Kto wierzy na sposób hinduski w Wieczny Byt, Świadomość i Błogość, nieinteresujący się światem materialnym, ten zachowuje się podobnie: często siada z daleka od doczesnych spraw, karmi się samym posiadaniem świadomości siebie, nie interesuje się resztą świata i zażywa błogości wynikającej z tej świadomości. Kto ubóstwia swojego guru, staje się jak ten guru. Kto wierzy, że Absolut to bezosobowa próżnia generująca świat jako zwodniczą grę zjawisk, będzie wycofany, pozbawiony zaangażowania w rzeczywistość z wyjątkiem religijnej aktywności, bezosobowy. Zachowa przy tym jednak – jak ta próżnia – spokój. Kto ubóstwił postacie ludzkie kierujące się współczuciem i miłosierdziem znane Mahajanie, stanie się im podobny. Kto wierzy wyłącznie w rzeczywistość materialną jako ostateczną, traci kontakt ze sferą duchową. Kto wierzy wyłącznie w rzeczywistość spirytualną jako ostateczną, nie będzie miał kontaktu ze sferą materialną i otoczeniem.
Pytanie o Boga jest najważniejszym pytaniem człowieka, bo jest to pytanie o siebie samego.
(8)
Kto nie wierzy w Boga, często nie wierzy w siebie i otaczający świat. Zauważa go, ale nie nadaje mu żadnej poważnej wartości. Nie jest to proces myślowy i świadomy, lecz głęboko psychiczny, ukryty w podświadomości. Dopiero nabywając wiary, odkrywamy, że żyliśmy jakby we śnie, niczym bierny widz. Przypomnijmy sobie siedzących w platońskiej jaskini. Owszem, mogą uczestniczyć w ruchu cieni na ścianie nawet bardzo żywo, ale widzą, rozumieją i czują tylko ułamek tego, czego mogliby doświadczyć poza swoim ciemnym zamknięciem. Niewiara jest rodzajem snu, dobrowolnego przytępienia świadomości, zamknięcia jej w imię wygody, zgody z dzisiejszymi zwyczajami na to, co zawsze było dla ludzi oczywiste. Nie być jest łatwiej niż być, śmierć jawi się jako łatwiejsza niż życie, niewiara zaś wydaje się prostsza niż wiara.
Zrozumienie, świadomość, wiedza duchowa, jakkolwiek to nazwiemy, wiąże się z osobistym stosunkiem do rzeczywistości jako takiej, opartym na trosce, czyli życzliwej uwadze. Nabycie takiego zrozumienia prowadzi do wyzwolenia w człowieku dobra, które bez tego pozostaje uwięzione, jak więzień w ciemnej jaskini.
„Obudź się, śpiący, a zajaśnieje ci Chrystus” – pisze apostoł.
Niewiara obecna w warstwie świadomej umysłu nie niszczy istnienia samego wewnętrznego sanktuarium. Po prostu niewierzący stawia w nim inne byty jako swoje wartości ostateczne, w które wierzy. Dla egoistów są to ich własne potrzeby i zachcianki. Taki człowiek, który staje się tożsamy ze swoim Absolutem, nie rozwija się duchowo. Jego postęp lub upadek są zupełnie przypadkowe i zależne od zewnętrznych wpływów. To korek na fali, która niesie go, gdzie sama chce.
Dla ideowców ateizmu typu pozytywistycznego może to być idea ludzkości. W swojej treści jest ona po prostu zaprzeczeniem wiary w Boga i metafizykę, a skupieniem na praktycznych problemach ludzi, w szczególności własnych przeżyciach. Osoby takie cechuje negacja czegokolwiek związanego z wiarą w Boga i agresja antyreligijna.
Kto uznaje, że najwyższym bytem jest materia i przyroda, sam staje się zwierzęciem zainteresowanym jedynie przetrwaniem i rozpraszaniem nudy poprzez dogadzanie sobie. Z kolei wyznawcy satanizmu upodabniają się do Szatana, takiego jak go sobie wyobrażają. Proces ten zachodzi najpierw psychicznie, z czasem funkcjonalnie, a w wielu przypadkach zapewne istotowo, na wieczność.
To tylko popularne przykłady. Obrazów Absolutu noszonych w wewnętrznych sanktuariach jest tyle, ilu ludzi na świecie. Często są inne niż te, do których człowiek się przyznaje świadomie i to nie tylko publicznie, ale nawet przed samym sobą. Nominalnie wierzący bywa wyznawcą Mamony, czyli bogini pieniądza. Z kolei formalnie niewierzący może mieć bardzo wyrobioną intuicję dobra, które nosi w sercu. To trudne tematy i mało jeszcze zbadane. Trzeba jednak pamiętać, że sam Pan Bóg widzi bardzo dokładnie, co nosimy w sercach i duszach.
(9)
Boga nikt nigdy nie widział. Wiemy o Nim tyle, ile sam nam ukazuje. W głębi serca czujemy Go, potrzebujemy, kochamy. On jest naszym rodzicem, dla Niego żyjemy, jesteśmy Jego dziećmi. Jedynie On się liczy w życiu. Kiedy czujemy potrzebę uznania, pomocy, bezpieczeństwa, miłości, czułości, uśmiechu, to Jego właśnie poszukujemy. Całe nasze cierpienie jest także poczuciem Jego braku. Każdy nasz gest, słowo, myśl są skierowane do Niego, bo On stale na nas patrzy i nad nami czuwa.
Świat nosi na sobie podobieństwo do Boga i na Niego wskazuje. Jeśli stworzył ziemię, po której chodzimy, to po to, abyśmy pamiętali, że to On jest gruntem, podporą naszego istnienia. Jeśli dał nam chleb, to w tym celu, abyśmy poznali, że On nas utrzymuje przy życiu i może zaspokoić każdy głód i każde pragnienie. Jeśli jest piękno, to dzieje się tak dlatego, abyśmy wiedzieli, że On jest całym pięknem. Jeśli postawił przy nas innych ludzi do życia z nami, zrobił to, abyśmy wiedzieli, że On jest wspólnotą. Jeśli dał nam rodziców, to po to, abyśmy poznali Jego jako Wielkiego Rodzica, jedynego prawdziwego i ostatecznego. Jeśli istnieją narody ludzi, którzy się nawzajem rozumieją, to z myślą o tym, abyśmy wiedzieli, że on nas rozumie. Cały świat z właściwym sobie dobrem jest jedynie znakiem i drogowskazem do Niego. To, co na świecie piękne i chwilowe, w Bogu jest wieczne.
(10)
Świat jest skażony brakiem, bo przynosi jedynie częściowe poznanie Boga.
„Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. (…) Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany” (Hymn o miłości).
(11)
Każde objawienie się Pana Boga służy kontemplowaniu Go przez człowieka i naszej przemianie pod wpływem tego doświadczenia, zachodzącej poprzez upodobnienie się do Boga i nabranie Jego cech. Upodabnianie to jest zasadą jasno wyrażoną w chrześcijaństwie, a we wszystkich religiach i filozofiach obecną przynajmniej w praktyce. Chrześcijaństwo doprecyzowuje tę powszechnie obecną zasadę i uzupełnia intuicje wielu tradycji duchowych idących w stronę upodobnienia człowieka do Boga. Skoro człowiek jest z natury obrazem Boga, to odkrywając Go, odkrywa własną naturę i może ją zrealizować, urzeczywistnić siebie takim, jakim powinien i może być w najlepszy możliwy sposób. Poznanie Boga jest też wstępnym etapem zjednoczenia człowieka z Najwyższym.
(12)
Mamy napełniać się obecnością Pana Boga, aby stawać się podobnymi Mu, świętymi:
• świadomość, pamięć, myśli – napełniamy je Bogiem przez studiowanie Słowa Bożego i prawdy o Najwyższym,
• emocje i uczucia – napełniamy je Bogiem przez ich oczyszczenie w drodze ascezy, medytację biblijną, porządkowanie ich w trakcie rozważań nad własnym życiem (uzdrowienie serca),
• wolę i postępowanie – napełniamy je Bogiem poprzez stałą intuicję Jego woli uzyskaną na drodze kontemplacji i upodobnienia do Niego, zatracenia się w Nim, ulegania Mu i Jego prowadzeniu.
Poza tym chrześcijanie napełniają dusze Bogiem poprzez misterium ofiary Chleba i Wina, dzięki których spożywaniu Bóg karmi dusze wiernych i dodaje im siły do życia duchowego.
