CZĘŚĆ II · ROZDZIAŁ 14

Relacja Boga ze światem

KONRAD TOMASZ

1. Wielość relacji Boga i świata

(1)

O tym, czy Bóg i świat są jednym (monizm), czy osobnymi istnieniami (dualizm, pluralizm), napisano i powiedziano nieskończenie wiele. Najciekawsza dyskusja na temat tego zagadnienia odbyła się w Indiach, gdzie nie doszło jednak do ustalenia konkretnego stanowiska. Mocno filozoficzna Adwaita Wedanta akcentuje niedualizm (rozumiany zwykle jako monizm), a ludowa religijność bhakti obstaje przy dualizmie. Absolut oderwany od świata nie był obcy myśli greckiej, ale w zachodnim kręgu kultury rozważania te jakoś zwykle skupiały się na naturze świata jako takiego, a kwestie mistyczne raczej umykały filozofom lub były przez nich traktowane dość pobieżnie. Przetrwało to do teraz, kiedy Zachód o Bogu w ogóle zapomina, a skupia się na sprawach światowych. Podobna postawa cechuje Chiny, gdzie wiodąca myśl Konfucjusza unikała metafizyki, a nakazywała skupienie się na codziennej obowiązkowości. Wszystkie wielkie kultury duchowe wniosły do dorobku ludzkości mniej lub więcej rozważań na temat stosunku Boga i świata, które układają się w trzy perspektywy:

• wymiar postrzegania człowieka – z niego wynika pytanie właściwe szczególnie religiom Abrahamowym, dotyczące nieobecności oraz obecności Boga,

• wymiar teologiczny – przynosi rozważania o transcendencji i immanencji Boga wobec świata,

• wymiar filozoficzny – stawia pytania o dualizm (pluralizm) albo monizm Boga i świata.

Niektóre rozważania dotyczą rozłącznie poszczególnych wymiarów, niektóre zaś odnoszą się do nich przekrojowo. Tak naprawdę trudno rozdzielić zespoły: monizm, immanencja i obecność oraz dualizm, transcendencja i nieobecność. Tylko ludzka zawężona perspektywa poznawcza sprawia, że je rozdzielamy. Mamy więc nie tyle sześć zjawisk do rozważenia, co dwa główne, ale podzielone aspektowo.

(2)

Odpowiada to z grubsza dwóm wcześniej opisanym aspektom bóstwa – Absolutowi pozaświatowemu filozofów oraz Bogu działającemu wewnątrz świata i historii. Trzeba pamiętać, że stworzony świat jest miejscem, gdzie Absolut przekracza i przezwycięża swoje ograniczenie bycia nieograniczonym, i staje się do pewnego stopnia podobny ograniczonemu stworzeniu, czego kulminację stanowi wcielenie.

(3)

Przyjęcie odrębności Absolutu od świata jest stosunkowo proste intelektualnie i duchowo. Wiara typu filozoficznego, intelektualistyczna chętnie staje na takim dość wygodnym stanowisku, łatwo sprowadzającym się do deizmu, wreszcie ateizmu. Czymś zupełnie innym jest przeżycie mistyczne transcendencji Boga, co stanowi wstrząsające doświadczenie, bo powiązane z doznaniem grozy własnego nieistnienia. To z kolei należy do najgłębszych i najpotężniejszych przeżyć duchowych. Werbalnie podobne treści mogą pochodzić od intelektualisty i od mistyka, ale ich sens jest krańcowo inny. Pusty intelektualista na tym gruncie pogrąży się w przypadkowych rozważaniach i wnioskach, co widać chociażby w przypadku myślicieli oświecenia europejskiego, i dojdzie do demonicznej bezbożności oraz agresji antyreligijnej. Z kolei mistyk przeniknięty grozą będzie tęsknił do Boga z mocą nieznaną innym ludziom, przylgnie do Niego całym sobą, z miłością i drżeniem.

(4)

Człowiek to kropla w oceanie istnienia, a to istnienie zasadza się w Bogu lub w ogóle jest Bogiem. Takie stanowisko monistycznych immanentystów także kusi swoją łatwością. Osobowa odrębność człowieka staje się tylko złudzeniem, a wraz z nią podobnie się dzieje w ogóle z partykularyzmem rzeczy świata. Można pogrążyć się w rodzaj sennej ucieczki w wizje. Taka postawa, jeśli nie jest równoważona zrozumieniem własnej samodzielności i odpowiedzialności za siebie, staje się rodzajem ucieczki od rzeczywistości w depersonalizację i niewrażliwość, podobnej do narkotycznych transów. To rodzaj samobójstwa duchowego, a co gorsza, prowadzi do traktowania innych ludzi jako niewiele znaczących, powtarzalnych form chwilowego skupienia monistycznej materii. Także monizmy mogą być niebezpieczne dla człowieczeństwa.

Z drugiej strony wspominałem wcześniej o pięknie pierwotnego, mistycznego poczucia tożsamości z Bogiem i Kosmosem oraz dojmującego przeżycia odpowiedzialności za całość istnienia i wrażliwości na nie, co opiera się na świadomym w nim udziale.

(5)

Rozważania nad immanencją Boga, Jego udziałem w świecie i człowieku są niezwykle złożone. Dla człowieka stanowią jedno z najważniejszych zagadnień, gdyż wynikają z nich konsekwencje dla perspektywy zjednoczenia z Bogiem rozpoznanym jako dostępny ludziom.

Na poziomie filozofii bytu polegają także na rozważaniach nad substancją Boga i świata oraz próbie określenia relacji między nimi. Zawsze należy pamiętać, że teologię i filozofię uprawia się nie dla zabawy intelektualnej, tylko z racji na to, że przekształcają nas samych. Dlatego trzeba badać wnioski, do jakich dochodzimy, rozważając te arcytrudne sprawy, gdyż łatwo zejść na modne manowce.

Perspektywa zjednoczenia z Bogiem jest dla człowieka najważniejszą sprawą w życiu. To zagadnienie deifikacji, przebóstwienia człowieka, czyli najpiękniejszy i najtrudniejszy proces, do jakiego zdolni są ludzie. Z uwagi na jego krańcową trudność bardzo łatwo w nim się zagubić.

Bóg i człowiek – osobno, jedno czy razem? Jest to problem podstawowy i jednocześnie ostateczny. Trzeba najpierw zapytać, co ma wynikać z rozstrzygnięcia tego zagadnienia, do czego wewnętrznie dąży poszukujący oświecenia człowiek, czy w swoich założeniach ma jako cel:

• ubóstwienie człowieka i uczynienie go samemu dla siebie najwyższym bogiem, jak to bywa, gdy zidentyfikuje siebie jako boskiego,

• monistyczną negację odrębności osoby i – co za tym idzie – wartości pojedynczego człowieka (tak typową dla kultur kosmologicznych).

Czasem obie te choroby występują u ludzi jednocześnie. Ta pierwsza zarezerwowana jest dla samego siebie, a drugą odnosi się do innych. To niebezpieczna huśtawka przeżyć wynikająca z dezintegracji wewnętrznej. Jeśli ma być drogą do przesadnego wywyższenia lub totalnego poniżenia człowieczeństwa, to z góry trzeba takim postawom zaprzeczyć. Jest to ważne. Zgodnie z ewangeliczną zasadą „szukajcie, a znajdziecie” człowiek zawsze znajduje to, czego szuka. Dlatego trzeba niesłychanie wnikliwie i bezustannie badać własną motywację i ukryte pragnienia, aby przede wszystkim to je oczyszczać. W stosunku do tego ostatecznie wynikowo przyjęty światopogląd (monizm, dualizm) ma jedynie wtórne znaczenie. Mówiąc prościej, można być dobrym i wierzącym człowiekiem z poglądami monistycznymi albo dualistycznymi. Samo w sobie nie czyni nas to ani dobrym, ani złym. Możliwe są pobożne odmiany myśli monistycznej i tak samo wyniośle pyszne. Podobnie dualizm przyjmuje interpretacje zacne, jak i podłe. Sam w sobie światopogląd nie czyni człowieka lepszym ani gorszym. Coś podobnego zauważyliśmy przy metodzie uprawiania łączności z metafizyką (religia, filozofia, gnoza), gdzie każdą z nich także można wynieść na wyżyny dobra i piękna lub zanurzyć w moralnym ścieku. Także światopogląd człowieka jest elementem jego opisu, ale nie oceny. Monizm i dualizm na równi zawierają szanse i niosą ryzyko dla człowieczeństwa w człowieku.

(6)

Relacje między Bogiem i światem najłatwiej jest przedstawić alegorycznie. Lubimy czasem śpiewać. Gdyby pieśń posiadała świadomość siebie, to za co uważałaby samą siebie? Czy miałaby siebie za:

1. bardzo ważną, samodzielną pieśń, nieinteresującą się niczym poza sobą,

2. człowieka, który śpiewa,

3. po prostu pieśń człowieka,

4. pieśń oderwaną zupełnie od śpiewaka, niczym z nim niezwiązaną, choć rozumiejącą jego istnienie,

5. własne złudzenie, gdyż naprawdę nie istnieje, unosi się tylko na chwilę w powietrzu?

Pierwsza opcja to monizm materialistyczny, ateizm, światopogląd naukowy.

Drugi wariant to monizm metafizyczny, panteizm.

Trzecia odpowiedź to nasze realia.

Czwarta ewentualność to absolutny dualizm, bliski deizmowi.

Piąta propozycja to buddyzm, na Zachodzie Berkley.

Pierwsza odpowiedź sprawia, że ludzie czują się po prostu sobą i stają się aktywni, twórczy, ale też ateistyczni, zarozumiali, zapatrzeni w siebie. Sami siebie czynią rzeczywistością ostateczną i ubóstwiają się, a przy tym innych traktują jak rzeczy, w końcu podchodzą tak również do siebie.

Monizm metafizyczny ratuje pokorę, Boga, Kosmos, bo przypomina, że zależymy nieustannie od Boga i jesteśmy powiązani z Nim, ze światem i innymi ludźmi. Zrównuje jednak człowieka ze zwierzętami, które są rzeczami, a w konsekwencji czyni go rzeczą.

Z kolei dualizm – pluralizm chroni człowieka przed traktowaniem go jak rzecz bądź zwierzę. Odrywa go jednak od Boga do tego stopnia, że człowiek zatraca Jego obraz i rozumienie. Deizm, fundamentalny islam, fundamentalne chrześcijaństwo i judaizm zatracają obraz Boga i Jego z nami stale aktualną więź. Ponadto deprecjonują człowieka, czyniąc go, nie wiadomo czym bez relacji do Boga. Także Bóg i Jego obecność zacierają się i stają się jedynie „prawdami wiary”, hasłem bez desygnatu.

Piąte twierdzenie, zgodnie z którym wszystko jest tylko ułudą i trzeba dążyć, do jak najjaśniejszego zrozumienia tego stanu aż do zatracenia, wyparcia się świadomości własnej indywidualności, a nawet istnienia, czyni człowieka spolegliwym i pokojowym. Nie ma on o co się starać ani po co walczyć. Staje się on także apatyczny, mało żywy, mało twórczy. W tej wizji człowiek nie jest ostatecznie nawet rzeczą, w ogóle go nie ma.

Prawda trzeciego poglądu godzi przeciwne zasady: złączenia z Bogiem i indywidualizacji, istnienia człowieka, ale i jego kruchości, złudności. Trudno to pojąć, ale łatwo przeniknąć sercem. Trzecia opcja jest złożona po trochu z pierwszej, drugiej, czwartej i piątej. Tylko w tej prawdzie człowiek pozostaje człowiekiem, a nie ostatecznym bogiem, zwierzęciem, rzeczą czy nicością.

(7)

Ten obraz pieśni i śpiewaka nie jest przypadkowy. Biblia uczy, że stworzenie zachodzi w wyniku wypowiadania przez Boga słowa. Nie ma tam mowy o żadnym innym akcie Boga, padają jedynie kolejne słowa. Wiele słów to wypowiedź, a szczytem wypowiedzi jest poezja wyśpiewana, czyli pieśń. Pieśń stwarzania jest obrazem znanym w literaturze, pojawia się choćby u C.S. Lewisa w opowieści o stworzeniu świata (Siostrzeniec Czarodzieja).Skoro Biblia nie wspomina o żadnym innym akcie ze strony Boga poza wypowiedzią (pieśnią?), to wypada nam rozumieć, że żyjemy wewnątrz tej pieśni, która jest zarazem opowieścią, epopeją o losach świata.

Symbol pieśni składa się z następujących elementów:

• mowy, treści, informacji nadających kształt,

• dechu wydychanego, czyli napędu, energii, mocy nadającej ruch.

Znamienne, że w Biblii poznanie Boga oznacza zgłębienie Jego Słowa i Mocy, jak to wynika z Ewangelii Mateusza: „A Jezus odpowiedział im: Błądzicie, gdyż nie znacie Pism [Pisma to spisane Słowo – przyp. Autora] ani mocy Bożej” (Mt 22, 29).

(8)

Sam Chrystus, zwracając się do Alicji Lenczewskiej, wyraził tę prawdę w następujący sposób:

„Ja jestem Prawdą i Światłem. Wszystko jest we Mnie i stanowi jedność: przestrzeń, czas, rzeczy, także wy – ludzie. We Mnie mieszkacie otuleni Moją Miłością. Tak wielu wyrywa się i ucieka.

Poza Mną nie ma nic. Jest ciemność i zło. Rozpacz i ból oddzielenia nieskończony nigdy.

Bądź dobrym dzieckiem Moim i bądź blisko” (Świadectwo, 70, śr. 7 V 86, g. 9:30).

Prawda i Światło to dary dla człowieka prowadzące do jego oświecenia. Patrząc szerzej, możemy powiedzieć, że to kształt i energia istnienia. Ten cytat streszcza istotę problemu relacji Boga i człowieka, co wymaga szerszego omówienia. Zawiera bowiem dwie opozycyjne symboliki – jedności i mieszkania w otuleniu (czyli wielości wraz z relacją).

(9)

Jak już nadmieniliśmy, Boga poznajemy w relacji do świata. O Jego istocie nie możemy mówić, bo nic nie wiemy. Działa to też w drugą stronę. Świat istnieje tylko w relacji do Boga. Jeśli go postrzegamy od środka, to widzimy tylko jego części. Jest takie powiedzenie, że będąc w lesie, nie widzimy lasu tylko drzewa. Żeby w ogóle mówić o świecie, potrzebujemy punktu odniesienia, a jest nim Absolut.

(10)

Odrębność lub jedność Boga i stworzenia musimy rozpatrywać na wielu planach, w wielu aspektach. Ani pojedyncze ludzkie ujęcie, ani nawet jedna kultura nie są w stanie ogarnąć złożoności związków Boga z człowiekiem i światem. Być może Bóg potrzebował wielu kultur filozoficznych, aby objawić siebie w całej złożoności sytuacji.

Poniższe wyliczenie opiera się na analizie religii i filozofii. Są tu opisane od strony człowieka relacje i odniesienia:

1. poziom Jedynego – samoistnie istnieje tylko Bóg; stworzenie i człowiek są iluzją, czymś, co się jawi, ale naprawdę tego nie ma; to buddyzm, w chrześcijaństwie – myśl Berkleya, niektóre intuicje mistyków; Bóg jest niepoznawalny;

2. poziom Jedni i jej emanacji – stworzenie istnieje jako samodzielne zjawisko, jest emanacją z Boga; tworzywem świata może być myśl Boga; mogą nią być też boskie energie, czyli boskie działanie; odrębność jest iluzją, ale zjawiska światowe jawią się już jako bardziej samodzielne; bliskie temu spojrzeniu są hinduizm oraz panenteizm chrześcijański i niektóre relacje mistyków w chrześcijaństwie; podobny jest symbol Boga jako Próżni, z której „wylewa się” stworzenie, to także ujęcie emanacyjne; zaznacza swoją obecność w wielu kulturach, także w Daodejing;

3. poziom ontyczny – stworzenie jest odrębne od Boga, ale i zupełnie zależne od Niego w istnieniu, nie istnieje bez Boga; Bóg jest fundamentem, gruntem istnienia świata, bez którego ten zapadłby się w otchłań nieistnienia; wszelkie symbolizacje oparte na symbolu matki i dziecka w łonie, w tym boginie matki, matka ziemia, mit powrotu; to ogólnie popularny pogląd w filozofii i teologii filozoficznej, także chrześcijańskiej;

4. poziom kosmiczny – człowiek funkcjonuje samodzielnie w ramach Kosmosu, Bóg jest źródłem zasad funkcjonowania Kosmosu i ich wzorcem; ingeruje w Kosmos jako Nous (Duch) – sprawczy zamysł i moc twórcza; podtrzymuje i przywraca ład świata, bez którego Kosmos popada w chaos, czyli zniszczenie; człowiek jest częścią Kosmosu, a Kosmos zależy od Boga w zakresie swojego funkcjonowania; jednoczymy się z Kosmosem, który jest zbiorem praw Bożych; człowiek stanowi część kosmicznego porządku i funkcjonuje w ramach tej doskonałej harmonii; takie przeżycia towarzyszą kulturom pierwotnym i innym, opartym na kontemplacji Kosmosu; w chrześcijaństwie to nauka o Logosie;

5. poziom osobowy – stworzenie rozpatrujemy osobno od Boga, ale pozostaje z Bogiem w relacji, czyli mają wzajemne powinności; człowiek jest samodzielną osobą, która spotyka Boga jako drugą stronę relacji osobowej, np. Pana, Ojca, Matkę, Ukochanego; wszelkie religie o obrazie osobowego Boga, w tym chrześcijaństwo, judaizm, islam, bhakti;

6. poziom egzystencjalny – człowiek jest samodzielny, a nawet wyobcowany na świecie; Bóg jawi się jako czynny i działający poprzez elementy świata, w tym człowieka; tu akcentuje się moc Boga w działaniu poprzedzonym pewnym planem; możliwe jest zjednoczenie w działaniu z Bogiem (przebóstwienie, przylgnięcie do Niego) lub dążenie do odrębności, w tym zaprzeczanie Jego istnieniu; zjednoczenie egzystencjalne to poznanie woli Boga i podążanie za nią w życiu; w tej perspektywie funkcjonuje podstawowa ludzka intuicja dobra i życia w zgodzie z Bogiem; ludzie, nawet nie posiadając wiedzy i religii, zdolni są ją odczuwać; jest powszechna, została jasno wyartykułowana w judaizmie i chrześcijaństwie w związku z objawieniem Prawa Bożego;

7. poziom fizyczny – może to zaskakiwać, ale taki poziom istnieje; świat to nie tylko sprawy spirytualne; człowiek na tym poziomie jednoczy się ze wspólnotą innych ludzi będącą Ciałem Bożym, a Bóg wypełnia ją swoim Duchem; realizuje się to we wspólnocie religijnej; Chrystus nazywa Kościół swoim Ciałem, które jest jednego serca i jednego ducha; Kościół w obecnym świecie ma być (przynajmniej w założeniu) przedsmakiem Królestwa Bożego; obietnica Chrystusowa zapowiada, że gdy przeminie postać tego świata, Bóg połączy się w sposób widoczny ze światem przyrody, ludźmi i aniołami w jedną wspólnotę na ziemi, dla której będzie Wiecznym Królem; jest to ostateczna forma zjednoczenia, która nastąpi, gdy Bóg objawi się swojej wspólnocie wiernych i w otwarty sposób z nami zamieszka w Królestwie Bożym; wtedy Jego obecność na świecie będzie widzialna i pełna, spowoduje przekształcenie całego świata na powrót w doskonałość; co ciekawe, ten aspekt jest dość ważny w praktyce religijnej; ludzie przyjmują wiarę i przystępują do Kościoła, widząc przede wszystkim innych; nie ma w tym nic dziwnego; Bóg w Biblii zapowiada, że przywiązuje ludzi do siebie „więzami ludzkimi”.

Powyższe zestawienie można odnieść do różnych światopoglądów, religii, filozofii, gnoz, które dane poziomy akcentują i na których opierają swoje myślenie. Nie jest to jednak podział ścisły, bo poszczególne kultury duchowe skupiają w swoim przekazie wiele aspektów relacji, czasami nawet wszystkie. Istnieją też poglądy pośrednie, łączące elementy z różnych poziomów. Nie jest to wyliczenie pełne, raczej przykładowe, ale dobrze obrazujące złożoność tej delikatnej materii.

Kolejność poziomów ma jedynie wymiar logiczny i opiera się na skrajnych biegunach tworzących oś Bóg–ludzkość. Nie ma między tymi poziomami hierarchii ważności. Najważniejszy jest poziom egzystencjalny. Reszta jedynie ułatwia dokonanie właściwych wyborów i podjęcie odpowiednich poczynań. Poziomy te są dostępne poznaniu mistycznemu, które jednak niekoniecznie zmienia człowieka, bywa po prostu konsumowane bez głębszego efektu. Wbrew poglądom gnozy i filozofii świadomości nabycie świadomości tamtych poziomów nie czyni człowieka lepszym, tylko lepiej poinformowanym.

Jeśli będziemy to odnosić do starań człowieka, aby zjednoczyć się (połączyć) z Bogiem, to staje przed nami wyzwanie osiągnięcia takiej przemiany świadomości, aby ogarnąć wszystkie poziomy relacji. Dopiero w ten sposób nie pomijamy niczego ważnego, nie zapadamy się w wojowniczym separatyzmie idei i wyznań na nich opartych. Zróżnicowanie tych poziomów w ramach biegunów: Absolut oraz Bóg obecny w świecie prowadzi nas do odkrycia, że pełny opis relacji Boga i świata (w tym człowieka) w umyśle usiłującego je zrozumieć człowieka wymaga myślenia kategoriami paradoksalnymi, opartymi na zjednoczeniu przeciwieństw i stałym napięciu między nimi.

Rozdzielenie człowieka od Boga, jak widać, jest możliwe. Następuje ono na poziomie egzystencjalnym. Ten szkodliwy podział okazuje się jednak pozorny, bo wcześniejsze poziomy relacji są przecież nienaruszone. Człowiek odchodzący od Boga nadal jest tylko zjawiskiem, istnieje jako Boskie działanie, nieskończenie od Boga zależne, stanowi element Kosmosu i pozostaje w osobistym stosunku do Boga. W tym kontekście najlepiej widać, jak wielkim fałszem jest bezbożność i niemoralność, które tylko w minimalnym stopniu separują człowieka od Boga. Trzeba pamiętać jednak, że nawet mała rana może człowieka zabić fizycznie. Także w tym przypadku to niewielkie oddarcie od Boga czyni człowieka martwym.

Człowiek, wyrywając się ze świata miłości Boga, tworzy własny świat, przypominający bańkę, w której sam jest sobie bogiem. Na sobie się zamyka, sam wymyśla i nadaje swojemu światu prawa i zasady, a także usiłuje narzucać je innym. Tak ucieka z Bożego świata i zakleszcza się we własnym, bezbożnym, piekielnym. Nadal doznaje miłości i mocy Boskiej, co utrzymuje go w istnieniu. Bóg bowiem kocha wszystko, co stworzył. Nawet Szatan na poziomie bytu doświadcza dobra Bożego. Niestety, na poziomie egzystencjalnym nie odwzajemnia tego daru i popada w nicość. Żadne stworzenie nie może odpaść od Boga na tyle, żeby przestać istnieć. Może jedynie przestać współdziałać z Bogiem. Dlatego istnieć będzie na zawsze, ale brak zjednoczenia z Bogiem w aspekcie czynnego funkcjonowania jest śmiertelną raną i cierpieniem piekła. Skutkiem pełnego zespolenia z Bogiem jest doskonałe szczęście, z kolei konsekwencję jego odmowy stanowi cierpienie mierzone utraconym szczęściem.

Przerwanie separacji funkcjonalnej od Boga następuje poprzez wiarę. Jest ona pierwszym dobrym wyborem na drodze odbudowy więzi egzystencjalnej z Bogiem, wynikającym z Jego, a nie własnej woli. To powrót do harmonii poddania się woli Boga. Wiara pochodzi na tym poziomie ze słuchania i posłuszeństwa, a nie z wglądów i przekazu innego rodzaju. Powrotna przemiana człowieka to zbawienie, czyli ratunek od duchowego piekła. Stanowi ono dar od Boga, który przyjmujemy przez zawierzenie. Duchowość chrześcijańska jest powrotnym kształtowaniem przede wszystkim tego aspektu łączności z Bogiem, decydującego o kondycji człowieka, o jego życiu wiecznym lub śmierci wiecznej.

„Wszystko, co uzewnętrzniasz[,] powinno wychodzić z wnętrza twej duszy, w której jesteś cała zjednoczona ze Mną. Na tym polega oddanie woli. Po prostu jej nie masz, bo rozpłynęła się we Mnie, jak kropla w oceanie” (Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej, A. Lenczewska, Świadectwo).

Doskonałe połączenie z Bogiem musi dotyczyć całej istoty człowieka, także jego woli.

(11)

Zjednoczenie egzystencjalne może wynikać ze zrozumienia poziomu ontycznego. Oznacza to, że faktycznie jesteśmy nieustannie zjednoczeni z Bogiem, tylko nie wszyscy to rozumiemy.

Na gruncie rozważań dotyczących relacji Boga i świata należy uważać, aby nie mieszać poziomów, gdyż może to prowadzić do absurdalnych stwierdzeń. Podobny problem omówiliśmy przy okazji różnych rodzajów systemów symbolicznych odnoszonych do Boga. Odwołują się one właśnie do różnych relacji Boga z człowiekiem.

Grupy wyznawców Boga przywołujące w swoich wierzeniach poszczególne poziomy relacji konkurują ze sobą, a nawet, niestety, zwalczają się. Dlatego trzeba jeszcze raz podkreślić, że żadna religia ani filozofia czy gnoza nie niosą pełnej wiedzy o Bogu. Powinno nas wszystkich uczyć to pokory i szacunku. Z kolei Syn Boży pozostawił nam coś, co przekracza wszelką wiedzę i wiarę – przesłanie przebaczenia Bożego i Boskie wyciągnięcie ręki w naszym kierunku, aby ludzkość podnieść ze śmierci, marazmu i grzechu. To nie jest po prostu mistyczna wiedza obecna w różnych religiach czy też poznawcze doświadczenie bądź filozofia, które mogą rozpatrywać te zagadnienia z innych poziomów. Kwestia zbawienia pozostaje elementem pozwalającym człowiekowi na wydobycie nawet z najgorszego stanu do życia wiecznego. To dar jedyny w swoim rodzaju.

(12)

Powstaje pytanie: Jak w opisie uwzględniającym siedem relacji Boga i świata umieścić Chrystusa? Był On od początku Bogiem i człowiekiem. Pierwsze pięć relacji jest nierozerwalne. W ich zakresie ludzie mogą nabyć stosowną świadomość. Odniesienie do nich człowieka obejmuje przemianę świadomości, po prostu zrozumienie ich istnienia. Z kolei relacja egzystencjalna wymaga zmiany postępowania, a relacja siódma wymaga akceptacji przez Boga.

Chrystus jest niezwykły. W ramach swojego postępowania był od urodzenia nieskazitelny, nigdy nie zrobił niczego niewłaściwego i niczego nie zaniedbał. Pismo mówi, że był jedynym, któremu to się udało. Żył w sposób doskonały. Wobec tego przynależność do Nowego Bytu została Mu udzielona już za pierwszego życia, co widzimy na Górze Tabor, gdzie zostało to objawione Jego uczniom. Po zmartwychwstaniu Chrystus ukazywał siebie jako przemienionego, doskonałego, pierwszego człowieka Nowego Bytu. To wszystko jednak stanowi tylko drogę ludzką, którą Chrystus jako człowiek przeszedł. Jest ona dostępna także nam.

Obecność Boskiej natury w Chrystusie wykraczała jednak poza normalne siedem relacji. To w Nim bowiem Bóg był obecny na świecie. Można powiedzieć, że jest to nadzwyczajna ósma relacja, właściwa tylko dla Chrystusa, a przez to niepowtarzalna. Trochę tak jak u Chrystusa niedziela stała się ósmym dniem tygodnia, eschatologiczną, pozaczasową zapowiedzią nowego Szabatu. W ten sam sposób ósma relacja Boga i człowieka w Synu Bożym ukazała się wyłącznie w Nim. Nie możemy jej powtórzyć. Pewne problemy stwarza nam rozstrzygnięcie, czy to w ogóle jest relacja, ponieważ w tym przypadku można to uznać za powrót obecności Boga na świecie. Stąd wniosek, że dla otoczenia Chrystusa kontakt z Nim mógł być siódmą relacją – człowieka wobec obecnego Boga. Tylko w Nim mówimy o połączeniu natur Boga i człowieka. Nie potrafimy jednak opisać ich relacji, czyli wzajemnych uwarunkowań.

(13)

Drugi problem dotyczący relacji stanowi zagadnienie logiki klasycznej. Logika i racjonalność należą do świata postrzeganego w relacji szóstej, egzystencjalnej. Logika ta opiera się na sztywnym rozdzieleniu sytuacji bytu i niebytu, ich wykluczaniu się. Jest to możliwe dopiero w tym ujęciu i to z dwóch przyczyn. Po pierwsze samodzielne poznanie ludzkie, czynienie ludzkich sądów, a wraz z tym funkcjonowanie praw myślenia, czyli logiki, okazuje się możliwe dopiero w szóstej relacji. Gdybyśmy uznali, że człowiek może poznawczo penetrować rzeczywistość w pierwszych pięciu relacjach, to byłoby to stanowisko gnozy, która zwykle tak właśnie uważa. Nie jest to jednak możliwe. Pierwsze pięć relacji może być wyłącznie objawiane. Ludzka samodzielność, bycie osobą, podmiotem poznającym i rozumującym dotyczy świata w ujęciu szóstej relacji.

Drugi powód jest taki, że w świecie opisywanym przez pięć pierwszych relacji nie możemy mówić o niebycie – to zagadnienie po prostu ich nie dotyczy. Niebyt, czyli brak, jest możliwy w ujęciu świata opisywanym dopiero szóstą relacją z Bogiem. Dlatego też w tej perspektywie niebyt człowieka, duchowa śmierć, zatracenie, upadek natury okazują się niemożliwe. Co ciekawe, na płaszczyźnie siódmej dopuszcza się niebyt Boga, czyli doskwierające spostrzeganie przez nas nieobecności Boga na świecie.

Historia logiki jest złożona. Parmenides we wspaniały sposób opisał rzeczywistość, którą obejmuje pierwsza relacja Boga i świata, relacja Jedynego, który nie ma niczego obok siebie, nie doznaje czasu ani zmiany. W tej perspektywie nie ma niebytu, nawet rozmowa o nim okazuje się absurdem. Stało się to jednak inspiracją do rozwoju logiki klasycznej, która dotyczy jednak opisu świata w szóstej perspektywie. Tutaj logicy zachodni byli w zasadzie konsekwentni i prowadzili rozważania niewykraczające poza szóstą relację egzystencjalną, nie mieszali planów poznawczych, co zawsze prowadzi do nadużyć. Wyjątkiem wydaje mi się Hegel, który pomieszał kategorie z planu szóstego (logiczne sprzeczności) z czymś, co mogłoby odpowiadać planowi drugiemu w jego wątpliwej jakości ujęciu. Teorie tego myśliciela nie przypadkiem cieszą się zainteresowaniem gnostyków, którzy dokonują podobnego błędu, o czym już zresztą wspomniałem. Wydaje mi się, że podobne pomieszanie występuje w doktrynach orientalnych, które wychodząc z typowej dla siebie perspektywy monistycznej, czyli przykładowo pierwszej lub drugiej relacji, przykładają tamtejsze stosunki do codziennego doświadczenia i poznania ludzkiego, gdy tymczasem objęte jest ono sytuacją z relacji szóstej. W ten sposób powstają nonsensowne wypowiedzi, zgodnie z którymi coś na świecie jednocześnie jest i nie jest. Nie znam jednak głębiej tamtejszych doktryn, więc nie mogę w pełni się do nich odnieść. Może zrobi to ktoś inny.

(14)

Spór o istnienie świata

Byłem na plaży, wziąłem odrobinę mokrego piasku i zrobiłem z niego bryłkę. Położyłem ja na dłoni, a drugą ręką podtrzymywałem ją, żeby się nie rozpadła. Kulka zadała pytanie: „Czy ja istnieję?”. „Jeśli cofnę dłonie, rozlecisz się, więc nie istniejesz – odpowiedziałem – bo nie masz własnej mocy istnienia. W tej chwili istniejesz, bo podobasz mi się, więc trzymam cię przy sobie, przy swoim sercu, i dlatego jesteś… Twoje pytanie jest krępujące dla nas obojga i chyba za trudne, może pozostańmy przy tym, że JA JESTEM…”.

Tysiące lat rozumowania w religiach i filozofiach to nieustanne próby podejmowane przez tę kuleczkę w celu samodzielnego odnalezienia odpowiedzi na pytanie o jej istnienie. Jest to pokrewne problemowi powyżej opisanej relacji z Bogiem. Są dziesiątki odpowiedzi. Wszystkie z nich mogą być prawdziwe w pewnym aspekcie, w pewnym punkcie odniesienia. Jednocześnie żadna z nich nie jest odpowiedzią pełną i ostateczną. Żadna też nie dotyka Boga, bo to tylko odpowiedzi kuleczki na temat jej samej. Chrześcijaństwo je akceptuje i daje im miejsce w filozofii, o ile nie próbują być ostateczną odpowiedzią. Każda filozofia i mistyka naturalna zamyka się jednak w immanencji bytu świata i wychodzi spojrzeniem od niego, z jego wnętrza. Objawienie historyczne przedstawia drugostronne spojrzenie na świat, ze strony Boga.

Ostateczna odpowiedź chrześcijanina jest zaskakująca. Skoro jestem kuleczką, to nie jestem wcale aż taka ważna, żeby się sobie przyglądać. Podnoszę wzrok w górę, wychodzę z zatroskania o świat i siebie. Spoglądam na Niego i martwię się, co tam u Niego. Tęsknię do większego zbliżenia. Po prostu świat, jego budowa, a nawet jego fundamenty bytu/niebytu przestają mnie interesować. Ja żyję tu i teraz! On żyje i podziwia swoje dzieło, mnie! Prawda o Nim jako tym, który dał mi życie, jest Jego chwałą! Mówię: „Ty jesteś!”. Przestaję martwić się o siebie.

Jesteśmy cudem. Patrząc nieustannie na samych siebie i na nasz świat, mylimy odbicie księżyca w jeziorze z nim samym. Świat ze swoim pięknem, porządkiem, rozumem i ze mną na nim są tylko drogowskazem do Niego.

Kim dla mnie jest Bóg? Ależ to proste. Jego obecność rodzi się w moim sercu jak taka mała kuleczka, krucha i delikatna, a ja mogę zrobić z nią, co tylko zechcę. Mogę otoczyć ją opieką lub lekceważyć i wymyślać swoje sprawy, swoje teorie, zająć swój czas czymkolwiek innym. Kiedy jednak troszczę się o Jego obecność we mnie, to i On o mnie się troszczy. Niczego więcej nie potrzeba.

(15)

Doświadczenia zjednoczeniowe z Bogiem bywają różne, niosą także zróżnicowane interpretacje i skutki. Dla niektórych stanowią źródło potężnej pokory. Dzieje się tak, gdy rozumiemy, że nie jesteśmy ostateczną rzeczywistością i najwyższym bytem świata, jak to podpowiada grzech i ateizm. Wtedy jednoczymy się z Absolutem i uczestniczymy w Jego działaniu. Czujemy się mali w tym odniesieniu, ale i akceptowani, kochani, przyjmowani. Stajemy się lepszymi ludźmi.

Są też osoby, które doświadczają innego rodzaju jedności z czymś, co uważają za Boga, z jakąś przekraczającą ich miarę kosmiczną rzeczywistością przedstawiającą się jako Bóg. Tak można doznawać także własnej duszy (atmana – według pojęć indyjskich). Doświadczenie własnej nieskończoności utwierdza w nich przekonanie, że to oni sami są bogiem, przez co nie dopuszczają innego boga. To nie jest treść doświadczenia duchowego, tylko sposób jego interpretacji przez człowieka. Rośnie wtedy samoubóstwienie i poczucie niezależności czy wręcz wypierania Boga ze świadomości. Możliwa jest też druga interpretacja doświadczeń niedualnych, kiedy człowiek pogrąża się w niezmiernej wdzięczności Bogu za to, że jest z Nim tak blisko związany, aż zatraca poczucie odrębności. Wtedy odczucie zlania się w jedno z Bogiem skłania nie do wywyższania siebie, tylko wywyższania Boga i zapomnienia o sobie. Trzeba stale o tym przypominać: to nie rodzaj doświadczeń duchowych decyduje o wartości człowieka, tylko jego własne po nich zachowanie.

Możliwa jest także druga pułapka na drodze do zjednoczenia z Bogiem. Jest to zespolenie z inną nieskończoną rzeczywistością kosmiczną, która przychodzi do człowieka i udziela mu swojego poznania, swojej mocy nadnaturalnej (siddhi) oraz czyni go wynikowo swoim narzędziem. Są istoty duchowe naśladujące Boga, ale skłaniające człowieka do samowywyższenia i uznania siebie za ostateczne bóstwo. Od kontaktu z nimi należy jak najdalej uciekać. Czynią one z człowieka swoje siedlisko i niewolnika naśladującego ich pyszną i agresywną naturę.

Mamy więc u mistyków dwa typy doświadczeń, które osądzamy ewangelicznie po owocach. Za te owoce uznajemy stosunek do Boga. Zagadnienie to dotyczy w równym stopniu mistyków formalnie chrześcijańskich i innowierczych. W obu społecznościach zdarzają się ludzie, których doświadczenia duchowe napełniają pokorą i cnotą, oraz tacy, którzy unoszą się w próżnym zachwyceniu samym sobą. Jedni potrafią docenić w każdego rodzaju religiach i ich wyznawcach aspekty bliskie sobie, pokorne, zależne i nieść pokój światu. Drudzy wynajdują w dowolnej tradycji religijnej bliskie sobie motywy okultystyczne i pyszałkowate upojenie przypisywaną sobie boskością. Nic tak nie upaja jak grzech, a w nim człowiek zawsze traktuje siebie jako boga, rzeczywistość ostateczną. Taka jest definicja grzechu. Zgodnie z nią człowiek to, co uwarunkowane i światowe, traktuje jako nieuwarunkowane i ostateczne.

2. Nieobecność, transcendencja, oddzielenie, świętość

(1)

Podstawowym spostrzeżeniem człowieka jest nieobecność Boga na świecie, a Jego inność i odrębność stanowią powszechne doznanie mistyczne. Bóg jest osobny, niedostępny dla nas w żaden sposób. Poznajemy go poprzez Jego działanie na nas. To trochę jak w zabawie w ciuciubabkę – niewidzący może być lekko popychany, życzliwie naprowadzany w jakąś stronę. Na podstawie tych poruszeń poznaje charakter osoby, która za nie odpowiada. To wszystko, co mamy.

O wiele łatwiej odpowiedzieć, jaki Bóg nie jest. Na tym zbudowano całą gałąź teologii negatywnej (apofatycznej). Któryś wódz rzymski, podbiwszy Jerozolimę, wszedł do Świętego Świętych i ze zdumieniem stwierdził, że niczego tam nie było. To znamienne zaskoczenie dla naszej wiary. Czcimy Boską nieobecność na świecie, przedziwna to religia. Czcimy nieobecnego, to wielki paradoks. Wyznawcy religii naturalnych miewali swoich bogów na wyciągnięcie ręki w świątyniach, statuach, w głosie wyroczni. Mogli ich karmić, ubierać, składać im realne ofiary. U chrześcijan wszystko jest mistyczne, nie mamy niczego namacalnego i bliskiego. Nawet mszalne Ciało i Krew skryte są przed naszymi oczami.

Wcielenie wcale nie przełamało tej nieobecności. Chrystus żył jak człowiek, nazywał siebie Synem Człowieczym, nie objawił swojego bóstwa, choć o nim uprzedził. Potem wstąpił do nieba, do Ojca, wyszedł poza doczesny świat. Jego Boskość ujawni się dopiero w drugim przyjściu, kiedy to Bóg przestanie być nieobecny.

Nieobecność Boga to nasza szansa na wolność. Mamy żyć z głębi siebie, osobiście się zasługiwać, korzystać z autonomii działania. Nie wolno nam liczyć na to, że Bóg nas wyręczy. Fatalizm i infantylna leniwa wiara w to, że Bóg za nas wybierze i uczyni, że będzie za nas żył, jest grzechem. Biblię można streścić w słowach: „sprawiedliwy z wiary żyć będzie” z naciskiem na „sprawiedliwy”, czyli dobrze żyjący. Swoboda wynikająca z Bożego oddalenia umożliwia nam samodzielne życie połączone z wiarą w Boga. Stworzono nas do pracy dla dobra świata, a Bóg swoją obecnością nie krępuje nas, ale przeciwnie – daje nam czas na własną działalność, roztropność, a przez to na zasługę.

Nieobecność Boga przypomina nam, że nic na świecie nie jest boskie, nic nie jest Mu równe. Wyznawcy religii naturalnych, którzy czcili każdy przejaw życia i je ubóstwiali, nie potrafili czynić świata poddanym. Chrystianizm stanowił rewolucję w tym wymiarze. Przyroda, ciała niebieskie, siły natury, ludzie – nic z tego nie było już boskie i nietykalne. Z tego powodu oskarżano nas o ateizm. Nie czcimy nawet żywiołów duchowych, które udzielają ludziom swoich mocy we wróżbach, okultyzmie, czarach, bioenergiach. Niestety, nawet do dziś na Zachodzie w naszych dziczejących czasach ludzie znowu chcą uwielbiać coś łatwo uchwytnego, takiego jak gwiazdy popkultury, klub sportowy, partię, naród, organizację kościelną. Tym samym sakralizujemy materię i doczesność, ale w wypaczony sposób. Świat jest pełen złej teologii, sakralizacji byle czego. Tak zaspokajamy naturalną tęsknotę za obecnością Boga, co przypomina zwalczanie głodu jedzeniem piasku i kamieni.

Cierpimy, nie czując przy sobie Boga. Jeśli zrozumiemy, że Boża nieobecność stanowi dla nas okazję do samodzielnego wzrostu, to dojdziemy do wniosku, że to cierpienie jest po prostu bólem naszego rodzenia się dla wieczności. Każde rodzenie wiąże się z bólem i ma swoją cenę. Nasze osamotnienie okazuje się zarazem przykrością i szansą.

Ta nieobecność wiąże się też z ochroną świętości Boga przed świętokradztwem. Rzymianin nie sprofanował ani samego Boga, ani Jego wizerunku, ponieważ nie było Go w świątyni żydowskiej. Tak Bóg nas chroni od naszej głupoty i zabiera nam możność jakiegoś ostatecznego grzechu. Bóg jest nieobecny w świecie i materii. Nieobecny jest też w naszym wyobrażeniu, które nieskończenie przekracza. Święty, a więc oddzielony, niedosięgły dla zbrukanych rąk i ludzkich myśli.

(2)

Spotkałem się ze stwierdzeniem taoizmu, że Tao (równoznaczne greckiemu Logosowi) jest niebytem. To przekonujące. Coś podobnego zauważył Pseudodionizy. Bóg nie jest rzeczą ani osobą jak inne rzeczy i osoby (byty). Jest inny, więc wobec doświadczenia stworzonych rzeczy i ludzi jawi się jako niebyt. Jak pisze P. Tillich, nie jest bytem jak inne byty. Łączenie wyobrażeniowe Boga ze światem i budowanie Jego obrazu na podstawie codziennych doświadczeń to błąd, w którym przypisuje się Bogu cechy ludzi, tylko w większym natężeniu. W ten sposób nazywamy Boga bytem na kształt rzeczy świata. Lepiej już zacząć od tej nocy poznawczej taoizmu czy duchowości dionizjańskiej – to uczy pokory.

(3)

Doświadczenie Boga bywa doświadczeniem ciemnym. Między nami a Nim jest przepaść. Patrząc w stronę Boga, widzimy ciemność. Nic nie widzimy, jest On bowiem niepoznawalny. Wielu mistyków z różnych stron świata opowiada o tym na różne sposoby jako o doznaniu Próżni, które jest właściwe licznym tradycjom mistycznym. Podobnie wygląda to w przypadku niebytu Tao, Jedni będącej niebytem szlachetnego Plotyna, a także ciemności wiary znane chrześcijanom, noc mistyczna, czyli doświadczenie braku obecności Boga, które, co ciekawe, bywa związane z Jego największym zbliżeniem. Brak poczucia tej bliskości Boga jest, jak wyżej wspomniano, okazją do większej samodzielności i zasługi, co w szczególny sposób przyciąga uwagę i wrażliwość Boga do takiej osamotnionej duszy.

Ciemność nie jest zupełnie martwa, ponieważ jest to ciemność przyzywająca. Doświadczając jej, przekraczamy struktury bytu świata, ale nie docieramy do Boga bezpośrednio. Między nami a Nim istnieje przepaść, która stanowi miejsce spotkania. W życiu duchowym jej doświadczenie bywa bardzo życiodajne, odzierające z wrażeń i iluzji codzienności. Jest jak kąpiel, w której odpadają zbędne obciążenia, naleciałości, iluzje i wyobrażenia. Noce duchowe u mistyków (strapienia permanentne i bolesne), czasy ciemności wiary są miejscem szczególnej obecności Boga i Jego wsłuchania w człowieka. Paradoksalnie, Bóg niejako objawia się także poprzez ciemność. To ciekawe, że w ludzkim przeżywaniu nie istnieje coś takiego, jak uniwersalny brak. Brak nam zwykle czegoś konkretnego. Nawet ciemne doświadczenie mistyczne może być przeżyciem braku bardzo precyzyjnie zdefiniowanego, braku Boga, a tym samym jest sytuacją nadal na Boga wskazującą, jeśli potrafimy ją dobrze zrozumieć.

Im dalej w stronę Boga, tym większa ciemność, ale i mniej ziemskich balastów. Głębia przyzywa głębię. Próżnia umysłu pozbawionego ludzkich wyobrażeń o Bogu staje wobec próżni Boga. W ten sposób postępuje oczyszczenie świadomości i jej uszlachetnienie.

W którymś prywatnym objawieniu wprost powiedziano, że nawet w niebie nie ma Boga w Jego istocie, ponieważ stanowi ono część stworzenia. Jest tam jednak w sposób doskonały Jego światło, Jego wola, Jego majestat, pełnia oddziaływania na ludzi i duchy.

Kontemplacja (serdeczne i duchowe poznanie Boga) bywa doświadczeniem tego niebytu. Przepaść między Bogiem a nami przypomina nam o tej specyficznej pustce, która wysysa wiarę, nadzieję i miłość skierowane do rzeczy ziemskich, a jednocześnie stawia nas wobec wielkiej Tajemnicy Boga. Spotkanie z tą przepaścią uspokaja nas, wyzwala z codziennej pogoni i zalęknienia oraz osadza w apathei, czyli psychicznym i emocjonalnym zdystansowaniu się do spraw świata.

Świętość Boga, czyli niezależność i niedosięgłość, to jedna z zasad w Jego relacji do świata. Bóg jest wiekuistym szczęściem, promieniującym światłem, życiodajną siłą, która nie ma końca bez względu na wszystko, co się dzieje na świecie, poza zasięgiem zła ludzkiego. Jest to absolutna moc, która nieustannie zważa, żeby nie dawać siebie w nadmiarze, bo spaliłaby swoje własne dzieło. Daje siebie chętnie, wręcz bez miary i bez żalu. Przypomina Słońce, które wszystkim świeci – taki obraz Boga zawarto w Piśmie.

Świętość, oddzielenie istoty Boga od świata, niesie ze sobą wolność i wszechmoc Bożą. Bóg nie jest uwarunkowany sprawami tego świata bez względu na to, jak się toczą. Jest On absolutnie wolny.

Bóg jest wiecznym szczęściem. W jednej z wizji filozofii greckiej bóstwo powiązane było ze szczęściem i nieuwikłaniem w światowe problemy. To właściwy kierunek myślenia. Bóg jako wszechświat wypełniony doskonałym życiem nie doświadcza frustracji i cierpienia płynących z niewykorzystanych potencji. Jest doskonałą samorealizacją, a więc i doskonałym szczęściem. W swojej istocie nie zna bólu. Taki cudowny stan oferowany jest człowiekowi jako niebo dla dusz, a ostatecznie jako Nowe Stworzenie, Wieczne Święto (Szabat). Bóg doświadcza tylko dobra, to wyłącznie je zna i przyjmuje. Zło, niedobór, błąd nie ma do Niego żadnego przystępu.

(4)

Świętość i wszechmoc mają swoje konsekwencje w doświadczeniu trwogi i bojaźni u człowieka, któremu objawia się wszechmoc. Bóstwo zawsze jest doświadczeniem grozy. Bóg wedle swojej woli daje życie i je odbiera, także wieczne. To doświadczenie widać niezwykle przejmująco w zawołaniu Kefasa: „odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. Ta groza przeraża. Profaniczny świat ze swoim brudem moralnym nie powinien zbliżać się do świętości. Mojżesz, podchodząc do miejsca objawienia Boga w płonącym krzewie, musiał zdjąć buty, które na Bliskim Wschodzie są przedmiotem nieczystym. Te rzeczywistości – świętość i zbrukanie – nie mieszają się ze sobą. Dlatego różne przejawy świętokradztwa naruszają właśnie tę zasadę: kiedy człowiek profanuje świętości, to tak naprawdę sam wystawia się na absolutnie niszczącą stronę Boga, prowokuje Go do reakcji i wystawia na próbę. Doświadczyć bóstwa oznacza doświadczyć skrajnych ostateczności: uwielbienia i nasycenia życiem albo odrzucenia i duchowej śmierci.

Wszechmoc, zwłaszcza życzliwa, jeszcze bardziej fascynuje, przeraża, ale i nie daje odejść, pociąga w sposób absolutny. Bóstwo jest groźne, a zarazem życiodajne. Te rzeczywistości grozy i fascynacji mieszają się w życiu człowieka wierzącego. „(…) trudna Twoja mowa” – skarżyli się uczniowie, ale zaraz dopowiadali: „dokąd pójdziemy, Ty masz słowa życia”. Strach i fascynacja, po ludzku niełączliwe, przy Bogu znajdują właściwą harmonię.

(5)

Czemu Bóg się ukrywa, dlaczego Go nie widujemy? Przyczyn jest wiele, ale w zasadniczej mierze wynika to z Jego miłości do ludzi. Od kiedy ludzie wybrali samych siebie za swoich bogów (i czarta, któremu zaczęli być posłuszni, za pana), wyzwali tym niejako Boga do wojny, a On, kierując się miłością, wolał na jakiś czas po prostu ustąpić. Bóg przyjmuje tylko dobro, dlatego zło przy Nim obecnym i, co za tym idzie, aktywnym po prostu natychmiast zostałoby zniszczone. To są skutki grzechu. Bóg, który byłby w pełni obecny na skażonym grzechem świecie, zniszczyłby jego postać samą swoją obecnością, jako nieprzystającą do dobra. Świat w obecnym kształcie nie zniósłby pełnej obecności Boga. Powrót Boga na ziemię związany będzie więc z czymś na kształt kataklizmu, starcia obecnej postaci świata zepsutej grzechem swojego pana – człowieka. Powrót Boga zakończy obecną postać istnienia świata. Bóg chce jednak dać ludziom jeszcze czas na wzrost i rozwój, nawet w stanie upadku, w jakim jesteśmy.

Nie tylko skutki grzechu i wpuszczenie zła na świat sprawiają, że Bóg się z niego usuwa. Istotny w tym względzie okazuje się także wzrost człowieka. Bóg bowiem daje nam przestrzeń do rozwoju, inaczej bylibyśmy przytłoczeni Jego obecnością. Nawet w raju Adam i Ewa nie oglądali Boga bez przerwy, ale raczej, jak czytamy, sporadycznie. Jednocześnie Bóg stale z nami jest – mówi do serca i duszy. Wynika stąd, że to nie tyle Bóg jest ukryty, co ludzie nie chcą Go widzieć. Mówi w nas, ale my nie słuchamy. Jest niczym żebrak miłości, stale wykorzystywany i pogardzany, jakby był niepotrzebny.

3. Obecność Boga

(1)

Obecność Boga w uczynkach ludzi a szczęście i cierpienie

Czego człowiek potrzebuje? Bez czego cierpi? Najbardziej na świecie potrzebujemy Bożej obecności we wszystkim, co nas otacza. W dobrym postępowaniu człowieka uobecnia się działanie Boże. Dobrze czyniąc, ukazujemy Boga innym ludziom. Człowiek czyniący właściwie jest jak szyba, przez którą dociera do innych światło od Boga. Tego od siebie nawzajem oczekujemy, gdy tego nie ma, jesteśmy niezadowoleni. Chcemy otrzymywać Boga.

Stara prawda duchowości głosi, że jej celem jest doprowadzenie się adepta do stanu zaniku ego, otwarcia się na działanie Boga i postępowanie w zgodzie z Jego wolą. To powrót do naturalnego ludzkiego postępowania, tak potrzebnego samemu sobie i innym.

Istotą cierpienia ludzkiego jest brak kontaktu z Bogiem. Doświadczając grzechu innego człowieka (szczególnie jako jego ofiara), człowiek doznaje połączenia z rzeczywistością bez Boga – z piekłem. Grzech to wyzwolenie się od relacji z Bogiem, odrzucenie Go, Jego prawa i pouczenia. W grzechu człowiek maluje Boga (w obrazie, jakim sam jest) jako złego, oskarża Go o zło, obraża – to nas boli, stanowi istotę cierpienia. Chodzi o to, że człowiek z natury jest, a przynajmniej powinien być, odbiciem Boga w swoim postępowaniu. Inaczej mówiąc: wiem, że każdy człowiek jest dla Boga lustrem, a skoro w lustrze widzę zło, to tak jakby Bóg stał się zły. Każdy grzech obraża Boga, gdyż człowiek staje się Jego małpią karykaturą, obrazą, a nie obrazem. To odniesienie do Boga sprawia, że cierpienie nie jest przeżyciem ani fizycznym, ani nawet emocjonalnym, tylko moralnym i duchowym, a także egzystencjalnym, uderzającym w Boga, który stanowi fundament naszego istnienia. Drobny pozornie gest może być moralną potwornością (jak pocałunek Judasza) i nieść ogrom cierpienia (Judasz targnął się na siebie z tego bólu). Z kolei nieraz potrafimy znieść wielki ból fizyczny czy psychiczny i go akceptować, gdy nie stoi za nim wina moralna.

Cierpienie jest także uczestnictwem w bólu Boga atakowanego przez występnego człowieka. Niemoralność dogłębnie nami porusza ze względu na naszą przyrodzoną troskę o Boga, który uzdolnił się poprzez wcielenie zarówno do radości przeżywanej w miłości z człowiekiem, jak i do cierpienia. Człowiek nie jest obojętny na doznania Boże, zawsze w nich uczestniczy.

(2)

Według wizji ks. W. Nazaruka, sąd po śmierci polega na tym, że każdy nasz dobry i zły czyn ujawnia się ze swoimi konsekwencjami, które wtedy odczuwa się bardzo wyraźnie. Złe czyny wywołują ból, jaki był udziałem człowieka, którego w jakiś sposób dotykały. Ten ból to wrażenie, efekt mojego uczynku. Był on też udziałem Boga, który jest obecny swoją wrażliwością w człowieku i go przenika. Cokolwiek robimy człowiekowi, także samemu sobie, to czynimy też Bogu. Po śmierci odbieramy dokładnie to, co sami dawaliśmy ludziom i Bogu. Grzechy wywołują rozdzierający ból. Jeśli to one przeważają na sądzie, ten ból staje się stałym, nazywanym piekłem. Nie ma w tym nic innego, tylko prosty automatyzm powrotu tego, co się samemu uczyniło innym, wpisany w naszą naturę i relację z Bogiem i własną wiecznością. Za życia coś czynimy, ale nie czujemy tego efektów. Poznamy je dopiero po śmierci na samych sobie. Nie ma prostszej prawdy o nas i o naszym życiu.

Z kolei dobre poczynania, takie jak uczynki, modlitwa, przyjmowane cierpienia, które oddziałują na innych ludzi, także wracają ze swoimi konsekwencjami. W chwili sądu duszę otaczają te dusze, które za życia zyskały w sprawach wiecznych i dzięki temu zbliżyły się do Boga i zbawienia. Złe dusze z kolei otaczają ich ofiary. Odpuszczone i odpokutowane grzechy pozostają wspomnieniami, ale nie wywołują bólu, to jest funkcja zbawienia, uwolnienia od własnych błędów.

Jak widać, Bóg jest doskonale obecny przy każdym z nas swoją świadomością, wrażliwością, receptywnością. Odbiera i przechowuje, a później oddaje wszystko, co my dawaliśmy innym ludziom i Jemu. Współodczuwa z każdym człowiekiem.

Te proste prawdy przybliżają nas też do zrozumienia relacji człowieka i Boga. Najprościej możemy powiedzieć, że na płaszczyźnie moralności drugi człowiek jest dla mnie Bogiem, ponieważ cokolwiek czynię człowiekowi, czynię Bogu, który żyje w doskonałej łączności co do moralnych odczuć z każdym człowiekiem. Nie musimy rozumieć niczego więcej. Od dwu tysięcy lat Wcielony Bóg przekazuje nam dokładnie tyle i okazuje się to dla nas wystarczające do dobrego życia. Czasem przedstawia się to za pomocą obrazu, zgodnie z którym Bóg jest pomiędzy jednym człowiekiem a drugim. Cokolwiek czynimy drugiemu, doznaje tego też Bóg. Patrząc z drugiej strony, bardzo łatwo zrozumieć przebóstwienie. Wystarczy być boskim dla drugiego człowieka, tak dobrym i wspaniałym w sensie dobra duchowego, żeby stać się uobecnieniem Boga wśród ludzi. Nie jest to tylko metafora, bo taki sposób życia staje się właśnie przebóstwiający.

(3)

Najpiękniejsze pozdrowienie, jakie wypowiedział Archanioł do Bogurodzicy, brzmiało: „Bóg z Tobą”, czyli „Bóg jest przy Tobie, towarzyszy Ci, bo żyjesz dobrze, a Bóg Cię w tym ochrania i wspiera”. Z kolei apostoł określa Boga: „Ten, który jest, który był i który przychodzi”. Zwroty te wskazują, że Bóg na przekór codziennemu świadectwu zmysłów wcale nie jest nieobecny tak zupełnie. Są sytuacje i sposoby, żeby tej obecności doświadczać.

(4)

Doświadczanie obecności Boga jest przezwyciężaniem prostego świadectwa zmysłów, przekraczaniem siebie i postaw typowych dla ludzi tego świata: egoistycznych, ateistycznych, zamkniętych w sobie. To heroizm przekraczania siebie, własnych najprostszych wrażeń zmysłowych oraz opartego na nich klimatu społecznego. To jest przezwyciężanie nastrojów ludzkiego świata w jego prymitywizmie materialno-zmysłowym.

(5)

Pamiętam swoje niegdysiejsze wrażenie duchowe, jakie spłynęło na mnie na modlitwie. Poczułem wówczas, że w życiu jestem jak mały chłopiec bawiący się na osiedlowym podwórku, a Bóg przypomina troskliwego ojca, który stale czuwa z okna mieszkania na piętrze i sprawdza, czy wszystko ze mną dobrze. Wielu ludzi wiary doznaje podobnych obrazów obecności mistycznej Boga. Ogląda on nas z góry i przeżywa nasze życie wraz z nami, jest w nim obecny, a ono w nim. Podobnie rodzice przeżywają doświadczenia swoich dzieci.

Miałem też takie poznanie: Jezus otula mnie i nieustannie przytula, jakby będąc za mną, z tyłu obejmuje mnie całego rękami. Jakbym był jego maleńkim dzieckiem nieustannie chronionym i otaczanym miłością, wrażliwością. Żadna ludzka matka nie jest tak wpatrzona i pochłonięta swoim dzieckiem jak Bóg każdym z nas. Nieustannie odczuwa, co się we mnie dzieje, i to, co robię, i wszystko, co mnie dotyczy. Bóg kocha człowieka, a więc nieustannie go odkrywa i poznaje, w sposób absolutny przenika nas swoją czułą wrażliwością.

(6)

Dalszy rozwój wiary i zmysłów duchowych nastraja duszę na postrzeganie działania Boga w życiu. Przychodzą te specyficzne pobudzenia, rozświetlenia wydarzeń życiowych, w których moc Boga wspiera nas i ochrania, nieskończone liczby niby drobnych przypadków, przez które Opatrzność czyniła życie znośniejszym i lepszym. To także umiejętność rozpoznawania trudności jako prób wiary i wytrwałości, a niekiedy nawet nieszczęść jako napomnień, które skłaniają nas do przemyślenia spraw życia od nowa. Modlitwa, medytacja, oddawanie siebie i życia Jezusowi jako Panu powoli nastrajają do przyjmowania tych drobnych, ale ważnych świateł wskazujących na pomoc lub inne działanie Boga w codziennym życiu. Uczymy się oddzielać, co było ucieczką od Boga i własnym usiłowaniem, co rzadko przynosi dobry owoc, od tego, co stanowiło działanie zespolone z Boskim zamiarem, co zawsze wynikowo daje wielkie korzyści. Opatrzność i wola Boża wyświetlająca się w duszy to też przejawy obecności Boga na świecie i w nas samych.

(7)

Wiara jest związaniem się z Bogiem. Ma ona zdolność narastania, gdy znajduje potwierdzenia, które ją wzmacniają. Najpierw wierzymy trochę w ciemno, na słowo. Potem coraz częściej duchowo poznajemy, jak Bóg działa w naszym życiu. Te potwierdzenia nasilają wiarę, która może wchodzić na coraz to nowe poziomy. Wzmaga się zdolność rozumienia udziału Boga w historii świata i ludzi oraz umiejętność oddzielenia Go od tego, co jest samowładną ludzką działalnością, zwykle wynikowo destruktywną. Narasta światło wewnętrzne, które rozświetla świat i wskazuje miejsca wpływu i obecności Boga.

(8)

Obecność to jest doświadczenie, w którym przejawia się istnienie Boga. Jak była mowa, samej istoty Boga nie dosięgamy poznaniem, z kolei przejawy Jego działania są nam dostępne, jeśli tego chcemy. Wszelkie doświadczenia Boga wyliczone wcześniej informują nas o Jego obecności. Wiara jest przezwyciężaniem poczucia odrębności człowieka od Boga i Kosmosu przy zachowaniu samodzielności w życiu.

Odkrywanie obecności Boga to proces budowania wiary, czyli duchowości.

(9)

Dla wiary nieobecność jest ukrytą obecnością.

(10)

Jezus Chrystus powiedział do Alicji Lenczewskiej

„† Bądź Mi wierna bardziej niż dotąd. I bądź zjednoczona ze Mną w duszy. Ja tam jestem. Wiesz i czujesz. Bądź bardziej poddana tej myśli i temu odczuciu. Jest prawdziwe. Tylko to naprawdę jest: Moja obecność w tobie. Także Moje pragnienie posiadania cię w czystości i oddaniu. Odrzuć wszystkie uboczne myśli i pragnienia. Ja i tak je znam i nie pozostanę na nie nieczuły. Spełniam twe prośby. Te niewyrażone też. Znam cię – wszystkie twoje myśli i potrzeby serca.

Bądź bierna jeszcze bardziej. Ja wiem[,] co jest ci potrzebne. Dam ci wszystko.

Ufaj[,] Moja córko, Moja przyjaciółko” (A. Lenczewska, Świadectwo, 128, pt. 11 VII 86, g. 5:30).

(11)

Jak już pisałem, poznawanie Boga jest także odkrywaniem siebie. Jaki mamy obraz Boga w sercu, tak samo wyobrażamy sobie siebie i według tego żyjemy. Duchowość wzmacnia poczucie obecności Boga. Jednocześnie ugruntowuje poczucie własnej obecności na świecie, wyostrza umysł, świadomość, wrażliwość, obecność tu i teraz, czyli uważność, poprawia skupienie. Skutkiem duchowości jest coraz lepsze poczucie własnego istnienia. To prowadzi do wzięcia odpowiedzialności za samego siebie, duchowego narodzenia i przebudzenia. Wtedy wcześniejsze życie wydaje się półprzytomnym snem i ucieczką przed samym sobą.

4. Immanencja Boga

(1)

Chrześcijanie głoszą, że Bóg jest immanentny w stosunku do świata. Wynikająca z tego założenia praktyczna nauka nie jest jednak w codziennym życiu chrześcijanina bardzo rozwinięta ani usystematyzowana. Rzadko też zauważa się wymiar kosmologiczny wiary chrześcijańskiej i konsekwencje tego, że Bóg jest Panem i Stwórcą świata. Świat jako całość stanowi Jego dzieło, więc Bóg może z nim uczynić wszystko.

Jeszcze rzadziej akcentuje się wymiar relacji kosmicznej, ontycznej i Jedni. Pismo mówi: „Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: «Jesteśmy bowiem z Jego rodu»” (Dz 17, 27–28). Współczesna teologia chrześcijańska, mając na uwadze przywołane słowa, nie wzbrania się już przed panenteizmem, czyli poglądem, zgodnie z którym stworzenie zawiera się w Bogu. W kategoriach kosmologicznych z kolei zacytowane zdanie można zrozumieć jako uznanie, że świat jest przestrzenią Boskiego porządku, w którym żyjemy. Ten Boski Ład okazuje się bliski klasycznej myśli chrześcijańskiej na temat Logosu, czyli Drugiej Osoby Trójcy, w której zawarty jest kształt wszystkiego (esencja, idea, natura).

(2)

Immanencja Boga w świecie została zakłócona. Cały problem z tym zagadnieniem wynika z tego, że światu brak pełnej obecności Boga. Została ona umniejszona ludzkim grzechem. Przywrócenie absolutnej immanencji będzie początkiem Nowego Stworzenia, trzeciej epoki dziejów. W naszej epoce zepsucia grzechem działa inna bogopodobna moc w świecie, która wypełnia go także swoją obecnością duchową i przenika. To potężny duch, drugi po Bogu, w stosunku do człowieka o niewyobrażalnej potędze. Jest obecny w ludziach i powoduje naszymi emocjami, myślami, pasożytuje na umysłach. Nie cechuje się wszechmocą, ale z punktu widzenia człowieka może się taki wydawać. Potrafi zarządzać jednostkami i masami ludzkimi, odwodząc je od dobrego życia, a popychać do waśni, żądz światowych i zapomnienia o prawdziwym Bogu. To jego dzieło. Z tego powodu chrześcijańskie podejście do zjednoczenia ze światem jest ostrożne, a myśl kosmologiczna dosyć trudna. Ludzie chętnie dają się pochłonąć światu rozumianemu ewangelicznie, czyli w społecznych nawykach zła. Chętnie wtapiamy się w otoczenie społeczne, które stanowi jeden z wymiarów myśli kosmologicznej. Tymczasem jest to pułapka, przez którą działa zła moc. Dobra myśl kosmologiczna musi sięgać ponad świat do źródła porządku kosmicznego, jakim jest Logos. Dopiero takie myślenie, oczyszczone z więzów wewnątrzświatowych, może sięgać do prawdziwej natury rzeczywistości na przekór jej obecnej kondycji i władzy Księcia tego świata.

Zbawienie, czyli oczyszczenie z bezładu i destrukcji, obejmuje całość świata, któremu zostanie przywrócony odwiecznie przeznaczony mu ład. Nie należy tego mylić z koncepcjami, które mówią o zbawieniu przyrody, a człowieka sytuują jako jeden z jej elementów, i twierdzą, że zbawienie będzie dotyczyć jednolicie całej rzeczywistości. Człowiek jest istotą różną od zwierząt, roślin i minerałów, a nasze zbawienie połączone jest z osądzeniem każdego z ludzi z osobna.

(3)

Plan teologiczny jest w istocie dość ubogi w rozważania na temat immanencji Boga. To spojrzenie w zasadzie zakłada różność Boga i stworzenia, a jednocześnie przenikanie świata przez Boga. Najczęściej jest to wykładane jako władza Boga nad stworzeniem. Podkreśla się także, że Bóg stale poznaje każdą okruszynę swojego świata, jest absolutną świadomością skierowaną na stworzenie. Przypomina to indyjską koncepcją Cit (świadomości) Brahmana. Można to poznanie traktować zarówno jako przejaw transcendencji, jak i immanencji. Tak naprawdę te zasady obecne są w ludzkim pojmowaniu i opisywaniu rzeczywistości.

(4)

Więcej na ten temat znajdziemy w chrześcijańskiej filozofii przyrody (tomistycznej), w której podkreśla się relację ontyczną Boga do stworzenia i nieustanny trud, jaki On podejmuje we wciąż trwającym akcie stwórczym, w celu ochrony stworzonego bytu przed zapaścią w niebyt. Tomizm poddaje te relacje szczegółowej analizie i czyni to w niezwykle wyrafinowany sposób. Dla mnie lektura Summy teologicznej należy do najprzyjemniejszych przeżyć duchowych. Średniowieczne myślenie Europy było jeszcze bliskie pierwotnemu poczuciu więzi Boga, człowieka i przyrody. W tym duchu św. Franciszek głosił kazania do zwierząt i wyśpiewywał Bogu swoją Pieśń słoneczną, wywyższając Pana we wspólnocie ze Słońcem, Księżycem i całym światem, które nazywał braćmi i siostrami. Franciszkańska radość byłaby z pewnością dobrze zrozumiała dla ludzi nadal żyjących blisko przyrody, jak choćby dla wielu Indusów, w naturalny sposób wypełnionych radością istnienia wraz z budzącym się rankiem słońcem i cudowną harmonią żywiołów, roślin i zwierząt. Święty Franciszek w swojej cudownej prostocie i radości jest lekarstwem na całe zło tego świata dla naszych dusz. Naprawdę nie potrzebujemy niczego więcej. Można przez dziesięciolecia czytać filozofie, teologie całego świata po to, żeby na koniec po prostu zrozumieć, jak niezwykłym skarbem jest Pieśń słoneczna.

(5)

Za zdobycz immanentyzmu chrześcijańskiego, co go odróżnia od innowierców, należy uznać zrozumienie, że działanie Boga nie jest samym Bogiem. Mówią o tym np. nauki prawosławnego kodyfikatora mistyki św. Grzegorza Palamasa. W swojej nauce o tzw. energiach Boga (gr. energia oznacza „działanie”) zauważa, że człowiek może uczestniczyć w Jego działaniu (energiach), ale nie w istocie. Bez Boga nie ma tego działania, a dodatkowo ono samo nie jest w tym planie Bogiem. Przypomina nam to sytuację opisaną nieco wcześniej. To trochę jak ze śpiewem, który jest działaniem śpiewaka, ale nie jego istotą. Wyznacza to poziom zjednoczenia Bóg–człowiek. W ten sposób podkreślamy w tej relacji łączność z Bogiem, ale się z Nim nie utożsamiamy.

(6)

Immanentyzm jest przedmiotem przede wszystkim filozofii i ogólnie wierzeń naturalnych. Wychodzą one w dużej mierze od kontemplacji rzeczywistości jako całości, dlatego w tym planie kwestie związania Boga ze światem są możliwe do uchwycenia w wielu różnych aspektach.

(7)

Wierzenia naturalne, niestety, mieszają immanencję Boga i immanencję złej mocy kosmicznej, nie potrafią tego rozdzielić, nie posiadając kryteriów oceny, które przyniósł w sposób doskonały Jezus Chrystus, a następnie zawarł w Ewangelii. Można wymienić niektóre przejawy immanentyzmu naturalnego wymieszanego z różnymi odmianami monizmu:

• magia, szamaństwo, powiązane z nią wróżbiarstwo, uzdrowicielstwo magiczne (dziś przybierające nowe nazwy, np. bioenergioterapia) – to wszystko koncepcyjnie opiera się na monizmie i przekonaniu, że siły obecne w świecie stanowią w istocie reprezentacje jednej światotwórczej siły, dlatego z ich pomocą można na niego wpływać,

• powiązana z magią gnoza o tyle, o ile uznaje boskość w człowieku, niekiedy także w żywiołach świata w zależności od odmiany,

• panteizm filozoficzny – niemal cała nowoczesna filozofia opiera się na przekonaniu, że poza dostępną zmysłowo i naukowo rzeczywistością nie ma niczego, to także jest rodzaj monizmu panteistycznego.

(8)

Silna nieufność do rozważań o immanencji wśród chrześcijan, związana także z antycznymi inspiracjami platońskimi, i skupienie na transcendencji, świętości Boga spowodowały zwrot ku dualizmowi typu manichejskiego (ciało i materia są złe, sprawy duchowe – dobre) i błędom zbliżonym do gnostyckich, np. niepohamowanej ascezie w niektórych klasztorach, wręcz samoudręczeniu oraz opresyjnemu traktowaniu życia doczesnego. W rezultacie doprowadziło to do odrzucenia takiej niezdrowej ascetyki i upadku klasztorów. Niestety, na Zachodzie powoduje to także odrzucenie w ogóle chrześcijaństwa.

(9)

W naszych czasach teologia i filozofia prawie zanikły na Zachodzie. Żeby zrozumieć naukę o Logosie przenikającym Kosmos, trzeba sięgać do starszych źródeł, do Ojców Kościoła. Jest to literatura bogata także w rozważania o immanencji Boga, której dobre zrozumienie stanowi klucz do Ewangelii. Transcendencja Boga i teologia apofatyczna są dość podobne w wielkich tradycjach religijnych. Tym, co je różni, jest rozumienie obecności Boga na świecie i Jego udziału w istnieniu rzeczywistości.

(10)

Chrystus objawia siebie jako Pana przyrody. Ucisza burzę, uzdrawia ciała ludzkie, mnoży chleb, czyni martwym drzewo, przywraca życie zmarłym. Wykonuje te znaki, aby uświadomić nam swoją Boską wszechmoc, a zarazem życzliwość wobec ludzi, gdyż cuda te niemal zawsze wiążą się z pomocą udzielaną jakiemuś człowiekowi.

(11)

Ciekawym momentem życia wiary jest modlitwa. Zwykle prosimy w niej o jakąś interwencję Boga w świecie. To jakby wzywać Boga, aby nie pozostawał wobec nas w swojej odleglej i obojętnej transcendencji, ale żeby ją porzucił i zaangażował się w życie świata, przeszedł do czynnej immanencji, obecności. Podobny wydźwięk mają obrzędy religijne sprowadzające Boga na ziemię. Rzadko zdajemy sobie sprawę z wagi i doniosłości pozornie prostych aktów wiary. Tymczasem konkretyzują się w nich najtrudniejsze tajemnice teologiczne i mistyczne.

(12)

Chrześcijaństwo jest zjednoczeniem opozycji w myśleniu o Bogu – transcendencji i immanencji. Obie te zasady są na różne sposoby znane wielu kulturom, ale dopiero Ewangelia wskazuje właściwy stosunek tych przeciwstawnych kierunków myślenia.

5. Słowo i pieśń Boga

(1)

Myśl Boga

Bóg stworzył świat słowem. Wiemy więc, że Bóg istnieje, nie trzeba tego dowodzić. Wiemy też, że istnieje jego Słowo. To właściwie wszystko, co do czego mamy pewność. Słowo jest Bogiem w Bogu. Nigdzie indziej jak w Bogu wybrzmieć nie może, właściwsze na tę okoliczność zapewne byłoby określenie „myśl”.

„Jeśli Jezus stanowi źródło naszego bytu, to wszyscy jesteśmy jakby myślami w umyśle Jezusa” (J. Campbell, Potęga mitu, s. 207).

„–Jak to jest, Ojcze, że jesteś w każdym z nas ludzi, w każdej Hostii konsekrowanej – wszędzie jednocześnie i w całości?

†Jako człowiek nie masz takiego aparatu umysłowego, aby to zrozumieć. Żadne porównanie ze świata materialnego nie jest odpowiednie.

Możesz to odczuwać duszą, o ile dam ci taką łaskę i o ile twoja dusza jednoczy się ze Mną.

Świat, który znasz[,] istnieje w czasie i przestrzeni. Mnie te właściwości nie dotyczą.

Wszystko, co stwarzam, jest formą Mojej myśli – Mojej energii. Ponieważ nie istnieje czas, nie jest to proces posiadający jakieś etapy czy fazy i nic nie jest oddzielone ode Mnie.

Wszystko trwa, staje się i jest jednocześnie w wiecznym akcie stwórczym.

Tak jest z tym, co materialne. Jedność ze Mną jest o wiele większa [od] tego, co duchowe” (Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej, A Lenczewska, Świadectwo, 183, wt. 26 VIII 86, g. 9).

Kiedyś ujrzałem duchowy obraz, w którym człowiek i świat były jakby holograficzną projekcją w umyśle Boga.

(2)

Słowo i pieśń Boga

Czym jest więc świat, jaka jest jego substancja? Samoekspresja Boga dokonała się w wypowiedzianym Słowie w akcie stworzenia. Skutek wypowiadanego słowa w naszej rzeczywistości stanowi dźwięk, czyli fala, ruch, energia przyłożona do ośrodka, jakim jest powietrze. Gdzie jest zatem „powietrze” dla Bożego Słowa stworzenia? Bóg jest absolutny, poza Nim nie ma niczego. Gdy w człowieku powstaje myśl, to impuls elektryczny w mózgu pobudza ośrodek, jakim jest układ nerwowy. Z kolei impuls elektryczny to po prostu ruch elektronów. Czasem te myśli dziczeją i zdają się żyć samodzielnie, zupełnie jak ludzie u Boga. Człowiek jest do pewnego stopnia obrazem i podobieństwem Bożej rzeczywistości, więc czerpanie odniesień z jego kształtu wydaje się zasadne.

Można więc podejrzewać, że wszechświat i funkcjonujący na nim człowiek to fala, poruszenie w umyśle Boga wzbudzone Słowem stworzenia. Jest w Bogu, bo gdzież indziej mogłoby być. Jest nierozerwalnie w całości od Boga zależne. Posiada też jednak odrębność, gdyż jego „substancję” stanowi jako taki ruch, podobny ruchowi powietrza czy elektronów. Nie jest to więc bardzo niezależna substancja. Pozostaje ona bowiem w niewysłowiony sposób w absolutnej zależności we wszystkim od Boga. Teologia ostatnio chętnie sięga do takiej łagodnej postaci poglądu nazywanego panenteizmem, który dla chrześcijaństwa może mieścić się w myśli ortodoksyjnej (choć są także odmiany tej teorii o szkodliwej treści). Wydaje się, że odkrycie właściwych konstatacji wymaga wyjścia od faktów niewzruszonych, takich jak istnienie Boga. To z nich należy wyprowadzać wnioskowanie na sprawy wtórne, np. na temat wszechświata i człowieka. Zdaje się, że szkodliwy panenteizm powstaje wtedy, gdy wychodzimy od świata i poprzez jego przymioty próbujemy definiować w tej relacji Boga. Taki naturalistyczny sposób myślenia jest zawsze szkodliwy i obecny w wielu postaciach panteizmu i niezdrowego panenteizmu, jakie wciąż pojawiają się w filozofii.

W świecie ludzkim za najdoskonalsze słowo uznaje się pieśń, w której ze wszystkich rodzajów wypowiedzi jest największa ekspresja. Łączy ona treść pojęciową z przekazem metafor i szerokich odniesień poezji oraz dodatkowo z emocjonalnym przekazem muzyki (ruch, poruszenie woli). Można więc przypuszczać, że najlepsze odniesienie do Bożego Słowa stworzenia stanowi pieśń. Pojawia się tutaj ciekawa konstatacja. Z pewnością Zachód jako odbiorca Ewangelii posiada znakomite pojęcie o Bogu, skąd wynika, że zna słowa. Wyraźnie jednak nie odkrył melodii tej pieśni, melodii przekazującej przeżycia Boga, które powiązane są z Bożym samoofiarowaniem i wyrzeczeniem. Wyrzeczenie, asceza są o wiele lepiej znane w Indiach i w ich praktyce ascezy i pobożności. O ile zatem ludzie Zachodu są jak uczeni w Piśmie z Ewangelii, których naukę należy zachowywać, nie naśladując jednak ich uczynków, o tyle Indie jawią się przeciwnie – posiadają praktykę, ale brak im dobrego pojęcia o Bogu.

To taka porcja medytacji o Panu Bogu. Zawierają one odrębność Boga i stworzenia, a jednocześnie absolutną zależność stworzenia w swoim istnieniu od Boga, a właściwie, jak nas poucza tomizm, brak własnego istnienia w przypadku stworzenia.

6. Monizm i niedualizm

(1)

Nie da się streścić wszystkich poglądów i stanowisk monistycznych oraz im pokrewnych, ponieważ historia myśli ludzkiej jest ich pełna. Obok pełnego monizmu funkcjonuje także niedualizm, który nie musi oznaczać monizmu. Według Radhakrishnana Upaniszady zawierają raczej stanowisko niedualne (adwaita), ale nie monistyczne. To ostatnie miał wyrazić dopiero Śankara. Nie znam się zbyt dobrze na Wedancie, więc nie będę przedłużał tych rozważań. Przyznam, że stanowisko niedualne, ale nie monistyczne jest dla mnie bardzo atrakcyjne. Zachowuje ostrożność w twierdzeniach, za to bardzo podkreśla wielką bliskość człowieka i Boga, sprawiającą wręcz, że miedzy nimi zatraca się rozróżnienie. To pogląd mistyczny, a nie z dziedziny filozofii bytu. Jak widać, monizmy i niedualizmy nie muszą być tym samym. Nie muszą nawet należeć do jednej kategorii koncepcji. Czymś innym są werbalizacje doznań mistycznych zawsze naznaczone niezdarnością słów i pojęć, ale poszukujące jak największej subtelności. Czymś innym są zaś buńczuczne twierdzenia pyszałkowatych filozofów, którym się wydaje, że ogarnęli rzeczywistość, że osiągnęli poziom bogów. Mistyk przeżywa, a nie analizuje.

Tylko mistyczne twierdzenia mają jakąś wartość i nie należy ich przesadnie przekształcać w pseudonaukową filozofię. To jakby poezję chcieć przełożyć na wykład. Przypomina to scenę z Ferdydurke, kiedy nauczyciel „wkłada” do głów uczniom, że Słowacki wielkim poetą był, zamiast uczyć ich doświadczania poezji i w ogóle czytania wierszy. Taka jest mniej więcej relacja pomiędzy mistyką a filozofią, zwłaszcza w wydaniu współczesnym. Niegdyś filozofia, ta prawdziwa, stanowiła dziedzinę mistyczną. Heraklit, Parmenides, Ksenofanes, Anaksymander, Platon, Sokrates byli prawdziwymi mistykami. Jeśli chce się naprawdę uprawiać filozofię, to trzeba zostać filozofem w pełni tego słowa znaczeniu, a więc nie tylko erudycyjnym analizatorem cudzych myśli. Należy oczyścić serce i duszę, podjąć odpowiednią ascezę, wstać o wschodzie słońca i świętując kolejne narodziny świata, oddać się kontemplacji wieczności wyrażającej się w stale nawracających światowych rytmach. Kochać mądrość trzeba bowiem namiętnie i ponad wszystko, a szczególnie samodzielnie i bezpośrednio. Nie wolno jej zastępować oczytaniem, które jest tylko po to, aby pobudzić własną duszę do przypomnienia (anamnezy) dobra, jakie już w sobie nosi. Osobiste spotkanie Sofii – Boskiej Mądrości – jest dostępne każdej duszy, o ile poświęci dla niej wszystko, co posiadła na świecie. Klejnoty tego rodzaju nie wpadają do zagródek dla wieprzy.

Chciałbym omówić te monizmy i niedualizmy, które rozpoznaję jako pożyteczne dla życia duchowego, oraz przestrzec przed interpretacjami wiodącymi na manowce.

(2)

„† Moja Miłość daje ci ten wybór, bo pragnie twojej wolnej miłości. Wybieraj Mnie nie za to, co ci daję, ale dlatego, że zrodziła cię Moja Miłość, której cząstką jesteś.

Zauważ, odczuj i poznaj, że stanowimy jedno. Ta jedność jest sensem twojego istnienia. Nic innego tego sensu nie wypełni. Wszystko inne jest namiastką, bólem i pomyłką. Tworzy rozdarcie – oddzielenie ode Mnie. Jest krzywdą, jaką wyrządzasz sobie. To jest grzech – jeśli tę krzywdę wyrządzasz sobie świadomie, odrzucając jedność ze Mną.

Grzech nie jest krzywdą zadaną Bogu. Jest krzywdą, bólem, śmiercią zadaną sobie” (Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej, A. Lenczewska, Świadectwo, 180, n. 24 VIII 86, g. 8:30).

(3)

Wspominałem już o sporze o istnienie świata. Związany jest z nim temat monizmu wobec przekonań jednolicie negatywnych (jak buddyzm), zgodnie z którym świat po prostu nie istnieje, co też go jakoś całościowo określa. Posiada jedynie kształt w ramach systemu wzajemnych uwarunkowań, relatywnych definicji i powiązań. Jest rodzajem projekcji nieposiadającej własnej, stabilnej trwałości. Przypomina to jakby monizm na odwrót: nie tyle wszystko w jakiś sposób zostało złączone w jedno, co wszystko jest jednolicie złudzeniem. Do takich spostrzeżeń prowadzi intensywne wpatrzenie w wymiarze duchowym w rzeczy świata.

Nieco podobnie wyraża się tomizm głoszący, że rzeczy świata mają swoją istotę (czyli kształt), ale nie posiadają własnego istnienia. W tym ujęciu Bóg i świat stanowią wspólnotę owego istnienia, czyli zdolności bycia, przy czym jest to istnienie Boga, którego udziela On swojemu stworzeniu. Pomiędzy tym nurtem a buddyzmem zachodzi pewna różnica – buddyzm dostrzega przelotność istoty rzeczy, a tomizm nie neguje istnienia wiecznych form rzeczywistości. Doktryna ta obok pewnej negacji świata podkreśla afirmację Boga, co paradoksalnie poprzez kontrast wzmaga wrażenie ulotności rzeczy świata.

Te zagadnienia dotyczą pierwszej relacji Boga i świata, nazywanej przeze mnie relacją Jedynego. Na tym planie świat przypomina obraz z projektora rzucony na ekran, ma kształty, ale nie istnieje rzeczywiście i samodzielnie. Ten alegoryczny obraz pasuje do wypowiedzi Chrystusa, który stwierdził, że świat jest tylko Jego myślą, podobną do ludzkich wyobrażeń. Taka perspektywa uczy nas absolutnego uniżenia względem Boga, co bywa dobrze widoczne u wyznawców buddyzmu, bardzo pasywnych i wycofanych. Także mistycy chrześcijańscy miewają podobne wglądy, co widzimy na podstawie ich modlitw, gdy mówią do Boga: „Mnie nie ma, Ty jesteś!”. Skoro Bóg przedstawia się nam jako JESTEM, to wypływa z tego logiczny wniosek, że nas nie ma. Jeśliby szukać uzasadnienia dla zaniku własnego ego, własnego zdania i oparcia się na pouczeniu Boga, to nie ma lepszego argumentu. Ten wkład buddyzmu do globalnej myśli trudno przecenić, choć wymaga on uzupełnienia o objawienie Boże i o naukę o bycie absolutnym Boga, przeciwstawianym bytom przygodnym (chwilowym), jakimi jesteśmy my sami.

Dodam jeszcze, że nawet dla apologetów dualizmu, jakimi są filozofowie tomistyczni, dopuszczalne jest przyjęcie perspektywy monistycznej na takiej zasadzie, jak to uczynił Parmenides, czyli jedności bytu całej rzeczywistości. Taka nauka stanowi wariant pierwszej relacji Boga i świata. Korzystam w tym przypadku z rozważań o. A. Krąpca o monizmie. Chrześcijanie zazwyczaj wzbraniają się przed perspektywą monistyczną w praktyce, ale i tak od zawsze jest wiele wyłomów od tej reguły.

(4)

Jeśli odejdziemy od relacji Jedynego, a przejdziemy do relacji Jedni, czyli typowej dla rozważań monistycznych, to od razu zauważymy utrwalony na Zachodzie podział na materię i metafizykę, wokół którego kręci się większość myśli zachodniej. Niektórzy (platonicy, gnostycy dualni) stali na stanowiskach spirytualnych i cenili tylko metafizykę. Inni (materialiści) obecnie dostrzegają tylko materię i w ogóle odrzucają sprawy pozamaterialne, czyli właśnie metafizyczne.

Grecka filozofia presokratejska w ogóle nie znała takiego podziału, a opozycję duch–materia wprowadził Platon. Wcześniej nie mówiono o aż tak silnym rozdziale. Był on w pewien sposób postrzegany, zwłaszcza w samym człowieku w zakresie opozycji duszy i ciała (orfizm), ale filozofia pierwotna poszukiwała raczej czegoś przeciwnego, co pozwoli intuicyjnie zrozumieć dostępne przeżycie jednolitości świata jako całości. To coś nazywano ogólnie Arche (Początek, a także władza, zasada, żywioł). Określenie pierwotnego jednolitego żywiołu świata miało pozwolić lepiej go zrozumieć. Ciekawe są nie tyle rezultaty tych poszukiwań (Arche przestawiana jako woda, powietrze, ogień), co fakt, że należy je rozumieć chyba nie jako konkretne substancje czy stany, tylko jako żywioły, czyli zasady świata, rodzaj metaforycznego przedstawienia czegoś, czego nie sposób uchwycić w inny sposób. Istotne i odkrywcze było wytworzenie samej koncepcji Arche jako Prapoczątku, Pratworzywa i Prazasady jednocześnie.

We wcześniejszej epoce myśli, która wyrażała się mitycznie, widzimy, że ludzie wręcz obsesyjnie poszukiwali zrozumienia początku świata. Mity kosmogoniczne (o narodzinach świata) wypełniają świadomość wszystkich ludzkich społeczeństw. Ciągle nie daje nam spokoju pierwsze z głównych pytań, czyli „Skąd pochodzę?”.

Podobnie Biblia zaczyna się od słów „Na początku…”, a w dodatku możemy to zauważyć dwa razy: najpierw bowiem wskazano początek stworzenia, a potem prapoczątek w samym Bogu (w Prologu Janowym). Ponadto w Ewangelii św. Jana mamy tekst grecki zaczynający się znamiennie od „Arche”.

Rozbicie metafizyki i materii nie jest jedynym sposobem myślenia. Wcześniejsze mity i filozofie nie znały niczego takiego, świat był jednością. Materia i duchy mają wspólny początek. Chodzi o to, żeby umieć myśleć w różnych perspektywach. Niekiedy snujemy rozważania nad światem w rozdziale na te sfery, a czasem powinniśmy umieć spojrzeć na nie jednolicie. Znowu należy zauważyć, że im głębiej zanurzymy się w historię myśli, tym będzie ona bardziej monistyczna. Ludy pierwotne, posiadające silną intuicję spraw duchowych, mają różne wierzenia, ale raczej nie stawiają takich ostrych podziałów, widząc rzeczywistość bardziej jednolicie, a co za tym idzie – wielowymiarowo. Ponownie powrót do myślenia pierwotnego ułatwia lepsze zrozumienie świata. Gdy przestajemy żonglować preferencjami między duchem i materią, zaczynamy postrzegać świat stworzony jako jednolity przedmiot myśli. Z łatwością otwiera to perspektywę dostrzeżenia Boga jako dopełniającego obraz rzeczywistości. Wzmaganie sporu fizyczności i metafizyki powoduje, że grzęźniemy w obrębie stworzenia i mamy utrudniony ogląd Boga. Inaczej mówiąc, postrzegając stworzenie jako jedność, czynimy sobie punkt odniesienia do zrozumienia Boga.

(5)

Jednia to symbol niejednorodny. Może być postrzegana religijnie jako początek wszystkiego w Bogu, który emanuje istnienie niższych bytów. Może to być też jakaś koncepcja filozoficzna i wewnątrzświatowa. Rozważania o Jedni są bardzo stare i niekoniecznie opowiadają się przy którymkolwiek z tych wariantów. Pochodzą z czasów myślenia pierwotnego, nieposiadającego jeszcze tak rozbudowanych rozróżnień. W myśli chińskiej Jedno staje się Dwoma, czyli pierwotny byt staje się dwiema zasadami opozycyjnymi Yin i Yang. Twierdzi się, że tym pierwotnym, pojedynczym żywiołem jest Qi, które przybiera dwa opozycyjne aspekty. Qi jest kojarzone z powietrzem, co ciekawie koresponduje z Arche Anaksymenesa, które filozof także nazywał powietrzem. Niestety, w Grecji filozofia tego rodzaju zanikła równie szybko, jak powstała. W obu kręgach kulturowych, jak choćby w Indiach, wykształciła się nauka o kilku żywiołach (gr. arche – „żywioł”) jako o pramaterii czy prazasadach świata. Była ona mniej filozoficzna, ale przez to łatwiejsza do pojęcia. Została szybko wykorzystana chociażby w magii (alchemii). Po niemal dwóch tysiącach lat na Zachodzie nauka o żywiołach (inaczej: elementach, pierwiastkach) przekształciła się z alchemii w nowoczesną chemię, czyli naukę o przemianach substancji materialnych. Z kolei jej aspekt filozoficzny zanikł i przestał być rozumiany. Współczesna fizyka nadal poszukuje najmniejszych niezmiennych elementów materii jako jej podstawowego budulca oraz uniwersalnej teorii wyjaśniającej funkcjonowanie materii – energii, czyli tzw. teorii wszystkiego, która stanowi odpowiednik poszukiwania Arche w aspekcie Pramaterii oraz Prazasady. Jest to ten sam proces poszukiwań, który rozpoczęły mity kosmogoniczne i filozofia Arche.

Także wedyjski hymn o początku Nasadiya Suktam rozpoczyna się od Jednego. Istnieją różne sposoby pojmowania Jednego. Spotkałem się z identyfikacją z Absolutem (Brahmanem) lub osobowym Bogiem. Generalnie chodzi o Boga zdolnego powołać świat do istnienia.

Symbol obecny w filozofii, gnozie i w Biblii – Pleroma (Pełnia) – koresponduje z koncepcją Jedni, gdyż odnosi się do Boga, który wszystko wypełnia (Ef 1, 23).

(6)

Odmianą monizmu jest emanacjonizm, według którego świat jest emanacją z Boskiej Jedni. Taka typową koncepcją był neoplatonizm, bardzo podobny do idei indyjskich, który stał się inspiracją dla mistyki chrześcijańskiej. Chrześcijanie nie przyjęli poglądów emanacyjnych i monistycznych, gdyż brak ich w objawieniu izraelskim. Jednak Nowy Testament okazuje się pojemny filozoficznie i nie ma przeszkód, aby praktykować filozofię chrześcijańską w oparciu o relację monistyczną. Potwierdzają to przytoczone już słowa Chrystusa, zgodnie z którymi jesteśmy Jego myślą. Samo słowo „emanacja” to tak niejednoznaczne i obszerne pojęcie, że wyobrażenie świata jako myślanego przez Boga i w ten sposób powołanego do istnienia śmiało można nazwać jedną z form emanacji albo nawet czymś bardziej monistycznym od wszystkich emanacji.

Emanacja wydaje się procesem zbliżonym do świecenia lampą na jej zewnątrz. Wynika stąd, że rzeczy emanowane są poza emanującym. Stanowią więc warianty koncepcji Jedni, która zawiera w sobie lub emanuje z siebie wszechświat. Oba te obrazy są jedynie symbolami odnoszonymi do Boga i jak pozostałe okazują się niepełne, akcentują wybrane i potrzebne w danej doktrynie aspekty działania Bożego. Nie powinniśmy ich postrzegać jako wizji konkurujących ze sobą o prawdziwość, ale musimy je syntezować jako kawałki większej układanki.

(7)

Panenteizm

Trudno o prostsze i bardziej logiczne stwierdzenie niż to, że skoro jest Bóg, to nic poza Nim istnieć nie może. Stąd już krok do panenteizmu, choćby tego słabego, zgodnie z którym Bóg jest Bogiem i nie należy w żaden sposób z Nim się porównywać, a my poza Nim nie możemy przecież istnieć. Chodzi tu o panenteizm głoszący, że świat mieści się w Bogu, ale Bóg jest w stosunku do niego czymś znacznie więcej. Jest to pogląd dopuszczalny w chrześcijaństwie, choć mało popularny. Zmodyfikowany do postaci, że świat i człowiek są nieustannie myślani przez Boga, wydaje się bardziej trafiony. Panenteizm posiada swoich wyznawców wśród katolików. Ta doktryna nie jest jednolita. Znane są jej odmiany bliższe panteizmowi, wychodzące od świata jako rodzaju absolutu – te teorie okazują się szkodliwe. Możliwy jest też taki panenteizm, który postrzega świat jako jedynie mały element w Bogu, przykładowo w Jego myśli. Taka nauka w zasadzie jednoczy zalety monizmu i dualizmu, nie jest ani jednym, ani drugim w pełni. Pozwala zachować transcendencję Boga, ale i bliskość, a nawet jedność z Nim. To ciekawa nauka. Utrzymana w duchu stosownej pokory i ascezy mogłaby być dobrą drogą do mistyki zjednoczeniowej.

(8)

Jedność Prazasady

W kontekście jedności lub różności Boga i świata chętnie jest rozważany – zwłaszcza na Zachodzie – wymiar substancjalny. Niekończące się spory o naturę świata faktycznie niewiele wnoszą do życia. Zwykle adept tego typu filozofii snuje przydługie rozważania o naturze rzeczy, z których niewiele dla niego wynika. W Indiach z kolei przeważa filozofia świadomości, a podstawą myślenia jest jaźń. Boska jaźń ma się jednoczyć z jaźnią ludzką, która sama postrzega siebie jako boga. Atman jest utożsamiany z Brahmanem (dusza z Absolutem).

Zupełnie zanikło dawniej powszechne myślenie kategoriami zasad. Prawa w naszych zdziczałych czasach traktowane są jako coś wrogiego, tymczasem to one okazują się najważniejsze. Istotą zrozumienia świata jest teonomia, czyli uznanie nad sobą praw boskich. Poznanie struktury bytu nie przyczynia się do tego, że człowiek staje się lepszy, zaczyna bardziej być człowiekiem. Do tego potrzeba pokory. Należy nam wracać do myślenia kategoriami aksjologicznymi. Dawniej człowiek odnajdywał siebie wobec własnych powinności, co dawało mu siłę do życia i przezwyciężania przeciwności. Z tych trzech działów filozofii: zagadnień bytu, zagadnień świadomości i poznania oraz spraw powinności i wartości te ostatnie jawią się jako najważniejsze, bo są potrzebne praktycznie w każdej chwili naszego życia.

W Grecji sprawczy Początek świata nazywano Arche, co oznacza także prawo, zasadę, władzę, Prazasadę. Świat powstał z Prazasady i składa się z zasad. Jesteśmy jakiegoś rodzaju zasadą. Patrząc w ten sposób, można powiedzieć, że istnieje monizm na gruncie zasad. Zasada jest pratworzywem świata. Zasady te zawarte są zarazem w Boskim umyśle, Logosie. Z tej perspektywy okazuje się, że nie istnieje bariera pomiędzy Bogiem i stworzeniem, a myśl Boga zawierająca nakazy dla świata (owe zasady) płynnie przechodzi w ich realizację w postaci stworzenia. Bóg stworzył świat Słowem, a każde słowo jest zasadą. Odwołuje się ono bowiem tak naprawdę do idei. Gdy mówię „kot” mam na myśli modelowe rozumienie tego, czym są koty, ideę bycia kotem. Ta idea jest więc zasadą, według której zostały ukształtowane realnie istniejące koty, a moje myślenie dzięki niej rozpoznaje w realnym zwierzęciu kota. Skoro więc Bóg stworzył Słowem, to znaczy, że ustanowił zasady dla świata. Widzimy to w opisie stworzenia, gdzie te stwórcze słowa zostały wyrażone nakazująco: „Niech się stanie…”. W tym obrazie Boga nakazującego istnienie rzeczy widzimy, jak pojęcie Boże o danej rzeczy (idea) zostaje przeniesione do realizacji w stworzeniu, a wynikowo także do naszych umysłów i pojęć. Widzimy więc, jak wraz ze Słowem stworzenia Bóg ustanowił w świecie zasady nadające kształty rzeczom. Nam z kolei udzieliły się pojęcia odnoszące się do tych rzeczy. Gdy więc podejmuje się temat stworzenia poprzez Słowo, to objawione nam zostaje, że najistotniejszym połączeniem Boga i świata są zasady kształtujące świat. Dla ludzi jako jedynych z żyjących zwierząt są możliwe do odczytania i zrozumienia. Jesteśmy istotami, których życie zostało oparte na systemie relacji, a ich treścią są różne powinności. Identyfikując swoje powinności i wykonując je, żyjemy.

Dlatego najważniejszym objawieniem są Przykazania Boże, bo to one jednoczą (przymierze) Boga i człowieka. Jeśli przeniesiemy to na grunt monizmu, to odkryjemy, że powrót do harmonii z Bogiem poprzez wypełnianie Jego Praw jest w istocie powrotem do zaburzonej jedności, jej przywróceniem. To nie tylko naprawa jakże ważnej relacji egzystencjalnej. Stanowi to krok do zrozumienia, że wcześniejsze relacje Jedynego, Jedni i jej emanacji kosmicznej dają się zrozumieć na gruncie monizmu świata jako stworzonego z zasad. Dlatego ład świata i jego istnienie są tym samym. Naruszanie praw świata, czyli jego porządku, polega na niszczeniu jego samego. Jest to intuicja znana chyba wszędzie na świecie, zwłaszcza w czasach myślenia pierwotnego, dla którego myślenie powinnościowe jest czymś naturalnym, zanim jeszcze ludzie nauczyli się rozpasania i zapomnieli o swoich ludzkich obowiązkach.

Nauka o Logosie w Prologu Jana głosi nam, że to On jest Arche, Początkiem Wszechświata. Logos to właśnie Słowo Boga i idea świata zarazem. To także sens wszechrzeczy, logika zdarzeń i opowieść, historia wszystkiego. Logos jest odmiennie nazywany w różnych kulturach, ale w bardzo wielu widzi się w nim źródło harmonii i istnienia. W Nowym Testamencie można spotkać wiele odniesień do życia w Chrystusie. Oznacza to pozostawanie wewnątrz ładu świata, uporządkowanego Kosmosu. Logos jest rozumiany niekiedy jako Dusza Świata nadająca mu formę i go ożywiająca. W Indiach ten aspekt Logosu jest nazywany Paramatmą, Wielką Duszą. Logos realizuje się i „przebywa” w każdej rzeczy świata, także we wnętrzu człowieka, jest w nim intuicją dobrego życia. Przenika wszystko, jednoczy z Bogiem. Jak była mowa, tak naprawdę wydaje się, że poza Słowem stworzenia (Logosem) Bóg nie uczynił niczego, a świat powstał, czyli jest w istocie zawarty w tym Słowie. W takim ujęciu okazuje się, że rozróżnienie na Boga, sferę duchową stworzenia i sferę materialną stworzenia nie ma sensu w najgłębszych głębinach istnienia, gdzie wszystko jest po prostu Słowem, Prazasadą. Zasada zawarta w akcie stworzenia brzmi: „Niech się stanie!”, czyli Prazasadą jest nakaz stawania się.

Bóg ukazany w Księdze Genesis stwarza od razu niebo i ziemię. Nie ma tu Jednego jako początkowej jednolitej energii. Naszą uwagę zwraca jednak fakt, że w ogóle był jakiś wspólny początek. „Na początku Bóg…” – znaczy to tyle, że owym początkiem wszystkiego jest po prostu Bóg. Początek to nie moment czasowy, gdy odnosimy go do Boga, który nie funkcjonuje z natury w czasie. Początek to praprzyczyna stale obecna w historii stworzenia. Mówiąc prościej, akt stworzenia po prostu cały czas trwa, on się nie skończył, żyjemy w jego trakcie. Arche stale na nas oddziałuje. Święty Jan w Prologu Ewangelii precyzuje, że Arche dla świata to Logos, czyli Druga Osoba Boska: „Na początku był Logos, a Logos był u Boga, i Bogiem był Logos. On był na początku u Boga. Wszystko przez Niego się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi (…)”.

Gdy w Nowym Testamencie pojawia się stwierdzenie, że żyjemy w Chrystusie, to znaczy, że żyjemy w Bogu. Nie jest to metafora, tylko proste uznanie faktu, który powinien nam przywracać pamięć o związanych z tym powinnościach. Będąc w Bogu, musimy się stosownie zachowywać. Bóg jest naszym otoczeniem, środowiskiem. Ludzie, gdy przystępują do różnych środowisk, przyjmują właściwe dla nich zasady i obyczaje. Właśnie ich przyjęcie łączy z danym środowiskiem. W wymiarze najpełniejszym ludzkim środowiskiem jest sam Bóg, co powinno nas pobudzać do przyjęcia właściwego dla Niego, a zapisanego w Logosie modelu życia. Ten model został nam objawiony w życiu i nauczaniu Chrystusa. Odnalezienie siebie w monizmie opartym na jedności zasad ma niezwykle trzeźwiące skutki. Człowiek jako jedyne zwierzę posiada duszę, która daje mu nieograniczone odniesienia, gdyż ze względu na swój duchowy charakter doznaje nieograniczoności, a co za tym idzie: ma wolność myślenia i działania. Stąd pochodzi zdolność realizacji siebie, czyli zasady mówiącej, jacy powinniśmy być, nakazu stania się jakimś. Skoro jesteśmy zbudowani z zasad, to nic dziwnego, że ich realizacja, czyli zgodnie z nimi postępowanie, jest podtrzymywaniem życia w człowieku. Z drugiej strony ta wolność duszy niesie ze sobą niebezpieczeństwo zaślepienia siebie i odpadnięcia od własnej natury (zasady) w egzystencji, czyli upadek, degenerację.

Świat jest oparty na zasadach, stanowi wręcz ich zbiór. Dlatego występek niszczy świat, do czego przyczyniają się występni ludzie, prowadząc do upadku przede wszystkim samych siebie. Fakt ten rozumieli ludzie w wielu kulturach pierwotnych, uznając, że naruszenie zasad skutkuje zniszczeniem świata. Taka jest prawda. W Biblii ilustrują to kary Boże. Złe prowadzenie się Izraelitów i Judejczyków skutkuje podbiciem ich krajów i wynarodowieniem. Grzech Sodomy i Gomory ściąga na nie spalenie. To nie Bóg jednak powoduje te kary, a wręcz przeciwnie – walczy o ludzi do końca, aby boleśnie nie doświadczyli konsekwencji swoich czynów, co widzimy w historii Jonasza i grzesznej Niniwy.

Dla Żydów Tora, czyli Prawo, stanowi jakby tworzywo świata. Ich teologia jest w istocie wiedzą prawniczą (Talmud), w ramach której roztrząsa się najdrobniejsze problemy prawne. To przekaz Starego Przymierza, do którego powinniśmy wracać. Chrystus przypomina tylko, żeby odróżniać Prawo Boże (Przykazania) i zawsze dawać mu pierwszeństwo przed ludzkimi przykazaniami i tradycjami (przykazania Mojżeszowe o życiu religijnym i codziennym). Na skutek tego, że te ostatnie zostały zniesione przez Jezusa, chrześcijanie nie praktykują wszystkich 613 przykazań.

Nawet patrząc na świat „materialny”, zauważymy, że nasze pojmowanie materii jako czegoś spoistego i pewnego przepadło wraz z nowoczesną fizyką. Wciąż znane cząstki dzieli się na mniejsze: substancje jako zbiory cząstek rozbierane są na atomy, jak się wydawało nieco wcześniej, „elementarne” (element – pierwiastek), potem odkryto, że atom ma budowę wewnętrzną, a tworzące go cząstki zbudowane są z jeszcze mniejszych. Samoistność istnienia coraz mniejszych porcji materii okazuje się złudna, ale jest coś, co w tym wszystkim jednak pozostaje. Są to oddziaływania. Oddziaływanie to nic innego jak zasada zachowania się materii, inaczej mówiąc – prawo. Prawa są czymś stabilnym w naszym oglądzie materii, ale ich przedmioty (cząstki) – zdecydowanie mniej. Choć to raczej poetycka impresja prawnika o fizyce, to jednak coś mnie w niej urzeka. Cząstki mogą się zmieniać, wymieniać, przemieszczać, ale nie ma znaczenia, jakie jabłko wezmę do ręki. Każde spadnie na ziemię i to jest w tym wszystkim pewne – zawsze zachodzi jakieś oddziaływanie, działa jakaś zasada. Jeślibyśmy doszli do gruntu materii, mogłoby się okazać, że nic tam nie ma, żadnych cząstek, a tylko coraz subtelniejsze oddziaływania i pochodząca z nich energia, tyle że podzielona na porcje. To jednak tylko moja prywatna teoria.

Jeśli podejdziemy do świata z perspektywy ontologicznej, czyli od strony jego podstawowego tworzywa, to dojdziemy do kilku ciekawych spostrzeżeń, zgodnie z którymi świat składa się z:

• rzeczy – Grecy,

• osób – personaliści katoliccy,

• faktów – L. Wittgenstein i modyfikacja jego poglądów u B. Wolniewicza, według którego świat składa się z sytuacji (mam wrażenie, ale nie jestem pewien, że Yijing ociera się o podobne myślenie: świat składa się z logicznie uporządkowanych sytuacji).

Należałoby dodać kolejne: świat to zasady, a w każdym razie świat o tyle nim (Kosmosem) jest, o ile są one przestrzegane, w przeciwnym wypadku staje się chaosem, zniszczeniem, rozpadem.

Uniwersum polega na doświadczeniu jedności świata. Uczynić chrześcijaństwo uniwersalnym to znaleźć Prazasadę, która jest Początkiem wszystkiego i której rozwinięcie stanowi cała historia świata. Już samo wskazanie, że Prazasada jest Początkiem, bardzo silnie wskazuje na Chrystusa i chrześcijaństwo, gdyż to tu podkreśla się wagę Przykazań (czyli szczegółowych zasad wywiedzionych z Prazasady). To są piękne, ale i niesamowicie trudne tematy. Problem w tym, że Prazasada wyrasta z Boga, a człowiek nie jest w stanie jej ogarnąć, możemy przyswoić sobie tylko zasady szczegółowe. W tym obszarze objawiono nam jedynie, że Bóg jest miłością. Kieruje się miłością do świata, a to znaczy, że pragnie go w jego rozkwicie oraz pełni i życzy sobie, aby powstawał. Takie jest też słowo stworzenia: „Niech się stanie…”. Skoro objawioną nam Prazasadę stanowi miłość, to o tyle istniejemy, o ile kochamy: „Kocham, więc jestem”. Bóg nadaje istnienie nie sobie, ale czemuś i komuś innemu, drugiemu (mówi: „Niech się stanie…”). Poza tym ten byt drugiego podtrzymuje i chroni. To chyba jest definicja miłości, którą rozważamy, i jednocześnie Prazasada, która dała początek światu. Została zapisana w Bogu, w Logosie. Miłość to relacja połączenia Boga z drugim (światem, człowiekiem). Łączy ona także świadomości poprzez empatyczną percepcję. Bóg wszedł w historię świata, czyli połączył z drugim swój los. Jednocześnie ta miłość powołała do istnienia coś nowego, przekraczającego obie jej strony, coś, co wspólnie tworzą. Na tym polega komunia Boga i świata razem tworzących Nowy Byt, Królestwo Boże. W podobny sposób każda cząstka materii łączy się z innymi cząstkami i wytwarza nową, większą jakość. Proton i elektron łączą się w atom i wspólnie dają nową substancję – wodór. Gwiazdy są połączone w galaktyki. To eros, Boska zasada miłości, która działa wszędzie we Wszechświecie i tworzy coraz bardziej złożone istnienia. Żyjemy w świecie, który zbudowany jest z Miłości. Doświadczając rzeczywistości praw, partycypujemy w niej wraz z Bogiem. „Duch” to siła stwórcza, która popycha do dobra, czyli realizuje prawo, jest jego nośnikiem. Duch Boży bywał określany greckim pojęciem Nous – umysłem kosmicznym, nośnikiem idei, czyli praw świata. Uczestniczy On w dobrym życiu człowieka, który bez Niego nie jest w stanie wyrażać wiary. Ta niedualność Ducha i człowieka została bardzo silnie wyakcentowana przez Chrystusa. Po zesłaniu Ducha na uczniów w ich postępowaniu zaszła radykalna przemiana. Duch dokonał regeneracji ich zdolności do pełnego życia wiary. Napełnił ich swoją dynamiką, przemienił. Wspólne życie Ducha z człowiekiem zawsze dąży do wypełnienia nakazu Boga, przez co jest nośnikiem Prawa Boskiego (Słowa) i mocą jego realizacji. Przypomina nam to akt stwórczy Boga, gdzie Słowo i Moc stanowią o istnieniu świata. Działanie Ducha na wiernych stanowi dopełnienie stworzenia.

Prawa stają się przestrzenią spotkania z Bogiem i zjednoczenia. Bóg mówi, że kto zachowuje Jego Przykazania, ten jest Jego przyjacielem, a przyjaźń to odmiana miłości. Element niedualny zauważamy w tym, że nie da się postawić granicy pomiędzy Prawem w Bogu i na świecie. Logos niczym Dusza świata przenika go całego i stanowi dla niego jakby szkielet w ciele, zbrojenie w betonie. Kto czyni zamach przeciw Prawu, choćby wobec drugiego człowieka, a nawet samego siebie, podnosi rękę na samego Boga. Zarazem podkopuje istnienie świata, gdyż atakuje jego kościec. Tę niedualność najlepiej widać właśnie w sytuacji grzechu – atak na Prawo dotyka człowieka, Kosmos i samego Boga zaangażowanego w historię świata. Skutki naszych grzechów wobec Boga w pełni odsłoniły się na Golgocie jako bogobójstwo. Jak widać, płaszczyzna Prawa jest zupełnie jasno wyrażonym w Ewangelii monizmem. Opisuje go kosmiczna relacja Boga i świata. Stworzenie świata, czyli przeniesienie praw z Umysłu (Logosu) Boga na stworzony świat i uczynienie go z nich, jest dla mnie niepojmowalne. Sam Bóg swoje prawa wykonuje w akcie nieustannego stwarzania, przestrzega ich, pozostaje nimi związany. Pismo mówi o tym, że jest sobie wierny.

Prawa stały się pomostem, przestrzenią spotkania człowieka z Bogiem, jakby trzecią krainą między światem i Bogiem, gdzie się spotykają i jednoczą. To „pomiędzy” (gr. metaxy) może być też przestrzenią przenikania się tych dwu rzeczywistości. Nie wiemy tak do końca, czym jest owo metaxy. Ten intelektualny konstrukt pochodzi od E. Voegelina inspirowanego Platonem. Odpowiada on doświadczeniu ludzkiej duszy, spotykaniu Boga w jakimś miejscu lub stanie mistycznie doświadczanym, które nie jest na świecie ani też w Bogu. Takim odpowiednikiem metaxy może być powietrze, gdy ludzie do siebie mówią. To trochę jakby miejsce między światami, ale z obu tych płaszczyzn dostępne. Pozwala odejść od świata i zobaczyć Boga. Jego ziemskim odbiciem jest pustynia dla ludzi żyjących duchowo. Metaxy realizuje się najpełniej w niebie, gdzie ogląda się majestat Boga i pozostaje w Jego bliskości. Trzeba pamiętać, że i w niebie Boga nie ma w Jego istocie, ale to tam objawia się On w pełni tego, co człowiek może przyjąć i poznać. Doświadczenie metaxy sprawia, że koncepcje monizmu oraz dualizmu tracą na znaczeniu. Metaxy jest bowiem łącznikiem między Bogiem i człowiekiem na tyle silnym, aby znieść separację dualizmu oraz nie doprowadzić w postrzeganiu do zlania się Boga i świata. Odkrycie metaxy różni nas od monizmów Orientu i New Age. Orient nie zna tego pojęcia, ponieważ tam rządzi podejście monistyczne (adwaita), oparte na pełnym utożsamieniu duszy (Atman) z Bogiem (Brahman). Subtelna nauka o metaxy nie pozwala na takie utożsamienia, a jednak umożliwia doświadczenia niedualne.

Prawa są miłością, a ona jest ich myślą przewodnią i racją. Miłość stanowi realizację praw, polega na niekrzywdzeniu drugiej strony. Prawo wyznacza minimalną granicę miłości, maksimum nie istnieje. Kto krzywdzi, czyli nie wypełnia Prawa, okazuje brak miłości.

(9)

Elementem scalającym Boga i świat są Prawa zawarte w Logosie, który jest centralnym pojęciem chrześcijaństwa uniwersalnego. Wszystkie pierwotne doświadczenia jedności Kosmosu i osadzenia w nim człowieka jako dobrze wpasowanej części można przenieść na grunt chrześcijański dzięki rozbudowanej doktrynie Logosu.

(10)

Jedność zasad w Bogu i świecie, w tym w człowieku, to też jedność woli, czyli relacja egzystencjalna łącząca człowieka z Bogiem. Człowiek, dobrze czyniąc, jednoczy się, łączy w działaniu z Bogiem. Podobna do tego jest indyjska karma – joga, czyli pogląd, że można rozwinąć się duchowo przez pobożne postępowanie. Skoro człowiek w swoim istnieniu stanowi działanie Boga ukierunkowane Prawem Bożym, to świadome ludzkie funkcjonowanie zgodne z tym Bożym kierunkiem wzmaga istnienie człowieka, a wszystko inne jest samobójstwem. Dodatkowo to zjednoczenie ma wymiar niedualny. Nieco przypomina to obraz narzędzia w ręku robotnika, które staje się jego częścią w trakcie pracy.

Sam Bóg objaśnia to w słowach skierowanych do Alicji Lenczewskiej, a spisanych w Świadectwie:

„Wszystko, co uzewnętrzniasz[,] powinno wychodzić z wnętrza twej duszy, w której jesteś cała zjednoczona ze Mną. Na tym polega oddanie woli. Po prostu jej nie masz, bo rozpłynęła się we Mnie, jak kropla w oceanie”.

Zanik samowoli i doskonałe wypełnianie woli Boga ma moc przebóstwiającą i jednoczącą.

(11)

Duchowość zadania

Materią stworzenia są Prawa. Obejmują one nakazy i zakazy. W stosunku do całego życia główny nakaz, który determinuje człowieczą naturę, to zadanie do wykonania. W niektórych objawieniach prywatnych Bóg mówił, że stwarzając duszę człowieka, ustanawiał dla niej zadanie na życie i czas na jego wykonanie, czas życia. Podobnie jest z duchami, wśród których imiona, zwłaszcza tych prostszych, to po prostu nazwy ich zadań. Złe duchy noszą po grzechu imiona grzechów, które rozpowszechniają wśród ludzi, np. Chciwość.

Odczytanie swojego zadania powierzonego nam przez Boga to nasz podstawowy obowiązek. Czynimy to na dwóch drogach. Pierwsza polega na życiu w zgodzie ze swoją najlepszą naturą, ile w nas sił. Druga to oczyszczanie z niewłaściwych kierunków działania, fałszywych zadań, które na siebie przyjmujemy pod wpływem świata i demonów. Przykładowo, jeśli właściwe zadanie obejmuje miłość małżeńską, to złe wpływy mogę je przekształcać w grzeszne pożądania i cudzołóstwo albo przeciwnie – po prostu odmowę zbożnego życia i poświęcenie się czemuś zupełnie innemu. Oczyszczenie serca i duszy z przywiązań do grzechu odkrywa właściwe pragnienia, zbieżne z prawdziwym zadaniem.

(12)

W wielu religiach pojawiają się monizmy oparte na wierze w moce lub różnego rodzaju energie, będące w tych wierzeniach czy to pramaterią, czy sposobem przenikania świata przez boskie działanie, rodzajem uświęcającej obecności, czy wreszcie mocą witalną nadającą życie. W chrześcijaństwie znamy jedność mocy istnienia świata, aczkolwiek jest to nauka mało rozbudowana i niemająca praktycznych zastosowań. W mistyce nierzadko jest przeżywana jako realna groza nieistnienia oraz doświadczenie Boga jako tego, który z własnej woli i na warunkach pełnej wolności utrzymuje nas w istnieniu. To negatywny aspekt zrozumienia mocy stwórczej. Aspekt pozytywny obecny jest w postaci teologii Łaski, czyli działania Boga na człowieka, a w prawosławiu w doktrynie energii Boskich. Energie te to grecki termin określający aktywność Boga, Jego działanie, które będąc z Nim nierozłączne, nie jest jednak istotowo Bogiem ani stworzeniem. To kolejny po metaxy pomost między Bogiem i człowiekiem, który prowadzi do perspektywy niedualnej, ale nie pozwala człowiekowi utożsamić się z Absolutem. Doktryna Łaski i energii bliska jest emanacjonizmowi. Bóg wyzwala z siebie coś, czego zapragnął. Wszystko, co czyni wobec świata, łącznie z samym stworzeniem, jest Łaską, czyli jednostronnym darem. Po prostu świat i życie są Łaską, a człowiek stanowi dar od Boga dla drugiego człowieka. Ta Łaska, energie często bywają ukazywane przez obraz światła padającego na człowieka lub go opromieniającego. Taki promienny człowiek jest w pełni zrealizowany, Łaska – energie go przepełniają, wylewają się z niego. Funkcjonuje w sposób doskonały, idealnie zgodny z Mocą Boga. Ta moc istnienia świata jest podstawą swego rodzaju monizmu.

(13)

Pierwotna Jedność była powszechnym motywem mitów i filozofii. Istnieją jej różne interpretacje. Powyżej wspominaliśmy o Jedynym lub Jedni jako Bogu. To nie wyczerpuje tego zagadnienia, gdyż znane są także interpretacje odnoszone do jakiegoś rodzaju pramaterii świata. Mistyczne spotkanie z czymś takim okazuje się nierzadkie wśród ludzi. Pramaterii nie da się zaobserwować, jest to monizująca koncepcja intelektualna i rodzaj duchowego przeżycia. Bliskie temu były filozofie fizyków jońskich nazywających taką Pramaterię Arche, o czym była już mowa w aspekcie Początku. Z kolei mity Hezjoda na początku istnienia wszechrzeczy wskazywały na Chaos jako taką pramaterię. W interpretacji Anaksymandra Chaos przyjmował nazwę Apeiron („bez-granicy”), co po polsku tłumaczy się to jako Bezkres. Nazwa Chaos pochodzi zapewne od wylewania się, co sugeruje podstawową właściwość Pramaterii – brak formy na podobieństwo wody. Jest to Pratworzywo przybierające kształty różnych rzeczy, które z kolei w wyniku zniszczenia i rozkładu wracają do Chaosu. Z tego względu czynienie Chaosu kojarzy się z obracaniem w niebyt. Chaos jest jednolity, nie posiada form ani kształtu, a co za tym idzie – ma walor nieskończoności (bezgraniczności). Koncepcja Chaosu pojawia się także w Biblii, gdzie widzimy obraz pierwotnego świata jako bezładu wód, nad którym unosi się Duch Boga gotów nadawać temu Pratworzywu kształty. W Biblii Chaos jest stworzony przez Boga i odnosi się do świata materii. Koncepcja pierwotnych bezkształtnych wód jest niemal powszechna w mitach. Także w Nasadiya Suktam wspomina się ocean bez właściwości. Pierwsze filozoficzne Arche Talesa kontynuowało myśl mitologiczną na gruncie filozofii i również wskazywało na wodę jako pratworzywo.

Udzielające się także dziś ludziom doświadczenie Apeironu niesie ze sobą kontakt z nieskończonością. Te pierwotne wody kojarzą się nam w epoce naukowej z pochodzeniem życia, które zrodziło się właśnie w wodzie. Także człowiek powstaje w wodzie w łonie matki. Woda ta staje się symbolem prawód Chaosu. Zacytuję fragment ze Świata Polis E. Voegelina, który z kolei przywołuje spostrzeżenia Arystotelesa:

„Twierdzimy wobec tego, że nieskończoność nie ma swej zasady [arche], lecz że ona sama uchodzi za zasadę innych rzeczy”. Apeiron „obejmuje wszystko i wszystkim rządzi, jak twierdzą ci, co nie uznają obok nieskończoności żadnych innych przyczyn” – jak choćby Nous Anaksagorasa bądź Miłość Empedoklesa. Następnie Arystoteles zamyka tę kwestię sformułowaniem, które mogło stanowić inspirację dla Ksenofanesa: „większość filozofów przyrody [physiológoi] zgadza się z Anaksymandrem, gdy twierdzi, że nieskończoność jest boska, bo jest nieśmiertelna i niezniszczalna”.

W tej sytuacji widzimy, że pierwotny Prażywioł bywał z racji swojej nieskończoności po prostu traktowany jako Absolut. Przypisywano mu moc twórczą i moc zniszczenia z tym zastrzeżeniem, że sam nie podlegał zniszczeniu. Chaos sam w sobie nie jest ani bytem, ani niebytem, o czym nam przypomina Nasadiya Suktam.

Należy jednak przyjąć pouczenie Genesis, zgodnie z którym pierwotne Pratworzywo mimo pewnych cech boskich, takich jak nieśmiertelność i nieskończoność, nie jest Bogiem, ale stworzeniem. Nie należy zatem oddawać mu czci boskiej. Jest ono Arche (Prażywiołem, Prazasadą i Pratworzywem) dla materii, jednak prawdziwy Początek (Arche) bierze się z Boga. Niemniej doświadczenie Apeironu okazuje się bardzo ważne dla człowieka w aspekcie łączności (monizmu) kosmicznej. Człowiek żyje w Bogu, ale nie samotnie tylko we wspólnocie istnienia z całym Kosmosem. Mistyka kosmiczna jest niemal równie ważna dla dobrego, moralnego życia, jak doświadczenie samego Boga. Jedno nie wyklucza drugiego, one wzajemnie się uzupełniają. U E. Voegelina doświadczenie kosmicznej więzi to medytacja noetyczna, a doznanie Boga to medytacja pneumatyczna. Chrystianizm uniwersalny powinien je obie doceniać, a jednocześnie umieć między nimi rozróżniać, tak aby nie pomylić samego Boga z Jego odbiciem w Prajeziorze Bezkresu, które jest stworzeniem. Bóg jest Jeden i Uniwersum też jest jedno, ale to nie to samo. Te dwa bieguny wszystkiego dążą do przezwyciężenia własnej jedyności i wejścia w stan transcendencji dzięki przeniesieniu uwagi (czyli ukierunkowaniu świadomości) poza siebie, na Drugiego. Odkrycie Drugiego – Boga to także wyzwanie dla każdego człowieka. Pomaga nam w tym woda naszych łez, tak często towarzyszących nawróceniu, która pozwala naszym twarzom, naszej tożsamości na nowo zanurzyć się w Praoceanie i dzięki temu odrodzić się do nowego życia. Ten sam wymiar ma chrzest.

(14)

W Indiach można różnie wierzyć, ale bardzo popularny jest pogląd adwaity, że Brahman i Atman (wieczna świadomość m.in. człowieka) są tym samym. Vivekananda, czyli najwybitniejszy popularyzator hinduizmu na Zachodzie, tłumaczył, że nieskończoność może być tylko jedna. Wobec tego nieskończony Atman i nieskończony Brahman (Absolut) muszą być tym samym. Nie chcę wdawać się w złożone rozważania nad naturą Atmana prowadzone przez różne szkoły hinduistyczne. Pragnę tylko zauważyć, że duszę w człowieku (czyli element duchowy obok materialnego) odkryto w wielu kulturach, także na Zachodzie. Grecy również zauważali, że jej nieskończoność (jest przecież duchem) naśladuje cechy boskie. Gnoza wywiodła z tego przekonanie, że najgłębsze pokłady duszy człowieka (trochę jak Atman), nazywane niekiedy Iskrą Bożą, stanowią po prostu fragment Boga. Gnostycy starali się tę zagubioną Iskrę powrotnie zjednoczyć z Bogiem. Ta świetlistość Boga, którego cząstką ma być owa Iskra, to także znamienny obraz, obecny w wielu kulturach. Już samo to duchowe światło, zdolne przenikać również ludzi, można postrzegać jako jedną z odmian monizmu. Praktyczne ubóstwienie Atmana (czyli człowieka) prowadzi do traktowania ludzi rozwiniętych w różnego rodzaju mistyce jako bogów, co dotyczy rozlicznych guru i innych nauczycieli. Także pomniejsi adepci ezoteryzmu, kiedy nabywają władz okultystycznych (siddhi), zaczynają traktować siebie jako bogów. Widać to szczególnie wyraźnie w ruchu Nowej Ery oraz u tych ezoteryków, również indyjskich i buddyjskich, którzy nastawieni są na nabywanie magicznych zdolności. Podobnie jak to czyni się w kulturze Orientu, należy przestrzegać przed takimi pułapkami dla ego. Jego rozrost polega właśnie na przypisywaniu sobie bycia bogiem, jest to katastrofa duchowa. Mądrości Wschodu i Zachodu zgodnie ostrzegają przed przyjęciem obietnicy Demona: „Będziecie jak bogowie” i przed samoubóstwieniem. Droga duchowa to wyrzeczenie się siebie, czyli ego, i poświecenie się Bogu w sposób absolutny, bez większego zwracania uwagi na samego siebie. Dusza ludzka nie jest bogiem, choć to ona właśnie jako najbardziej do Boga podobna (nieskończoność, nieśmiertelność) jest zdolna z Nim obcować. Z kolei podobne monizmy i doktryny, utożsamiające duszę z Bogiem, w istocie utrudniają jej kontakt z Absolutem, gdyż odbierają poczucie rozróżnienia i dystansu, który dopiero uświadomiony może być przezwyciężany. Ubóstwienie siebie prowadzi zaś do zaniku miłości wobec Boga i ludzi, wywyższania siebie i pogardy dla braci i sióstr. Jest to zatem patologia życia duchowego.

(15)

W chrystianizmie dusza, doświadczywszy Boga w chwili stworzenia, szuka do Niego powrotu, a jedność jest rozumiana jako najściślejsza miłość realizująca się w duchowym małżeństwie z Bogiem, co tworzy wyczekiwane niebo, czyli stan tego zespolenia. Zespolenie wymaga odrębności, bo inaczej byłoby iluzją, a człowiek znikałby jako indywidualność jak w koncepcjach orientalnych. Oczekujemy na ocean miłości, który otuli nas dobrem, a nie taki, który nas unicestwi. Bóg nas nie pożera. Jego bliskość wzmaga u człowieka poczucie własnego istnienia, a zarazem powoduje zanik poczucia siebie w obcowaniu z Nim – te opozycyjne zasady trwają jednocześnie. To jak w miłości małżeńskiej: z jednej strony człowiek staje się w niej bardziej sobą i siebie realizuje, a z drugiej zatraca część siebie, jaką poświęca dla czegoś wyższego, samego małżeństwa. Z kolei demoniczna mistyka w zamian za moce magiczne (siddhi) powoduje uczucie bycia pożeranym, zaniku człowieczeństwa w człowieku, wyssania i osłabienia, depersonifikacji, utraty tożsamości, bycia rzeczą. Taka mistyka także istnieje i jest całkiem popularna. Duchowe małżeństwo polega na tworzeniu nowej wspólnej rzeczywistości Królestwa Bożego jako wspólnoty dusz zespolonych z Bogiem i sobą nawzajem. Chrystus objawia nam to w symbolu swojego Ciała – krzewu winnego, gdzie święci są owocującymi gałązkami, a On łodygą. W ten sposób stajemy się jednością. Nie jest to jednak zupełny zanik człowieka. Paradoksalnie, zarówno Bóg, jak i człowiek przekraczają siebie i tworzą razem nową, wspólną rzeczywistość, niepojęcie większą od każdego z nich z osobna. Nie chodzi o rozmiar, ale o przestrzeń mistyczną, jaka się wtedy wytwarza. Jest to kolejne – obok wymienionych metaxy i energii Bożych – zjawisko pomiędzy Bogiem i człowiekiem sprawiające, że powstają plany niedualne, w których człowiek jednak siebie nie zatraca. Mistyczne małżeństwo to kolejny symbol tej tajemnej przestrzeni, którą bez względu na jej aspektowy opis wypełnia zawsze to samo – wzajemna miłość Boga i człowieka. To małżeństwo rozpatrujemy oczywiście w szóstej egzystencjalnej relacji Boga i człowieka, gdzie znajduje początek, ale jest ono treścią relacji siódmej w Nowym Stworzeniu, doznającym powszechnego przebóstwienia. Nie dotyczy tych ludzi, którzy odrzucili Najwyższe Dobro Boga.

(16)

Kolejne określenie stanu niedualnego między człowiekiem i Bogiem to Komunia. Ogarnia ona na kształt Krzyża zjednoczenie zarówno pionowe człowieka z Bogiem, jak i horyzontalne ludzi pomiędzy sobą. Powstaje silne zjednoczenie serc i ducha (dążeń) na skutek przeniknięcia Duchem Bożym. Każdy człowiek jest powołany do tej Komunii (jednoczącej wspólnoty). Można powiedzieć, że duchowe małżeństwo stanowi jeden z aspektów Komunii. Braterstwo dzieci Bożych i traktowanie każdego człowieka jako bliźniego (bliskiego, członka rodziny) jest początkiem Kościoła, czyli duchowej wspólnoty uczestniczących w Bogu. Spoiwo Komunii to sam Chrystus, który staje ze swoją miłością pomiędzy zagubionym człowiekiem i Stwórcą oraz pomiędzy skłóconymi ludźmi. To Jego Święte Serce jest w punkcie centralnym Krzyża.

Kościoły niepoddane redukcji protestanckiej wyznają żywą obecność Chrystusa w sakramencie (obrzędzie) Komunii. W ramach uczty ofiarnej spożywamy chleb i wino, które są Ciałem i Krwią Chrystusa. W ten sposób mistycznie wypełniamy się Chrystusem, który dzięki temu rytuałowi staje się złączeniem z Bogiem i pomiędzy przyjmującymi tę Komunię ludźmi. Rytuał ten niesie w sobie tyle treści i odniesień, że nie sposób tego omówić w krótkich słowach.

Ryt Komunii odwołuje się do tego, że w głąb istoty ludzkiej zostaje włożony Bóg. Wymaga to rozpatrzenia na płaszczyźnie niedualnej i może być dla każdego wiernego przedmiotem bardzo głębokich medytacji.

(17)

Komunia znajduje swoje rozwinięcie w symbolu Ciała Bożego. Chrystus stosuje ten niedualny obraz, w którym poszczególni wierni są jak kończyny ciała. Głową Kościoła, a nawet w ogóle Kościołem jest Chrystus. Kończyny wykonują wszystko, co pomyśli głowa. Podobne znaczenie ma drugi symbol – krzew winorośli. To w nim porównano pobożnego człowieka do młodej owocującej gałązki (latorośli), która jest zarazem gałązką, jak i krzewem.

Przeglądając publikacje historyczne o różnych religiach, nie sposób czasem oprzeć się wrażeniu, że elementy, z których złożona jest Dobra Nowina, były jak kawałki puzzli rozrzucone po całym świecie i czekały na Chrystusa, aby powrócić do całości. Przywołajmy chociażby następujący cytat (A. Milewski: Orfizm. Korzenie filozofii): «Ludzie są rozproszonymi członkami Dionizosa, które szukają się wzajem, wijąc się w zbrodni i nienawiści, w bólu i miłości poprzez tysiące istnień». Dusza jest cząstką wszechjedności i jeżeli się z niej wyodrębni, to nieuchronnie błądzi i musi cierpieć, dopóki do niej nie wróci. Zapomina, bytując na ziemskim padole, o swoim niebiańskim pochodzeniu i stacza się w bolesną otchłań narodzin. Zadaniem kapłanów dionizyjskich było właśnie objawienie ludziom tej prawdy, przywołanie ich do porządku, a tym samym odtworzenie żywego ciała bóstwa. Poprzez kolejne inkarnacje Bóg w nas umiera i ponownie w nas się rodzi. Prawda ma nas ostatecznie wyzwolić z kołowrotu wcieleń (kyklos geneseos). Dusza, będąca iskrą bożą (elementem dionizyjskim), przebywa w ciele niby w więzieniu, z którego winna się wyzwolić. Ciało to element tytaniczny, powstały z prochu trąconych boskim piorunem tytanów.’’

Pomijam treści, które odnoszą się do reinkarnacji i monizmu, zresztą identyczne jak popularne koncepcje indyjskie pochodzące z podobnego okresu. Chodzi mi o samą ideę Ciała Boga, które tworzą zagubieni ludzie, tęskniący do utraconej świadomości jedności.

(18)

Ostateczna nadzieja pełnego połączenia się z Bogiem to Królestwo Boże. W tym symbolu zbiegają się wszystkie niedualne symbole Ewangelii i w ogóle chrześcijaństwa. To Nowe Stworzenie na wieczność w doskonałej Komunii z Bogiem i ludźmi nawzajem. Ludzie na podobieństwo dobrych aniołów działają na rzecz Boga i w sposób absolutny pozostają z Nim zjednoczeni, czerpiąc z tego wiekuistą szczęśliwość pochodzącą od Boga. Coś takiego dzieje się już w stosunku do dusz świętych w niebie. Po końcu czasu zjednoczenie obejmie także materię i cały Kosmos. Zmarli otrzymają odnowione ciała i będą chodzić po naprawionej Ziemi. Święci będą przepełnieni Bogiem, a wraz z tym – szczęściem. To stan absolutnego spełnienia, który nie ma końca w miłosnym zespoleniu z Bogiem.

(19)

Przedstawione symbole niedualne, za pomocą których można przybliżyć chrześcijaństwo, znajdują swoje analogie poza nim:

• symbol świata jako myśli Boga koresponduje z idealizmem wielu filozofów, także w wersji panlogizmu, czyli zawierania się w umyśle,

• symbol jednego ciała łączy się z monizmem mistyków podkreślających brak rozróżnienia człowieka i Boga,

• symbol działania Bożego z grecka jest nazywany w prawosławiu energiami Boga, koresponduje w odległy sposób z teoriami ezoterycznymi o mocach tworzących świat, także niekiedy nazywanych energiami (w koncepcjach tych znajduje się wiele błędu, gdy w ujęciu okultystycznym ludzie próbują powodować tymi energiami, czyli niejako posługiwać się Bogiem, Jego działaniem, tymczasem to oni sami są tym działaniem, powinni nauczyć się rezonansu z wolą Boga, współbrzmienia, to jedyne, co faktycznie możemy),

• symbol jedności wszystkiego w jednym i w nieruchomym Bycie pochodzi z teorii eleatów.

Można bez końca studiować analogie i podobieństwa pomiędzy teoriami myśli naturalnej i chrystianizmem. Koncepcje naturalne wymagają oczyszczenia z naleciałości światowych i dopiero po przefiltrowaniu mogą wzbogacać chrystianizm uniwersalny. Z kolei pierwotna treść objawienia Chrystusowego potrzebuje myśli naturalnej, żeby się z nią połączyć i dzięki temu znaleźć logiczne rozwinięcie. To czyni ją przystępniejszą dla ludzi.

7. Dualizm i niedualizm

(1)

Perspektywa najprostsza i praktyczna – dualizm

Bóg nadał człowiekowi odrębność, osobność zapewne po to, żeby ten mógł być wolny, mieć swoją wolę, możliwość doświadczenia niezależności, ale i potrzebę powrotu do zależności i jedności. Miłość i twórczość wymagają wolności, samo dzielności. Ten plan jest szalenie ważny w życiu codziennym i żadne wycieczki filozoficzne bądź teologiczne nie powinny go przekreślać, ale co najwyżej uzupełniać.

Perspektywa religijna rozdziału Boga i świata okazuje się potrzebna, żeby w ogóle mówić sensownie o Bogu jako takim. Musi być Bóg i stworzenie, inaczej w ogóle nie powinno się mówić o Bogu. Bóg i stworzenie to punkty wzajemnego odniesienia. Co jest stworzeniem, nie jest Bogiem i odwrotnie. Są to pojęcia wzajemnie się definiujące. Tylko w tej symbolice w ogóle może istnieć religia. Generalnie chrześcijańskie Objawienie nie wykracza zbyt często poza ten plan. Dodatkowo należy mieć na uwadze, aby tego planu nie kwestionować. Jest to najbardziej podstawowy sposób rozumienia Boga i świata. Inna perspektywa relacji Bóg–świat (i człowiek) może zupełnie znosić myślenie religijne. Bóg i stworzenie stanowią logiczny układ, gdzie jedno bez drugiego zanika, panuje zatem pewnego rodzaju współzależność pojęciowa.

(2)

Monizm, jeśli nie jest równoważony pluralizmem, prowadzi do zatracenia rozumności w ogóle. Bez religijnego rozróżnienia Boga i świata zanikają wszelkie inne rozróżnienia – człowiek, żaba, Bóg stają się jednym. Myślenie, którego początkiem jest wyodrębnianie i definiowanie pojęć wymaga przyjęcia pluralizmu rzeczy na świecie, a także odrębności od Boga. Brak rozróżnień to brak rozumu, który to tylko czyni, że dzieli obraz świata na pojęcia oraz potrafi uchwycić związki między nimi. Jeśli zaczynamy mieszać plany i stosować sposób myślenia wzięty z normalnego dla nas przeżywania opartego na szóstej relacji z Bogiem do relacji monistycznych, dochodzimy do intelektualnych absurdów. Nie da się postrzegać żadnej rzeczy świata i myśleć o niej osobno w perspektywie monistycznej. Wówczas traci sens ruch (pojęcie greckie), czyli wszelka przemiana, a wraz z nią kwestionuje się życie, decyzje, pracę.

Zatraca się wszelka odrębność, a także pojęcia. Umysł opróżnia się i choć na chwilę stanowi to ciekawe doświadczenie, to nie można go przenosić na życie. W ten sposób patrzą na świat zwierzęta pozbawione świadomej myśli i pojęć, człowiek do takiego stanu dążyć nie powinien. Myślenie staje się nonsensem, a jakakolwiek aktywność czymś zbędnym. W przypadku prostego umysłu pojawi się martwota, śmierć za jego życia i w wymiarze duchowym, acedia. Nawet nie chodzi tu o grzech, tylko bezpośrednio jego skutek – śmierć.

W dawnej Grecji także eleaci, głoszący monizm Bytu i jego bezruch, przenosili w ten sposób na życie codzienne doświadczenie z relacji pierwszej i dowodzili, że żaden ruch jest niemożliwy. W odpowiedzi na to filozof kynicki nawet nie musiał niczego mówić, po prostu się przechadzał. To jest zdrowe podejście, które nie dopuszcza odrealnienia myślenia i zastępowania doświadczenia codzienności wizjami mistycznymi czy projekcjami intelektualnymi. Każdą perspektywę wynikającą z różnie przeżywanych siedmiu relacji Boga i świata należy bowiem rozpatrywać z osobna, aby nie popadać w absurd.

(3)

Filozoficzne plany monistyczne uznawane za jedyne pozbawiają Boga przymiotu bycia Bogiem w rozumieniu religii, a to pociąga dużą i nieuprawnioną dowolność w snuciu teorii metafizycznych. Dziś o Bogu mówi się i pisze wiele dziwnych rzeczy. Od tego już tylko krok, aby w swoim umyśle potraktować Go przedmiotowo w relacji ja – człowiek, podmiot – orzekam o Bogu – przedmiocie. To jest obraźliwe dla duszy w stopniu zabójczym, trzeba na takie stwierdzenia bardzo uważać. W relacji Bóg–człowiek to Ten Pierwszy jest zawsze podmiotem, a ten drugi – przedmiotem. Nasza pyszałkowatość chętnie szuka sposobów postawienia siebie ponad Bogiem, uprzedmiotowienia Go. Trzeba badać siebie w odczuciach i być ostrożnym. Boga się poznaje, a nie wymyśla.

Uprzedmiotowienie Boga zapoczątkowuje pychę człowieka. Z tego względu nie powinniśmy się zapuszczać zbyt daleko w tę stronę. Bóg dla świata, nawet jeśli faktycznie wszystko w Nim się zakorzenia, nie jest jakimś tworzywem. To świat stanowi tylko emanację Jego działania – jest dla Boga przedmiotem, obiektem stwarzania, poznania itp. To Bóg może zrobić ze światem, co tylko chce, jest absolutnie immanentny, może postąpić wedle własnej woli – w tę stronę łączność działa. Człowiek–świat nie posiada żadnej możliwości samodzielnego wyjścia z siebie poza siebie i dosięgnięcia Boga. Taka pokusa pojawia się razem ze spekulacjami niektórych filozofii panenteistycznych, gdy przypisuje się Bogu przymioty świata (np. zmienność). Takie wnioskowanie jawi się jako niczym nieuprawnione w perspektywie absolutnej odmienności Boga od świata. Świat jest obrazem Boga, a nie Bóg odbiciem świata, a tak bywa traktowany w nietrafionych wersjach panenteizmu. Czy ikona wisząca na mojej ścianie, gdyby mówiła, to mogłaby rzec, że Bóg jest prostokątny, ale w jakiś sposób niewyobrażalnie bardziej? Paul Tillich nazywa takie wnioskowania naturalizmem i uznaje za podstawowy błąd w teologii. Niektórzy panenteiści obserwują zmienność świata, procesualność jego istnienia, więc odnoszą te własności do Boga. Taka pomyłka wynika z niewłaściwej perspektywy myślenia.

Bez względu na podbudowę filozoficzną musimy uznawać wyższość Boga i Jego zupełną inność w stosunku do stworzenia. To jest podstawa rozumienia świętości. Dotyczy to także świętych ludzi, którzy stają się inni od reszty świata, przez co nie możemy przewidzieć ich kroków. To już jednak inna historia.

Uprzedmiotowienie Boga jest czymś zbliżonym do magii i ezoteryki – manipulacji metafizyką czynionej przez człowieka w sferze działania i poznania. To są perspektywy śmiertelnie złe, realne problemy ludzi w swojej próżności uciekających od religii, którzy bardzo często wpadają w zatracenie okultyzmu i iluminizmu.

To jest właśnie zagrożenie płynące z monizmu: człowiek uznaje siebie samego za bóstwo, skoro czuje się jednym ze sferą boską, a prawdziwego Boga i ogólnie metafizykę zaczyna traktować jak swoje narzędzia. To zła odmiana monizmu, na szczęście istnieje też druga, cnotliwa. Odróżnia je traktowanie woli ludzkiej: w złych monizmach to ona jest ostateczną władzą, z kolei w dobrych zanika w woli Boga.

(4)

Bóg w objawieniu izraelskim objawia się poprzez różne symbole i plany w relacji ze światem. Dominuje jednak perspektywa dualna, w której człowiek ulega w posłuszeństwie Bogu nie z racji wyjaśnień filozoficznych, tylko pod wpływem samego doświadczenia Boga i faktów z tym związanych. Bóg jako Stwórca i władca wszechświata oczekuje stosownej postawy człowieka szanującej boski status. Należy to w pełni przyjąć. Szósta relacja okazuje się kluczowa dla efektu, za jaki uznaje się dobre, zbożne życie człowieka. W niej człowiek jest osobą, czyli kieruje sobą i za to odpowiada. W biegunowości siedmiu relacji perspektywa ta najwyżej wynosi godność człowieka jako samodzielnej jednostki. Staje się on partnerem dla Pana Boga, co wymaga wykształcenia (lub uświadomienia) własnych podobnych Bogu przymiotów: wolności, godności, nieskończoności życia wiecznego. Człowiek to w istocie mały bóg (mikrotheos), dziecko Boga dorastające do tego, aby być jak najbardziej podobnym do Ojca, miniaturka Boga starająca się dorosnąć do własnej natury.

W tym planie największe wymagania stawia się przed człowiekiem. Autonomia funkcjonowania na poddanym nam świecie wymaga od nas najgłębszego namysłu, pracy rozumu i sumienia. Doświadczenia powrotu do jedności typu niedualnego winny nam w tym pomagać jako filozoficzne uzasadnienie zjednoczenia w działaniu z Bogiem.

(5)

Monizm oderwany od dualizmu czyni człowieka bezwolnym fragmentem świata, odbiera mu odpowiedzialność za siebie, wrzuca w odrętwienie i wycofanie. Zabiera człowieczeństwo, jaźń, świadomość siebie jako nieistotne w zdeterminowanym świecie. Pustoszy umysł ludzki, uczucia, emocje, siły życiowe. Owszem, łagodzi stres i wyzwala od nerwicy, czyli przesadnego i pomieszanego aktywizmu. Jednak dopiero zjednoczenie zasady autonomii i odpowiedzialności za siebie oraz woli życia, które wynikają z dualizmu, z jednościową zasadą rozpłynięcia się jak kropla wody w oceanie daje w rezultacie potrzebną harmonię życiową, połączoną z siłą i odpornością, potrzebnymi do aktywnego, ale nieagresywnego, potężnego i owocnego życia.

(6)

Monizm obejmujący zupełny determinizm eliminuje zjawisko zła. Widzimy to u monistycznych ezoteryków, dla których zło jest niedoborem świadomości lub niedorozwojem człowieczeństwa. Ma to pewne zalety. W takim monizmie skrywa się głęboka teodycea. W monizmie Absolut „żyje” poprzez wszechświat, poprzez niego się wyraża, nie ma w tym miejsca na siłę przeciwną Bogu. Z kolei wyłączny dualizm zakłada wolność ludzką, także samowolę, co prowadzi do odkrycia zła, ale i wynikowo do przypisywania go Bogu, co widać w systemach dualizmu wartości, takich jak manicheizm. Prawda tkwi w połączeniu tych opozycyjnych perspektyw. Zło jest niedorozwojem, ale jednak zawinionym przez człowieka. Zagadnienie zła w kontekście monizmu wymaga jeszcze głębokiego przemyślenia na gruncie chrześcijaństwa. Jakimś tego zaczątkiem są te fragmenty Pisma, które podkreślają w dziejach determinację, chętnie uwypuklane przez kalwinizm. To bardzo trudne tematy, wymagające wielkiej wrażliwości duchowej i stosownego przygotowania mistycznego. Można powiedzieć, że dla mistyka przeżywającego zjednoczenie z Bogiem wszelkie zło znika z perspektywy myślenia. Wypełniony dobrem nie interesuje się złem. To jest doświadczenie zapowiadające Nowy Świat, gdzie zło nie będzie obecne, a wszystko zostanie wypełnione Bogiem.

(7)

Plany monistyczne nie są rozrywką intelektualną. Wolno je eksplorować, o ile doszło do tego rodzaju doświadczeń metafizycznych, te jednak trzeba umieć rozeznawać, bo metafizyka nie jest jednorodna. Niestety, niektórzy na gruncie monizmu wytwarzają teorie zmierzające w stronę samoubóstwienia, od czego umiera w nich dusza jako element rozumny i kochający. Człowiek musi znać swoje możliwości. Nie porywam się na rozważanie równań Einsteina i nie próbuję dogłębnie analizować panenteizmu, jeśli nie zostałem do tego namaszczony stosownym doświadczeniem objawiennym. Od tego mógłbym jedynie oszaleć, biorąc pod uwagę moją aktualną kondycję i nie posiadając odpowiedniego przygotowania ascetycznego. To sam Bóg obdarowuje człowieka drogą duchową i doświadczeniami, dając mu zarazem moc do ich dobrego zrozumienia. Kto nie został odpowiednio wyposażony, może źle zinterpretować cudze spisane doświadczenia. W życiu duchowym trzeba iść własną drogą i nie szukać od razu najtrudniejszych jego wersji, bo łatwo od tego zginąć.

Doświadczenia niedualne są możliwe u chrześcijan, ale na pewnej drodze duchowej, najlepiej poprzedzonej ascezą i autentycznym zatraceniem ego. Wtedy taka perspektywa może być ubogacająca. Najpierw trzeba być mistykiem, żeby właściwie te rzeczy przeżyć i ich doświadczyć, wstępnie należy zdobyć odpowiedni aparat poznawczy dla tych zagadnień. Dla innych perspektywa jedynie intelektualna, pozbawiona oprawy ascetycznej, może oznaczać duchową śmierć – paroksyzmy pychy absolutnej i nieokiełznanej. Tacy ludzie będą uprawiać w tych tematach zwykłe intencjonalne gadulstwo, stanowiące jedynie projekcję ich ukrytych pragnień samoubóstwienia. Tak to wygląda w dzisiejszym świecie, zwłaszcza w Nowej Erze i ruchach jej podobnych.

Mistyka na drodze szczególnego obdarzenia niektórych jednostek umożliwia im wglądy przekraczające typową religijną perspektywę. Jest to dla mnie niewątpliwe. Problem w tym, że jeśli chciałbym na daną sprawę popatrzeć oczami jakiegoś mistyka, to powinienem iść jego drogą. Chrześcijaństwo posiada całą linię mistyki monizującej, zwykle heterodoksyjnej, o czym pisywał L. Kołakowski. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym, gdy czytamy choćby rozważania Eckharta. Takie pisma są skrajnie trudne do zrozumienia, a nawet w zasadzie nie da się ich właściwie przyswoić. W pewnym stopniu rozświetlają sytuację i pokazują nam, że Bóg daje nam odmienne sposoby na Jego poznanie i że istnieją różne relacje Boga i świata. Jak ci mistycy zostali pouczeni na drodze duchowej, tak każdy z nas także winien rozwijać się duchowo (a ograniczać grzechowo), co otworzy przed nami możliwości mistyczne według Boskiego uznania. Warto iść na pustynię (przykładowo), modlić się przez kilkadziesiąt lat, ascetycznie wyłączyć od świata, kontemplacyjnie skupić się na Bogu i otworzyć na wszelkie doświadczenie, jakiego nam udzieli. Nie ma żadnej pewności, że Dobry Bóg da nam doświadczenia podobne tym, które przeżywali mistycy reńscy. Nasze słowa powinny wyrażać autentyczne pojęcia, jakie w sobie nosimy. Osobiście poza skromnymi doświadczeniami, które mogę rozumieć w duchu panenteizmu, nie posiadam mistycznego wprowadzenia w monizm. Uczciwie byłoby zatem taki wątek myślenia dopuścić, a następnie pozostawić go tym, którzy faktycznie są mistykami chrześcijańskimi tego rodzaju. „Pilnuj szewcze kopyta” – mawiali Grecy. Trzeba znać swoje powołanie i nie udawać kogoś, kim się nie jest. Doświadczenia oceaniczne, dość powszechne w mistyce naturalnej, wcale nie muszą oznaczać ani panteizmu, ani panenteizmu. Jest wiele innych ich możliwych interpretacji, jak choćby kosmiczna czy dotknięcie Apeironu.

Mistyk czasem przekracza ramy powszechnie przyjętej myśli religijnej. Przekraczanie religii w chrześcijaństwie nie oznacza jednak jej odrzucania. Nie można przekroczyć czegoś, co się odrzuciło. Taki jest sens transcendencji w ogóle. Jeśli coś przekraczam, to przechodzę przez to coś i szanuję to, ale sięgam jeszcze dalej. Mogę to zrobić właśnie dzięki temu, że to coś przekraczane istnieje. Jeśli religia jest lornetką potrzebną, żeby oglądać Boga, to korzystając z niej, nie skupiam się na jej oglądaniu, tylko patrzę przez nią na Boga. Bez lornetki Boga nie zobaczę. Dlatego chrześcijanie wciąż odkrywają nowe horyzonty wiary, ale ich dobre zrozumienie winno być oparte na szacunku dla tych starszych.

(8)

Warto stale powtarzać, że chrześcijaństwo wyraża zarówno pogląd monistyczny (rzadko w doktrynie, często w mistyce), jak i pluralistyczny. Oba są prawdziwe, a zadaniem dla nas jest zrozumienie zastosowania tych zasad i ich pojednanie. Powraca już poruszany przez nas temat wiary intelektualnej, lubiącej plany monistyczne, i wiary ludowej, ukierunkowanej na plany personalistyczne. Pełne chrześcijaństwo zgodnie z zasadą complexio oppositorum jednoczy oba te warianty.

Ani monizm, ani pluralizm same nie wyjaśniają całości sytuacji człowieka, dopiero ich złożenie zaczyna nam odsłaniać obraz rzeczywistości. Zasadniczą i pierwszą myślą jest jednak dualizm. W tym planie uwidacznia się intencjonalna miłość, tak ważna w rozważaniach dotyczących Pana Boga. Oba te wymiary myśli istnieją równocześnie, stanowią przeciwne zasady, które w Bogu znajdują pogodzenie.

(9)

Pytanie o monizm i dualizm jest równie trudne jak pytanie, czy palec wskazujący i kciuk są czymś różnym, czy jednym i tym samym. To tylko kwestia ujęcia i punktu widzenia. Patrząc z bardzo bliska, zobaczymy dany palec i nic więcej. Z nieco dalsza wskażemy dwa palce, a z jeszcze większego oddalenia powiemy tylko, że są częścią dłoni. Wszystkie te obrazy okażą się prawdziwe, a ich wielość wynika jedynie z ludzkiej zawężonej zdolności poznawczej.

(10)

Religia generalnie przynosi tę swoją główną symbolikę, w której Dobry Bóg utrzymuje swój stworzony świat przy sobie, troszczy się o niego, patrzy w niego, ale sam jest poza nim. Ta perspektywa i jej medytowanie okazują się dla religii najwłaściwsze. Od tego bowiem zaczynamy. Kontemplacja takiego zobrazowania sytuacji Bóg–świat przynosi po prostu znakomitą korzyść dla duszy. Obraz kochającego Boga, troskliwie zapatrzonego w swój mały stworzony świat daje wielkie pocieszenie w codziennych trudach.

Najistotniejsza prawda religii głosi, że Bóg jest generalnie transcendentny, odrębny. Patrząc od naszej strony, zauważamy, że jest dla człowieka niedosięgły. Człowiek o własnych siłach nie ma możliwości wyjścia poza świat do Boga.

Mówimy, że Bóg jest „święty”, a termin ten oznacza m.in. oddzielenie Boga od świata. Pamiętamy, że rozważanie tematów Bożych to nie rozrywka intelektualna, ale walka na śmierć i życie o własną duchową i wieczną egzystencję. To wojna z grzechem i ospalstwem, a nie wyobrażeniowe zabawy myślowe. Bóg sam podpowie, jakie prawdy człowiek powinien rozważać w danej chwili, podsunie lektury i natchnienia, trzeba je przyjąć i za nimi iść. Otwarty umysł doświadczy zaskakujących prawd i będzie się musiał wyrzec wielu dotąd uznawanych pewników. Droga wiary jest drogą po wodzie, musimy dać się wywieść na nieznane głębie. To piękne i straszne, a jednocześnie najwartościowsze na świecie.

(11)

Istnieją takie zagadnienia, które trudno pojąć na gruncie dualnym. Może ktoś będzie umiał ich rozważanie pociągnąć dalej. Przykładowo zjawiska współczucia i związanej z nim miłości skłaniają ku monizmowi, a pluralizm ukazują jako coś do przezwyciężenia. Podobnie zbawienie ludzi przez Chrystusa posiada w sobie głębie filozoficzne, których jak na razie nie rozświetlono. Nie chodzi mi przykładowo o przyjmowanie ezoterycznych teorii o różnych rodzajach materii subtelnej dla wyjaśnienia wielu naturalnych intuicji psychicznych. Są one zawsze zabarwione okultystycznie.

(12)

Ujęcie relacji Bóg–świat (człowiek) w kategoriach dualnych i monistycznych (niedualnych) i w ich wariacjach nie wynika w dużej mierze z oglądu rzeczywistości jako takiej w jej pełni, bo do niej nie mamy bezpośredniego dostępu. Monizm, holizm, niedualizm są przeżyciami i doświadczeniami człowieka w samopoznaniu. Dwa pierwsze z tych nurtów w czystej zachodniej postaci twierdzą, że świat i człowiek mają tylko jedną substancję: cielesną u materialistów, duchową u spirytualistów i energetyczną u wielu ezoteryków. Bóg udziela poznań tych rzeczy nie po to, abyśmy się upajali wiedzą (gnozą) i obrastali w pychę i magię. Daje światu wiedzę, aby człowiek lepiej żył i zbliżał się do Niego i siebie samego. Każde objawienie było po coś i dla kogoś, a jego pełne znaczenie potrafi zrozumieć tylko człowiek, do którego zostało ono skierowane. Dlatego kolekcjonowanie i kumulowanie poznań, relacji Boga i świata, perspektyw filozoficznych to nie jest beznamiętne bibliotekarstwo ani tworzenie jakichś streszczeń. To jest walka każdego z nas z samym sobą o życie wieczne.

(13)

W sukurs tych studiów przychodzi psychologia rozwojowa, odsłaniająca sytuację, o której już pisałem w kontekście gnozy, religii i filozofii. Jednoczące różne punkty widzenia przeżywanie monistyczne, pluralistyczne i mądrościowe zapisane jest w rozwoju ludzkiej osobowości. Dziecko przeżywa świat monistycznie, młodzieniec pluralistycznie dorasta do samostanowienia, wreszcie człowiek dojrzały skupia się na ogólnych korzyściach płynących z tego wszystkiego. Mamy więc trzy główne postawy: monistyczną, dualną i uogólniającą, mądrościową skupioną na dobru. Także studia nad funkcjonowaniem obu półkul mózgowych prowadzą nas do wniosku, że przeżywanie monistyczne i pluralistyczne jest osadzone wręcz w biologii człowieka, a różni ludzie mają odmienne stosunki do obu tych wrażliwości.

Dlatego chrystianizm nie może odrzucać czegoś, co jest dla człowieka po prostu naturalne, a jest takie z woli Boga. Wszystkie te drogi myślenia winny być obecne w chrystianizmie uniwersalnym, ale też żadnej nie można traktować jako jedynej i ostatecznej. Te punkty widzenia skażone są bowiem ludzkimi uwarunkowaniami, a nic, co uwarunkowane, nie powinno czynić siebie bezwarunkowym (absolutnym), gdyż wtedy staje się demonem. Biblia przynosi wiele planów rozważań, wiele pozostaje jednak jeszcze teologicznie nieodkrytych.

(14)

Niewątpliwe pozostaje, że jesteśmy wezwani do zjednoczenia z Bogiem, przylgnięcia do Niego, zawarcia się w Jego Ciele. Wschód chrześcijaństwa (prawosławie) obywa się bez sporu dualizmu i monizmu. Pozostaje na starszej, prostszej perspektywie mistycznej, która nie potrzebuje przesadnego filozofowania, wymaga jednak uświęcenia życia. Tak naprawdę to pojęcia monizmu i dualizmu zawodzą praktycznie w każdej mistyce, w tym katolickiej. W ogóle nie stosuje się takich technicznych terminów filozoficznych, tylko opisuje się najróżniejsze doświadczenia, np. wzajemnego przenikania w miłości duszy i Boga, co wcale nie implikuje monizmu. Lubiący filozofować z kolei mogą zidentyfikować wiele stanowisk pomiędzy monizmem i dualizmem oraz kumulujących obie zasady.

Według Biblii Bóg mówi do każdego serca człowieka i każdy ma swój bagaż dobra dla świata, ale Chrystus jest tylko jeden. To nie sam człowiek i moja pozycja w stosunku do Boga okazuje się najważniejsza. Dobra mistyka w którymś momencie zatraca nawet chęć do przesadnego teologizowania. Liczy się Chrystus i Jego dobro, chwała, a reszta, cały świat, ja sam mają w porównaniu z Nim niewielkie znaczenie.