(1)
„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6).
„Jam jest Pan, twój Bóg, pouczający cię o tym, co pożyteczne, kierujący tobą na drodze, którą kroczysz. O gdybyś zważał na me przykazania, stałby się twój pokój jak rzeka, a prawość twoja jak morskie fale” (Iz 48, 17–18).
1. Droga człowieka
(1)
Droga
Poszukujemy swojej drogi w życiu i mamy przeczucie, że jest gdzieś zapisana, wyznaczona. Dotychczasową drogą lubimy dzielić się z bliskimi, ofiarujemy swoje doświadczenia w opowieściach o życiu, żeby może im pomóc swoim przykładem.
Istnieje wiele tradycji religii naturalnych i dawnych filozofii mówiących o jakimś ponadludzkim wzorcu rzeczywistości i naszego życia. W Chinach Tao jest jednocześnie wielką matką wszystkiego i przewodnikiem życiowym, Drogą. W Indiach Dharma wyznacza przeznaczenie każdego człowieka. Chrystus nazywa siebie „Drogą, Prawdą i Życiem”. On jest wyczekiwanym przez ludzkość przewodnikiem życia na poszczególnych jego etapach. Jemu winniśmy pokorę, zgodę i uległość. To w Nim zostało zapisane nasze przeznaczenie (istota, esencja), któremu możemy ulec albo zaprzeć się siebie, tkwiąc w nieposłuszeństwie i grzechu.
(2)
Jak już pisałem, w przedwiecznym Logosie zawiera się Droga dla człowieka do Boga, jako przejaw Boskiego Ładu w historii.
(3)
Ostatnimi czasy powraca determinizm, a wraz z nim znany w antyku fatalizm, czyli przesadna uległość, bezwolność, zobojętnienie na wszystko, brak inicjatywy, zasłanianie się jakąś ponadludzką koniecznością także w swoich błędach i zaniedbaniach, odmowa rozwoju. Ateiści wyrzekają się wolności, wierząc w pełne zdeterminowanie wszechświata i człowieka. Chrystusowa nauka przywraca nam godność osoby wraz z autonomią woli i wyboru. Kieruje naszym życiem, ale nie skłania do bierności, tylko daje moc dla własnej inicjatywy i potężnego życia. Determinizm jest błędem rozumienia drogi, bo czyni człowieka przedmiotem zmian, a nie ich sprawcą.
(4)
Myślimy i wierzymy, żeby znaleźć swoje właściwe miejsce w świecie. Centrum moich myśli jestem ja. Brakuje mi pewności tego, co najlepiej zrobić, jaką drogą pójść, co wybrać. Jak żyć, żeby dojść do przeczuwanego właściwego celu? Biblia używa w tej mierze ciekawych symboli:
• Droga – właściwy sposób życia i osiągania celów oraz kierunek dążeń; to bardzo naturalna metafora, potocznie stosowana w powiedzeniach choćby o zejściu na złą drogę; wiąże się z używanym przez św. Pawła symbolem życia jako biegu, właściwych zawodów; mawiamy też o życiu jako o podróży do Boga, o pielgrzymowaniu; stale szukamy dla siebie właściwej drogi życiowej,
• widzenie drogi – wiąże się z Chrystusową frazą o niewidomych przewodnikach ślepych, którzy razem wpadają do dołu; wzrok duchowy umożliwia orientację w świecie i właściwe postępowanie,
• światło – aby wzrok duchowy pomagał w życiu, potrzeba duchowego światła; w Ewangelii znajduje się pełno odniesień do światła; Chrystus jest owym duchowym światłem.
(5)
Pomyślałem, że dla świeckich duchowość powinna łączyć naturę kontemplatywno-medytacyjną z aktywnością w świecie. Obowiązki stanu świeckiego potrzebują przecież duchowego oparcia. Tak odkrywamy prostą i piękną duchowość zwykłego człowieka, dobrze czytelną choćby w Indiach. Życie zgodne ze swoim powołaniem ma w tym kontekście wartość jako uległość wobec Boga oraz troska o siebie i świat. Codzienne czynności nabierają wyrazu metafizycznego, niemal niebiańskiego. Mężczyzna troszczący się o dom, kobieta dbająca o rodzinę, dzieci wspierające rodziców – to wszystko ma wymiar wieczny i prowadzi ludzi dobrych i pokornych wprost do nieba. To jest duchowość Drogi w najprostszym i najpiękniejszym wydaniu, akceptacja tego, co małe, i rozdawanie wokół siebie miłości. Bóg – Miłość kocha ludzkie prawdziwe miłości. Czasem po prostu nie potrzeba niczego więcej, jak być sobą w całej swojej skromności. Każdy ma jednak swoją drogę zapisaną w drodze niebios i musimy być stale otwarci na zmiany. Tak uczyła Mała Tereska w swojej „małej drodze”. Podobna prosta uległość jest stałym rysem filozofii klasycznego taoizmu jako zasada wu wei, poddania się prowadzeniu Tao – Drogi.
(6)
Finityzm i infinityzm
Wielu ludzi sytych i zadowolonych nie ma dość pokory. Możliwa jest też sytuacja przeciwna, kiedy to osoby przytłoczone nie mają dość nadziei i nie widzą siebie w drodze, nie przyjmują szans na zmiany. Przyzwyczajają się do jakiegoś stanu aktualnego, nie rozpoznają przed sobą żadnego dalszego celu, nie czują potrzeby jakiejkolwiek poprawy. Często wynika to z presji kultury uznającej przykładowo za szczyt szczęścia codzienny obiad na talerzu, telewizję i kąt do przeżycia. Taką postawę można nazwać finityzmem, poczuciem zakończenia zmian. Dotyka to większości ludzi.
Pokora, wiara, samokrytycyzm uczą nas czego innego. Pokazują nam, że są jeszcze przede mną rzeczy godne uwagi, warte tego, aby po nie sięgać nawet na przekór skostniałości określonej społeczności. Leszek Kołakowski pisał gdzieś, że człowiek w swojej naturze nigdy nie dorasta. Zwierzęta dorastają, osiągają jakiś stan, który się utrwala. Człowiek to wieczne dziecko, nigdy nie jest dorosły. Stale się zmienia, zawsze jeszcze może dojrzewać. Bóg nazywa nas wszystkich dziećmi, co pewnie wynika także z tego. Błędem jest traktowanie siebie jako skończonego ideału, chodzącej doskonałości. Niektórzy uważają się za już doskonałych, skończonych, niepotrzebujących nawrócenia. Bóg mówi coś innego, nawołuje, abyśmy się stale nawracali, poprawiali, doskonalili. Obawiam się, że skończoność jest możliwa, ale w drugą stronę – owszem, można stać się skończonym, ale głuptasem.
(7)
Generalnie droga życiowa to proces, cykl następujących po sobie zmian. Droga to postęp, zmiany na lepsze. Jest więc ona procesem, zjawiskiem dynamicznym. Jej przeciwieństwo stanowi więc wizja życia jako stanu, czegoś, co już się nie zmienia. Taki stan jest niemożliwym do spełnienia marzeniem wielu dusz.
Częścią drogi są sytuacje. W nich ujawniają się nasze zadania. Pan Bóg stawia nas w coraz to nowych sytuacjach, w których nas poznaje i wypróbowuje. Trzeba być stale czujnym, świadomym, nie można przysypiać ani w rozpamiętywaniu przeszłości, ani w marzeniach. Żyjemy tu i teraz, a czas przynosi zmiany, które zawsze nas zaskoczą. Przeszłość to już historia, jutro to tajemnica, a dziś jest darem losu (jak mawiają dzieci, cytując Kung Fu Pandę).
Droga obejmuje wyzwania, zadania. Bóg nie pozwala się nudzić, daje nam wyzwania, które nas przerastają. Dochodzą do tego także próby. W każdej sytuacji winniśmy odczytywać przeznaczone nam zadanie i starać się je wykonać. Aby to się stało, potrzebujemy nierzadko całych naszych sił. Bóg jest Panem wymagającym, a my – zawodnikami w dobrych zawodach (parafrazując św. Pawła). Trzeba więc być przygotowanym nawet na skrajny trud i mieć nieraz w użyciu „zęby i pazury”, żeby umieć wycisnąć z siebie i z danej sytuacji, ile się tylko da dla dobrej sprawy.
Możliwości to dary na Drodze. W nich przejawiają się zadania, dlatego też nie należy lekceważyć czy odsuwać od siebie otrzymanych możliwości, pamiętając, że są one jednocześnie zadaniem.
Wyzwania, tzn. zadania, które w naszym odczuciu przerastają nasze siły, to podstawowy element Drogi. Bóg nam je daje, abyśmy się rozwijali, a stanie się tak, kiedy podchodzimy do nich, zawierzając te wyzwania i własną niemoc właśnie Bogu. Wtedy z pomocą Bożą dajemy im radę, rozwijamy się, wspinamy na nowy poziom wiedzy, doświadczenia, możliwości. Droga wzwyż wymaga wszak od nas pewnej zuchwałości i towarzyszącej jej wiary. Idąc za wyzwaniami, wychodzimy ponad samych siebie. To już jest jakaś transcendencja. Przekraczając siebie, wzrastamy. Dla duchowości Drogi zdolność przechodzenia siebie, rozwoju niesie ze sobą wielkie znaczenie. Mamy zapierać się siebie dla Chrystusa i Jego nauki. Droga, prawda, życie w Bogu to po stronie człowieka korelatywnie posłuszeństwo, zrozumienie i aktywność.
Spotykają nas różnego rodzaju próby. Czasem to po prostu cierpienie. Niekiedy stanowią poskromienie naszej zuchwałości, wyrobionej w pokonywaniu wyzwań. Są to też wszelkie nieprzyjemne doznania, w tym doświadczenie oschłości Bożej. Przy pokonywaniu wyzwań Bóg trzyma nas za rękę jak dobry Ojciec uczący dziecko chodzić. Kiedy jednak stajemy na własnych nogach, zabiera tę rękę, a dla nas przychodzi czas na samodzielne kroki, bez przyjemnego oparcia. Czasem wręcz są to próby jeszcze trudniejsze, gdy Bóg bada stałość w cnotach poprzez testy, które mają wytrącić nas z równowagi, abyśmy umieli przezwyciężyć tę siłę.
Drogę kształtujemy też sami. Przykładowo co dzień modlimy się: „i nie wódź nas na pokuszenie”, prosząc, aby oszczędzono nam tego rodzaju prób.
(8)
Czytałem, że w Chinach procesualne ujmowanie wszystkiego jest zupełnie naturalne. Traktuje się tam każde istnienie jako stadium przejściowe w nieustannie zachodzących przemianach. Twierdzi się, że sprzyja temu konstrukcja języka chińskiego, a co za tym idzie – myślenia, gdyż nie ma tam rozróżnienia na rzeczownik i czasownik, ten sam termin może oznaczać jedno i drugie, jakby istnienie i powstawanie nie były czymś odmiennym.
(9)
W Indiach koncepcja drogi duchowej została ciekawie rozbudowana. Samsara to droga poprzez wcielenia do doskonałości. Sadhana jest ujmowana jako osobista droga duchowa. Wiąże się ona ze wspominaną przeze mnie realizacją samego siebie dzięki postępom na drodze duchowej. Hindusi często jednak przypisują pojęciu realizacji siebie postępy we wglądach ezoterycznych i władzach okultystycznych, co jest czymś zupełnie różnym od realizacji siebie w chrześcijaństwie, gdzie oznacza to dojrzewanie do swojej prawdziwej pełnej i świętej natury. Główną realizację człowieka stanowi łączność z Bogiem, postępy w wierze i świętości.
(10)
Wolność człowieka jest bardzo prosta: albo idzie swoją dobrą drogą, albo odmawia i popada w dowolność, egotyzm. Innej wolności nie ma, człowiek nie tworzy własnej drogi, najwyżej wypacza Bożą. Modlimy się: „bądź Wola Twoja”, a to znaczy, że chcemy iść drogą wskazaną przez Boga. Droga jest miejscem połączenia człowieka z Bogiem we wspólnocie woli. Następuje wówczas zjednoczenie, doskonała wspólnota, która w wymiarze wieczności stanowi ostateczny cel człowieka. Droga jest więc mistyką codzienności zatopionej w Woli Boga, umiejscowionej w Absolucie, w świętości i bliskości Niebieskiego Ojca.
Kierunek Drogi wyznaczają wszelkie obowiązujące zasady związane z danymi sytuacjami. Na przykład dobry szewc robi buty zgodnie z zasadami właściwego robienia butów. Zasady te to nic innego jak Prawo inicjowane Najświętszym Przykazaniem Miłości Boga i bliźniego. Prawo to odróżnia Boży ład od szatańskiego chaosu i dowolności. Jest mieczem odcinającym zło od dobra.
Źródła poznania swojej Drogi:
• Prawo i jego zmysł – sumienie,
• zwykła roztropność poszukująca w każdej sytuacji dobra,
• Boże natchnienia, intuicje, bodźce, które odczytujemy dzięki regułom rozeznania duchowego,
• wyzwania i możliwości, które przynosi nam Opatrzność.
(11)
Człowiek nie rodzi się doskonały, rodzi się dla Drogi, na niej się zmienia, udoskonala, kształtuje swoją duszę, zbiera i przynosi Bogu skarby duchowe. Droga prowadzi od dnia stworzenia i zrodzenia, od Boga na powrót do Niego. Od Boga do Boga i z Bogiem.
(12)
Skoro Bóg zapragnął złączenia ze swoim dziełem, swoim stworzeniem na warunkach realnej swobody, musiał dać człowiekowi wolność wybierania. Żeby człowiek mógł dokonywać wyborów w sprawie samego siebie, dookreślić się, musi pozostać nieco niedookreślony. Oznacza to, że człowiek, póki żyje, pozostaje niedoskonały, niepełny. Wydoskonalenie, usubtelnienie swojej natury to zadanie dla człowieka w jego życiu. Droga wiedzie poprzez egzystencję do esencji. Wciąż jak dzieci dorastamy do zadanego nam kształtu siebie wpisanego w nasze dusze. W szóstym dniu stworzenia powstają ludzie, to nasza epoka, czas wzrastania.
Bóg stworzył człowieka niezupełnego. Gdybyśmy byli skończeni, nie mielibyśmy jak o sobie decydować. Wolna wola jest wielkim darem, ale żeby zaistniała, musi powstać nasza ułomność, niedorozwój. Wyrazem ludzkiej wolności jest decyzja, czyli wybór, który oznacza poczynienie jakiejś zmiany w świecie, a przy tym w sobie, w swojej duszy. Dla zmian z kolei potrzebny jest czas. Widzimy tutaj, że wolna wola, przemiany i czas stanowią nierozłączny kompleks zjawisk ofiarowanych człowiekowi.
(13)
Życie jest więc okazją dla zmiany samego siebie, do wzrostu. Wymiar zmian stanowi czas. Zmiana jest jego pochodną, a może raczej zmiany warunkują jego istnienie. Czasu nie potrzebują byty dookreślone, skończone. Dlatego czas się skończy, bo nie będzie już potrzebny.
(14)
Droga chrześcijanina
Droga wiedzie przez próby. Błogosławieni, którzy nie pognali za miską doczesnej soczewicy i poczekali na wiekuiste nasycenie albo nie ulegli próbom bólu i odrzucenia.
Droga pobożnego człowieka prowadzi do nieba. Prowadzi więc ona pod górę. Napotykamy na niej problemy, kłopoty, wyzwania. Gdy je przezwyciężamy, czynimy dzięki temu kolejny krok. Idąc pod górę, z każdym takim krokiem stajemy wyżej, wzrastamy. Trudno wspinać się pod górę, ale to wzrost. Czasem szczytem tej drogi bywa nawet realny krzyż męczeństwa, tak się obecnie dzieje dla jednego chrześcijanina co dwie i pół minuty na świecie.
Droga bezbożnych prowadzi w dół ku upadkowi. Z góry idzie się samo, nie trzeba się męczyć. Wystarczy przyjąć pęd spadania. To jest radosne, to nieustanny postęp, bo do przodu. Życie nabiera tempa i emocji. Siła, emocje, pęd, wręcz wyścig – i to wszystko z górki! Prosto w czeluść zatracenia kształtu, formy, godności, człowieczeństwa. Wspaniały XXI w. nabrał już niesamowitego napędu i pędzi coraz szybciej do swojej śmierci. Rozpędzeni lunatycy z Brukseli, Berlina, Paryża prześcigają się, kto będzie bardziej postępowy, kto skuteczniej unicestwi chrześcijaństwo, Europę, cywilizację Zachodu.
(15)
Jak więc będzie wyglądał Boży Szabat, siódmy dzień stworzenia? Kiedyś pojawiło się w mojej głowie wyobrażenie, raczej wrażenie niż obraz, wiekuistego trwania w doskonałym połączeniu woli – Boga i człowieka, skierowanych ku sobie nawzajem; wzajemnego, nieskończonego i wszechogarniającego zachwytu; nieruchomego i niezmiennego, doskonałego. Wieczna wzajemna adoracja, uwielbienie, absolutna miłość Boga i duszy człowieka.
(16)
Droga, życie to egzystencja w ciągłym pędzie. Jesteśmy przedmiotem stałych przemian. Człowiek to nie stokrotka na łące, nasze życie upodabnia nas do rozpędzonych lokomotyw. Dlatego tak trudno jest się nawrócić, bo trzeba wyhamować i przestawić na nowe tory cały skład, cały pociąg, rozładować zbędne balasty, które dotąd traktowaliśmy jak największe skarby, opłakać pomyłki i porzucić, zwolnić miejsce na nowe dobra, prawdziwe.
(17)
Wezwanie Jezusa do człowieka brzmi jak niegdyś do apostołów: „Pójdź za Mną!”. To nawoływanie do podjęcia Drogi, nie do trwania w jednym miejscu.
(18)
Modlitwa w Ogrójcu naznaczona krwawym potem to modlitwa Drogi zakończona zgodą na najstraszniejszą przyszłość. Przyjmujemy kolejne kroki drogi czasem z ciężkim sercem. Bywa to przezwyciężanie własnej zachowawczości, dążeń ciała przeciwnych pragnieniom duszy. Droga nie jest łatwa i bardzo często musimy przemóc siebie samych, żeby wytrwać w dobru. Takie chodzenie po wodzie, czasem wbrew samym sobie, na dodatek wciąż na szerszych i głębszych wodach, jest jednak nagrodą samą w sobie. Ojciec nie pozostawia nas w stagnacji, apatii. Dając nam wciąż nowe wyzwania, pobudza nas do życia, mobilizuje, napełnia nowymi siłami. Dlatego modlitwą Drogi jest też dziękczynienie i uwielbienie Sprawcy naszych sukcesów i Dawcy wszelkich darów oraz oddawanie ich właśnie Bogu.
(19)
Życie to droga także dlatego, że tu nie przebywamy u siebie, jesteśmy ludźmi w podróży, którzy przejazdem znaleźli się w tej okolicy. To nie jest nasz dom ani nasz świat. Czasem przychodzi do mnie pewien obraz. Mam wrażenie, że jadę autobusem z innymi ludźmi i oglądam kolejne wypadki życia przez szybę. Chociaż do nich dochodzi, to dotyczą mnie w jakiś ograniczony sposób. Jedziemy dalej, krajobrazy się zmieniają, ale to wciąż nie jest przystanek docelowy, to obca okolica.
(20)
Życie to droga, bo cały czas czegoś szukamy, pozostajemy niespokojni. Motorem zmian jest cnota nadziei.
(21)
Ludzie wierzący kochają pielgrzymki. Są one szczególnie popularne w Indiach oraz u katolików. W dawnych wiekach Europejczycy, samotnie lub w niewielkich grupach, szli tysiące kilometrów do Santiago di Compostella w Hiszpanii. Latem tysiące Polaków idzie do Czarnej Madonny, naszej Królowej w Częstochowie. Pielgrzymujemy, żeby odświeżyć w sobie nieprzywiązanie do ziemi i świadomość, że stale pielgrzymujemy do nieba. Życie nie szczędzi prób i cierpień, więc ta wędrówka staje się drogą krzyżową, ramię w ramię z Chrystusem.
(22)
Niestety, ludzie sami wymyślają fałszywe drogi do nieba jako plastikowe atrapy szczęścia. Czują się w niebie, gdy przesadzą z seksem, opływają w majątki, narobią do przesady zakupów. Doznanie to pojawia się u nich zbyt wcześnie, to skróty prowadzące przez przepaść Szatana. Nie ma się co spieszyć do nieba, wystarczy tam naprawdę iść.
(23)
Moja droga do nieba to mój sposób na życie. Mamy różne style życia, a to jest może właśnie najważniejsza rzecz w życiu. Jeśli Bóg uczynił człowieka, dajmy na to, adwokatem, to nie wystarczy, że nim został. Najważniejsze, jak to swoje powołanie wykonuje, czy służy w tym dobru czy złu.
(24)
Prawo jest przewodnikiem Drogi, drogowskazem prowadzącym do właściwych wyborów. Ono wskazuje, jakimi uczynkami kształcimy siebie na podobieństwo Boże. Szanując Prawo i wypełniając jego nakazy i zakazy, nie schodzimy z dobrej Drogi. Żyjąc według dobrych zasad, znamy skutki swoich działań.
(25)
Duchowość Drogi wymaga od nas stałej świadomej obecności, żeby obserwować zmiany i podejmować możliwie jak najlepsze decyzje i działania.
(26)
Nierzadko mówimy: „zszedł z dobrej drogi na złą”, „jest na dobrej drodze”. Niektórzy ostatnio posługują się nawet symbolem „mapy drogowej” ze wskazaniem celów pośrednich jakiegoś przedsięwzięcia. Jest taki rodzaj filmów i powieści o byciu w drodze. Droga jest w naszej naturze niezwykle silnie osadzona. Trze ba odświeżyć jej przeżywanie zakopane pod pokładami wygody i lenistwa. Może jeszcze niejedna piękna przygoda przed nami, o ile wychodzimy na jej spotkanie.
(27)
Ze zjawiskiem Drogi związane są np. powołanie i jego rozpoznawanie, rozeznanie duchowe, którego efektem nigdy nie będzie pewność, lecz coś znacznie wartościowszego – wiara, czyli jednak z cnót kardynalnych. Pójście dobrą Drogą zawsze polega na chodzeniu po wodzie. Nigdy nie ma przyjemnego komfortu pewności.
(28)
Być w drodze to uczestniczyć w życiu, wprowadzać dobro do każdej sytuacji, zmieniać na lepsze. Przeciwnie, śmierć to zmiany na gorsze, zamieranie, spowolnienie, odmowa postępów, degradowanie siebie.
(29)
Droga czyni ludzi równymi, jest doskonale egalitarna. Każdego z nas spotykają próby i wyzwania dopasowane do nas i naszej sytuacji, do naszych sił i możliwości, jak dobrze skrojony garnitur. U Boga nie ma równych i równiejszych. Dlatego nie warto zazdrościć innym ich życia, oni także otrzymują swoje szanse i problemy, tylko inne i dla nas niewidoczne.
(30)
Bóg towarzyszy człowiekowi i ludzkości w drodze przez czas i przestrzeń. Jest troskliwym Ojcem, Opatrznością, początkiem i końcem Drogi. Jest w tym jakaś straszliwa tajemnica, zgodnie z którą Absolut stał się Bogiem w historii. Został uczestnikiem świadomym, wrażliwym i aktywnym całego „dziania się” w życiu człowieka i na świecie. Bóg doznaje i przeżywa wszystko, co jest na świecie. To zejście Absolutu do ludzi nastąpiło już w czasie stworzenia, które stanowi niepojętą tajemnicę, jeśli chodzi o to, co wraz z nim wydarzyło się Bogu, a na co On się zgodził. To jakby rysownik realnie wszedł do stworzonej przez siebie krainy i złączył z nią swoje losy na dobre i złe – niewiarygodne poświęcenie.
(31)
Pisałem już, że jednym z aspektów Logosu jest historia, czyli uporządkowany i logiczny ciąg zdarzeń. To jest Porządek Logosu w ujęciu czasowym. Logos to także Słowo, a historia i słowa to razem opowieść. Logos zawiera w sobie opowieść o nas samych, która, patrząc na nią z wnętrza historii, cały czas się pisze.
(32)
Tradycyjnie ujmowano, że aspektem Boga, który pobudza do życia, do zmian jest Duch. Dech, Ruah, Pneuma – terminy te oznaczają Boże tchnienie, rodzaj wiatru, który napędza świat. Wiatr wzbudza i porusza falami na morzu, popycha statki żaglowe. Duch nadaje światu dynamikę i życie.
2. Dynamizm, statyzm, historyzm
(1)
Czas jest kolejną osią układu współrzędnych, czwartym wymiarem. Na osi czasu mierzone są trwanie i zmiana, a to w istocie antytezy tego samego zjawiska. O ile trwanie jest nieruchome, to zmiana kojarzy się z ruchem w przestrzeni czasu.
Czas nie jest siłą absolutną, metafizyczną, a tak był właśnie postrzegany w wielu kulturach naturalnych. Dziś wiemy, że to tylko wielkość fizyczna podlegająca przemianom razem z innymi wymiarami fizyczności, o których uczy nowa fizyka – teoria względności.
Czas i zmiany, które niesie, nie mogą być powstrzymywane. Są ludzie, jak amisze, którzy tkwią w swoim muzeum, konserwują miniony czas, choć to niemożliwe. Pisałem już, że kosmologiczny model religijny często jest stagnacją, zatrzymaniem się w czasie. To bezcelowe, ponieważ czasu nie da się powstrzymać.
Podobnie zatrzymujemy czas w sercach, gdy tkwimy uczuciowo w dobrych wspomnieniach lub urazach. To także zaburzenie czasowości. Bóg przyniósł naukę o przebaczeniu i nieprzesadzaniu z troskami, żebyśmy nie uciekali od aktualnego życia ani wstecz, ani wprzód.
(2)
Zmianom na lepsze nie należy się opierać, choć związana jest z nimi także utrata czegoś, co przeminie. Świat musi się zmieniać, bo przychodzą nowe pokolenia, które otrzymują coraz to inne zadania i wyzwania. To, co powstało, musi runąć, żeby kolejni znowu mogli coś zbudować. Mądry człowiek o tym wie i kreuje zmiany zarówno w sobie, jak i poza sobą na lepsze, żeby samemu stawać się przy tym lepszym.
Są też tacy, którzy walczą ze zmianami i próbują cofać czas. To jest tak, jakby kłócić się z odległością – nie da się wygrać. Gdy zatrzymujemy zegar, czas nie staje. Nie żyjemy w doskonałej bezczasowej wieczności. Póki istnieje świat, dobro musi się objawiać wciąż na nowy sposób. Bóg się nie starzeje, mówi do nas w coraz to nowszy sposób i zwraca uwagę ludzkości na inne aspekty swojego dobra. Pisałem o tym przy okazji tematu historii objawienia i jego recepcji.
Odpowiedzią Boga na zmiany jest wieczność. Apatheia to podstawowa akceptacja zmian w kontekście wieczności. To zgoda na zmiany, na zyski i straty, wynikająca z kontemplacji Logosu. Logos jest jednocześnie wieczny i czasowy. Walcz, a twe serce niech spoczywa u stóp Boga! – to jest doskonałość życia w świecie.
Nie bój się życia – to chyba w najkrótszym ujęciu przesłanie Bhagawadgity. Bojowaniem byt nasz podniebny, jak pisze psalmista.
Kontemplując Boga, łatwo odnajdujemy dobre drogi. Eric Voegelin pięknie opisał drogę świadomości ludzkości pochodzącą z medytacji pozaświatowego Porządku. Dotyczy to także drogi pojedynczych ludzi. Tylko to, co pochodzi od Boga, nie zmienia się w czasie i nie może być zmienione, jest stałą w kontinuum przemian, bo znajduje się poza nim. Czas, historia mają różne możliwe warianty, od nas samych zależy, który faktycznie się wydarzy. Nawet proroctwa nie obrazują rzeczy przyszłych prosto i jednoznacznie, bo historia jest naprawdę zaprawiona ludzką wolnością. W niej rozgrywa się straszna kosmiczna wojna między siłami Boga i Bestii siejącej zniszczenie i zgrozę wraz z wykonawcami jej woli, którymi są ludzie.
(3)
Tradycyjnie wymienia się czas chronos, czyli w ogóle zjawisko czasu. Obok niego opisano czas kairos, czyli właściwą chwilę na coś. Jest jeszcze czas czyjś, nazywany wobec ludzi życiem. Potem dusza także istnieje, ale jej czas się skończył, już niczego sama nie może zmienić, naprawić. Człowiek będzie istniał jako dusza, potem zmartwychwstanie, ale czas na ukształtowanie siebie ma tylko raz. Później żyje konsekwencjami swojego jedynego życia. Epoka ludzi także ma swój skończony czas. W jakiejś innej czasowości miała miejsce podobna epoka sądu aniołów, która zakończyła się podziałem na duchy dobre, sprawdzone w boju, i te, które zaatakowały Boga. Ten scenariusz powiela się wśród ludzi, których część atakuje Boga, wiarę, dobroć, a część pozostaje po stronie wiary, nadziei i miłości osadzonych w Bogu.
Czas na życie nie jest nieskończony, początek siódmego dnia stworzenia wszystko zakończy. Po nim nie będzie już ani zgorszenia, ani nawrócenia, każdy pozostanie takim, jak sam siebie ukształtował, w szacie weselnej lub w kondycji demona. Bóg na sądzie jedynie to unaoczni, gdyż wobec Niego nikt nie może udawać, symulować, grać lepszego, niż jest. Prawda odbije się w prawdzie, a dusza człowieka ukaże się w kształcie i kondycji, jaką każdy z nas jej nada. Na tym polega sąd – na ukazaniu i utrwaleniu.
(4)
Póki trwa czas pierwszego życia i historii świata, osadzeni jesteśmy w kontinuum. Nic nie jest od reszty oddarte, wszystko istnieje po coś, ma swój cel. Życie nie stanowi absurdalnego ciągu zdarzeń. O ile zasada Karmana w Indiach wskazuje, że stan obecny wypływa z przeszłości, to Chrystus dopowiada, żeby patrzeć w przyszłość. Mamy inwestować w skarby w niebie, kształtować przyszłą rzeczywistość, nie patrzeć wstecz (kto orze, nie patrzy za siebie), ale rozumiejąc, że stan obecny jest skutkiem przeszłości, samemu stawać się przyczyną lepszego jutra. To prawidłowe podejście do historii i przyszłości razem wziętych. Na nic ludzkie żale i narzekania, że jest ciężko, one nie naprawią dnia wczorajszego. Można jednak naprawić przyszłość. To jeden z wymiarów świadomości historycznej. Zawiera ona rozumienie, że każda chwila jest najcenniejsza, bo się nie powtórzy. To nie tak, jak sobie wyobrażają religie i kultury naturalne oparte na cyklicznym przeżywaniu czasu, nieustannych powrotach do początku, kolejnych wcieleniach. Czas to nie pory roku. Biegnie przecież w jedną stronę, ma swój początek i koniec, a co najważniejsze – jest tylko jeden. To czyni każdą minutę najcenniejszym darem, który należy wykorzystać w najlepszy możliwy sposób. Kto trwoni czas, trwoni swoją wieczność. Zrozumienie tego nadaje życiu człowieka sens i wartość. Dopiero wtedy doceniamy, jak ogromnym i niepowtarzalnym darem jest ofiarowany nam nasz czas. Życie to nasze pięć minut w historii, dane nam po to, żebyśmy się mogli wykazać. Drugiej szansy nie będzie.
(5)
Zmienność to podstawowa zasada świata. Czas, jako że płynie, umożliwia następowanie po sobie zjawisk, także zmiany, jaka w nas zachodzi. Trzeba się liczyć z upływem czasu. Żyjemy aktualnie, ale myślimy panhistorycznie. Rozumiemy przyczyny dzisiejszego stanu i wybiegamy w przyszłość swoim staraniem, żeby była piękniejsza. To wydaje się proste, ale dla wielu ludzi takie nie jest.
Pojawiają się różne ahistoryzmy. Najczęstszy to wstecznictwo, przesadny konserwatyzm, który nie konserwuje zasad, a tylko ich historyczny wyraz w istocie estetyczny, zamiast nadawać im wciąż nowe, lepsze formy. To po prostu wygodne lenistwo.
Drugi to rewolucja. Modna jest na Zachodzie, zwłaszcza od kiedy Kartezjusz zaczął dzieje myśli od nowa, radykalnie zrywając z jej dotychczasową historią. Po nim coraz to kolejni zrywają i zaczynają od nowa. Jakimś późnym echem tej zmiany były też rewolty polityczne, szczególnie francuska i bolszewicka. Z jednej strony bunty przeciw złej władzy są rzeczą normalną na całym świecie i w całej historii. Z drugiej, gdy nałoży się na to totalne zanegowanie przeszłości, zniszczenie dorobku ludzkości, wydarza się coś potwornego. Miało to miejsce w tych dwu rewolucjach będących założycielskimi zbrodniami współczesności. Jako ich przeciwieństwo mamy bunt Gandhiego i polską Solidarność, które nie musiały rozlewać niczyjej krwi, a doprowadziły do naprawy świata. Opierały się przy tym na powrocie do najlepszych ludzkich tradycji moralnych, a nie na przekreślaniu wszystkiego, co było wcześniej.
Trzeci to modernizm, czyli pogląd, że dobre jest to, co nowe. To bardzo popularne pokłosie ahistoryzmu zerwania. Wyraża się w ideologii postępu. Owszem, nowość może być lepsza, ale zależy ona od człowieka, sama w sobie jest tylko inna. Jest to ahistoryczne oderwanie się od przeszłości.
W każdej dziedzinie mamy ludzi chętniej wybierających zmiany i takich, którzy je odrzucają. Niestety ta para zasad zmiany i kontynuacji zamiast być w harmonii, jak wiele została rozerwana. Jak już wcześniej wspomniałem, historyzm jako zasada myślenia winien je harmonizować w oparciu o kontemplację wieczności, która je jednoczy.
W Kościele rzymskim i w Europie w ogóle obserwujemy bardzo silne rozerwanie i niewielkie zharmonizowanie tych dwu sił, wyrażające się w istnieniu opartych na nich społecznościach. Moderniści tak się zapędzają w zmianach, że zatracają swoją tożsamość. Integryści i fundamentaliści w sprzeciwie odrzucają jakiekolwiek zmiany. Z kolei moderniści zwalczają integrystów, nazywając ich ciemnym wstecznictwem, są w tym przerażająco brutalni, kierują się zasadami „społeczeństwa otwartego”, czyli ideologią ślepego postępu, w myśl której należy eliminować społecznie przeciwników „otwartości”. Efektem tego wszystkiego jest brutalność pojawiająca się po obu stronach najpierw w słowach i intencjach, a potem w postawach nienawiści i wykluczenia. Drugim etapem bywa nawet fizyczna zbrodnia, co dotyczy także obu stron sporu. Mam na myśli zarówno historię Kościoła, jak i Europy w całości.
Zwykli ludzie nie akceptują tego rodzaju wojny. Skutkiem brutalnej walki w Kościele jest odchodzenie społeczeństw od wiary. Z kolei następstwem wieków ideologicznych wojen w Europie, zwłaszcza od czasów wojny trzydziestoletniej, jest odchodzenie od europejskości i upadek kultury Zachodu. Brak równowagi i harmonii między tymi zasadami prowadzi do wyniszczenia całego zjawiska, w tym przypadku wiary w Boga i cywilizacji na Zachodzie. Chętnie wracam do rozważań Akwinaty i z przyjemnością czytam, jak pięknie łączył on wierność całemu dorobkowi duchowemu ludzkości (nie tylko chrześcijańskiemu przecież) z ogromną determinacją do jego ubogacenia nowymi odkryciami. Jego summa, czyli podsumowanie, to zarówno streszczenie historii objawienia, jak i wiele nowych kroków naprzód. To był prawdziwy mistrz życia intelektualnego i duchowego.
(6)
Dynamizm i statyzm, wiara w zmiany i w niezmienność towarzyszą nam od początków kultur. Pamiętamy, że według Heraklita, który jako pierwszy opisał Logos, istotą świata jest ogień, czyli nieustająca zmienność. Czy koncepcja ognia (zmienność, życie, pulsowanie) u tego filozofa nie koresponduje z teofanią Ducha Świętego w postaci ognia z nieba w dniu pięćdziesiątnicy? Z każdą nową chwilą umiera poprzednia, coś się zaczyna i coś przemija. Z każdym oddechem powstaje i umiera doświadczenie „teraz”, zmienia się sytuacja, poprzednia ustępuje miejsca kolejnej. Statyczny i niezmienny jest tylko Absolut. W Nim zawiera się to, co nienaruszalne: formy, natura, istota rzeczy.
Własna ludzka natura jest dla człowieka celem, a nie początkiem drogi. Dorastamy do bycia ludźmi, a nie jesteśmy nimi z racji samego istnienia. Z urodzenia blisko nam po równo tak do człowieka, jak i demona. Każdy nasz krok zbliża nas do jednego lub drugiego.
(7)
Mamy trzy główne postawy wobec zagadnienia zmian: progresizm, antyprogresizm i zdrowy historyzm. Progresista chwali wszelkie zmiany i burzenie przeszłości. Antyprogresista odrzuca zmiany, opowiada się za trwaniem, postrzega zmiany jako niekończącą się utratę czegoś. Z kolei pogląd historyczny widzi zmiany, ale ich nie wartościuje jako takich. Od nas samych zależy, czy są one postępem czy upadkiem.
(8)
Błędy w Drodze, które warto podkreślić poza wcześniej wymienionymi:
• odmowa świadomego udziału w życiu, np. w zemście za cierpienia, non serviam, śmierć za życia, uporczywość bezkształtnego trwania i rozpamiętywania; wyjściem w tej sytuacji jest rozliczenie się z przeszłością raz na zawsze, akceptacja dotychczasowej drogi, przyjęcie nagromadzonych i uciśniętych przeżyć w celu zakończenia tamtych niedokończonych sytuacji,
• lenistwo i konsumpcja; jest mi dobrze z tym, co mam, nie szukam niczego, jest świetnie; to próżniaczy samozachwyt; u wierzących wiąże się z pychą wiary i uznania siebie za skończony ideał z racji samej wiary;
• samowola, szczególnie pod wpływem żądz, przesadnych potrzeb ciała, brak szacunku dla Boga i Prawa; występuje najczęściej; dotyczy zwłaszcza tych, którzy odrzucili Prawo Boże,
• stagnacja, kult bożka „Świętego Spokoju”, odmowa uczestnictwa w drodze jako procesie; znamy termin lenistwa w służbie Bożej, uznania za nonsens pracy nad sobą, rozwoju duchowego i osobistego,
• nadmierne przywiązanie do przeszłych sytuacji (i obnoszenie się z nimi), zarówno chwalebnych, jak i przykrych, niechęć do wyrzucenia z siebie traumatycznych przeżyć; zbytnie przywiązanie do rzeczy i stanów, np. do jakiegoś domu bądź innych konkretnych przedmiotów, bogactwa albo – przeciwnie – do biedy; wbrew pozorom jest to zjawisko bardzo częste; filozofie orientalne wiele mówią o tym, aby nie wiązać siebie w taki sposób,
• skrupuły; niestety wszyscy grzeszymy i popełniamy błędy; odbiera nam to wiarę w swoje możliwości i przynosi poczucie winy oraz niegodności darów Bożych; skrupuły to straszna siła, o ile nie uświadomimy sobie, że Droga jest Wolą Bożą, z którą z powodu własnych poglądów na swój temat nie powinniśmy walczyć; jeśli Bóg popycha nas duchowo wzwyż, to należy być wdzięcznym i starać się do tego dorastać,
• odstąpienie od Drogi to zło, przejawia się w nienawiści do dobra, do Drogi, do tego jej elementu, który jest odrzucony, kontestowany; zło stanowi wysiłek, działanie, dynamiczną aktywność – jest nienawiścią; przykładowo, człowiek powinien wierzyć w Boga, a jest ateistą; pozostaje w postawie nienawiści do wiary, czynnie wyraża swoją niechęć, w zależności od natury mniej lub bardziej subtelnie: delikatnym poczuciem wyższości, zniecierpliwieniem wokół tego tematu i alergią na niego, nietajoną pogardą lub agresją; zawsze jest to czynne, tym bardziej, im dalsze odejście; jak widać, zło jest więc pułapką; aby wrócić na Drogę, trzeba przełamać siebie, a także własną nienawiść tym większą, im dalsze odejście; należy na powrót pokochać to, czego znienawidziliśmy wcześniej; z zejściem z dobrej drogi wiąże się niezwykle popularny w chrześcijaństwie symbol nawrócenia, czyli wycofania się ze zła i wejścia w dobro.
Skutki grzechów przeciw Drodze to poczucie zmarnowania życia, frustracja, przenoszenie winy na tych, którzy nie porzucili Drogi (ludzi sukcesu) i wyładowywanie na nich zazwyczaj tajonej agresji (tej przeciw własnej Drodze).
Jest też grzech nadmiaru, który pojawia się, gdy człowiek nie czeka na możliwości życiowe uczciwie zapracowane i wymodlone. Omijając uczciwy porządek, zdobywa takie możliwości nieuczciwością, korupcją, oszustwem, podejrzanymi machinacjami. Jego intuicja podpowiada mu, że stać go na więcej, ale jest leniwy i woli iść w życiu drogą wygodniejszą, chociaż niekoniecznie uczciwą. Tu z kolei pojawia się pogarda dla rzetelnie pracujących i zdobywających uznanie.
(9)
Jednym z wrogów Drogi jest rozpacz i rezygnacja. Zawsze bowiem istnieje jakieś dobre wyjście. Bóg nigdy nie pozostawia nas w beznadziei. Nadzieja Boża nie zamyka się w przestrzeni świata materii i pierwszego w nim życia, sięga poza czas i poza wszechświat.
3. Historia
(1)
Świat, ludzkość jako całość mają swoją drogę. Historiozofia jest zapisana w Bogu. Każde pokolenie staje przed własnymi wyzwaniami. Są one inne, ale każdy z nas je ma. Czas je zmienia, żeby stworzyć nam wszystkim okazję do dodania czegoś w drodze ludzkości do Boga. Bóg jest tu bardzo sprawiedliwy, daje każdemu człowiekowi i każdej społeczności zadania i wyzwania na ich miarę.
Jest to droga wieków, o której pięknie napisał C.K. Norwid: „o nieskończona jeszcze wieków praca, nieprzepalony jeszcze glob sumieniem”. To droga świadomości, która nabywa coraz to nowe ważne prawdy o Bogu i samych ludziach. W ten sposób ludzkość zbliża się do Boga. Jak zakochany zakochanej opowiada swoje najskrytsze tajemnice, tak Bóg z miłości do ludzi odkrywa przed nimi siebie jako Tajemnicę Tajemnic. To sprawia, że ludzie mają szansę bardziej stawać się ludźmi i być tego świadomymi, czyli osobiście przyjmować to, co otrzymujemy. Wzrost świadomości (w miejsce życia intuicyjnego i instynktownego) daje niestety możliwość odrzucenia ofiarowanych darów, co zresztą się zdarza. Postęp świadomości to postęp odpowiedzialności, a co za tym idzie – możliwej zasługi albo winy. Żyjąc pod koniec czasów, stajemy przed radykalnym wyborem między pełnią człowieczeństwa lub pełnym odrzuceniem Boga, dobra i siebie samych. Wybieramy życie przy Bogu albo śmierć bez Niego. Są to dzisiaj wybory bardzo radykalne z racji na moment w historii. Bez tej świadomości i możności wyboru człowiek mógłby być, ogólnie rzecz biorąc, tylko posłusznym zwierzątkiem. Przy dobrym wyborze staje się zaś człowiekiem i to z perspektywą przebóstwienia, absolutnej afirmacji pochodzącej od Boga. Odrzucenie Boga prowadzi do kondycji demonicznej, a odsunięcie się od tych wyborów jest właściwie niemożliwe. Bóg osądza miłosiernie, niemniej trzeba zważać na siebie i stale do Niego sięgać po więcej wiary, nadziei i miłości.
(2)
Przemijanie
Czas musi biec. Na jego osi obserwujemy zmiany zachodzące w świecie. Nic nie jest wieczne, wiatr nawet skały powoli ściera na piasek. Wszystko musi przemijać i się dewaluować, każde ludzkie urządzenie techniczne, intelektualne i społeczne musi przemijać, żeby pozwolić nowemu pokoleniu odnosić własne sukcesy. Wszystko mija i to jest straszne, bo nieuniknione, ale i piękne jako zrządzenie Boskie. Bóg jest doskonale sprawiedliwy, każdy ma takie same szanse zasłużyć się przed Nim swoją pracą, pomysłem i poświęceniem. Burzymy obracające się w niebyt stare budowle i stawiamy nowe, piękniejsze, wygodniejsze. Te jednak z czasem też runą. Trzeba to uszanować, a może nawet polubić. My również przemijamy. Przyjdą po nas lepsi umysłowo i technicznie, ale tak samo zagubieni duchowo i moralnie jak my. Będą mieć lepsze narzędzia, ale te same problemy z samymi sobą. Bóg jest sprawiedliwy, każdemu daje wyzwania dla zasług i przeszkody do przezwyciężenia.
Nasze osobiste przemijanie jest naszą pociechą, zapomnienie leczy serca. Zostaje po nas jeszcze wiele do zrobienia, nie udało nam się rozwiązać mnóstwa rzeczy, co nas męczy, nęka nasze sumienia. Odejdziemy, pozostawiając świat wciąż niedoskonałym, ale ten brak także jest potrzebny. Tak musi być, nie spoczywa na nas odpowiedzialność za to, bo musi pozostać przestrzeń do poprawy przez następnych. Jeśli w jednym miejscu umysłowość ludzka się poprawia, to w innym podupada, żeby następni mieli wciąż coś do zrobienia. Postęp i regres działają na ludzi równocześnie. Świat osiągnie doskonałość dopiero z powrotem Boga, gdy wróci On na ziemię. Do tego czasu będzie trwała droga świata. Uczestniczymy w niej drogą swojego życia, nad którą czuwa Boska Droga, Wieczny Logos. Zgoda na przemijanie to wyraz pokory wobec Boga, poddanie się Jego woli.
(3)
Zmiana wszystkiego i zawsze nie jest koniecznością, jak to, zdaje się, uważają szaleni historiozofowie, rewolucjoniści, hegliści poszukujący na siłę postępu wynikającego ze zburzenia zastanego ładu czy z wrogiego nastawiania sobie klas, ras, ostatnio płci, żeby na ruinach starego powstało nowe. Nie trzeba na siłę wywoływać zmian na gorsze, rewolucji, przewrotów (w tym obyczajowych). Zmiana sama w sobie, moderna, nowinkarstwo nie jest cnotą.
Zmiany następują na drodze od Boga, ale nie musimy się o to martwić i burzyć tego, co było dobre, żeby je samodzielnie przyspieszać. Dobry Bóg potrafi połączyć postęp w budowaniu ładu i pozostawić wciąż miejsce dla następnych do pracy. My ten głos Boży musimy nauczyć się odczytywać, a jednocześnie albo hamować następujące zmiany, albo za nimi postępować, ale zawsze rozważać i obejmować świadomym namysłem. Nie jest też cnotą zawzięte trwanie w jednym i tym samym, odmowa zmian. Przesadny konserwatyzm, ahistoryczne myślenie kategoriami z innych epok, zatrzymywanie kijem rzeki – tak się nie da. Zmiany nie potrzebują swojej filozofii ani pozytywnej, ani negatywnej, bo nie powinny zależeć od ludzkiego filozofowania. Droga po prostu jest, dzieje się. Filozofia powinna nas uczyć, jak czytać mowę czasu, jak oddzielać dobre nowości od nowinkarstwa, jak iść z postępem, ale wciąż wracać do początku, do Źródła. Bóg jest wiecznie młody, nieustannie czyni świat po trosze lepszym. Ludzie potrafią Boże plany bardzo wypaczyć i popełnić wobec nich wszystkie możliwe nadużycia i błędy.
(4)
Czas nie stoi, ludzie się zmieniają. Jednym z błędów w myśleniu o historii jest anachronizm, czyli stosowanie kryteriów oceny ludzkich zachowań wziętych z innej epoki. Tak przykładowo próbuje się dyskredytować ludzi z czasów Starego Testamentu, przypisując ich działaniom oceny według dzisiejszych wyśrubowanych norm obyczajowych i moralnych. Moralność jest wieczna i niezmienna, ale tylko w Logosie. Świadomość ludzka tej moralności podlega zmianom w Drodze, nabywana jest stopniowo. Ten proces trwa nieustannie, Bóg nas z pokolenia na pokolenie doskonali, Duch poucza, a to pouczenie ma charakter dynamiczny. Dlatego nie wolno oceniać bardzo odległych spraw wedle dzisiejszych norm. Pan Bóg inaczej ocenia każdego z nas: normą jest to, ile nam dano, każdemu z osobna. Komu więcej dano, od tego więcej się wymaga; komu – mniej, przed tym stawia się mniejsze wyzwania. Bóg osądza każdego według własnego rozeznania możliwości danego człowieka. Dlatego, jeśli w odległej starożytności Izraelici toczyli krwawe wojny, to nie można tego potępiać wedle dzisiejszej wrażliwości.
(5)
Historia toczy się nie tyle kołem, co spiralą. Te same motywy wracają, bo są osadzone w wieczności i w sprawach ostatecznych. W historii ludzkości powtarzają się te same nudne schematy, te same ambicje, argumenty. Wiele mądrości Starego Testamentu sprzed tysięcy lat pozostaje nadal adekwatna i aktualna. Imperia powstają w mękach, degenerują się w wygodzie i giną pod butami barbarzyńców. Ta sama żądza wywołuje ten sam grzech. Ta sama świętość znów cierpi z powodu otoczenia niewolnikami żądz. Historia jest nauczycielką życia, tylko kto jej jeszcze chce słuchać…
(6)
Koniec czasów
„Koniec świata, dies irae, wszyscy zginiemy, nic nie zostanie, wszystko przepadnie, wszystkie nadzieje zgasną…” – takie podejście do sprawy ostatecznej, jaką jest dzień Sądu Bożego, do eschatologicznego (czyli ostatecznego) wymiaru egzystencji właściwe jest demonom… przerażonym końcem ich panowania!
Chrześcijanin codziennie powtarza: „przyjdź Królestwo Twoje!”. To postawa człowieka, który dzięki sakramentom Kościoła i obcowaniu z Panem Bogiem jest przygotowany na ostateczne spotkanie z wiecznością, z bramą do nowego życia.
To bardzo ważne, by nie naśladować demonicznej postawy, dosyć – zdaje się – rozpowszechnionej współcześnie, w tych czasach, które wolałyby zapomnieć o Bogu, chociaż to w Nim zawiera się cała nasza nadzieja na życie wieczne. Zbawienie ma moc przeniesienia nas w nowe, lepsze życie w odnowionym świecie, a wyrzucenie Pana Boga ze swego życia i niemoralność mają siłę strącenia nas do wiecznego bólu piekieł. Do nas należą wybory, ukazano nam bowiem kryteria osądu ostatecznego i drogi do Bożego przebaczenia. Wszystko, czego potrzebujemy, mamy przed sobą, wystarczy posłuchać Bożego przesłania i cieszyć się nadzieją zbawienia.
(7)
Swoje miejsce w historii
Ponosimy odpowiedzialność wobec Boga, ale także w stosunku do przodków, którzy swoją pracą, poświęceniem i ofiarami dali nam to dobro, które mamy. Odpowiadamy także wobec swoich dzieci za to, co im zostawiamy. Więź historyczna między pokoleniami sprawia, że stajemy się ogniwami łańcucha łączności czasowej, dzięki czemu wytwarza się ponadczasowa, ponadaktualna więź.
Ludzie „nowocześni” poddają się ocenom swojego otoczenia. Interesuje ich tylko to, co myślą o nich im współcześnie podobni. Chrześcijanin w ramach świętych obcowania widzi się pod spojrzeniami ludzi żyjących przed nim i po nim.
4. Regres
(1)
Proces zanikania wiary
Czas nie stoi w miejscu. Historia myśli i świadomości musi się zmierzyć z coraz nowszymi odkryciami, które stanowią wyzwania do weryfikacji całych systemów myślenia. Poczucie głębokiej, kosmicznej więzi człowieka z Bogiem, oparte na prostej wizji mitologicznej wszechświata, gdzie człowiek miał poczucie, że świat kręci się wokół niego, było podważane wraz z odkryciami naukowymi. Mikołaj Kopernik przesunął człowieka wraz z jego kulistym domem ze środka wszechrzeczy na bok. Wielu ludzi pod wpływem badań polskiego astronoma popadło w rozterki w wierze, a nawet w ateizm.
Paleontologowie i biolodzy ewolucyjni opisali, że świat istniał bez człowieka i to przez większą część czasów. Bez człowieka! Pod wpływem tych odkryć wielu podupadło w wierze, a nawet zwróciło się w stronę ateizmu. Tak samo zadziałało odkrycie mechaniki Newtona. Opisanie praw fizycznych pokazało świat jako cudowny mechanizm. Człowiek jest jego częścią, i to podległą tym samym prawom.
Podobnie zadziałały osiągnięcia w dziedzinie medycyny, chociażby odkrycie impulsów nerwowych wywołujących ruch kończyn, słynne żaby pod prądem. Pokazano, że prawa materii działają wewnątrz człowieka i powodują nim. Po drodze doszła socjologia i psychologia. Teraz neuronauki ukazują nam, że nasze myśli i przeżycia funkcjonują poprzez mechanizm impulsów nerwowych i koktajl hormonów. Pod wpływem tych odkryć wielu ludzi doświadczyło poważnego kryzysu wiary, który w niektórych przypadkach poskutkował zwrotem w kierunku ateizmu.
Fizyka po A. Einsteinie pokazuje nam, że nasze proste myślenie o materii nie sprawdza się, a prawa natury przerastają większość z nas, potrafi je zrozumieć bardzo nieliczne grono naukowców. To upokorzenie jednocześnie powoduje, że wyobraźnia masowa co do tych zagadnień zamienia się z powrotem w myślenie kategoriami jakby mitycznymi, a naukowcy przeradzają się w tajemniczych czarowników. Dodatkowo znowu rośnie wiara w możliwości ludzkie, a nie wiedzieć czemu, wiara w Boga staje się coraz mniej popularna.
Zakrawa to na rodzaj zemsty na Panu Bogu za nieustanne odkrywanie naszej własnej małości, co ma związek z tym, że prosta, mityczna wizja świata odchodzi do lamusa. Jak to możliwe: człowiek – korona stworzenia, pan ziemi – a tu nie dość, że ta jego ziemia to taki okruszek na peryferiach wszechświata, to jeszcze to wszystko istniało bez nas… Ponadto ten wielki człowiek podlega jakimś prawom, których już nawet nie potrafi zrozumieć. Przecież kłóci się to z wiarą, jak twierdzono. Tylko z jaką wiarą, w Boga? Nie, to Boga nie dotyka. To kłóci się z wiarą w ludzkie ego. Poza naszym ego nic przecież nie ucierpiało. Człowiek, zamiast pogłębiać swoją pokorę przed Bogiem Stworzycielem pięknego i rozległego świata, mści się za niskość swojej kondycji wobec tego wszechświata i co za tym idzie – Boga.
Za każdym większym odkryciem przyrodniczym powtarza się ta sama afera dotycząca nadętego ego naszego gatunku. Niestety, znowu obie strony uderzają w Pana Boga – ateiści odmawiają Mu istnienia tylko dlatego, że na ziemi przed ludźmi żyły dinozaury, a wierzący odrzucają wielkie dary w poznawaniu prawdy płynące przez rozum ludzki. To też są dary od Boga. Niewierni redukują swoją wiarę do praw natury i w wyniku tego czują się absolutnie zdeterminowani w swoim mechanistycznym świecie. To ich jakby rozgrzesza ze zła, bo fatalizm czyni z człowieka tylko chorągiewkę na wietrze wpływów i bodźców. Potem ktoś zauważa, że te prawa również nie są absolutne, bo jest coś jeszcze, co zwraca człowiekowi jego wolność. Z czasem ten obszar wolności okazuje się dosyć niewielki, bo geny, fizyka, emocje, wychowanie, środowisko… Jednak jest. Zawsze istnieje okazja, żeby okazać się człowiekiem albo potworem.
Odkrycia, że nie jesteśmy pępkiem świata, treścią jego historii, że podlegamy jakimś siłom, ciążeniom – wszystko to utwierdza mnie w pokorze. Nie potrafię wybielić jednego włosa na głowie. Nie tyle ja działam, co podlegam działaniu z wielu stron. Z tym większą troską patrzę na te chwile, kiedy podejmuję decyzje, kiedy autentycznie mam jakąś wolność. W tych chwilach mogę okazać się człowiekiem albo potworem, poruszyć kamyk po tej lub po drugiej stronie góry, po jasnej lub po ciemnej. Potem już samo poleci i mnie porwie.
Proces odchodzenia od wiary w Boga z powodu urażonego ego ludzkiego gatunku to jeden z dziejowych procesów, których doświadczamy. To zła droga prowadząca z wyżyn duchowych do taplania się w bagnie materializmu. W tym wieku ma ona swoje apogeum, a wiara w wielu miejscach świata zanika, choć stamtąd poszła na cały świat. Mówię w tym momencie o Europie. Dokładnie to zapowiedział Chrystus: postępujący upadek wiary. Niech to nas nie smuci, bo tylko potwierdza prawdę Ewangelii. Drugi powód niewiary to nieszczęścia, które spadają na świat. Ich doświadczenie obala jedynie wiarę zachłanną, oczekującą wyłącznie zysków i wygody. Ten proces to jedna z postaci regresu, cofania się w rozwoju, zejścia na złą drogę.
(2)
Za P. Tillichem uważam, że postęp w jednych zagadnieniach i regres w innych idą w parze. Zawsze postęp w jednym skojarzony jest z cofaniem się w innej sferze. Mam na to swoje wytłumaczenie. Zgodnie z nim człowiek (czy to jednoosobowo, czy jako „człowiek zbiorowy” swoich czasów) nie jest w stanie pojąć całego dobra. Całe dobro pojmuje naraz jedynie Bóg. Nasze czasy są wręcz tragicznie modelowe: niezwykły rozwój techniki i zapaść duchowości. Człowiek ma zdolność do wracania do przeszłości, starych nauk, żeby nie stracić tego, co już wypracowano. Istnieje więc dobry regres, cofanie się ze stadiów agonalnych do zdrowia. Duchowość drogi oznacza czasem takie powroty, żeby odzyskać to, co zapomniano.
Dobrym regresem jest nawrócenie osobiste, cofanie się do siebie samego sprzed grzechu, zapominanie o nim. Świadome zapominanie o złu to bardzo ważna rzecz. Czytałem gdzieś, że taoiści znają taką praktykę duchową jak zapominanie. Jeszcze nie studiowałem tego tematu, chociaż brzmi bardzo interesująco.
