Wprowadzenie autora do części II
Część I niniejszej publikacji zawiera przekrojowe spojrzenie na dorobek duchowy ludzkości w jego czasowej i merytorycznej rozciągłości. W historii myśli naturalne tradycje religijne, filozoficzne i gnostyckie natrafiają na objawienie nadnaturalne przekazywane bezpośrednio przez Boga prorokom i Chrystusowi. Wszystko to z czasem generuje coraz rozleglejsze interpretacje. To spotkanie ma charakter dialektyczny. W istocie jest jak zderzenie dwu samochodów, pozostanie po nim tylko to, co naprawdę trwałe, a ozdobniki i naddatki odpadną. Praca duchowa i intelektualna w warunkach takiego zderzenia przeciwnych zasad nie jest prosta, wymaga wręcz nadludzkiego wysiłku dla wyciągnięcia przydatnych sensów. Jest to właśnie zadanie dla naszego czasu, a nadzieję, jaka z nim się wiąże, stanowi chrystianizm uniwersalny, który zachowuje całe dobro i nie traci niczego, co cenne i pochodzi od Boga.
Postawienie właściwego problemu okazuje się czasem trudniejsze, niż jego rozwiązanie. Problem został sformułowany i dotyczy spotkania wielkich kultur Azji z Ewangelią. Jego rozwiązanie ułatwia Jan Paweł II w swoim Fides et Ratio oraz otwarte nastawienie Kościoła rzymskiego po ostatnim Soborze. Świat potrzebuje Chrystusa i Jego Królestwa miłości, prawdy i dobra. Poszerzanie tego Królestwa odbywa się wyłącznie poprzez praktykowanie właśnie miłości, prawdy i dobra. Nie potrafię udzielić wszystkich odpowiedzi na pytanie o to, co wynika ze zderzenia tych dwu tradycji – chrześcijaństwa i kultur azjatyckich. Poszukiwanie tych odpowiedzi jest zadaniem dla całego pokolenia i epoki, w której żyjemy. Jedno jest pewne: efektem powinna być żywa wiara i doświadczenie obecności Boga. Wszystko inne nie jest warte uwagi.
W części II omawiam niektóre zagadnienia, jakie winniśmy opracować w ramach budowy chrystianizmu uniwersalnego. To oczywiście tylko ich wyrywkowe wyliczenie oraz fragmentaryczny czy wręcz sygnalizacyjny ich opis.
1. Poznanie Boga
(1)
Nie jest łatwo opowiedzieć o Panu Bogu, kiedy słowa są tak mizernymi narzędziami. Zarazem nie da się nie pisać o Bogu. Nikt nie ma całości wiedzy na Jego temat, tylko sam Bóg. Nam są jedynie objawiane, ujawniane niektóre działania, przymioty i słowa Boga. Zadaniem na całe życie, a nawet na całą wieczność jest dokładanie kolejnych fragmentów tej wiedzy, aby jak najlepiej poznać Ukochanego. Zakochani młodzi ludzie natychmiast chcą o sobie jak najwięcej wiedzieć, później także otwierają się na to poznanie, nawet przysięgają sobie uczciwość małżeńską. Tak samo ludzka dusza zachłannie pragnie poznawać Ukochanego, jak młoda dziewczyna chce wiedzieć, jak najwięcej o Królu, który zapragnął ją poślubić.
Bóg i dusza składają sobie na ziemi pierwsze przysięgi wierności w ramach ziemskiego Przymierza. Wierność, czyli nieszukanie już innych na to miejsce, jest podstawą tej relacji według Przykazania: „Nie będziesz miał innych bogów”. To trochę jak zaręczyny. Ostateczne połączenie duszy z Bogiem nastąpi na wiecznym weselu w niebie, a później na odnowionej ziemi. Dusza zaręczona i wierna Bogu ma w tym życiu czas, jak najlepiej poznać tego, którego wybrała spośród tylu narzucających się na świecie miłości. To dla nas błogosławiony czas życia przeznaczony na samodzielne zbliżenie się do Pana.
(2)
Poznanie Boga to przekaz obrazu Boga do duszy człowieka. Jest to poznawanie drugiej osoby, a nie krajobrazu czy innego martwego przedmiotu. Kiedy drugi człowiek mówi nam o sobie, o swoich przeżyciach i odkrywa swoje myśli, to nie jest beznamiętna sytuacja. To odkrywanie siebie i zwierzenie, które zbliża dwie osoby. Ma niezwykle intymny charakter i wymaga od drugiej strony wrażliwości i empatycznego przenikania osoby, która nam się w ten sposób udziela. Poznawanie jest miłością, która musi odbywać się w odpowiedni sposób: w zaufaniu, trosce, szczerości, otwartości. Poznać to tyle, co miłośnie się zjednoczyć. Jest to wysublimowany duchowy erotyzm, o czym przypomina nam Pieśń nad Pieśniami, będąca metaforą mistyki. Eros to siła jednocząca. Zepsuci ludzie kojarzą ją jedynie ze zjednoczeniem ciał, tymczasem jej działanie obejmuje przede wszystkim sferę duchową. Eros duchowy znany był choćby Grekom, czego ślady znajdziemy w Uczcie Platona. Ludzie wyzwoleni z niewoli erotyki cielesnej, którzy ją w sobie uporządkowali i pozbawili ciążenia do grzechu, zdolni są uczestniczyć w erotyce mistyki. Ona nie ma końca, nie ma apogeum ani granic, stale cieszy i umacnia. Żadne doznania ze świata nie zastąpią doznania Boga, żadna przyjemność nie daje tej największej radości, jaka pochodzi od Boga.
Miłość małżeńska, jak każde dobro na świecie, stanowi odbicie dobra Boskiego. W jej ramach małżonkowie odkrywają się przed sobą wzajemnie, ujawniają to, czego nie wie o nich nikt inny. Podobnie jest w miłości Boga. Stwórca, pozwalając się poznać, odkrywa siebie przed zachwyconą nim duszą. Podobnie ta dusza niczego przed Nim nie skrywa: ani dobrego, ani złego o sobie. Oddaje się cała mimo zawstydzenia i lęku.
Nasadiya Suktam z Rigwedy objawia, że kama (eros) jest mocą, dzięki której powstał świat. To siła scalająca Kosmos, siła miłości. Bóg jest bowiem Miłością. Miłość nie stoi w miejscu, lecz biegnie do Ukochanego, myśli o Nim, pragnie Go, tęskni, wygląda, pamięta, stale chce poznawać więcej.
(3)
Dystans i zjednoczenie poznawcze, poznanie według P. Tillicha (cytaty z: P. Tillich, Teologia systematyczna):
„Poznawanie jest formą zjednoczenia. W każdym akcie poznania poznawcza i poznawane jednoczą się; przepaść między podmiotem a przedmiotem zostaje przezwyciężona. Podmiot «uchwytuje» przedmiot, przystosowuje go do siebie, a zarazem sam przystosowuje się do przedmiotu. Ale jedność poznania ma charakter szczególny; jest to jedność przez separację. Odseparowanie jest warunkiem poznawczego zjednoczenia. Aby poznawać, trzeba «patrzeć» na rzecz, aby zaś patrzeć na rzecz, trzeba być «na dystans». Poznawczy dystans jest założeniem poznawczego zjednoczenia.
(…) Określony przedmiot jest jako taki obcy, lecz zawiera esencjalne struktury, z którymi podmiot poznania jest istotowo zjednoczony, i które może sobie przypomnieć, patrząc na rzeczy. Motyw ten przewija się przez całą historię filozofii.
(…) Pasja poznawania dla samego poznawania, występująca często w prymitywnych, jak i wyrafinowanych formach, wskazuje, że jakiś brak, jakaś próżnia, jest wypełniana przez udane poznanie. Coś, co było obce, ale co niemniej do nas należy, stało się znajome, stało się częścią nas. Według Platona poznawczy eros jest zrodzony z biedy i dostatku. Popycha nas ku ponownemu zjednoczeniu z tym, do czego należymy i co należy do nas. W każdym akcie poznania przezwyciężone zostają braki i dystans.
Ale poznanie jest czymś więcej niż wypełnieniem; ono także przeobraża i uzdrawia (…). Jest to poznanie, o którym mówi Paweł, gnosis, która w nowotestamentowej grece oznacza zarazem poznawcze zespolenie, seksualne i mistyczne zespolenie. (…) Ten, kto zna Boga czy Chrystusa w sensie bycia przez Niego uchwyconym i z Nim zjednoczonym, czyni dobro. (…) Ten, kto zna esencjalną strukturę rzeczy w sensie doświadczenia (przyjęcia w siebie) ich znaczenia i mocy, działa zgodnie z nimi; czyni dobro, choćby nawet miał za to umrzeć.
(…) Dla większości azjatyckich filozofii i religii jednocząca, uzdrawiająca i przeobrażająca moc poznania jest rzeczą oczywistą. Ich problemem – nigdy w pełni nierozwiązanym – jest element dystansu, nie zaś element zjednoczenia.
Typy poznania
(…) poznanie, które jest w przeważającej mierze określone przez element oderwania, można nazwać «poznaniem kontrolującym». Jest ono wybitnym, choć nie jedynym, przykładem rozumu technicznego. Jednoczy podmiot i przedmiot w imię kontrolowania przedmiotu przez podmiot.
(…) W przeciwieństwie do poznania kontrolującego ta postawa poznawcza może być nazwana «poznaniem recypującym». (…) Poznanie recypujące wchłania przedmiot, zespala go z podmiotem. Obejmuje ono elementy emocjonalne, od których poznanie kontrolujące próbuje się jak najbardziej oderwać. Emocja jest narzędziem poznania recypującego. (…) Żadne zjednoczenie podmiotu i przedmiotu nie jest możliwe bez emocjonalnego udziału.
Jedność zespolenia i oderwania jest ściśle oddana przez termin «rozumienie». Rozumienie implikuje fuzję poznania kontrolującego i recypującego, zespolenia i oderwania, uczestnictwa i analizy.
(…) Poznanie kontrolujące rości sobie prawo do kontroli nad każdym poziomem rzeczywistości. Życie, duch, osobowość, wspólnota, znaczenia, wartości, a nawet nasze ostateczne zainteresowania – wszystko to należy traktować w kategoriach oderwania, analizy, kalkulacji, użytku technicznego. (…) Konsekwencją tej postawy jest szybkie zanikanie życia duchowego (nie tylko religijnego), wyobcowanie z natury, i – co najgroźniejsze – traktowanie istot ludzkich niczym rzeczy. (…) Człowiek stał się obecnie tym, za co poczytuje go wiedza kontrolująca: rzeczą pośród rzeczy, trybikiem w dominującej maszynerii produkcji i konsumpcji, zdehumanizowanym przedmiotem tyranii lub znormalizowanym przedmiotem medialnej komunikacji”.
Gnoza jako postawa samodzielnego poznawania Boga i Jego spraw dla użytku metafizycznego zazwyczaj opiera się na błędzie stosowania poznania kontrolującego do spraw duchowych.
Myślenie Zachodu jest w całości od 500 lat ukształtowane przez poznanie kontrolujące. Metoda Zachodnia to nieustanna analiza, rozkład poznawczy na jak najmniejsze elementy i badanie ich z osobna. Brakuje w tym receptywnego zachwytu i pozwolenia na to, aby dać się emocjonalnie i intuicyjnie kierować zachwytowi. Nie ma też ogólnego rozumienia, gdyż analiza nie widzi całości tylko wycinki. Ludzie Zachodu próbują taką formę poznania odnosić do Boga i obwieszczają, że nie mogą Go w ten sposób dojrzeć. Nic dziwnego, bo to nie jest droga Jego poznawania.
2. Opis Boga
(1)
Boże przymioty i działanie opisujemy symbolami słownymi, alegoriami i podobnymi środkami wyrazu. Mają one wymiar analogii do rzeczy ziemskich i ludzkich, dlatego są ułomne. Niemniej, odpowiednio używane słowa wskazują na Pana Boga, choć nigdy dosyć dobrze Go nie opisują. Są znakami, świadectwem tego, że On istnieje.
(2)
Jeśli chcemy podkreślić nieopisywalność i wyższość Pana Boga ponad wszelkie wyobrażenie, w literaturze mistycznej często spotykamy termin „Jedyny”. Jedyny, a więc niepotrzebujący żadnych nazw, imion, określeń. Wyłącznie Bóg jest Jedyny i nie wymaga wyróżnienia językowego, bo nie ma drugiego takiego jak On. Ludzie mają imiona, żeby się między sobą odróżniać, z kolei Pan Bóg imienia nie potrzebuje. Jest tak wtedy, gdy rozumiemy, że jest Jedynym Absolutem. Czasem mówi się też o „Najwyższym” i choć jest to już określenie relacyjne, to wyraża podobny sens.
(3)
Najważniejsze przymioty Boga tradycyjnie nazywano Imionami Bożymi. Klemens Aleksandryjski pisał:
„A jeśli nadajemy Mu jakąś nazwę, aczkolwiek nazywając nie w sposób właściwy, lecz albo Jednością, albo Dobrem, albo Myślą, albo Bytem, albo Ojcem, albo Bogiem, albo Stwórcą, albo Panem, to nie mówimy w ten sposób, jakbyśmy faktycznie imię Jego wypowiadali, ale po prostu wskutek zupełnej bezradności posługujemy się pięknymi nazwami, aby nasza świadomość mogła się na nich oprzeć, nie będąc zdana na błądzenie gdzie indziej. Żadna jednocześnie z tych nazw nie jest w stanie określić Boga w sposób wyczerpujący, ale wszystkie razem wskazują nam w pewnej mierze drogę do wyobrażenia sobie mocy wszechmocnego”.
(4)
O Bogu możemy mówić jedynie w relacji do świata i samych siebie. Nawet jeśli powiemy, że Bóg żyje osobno, to znaczy: osobno od nas i naszego świata. Gdy powiemy, że nie posiada wymiarów ani cech fizycznych, to także mówimy językiem porównań z dostępnymi nam realiami. Z kolei kiedy mówimy, że nie podlega poznaniu ani zrozumieniu, to też orzekamy w stosunku do siebie i swoich władz. Niezgłębiona Tajemnica Boga ujawnia się nawet wtedy, gdy jest to objawienie negatywne i wyrażane apofatycznie zawsze w jakiejś relacji do człowieka. Oznacza to, że nie poznajemy Boga samego w sobie, tylko w relacji do nas samych. Ludzkie rozumienie nie mieści innego przekazu. Nawet jeśli ktoś powie, że doznanie Boga przekracza nasze rozumienie i odsłania niepojmowalne rzeczywistości, to nadal na przedpolu takiego stwierdzenia jest relacja poznawcza z człowiekiem.
Wobec tego, jeśli możemy cokolwiek powiedzieć o Panu Bogu, to dysponujemy jedynie językiem i rozumieniem, nawet gdy je przekraczamy, zbudowanym na odniesieniach i analogiach wziętych z otaczającego nas świata. Największe trudności w teologii sprawia nam zrozumienie, że to nie Pan Bóg jest analogią do świata, tylko świat stanowi słabe odbicie przymiotów Boga. Z tego powodu należy odwrócić wszelkie analogie. Gdy nazywamy Boga Ojcem, to nie znaczy, że jest On jak nasi ojcowie, tylko nasi ojcowie są Jego bladym odbiciem. Gdy mówimy, że Bóg to byt (co także uznajemy za przenośnię), powinniśmy pamiętać, że nie przypomina naszego bytu, ale nasz byt jest odległą metaforą Jego istnienia. Gdy przedstawiamy Boga jako Matkę, to nie jest On niczym nasze mamy, tylko one są nieskończenie biedniejszymi od Niego w swoich matczynych cechach rodzicielkami. Wszystko, co Boga dotyczy, a wyrażamy dostępnymi nam symbolami, należy rozumieć właśnie w ten sposób.
(5)
Chrześcijaństwo i jego symbolika
Biblia zawiera wiele systemów symbolicznych dla określenia stosunku Boga do człowieka. Potrzeba ich tak dużo, bo każdy z nich opiera się na codziennym doświadczeniu człowieka i stanowi analogię (obraz, metaforę) dla spraw duchowych. Żadna symbolika nie wyczerpuje jednak problemu tego stosunku. To Bóg ofiaruje nam te symbole, żeby w ogóle się z nami komunikować. Biblia używa różnych systemów symboli naprzemiennie i dość swobodnie.
Pierwszy, najczęstszy i najprostszy system wiąże się z symboliką pierwotnych mitów opartych na oglądzie przyrody. Człowiek stał na ziemi i po niej chodził, był to obszar jego życia. Nad sobą widział niebo, będące poza jego zasięgiem, z życiodajnym (ale i odbierającym życie na Bliskim Wschodzie) słońcem. To w tym kierunku unosił się dym palonych ofiar, zabierając je ze sobą. Do ziemi z kolei trafiało to, co obumiera. Pod ziemią niekiedy lokalizowano otchłanie ziejące ogniem. To są czytelne dla człowieka symbole przyrody, które wykorzystano także w teologii chrześcijańskiej, ponieważ za ich pomocą dają się wyrazić główne sensy wiary. Mamy tu symbole nieba, Władcy Nieba i Słońca.
Kolejny plan symboliczny dotyczy relacji opartej na porządku władzy, szczególnie władzy senioralnej w systemie wynikającym z przymierza seniora i wasala. Relacja między Bogiem i człowiekiem przypomina stosunek człowieka do władcy – ten pierwszy słucha nakazów, a wtedy otrzymuje ochronę. Taka jest istota Przymierza (berith), będącego rodzajem antycznego hołdu lennego: Bóg jako senior lenny, a człowiek lub nawet cały naród jako wasal. Skoro ten plan jest legalistyczny, to ukazane w nim życie kończy się także legalistycznie, czyli sądem. Symbole te były bardzo czytelne w tamtym czasie.
Co znaczy, gdy w Biblii czytamy, że:
• człowiek jest dzieckiem Boga,
• grzesznik jest poronionym płodem,
• żyjemy w Chrystusie,
• stworzenie cierpi bóle rodzenia?
Jest to symbolika łona matki (Wielkiego Rodzica, Bóg nie ma płci) noszącej nas w sobie, żywiącej swoim ciałem i krwią, chroniącej, utrzymującej przy życiu. To w niej dorastamy i kształtujemy się do swojej ostatecznej formy. Jesteśmy jej częścią, gdy nie wyrywamy się na wolność. Kiedy jednak zapragniemy wolności (grzech), następuje poronienie, a dziecko umiera. Pytanie o to, czy to jest plan dualny, czy niedualny, okazuje się trudne w rozstrzygnięciu. Dobre życie jest bowiem co najmniej jakąś symbiozą z Bogiem, a może i jednością, z kolei grzech czyni separację, odpadnięcie od pełni życia w Bogu. Być może pytania o dualizm lub jedność z Bogiem są po prostu zbędne.
Kolejna symbolika biblijna wyraża się w analogii: „Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami”. Latorośl jest jednorocznym, młodym pędem, na którym wyrastają owoce winorośli. Porównanie to wskazuje na istotową jedność człowieka i Boga, dzięki czemu ten pierwszy, gdy zdaje sobie z tego sprawę i podąża za tą świadomością, przynosi rozliczne korzyści: kwitnie, owocuje i wytwarza ziarno.
Do krzewu zbliżona jest także symbolika ciała Boga z kończynami jako wierzącymi. Również ona wydaje się jednak jakoś niedualna. W niej podkreśla się jedność z Bogiem i potrzebę działania według Jego impulsów, co przypomina zależność między mózgiem a ręką, kiedy ten przekazuje do niej bodźce, aby się poruszyła. Ręka potrzebuje rozumu, który znajduje się poza nią, w głowie.
Kolejna symbolika dotyczy analogii między Bogiem a światłem. Oświeca ono człowieka, na skutek czego on sam staje się jego źródłem – lampą, której nie stawia się pod korcem. Światło to niejako prześwieca przez człowieka. Brak światła w oku, które jest oknem do duszy ludzkiej, oznacza śmierć duchową (jakże wielka to ciemność). U Izraelitów światło wewnątrz domu wskazywało, że jest w tym miejscu życie, pali się ogień (lampa). Z kolei brak światła oznaczał dom wymarły, pusty. Symbolika światła była stosowana w nauce duchowej, gdzie przedstawiano zanik własnej woli (ego) i oczyszczenie z wpływu grzechu jako czyszczenie szyby (człowieka) w taki sposób, aby przeświecała przez nią światłość od Boga. Czy jest to symbolika niedualna, dualna, czy emanacyjna – to nawet trudno określić.
Symbole w określeniach Boga, które także w jakiś sposób opisują relację Bóg– świat:
• Pan Zastępów – dowódca wojsk,
• Pan – włodarz feudalny,
• Król królów – imperator.
Wizjonerskie i alegoryczne symbole z Apokalipsy wymagałyby omówienia w postaci pewnie kolejnej książki. Ludowa pobożność generuje swoje symbole, które następnie są spisywane chociażby w litaniach, gdzie nad każdym określeniem można osobno medytować. Do tego dochodzi sztuka sakralna z typowymi dla siebie obrazami. Warto jeszcze wspomnieć o symbolice pozabiblijnej, przyjętej przez teologię.
Wszystkie te systemy stanowią wyraz doświadczeń duchowych. Fides quaerens intellectum – „wiara poszukuje rozumienia”, a do tego potrzebna jest symbolika. Często tworzą ją zapożyczenia z otaczającego „rynku” idei. Mamy więc w Biblii symbolikę zapożyczoną od Greków i Filona (Logos). Mamy symbolikę gnostycką, esseńską, hetycką, mezopotamską, egipską… Jednak sensy, które te systemy symboli przekazują w Biblii i teologii chrześcijańskiej są zmodyfikowane na potrzeby chrześcijaństwa. Podobnie można użyć prawie dowolnej filozofii czy religii z ich symbolami i dalej dokonywać recepcji Objawienia na coraz to nowych poziomach rozumienia.
Wszystkie te symboliki bazują na obrazach zaczerpniętych z życia ludzkiego na ziemi. Siłą, a jednocześnie problemem chrześcijaństwa jest brak jednego systemu symboli. Jedna symbolika nie eliminuje drugiej, trzeba rozumieć je wszystkie. Perspektywa Absolutu nie wyklucza wizji rajskiego ogrodu, po którym przechadzał się Bóg. To taki koan. Brak możliwości jasnego wyrażenia doświadczeń duchowych nie prowadzi nas do milczenia na ich temat, a fragmentaryczność przenoszonych sensów przez poszczególne systemy symboli nie jest powodem do ich odrzucania. Po prostu z czasem dodajemy kolejne, a możliwości przekazu doświadczenia ulegają poszerzeniu. Pomocą do tego jest cała ludzka kultura, inne filozofie, religie i systemy duchowe. Trzeba jednak dobrze rozumieć kontekst każdej wypowiedzi teologicznej i to, do której grupy symboli się odnosi. Nie należy ich mieszać, np. określenie „światło wodza wojsk” brzmiałoby absurdalnie. Każda symbolika niesie nie tylko inny obszar pytań i odpowiedzi, problemów i pojęć, ale też inne konotacje uczuciowe, a nawet egzystencjalne.
Z tych względów bardziej uczenie byłoby pisać o symbolizacji, a nie o symbolice. Według E. Voegelina historia myśli człowieka to też powstawanie kolejnych nowych symbolizacji służących wyrażeniu coraz to głębszych doświadczeń rzeczywistości ostatecznej. Umożliwiają one przeniesienie na życie społeczne doświadczeń wglądowych. W ujęciu tego myśliciela wskazany przez niego postęp jest skokowy z nasileniami takich doświadczeń i ich symbolizacji w niektórych momentach historii i w odniesieniu do nielicznych, bardzo szczególnych jednostek.
Chrześcijaństwo pozostaje stale otwarte na inne kody językowo-pojęciowe (symboliki), i to od swojego zarania, a nawet od zarania kultury izraelskiej. Potrzebujemy ich, gdyż Kościół (jako wspólnota wiary) jest dziełem zbiorowym całej ludzkości, ma charakter powszechny. Każdy człowiek i każda tradycja może przydać nowych horyzontów myślenia i nowych narzędzi pojęciowych (symbolik) dla ich przekazania. Każde pokolenie ma też nowe potrzeby w tej mierze i sposoby ich zaspokajania. Przykładowo w XX w. takim „paliwem” dla rozwoju myśli chrześcijańskiej był egzystencjalizm europejski, z którym chrześcijanie jednocześnie się spierali, ale też przejmowali pytania stojące u źródeł tej doktryny i typowe dla niej instrumentarium pojęciowe. To tylko przykład, w historii takich sytuacji można zapewne pokazać dziesiątki. Bardzo ciekawego przeniesienia na nieżydowską symbolikę dokonał sam Chrystus w perykopie o Grekach, gdzie wyraził swoje nauczanie w pojęciach greckich. Pouczał, że ziarno musi obumrzeć (ciało umrzeć), aby wyzwolić ducha, a prawdziwe życie następuje w wyniku śmierci. To bardzo greckie, bardzo platońskie i bliskie poglądom zawartym w Fedonie.
3. Określenia i przymioty Boga
(1)
Bogu nadajemy różne ludzkie określenia, które są przydomkami, wyrażają jakieś Jego przymioty, jak słowiańskie Bóg (bogaty), God (dobry), indoeuropejski Djaus (Zeus, hind. Djaus – świetlisty) i inne. W swojej istocie jest Bezimienny, Jedyny, niepoznawalny. Bóg jest Wielkim Innym. Jest inny niż wszystko, co znamy na ziemi. Jest niepojęty, przeogromny. Poznałem to, gdy wyzwoliłem się z absolutyzowania spraw ziemskich. Jest nieskończoną dominacją w stosunku do świata.
Dużo łatwiej nam myśleć o aspekcie Boga w relacji do stworzenia, niż o Jedynym i odległym. W akcie stworzenia ujawniają się bowiem Jego przymioty, które są nam dostępne. Akt ten jest manifestacją natury Boga, tych Jego cech, które poznajemy poprzez Jego działanie.
(2)
Bóg złączył swój los jako „Boga” ze swoim stworzonym światem. „Bóg” w dzisiejszym pojmowaniu to w istocie określenie roli i funkcji w stosunku do stworzenia. Bóg może być „Bogiem” dlatego, że jest ktoś, kto nim nie jest. Tym kimś jest człowiek postrzegający Boga jako Boga w relacji do samego siebie. Ta relacja staje się możliwa, gdyż człowiek sam bogiem nie jest. Notabene, to jedna z prawd duchowych: człowiek dopiero wtedy może zauważyć w ogóle Boga, kiedy wyzbędzie się ubóstwiania samego siebie.
Bóg uwikłał się w rzeczywistość, która w tym ujęciu wydaje się czymś więcej ilościowo niż Bóg! To przedziwne i zaskakujące. Tworząc układ Bóg–świat, który nazywamy rzeczywistością, Bóg przekroczył siebie, przezwyciężył własną bezgraniczność – stworzył coś, co Nim nie jest (świat). Należy dodać, że wraz ze światem stanowi coś większego niż był sam. Rzeczywistość jest miejscem, w którym Bóg przekracza samego siebie, strukturą Jego transcendencji.
3.1.Bóg jako „Bóg”
(1)
Pojęcie „bóg” pochodzi z religii kosmologicznych. Wyznawcy religii naturalnych postrzegali swoich bogów jako istoty nadludzkie, chociaż bytujące wewnątrz świata. Budowali im domy – świątynie, karmili je, dbali o nich. Bóg w aspekcie obcowania ze swoim światem (immanencja) objawił się Izraelitom jako Bóg do pewnego stopnia podobny do innych bogów, bóstwo opiekuńcze tego ludu, przypominające bóstwa, jakie miały inne ludy. Widać to w pierwszym przykazaniu: „Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną”. Pierwotnie Bóg dał się poznać wśród innych bogów, bo tylko tak człowiek tamtych czasów w ogóle potrafił zrozumieć Jego rolę. Epifania Boga wobec Mojżesza i Izraelitów dokonała się w konkretnym momencie historii i konkretnym otoczeniu kulturowym, które kształtowało granice pojmowania tych ludzi. Ostateczna Rzeczywistość, Nieogarniony, absolutne istnienie staje się dla Izraelitów „Bogiem”. Jest to forma przedstawienia Absolutu wobec ludzi czasów wielu religii, szczególnie religii narodowych i plemiennych. To projekcja na umysły Narodu Wybranego w oparciu o klisze pojęciowe, jakie posiadali jego członkowie.
Wyznawcy religii naturalnych czcili swoich bogów pojmowanych jako partnerzy w egzystencji, posiadający moce przekraczające moc ludzką, ale także w jakiś sposób ograniczeni. Do dziś choćby w Indiach czci się wielu wewnątrzświatowych bogów. Jednocześnie spekulacja protofilozoficzna, a potem filozoficzna udowadnia, że bóstwo jest jedno.
W dalszym objawieniu Bóg jednak podkreśla swój nadzwyczajny charakter Boga żywego i obecnego, jedynego prawdziwego stwórcy świata, dawcy życia i śmierci. Tego inne „boskie” siły już nie potrafią, jak te przywoływane przez kapłanów egipskich w historii Mojżesza. To wszystko odsłania dwoistość w naszym rozumieniu Boga. Z jednej strony w swoim działaniu jest Bogiem opiekunem swojego ludu, który z kolei przejawia wobec Niego posłuszeństwo. Z drugiej strony znajduje się poza zasięgiem człowieka, pozostając oddalony, ponadświatowy. Jest dla człowieka źródłem życia, przedwieczną, zewnętrzną potęgą utrzymującą świat w istnieniu. Izraelici, niestety, nie rozumieli dobrze charakteru absolutnego Boga, tylko postrzegali Go jako jednego z wielu, a że łatwiej im było czcić innych bogów, to wybierali tych obcych.
Uniwersalizm religii Izraela został ukazany dopiero w czasach, gdy narodu już nie było, kiedy został wysiedlony ze swojego kraju. Stanowi on tylko wizję prorocką, apokaliptyczną, a w żadnym razie nie jest rzeczywistością historyczną. Chrystus przychodzi i potwierdza ten uniwersalizm, a uczniowie niosą Jego objawienie także do pogan. Nastaje czas faktycznego uniwersalizmu Boga Izraela. Problem w tym, że pojmowanie JESTEM jako boga się nie zmienia – po prostu społeczność wierzących wchodzi w miejsce narodu izraelskiego. Czujemy się nowym narodem wybranym. To z pewnością dobre skojarzenie w kontekście Biblii. Niemniej samo rozumienie JESTEM jako boga narodowego, plemiennego zaczyna z czasem uwierać. Pojawiają się teologie filozoficzne, które próbują m.in. opowiedzieć o JESTEM w nowym języku, np. jako o Absolucie filozofów, Pierwszej Przyczynie, apofatycznej ciemnej wizji znanej mistykom pogańskim, Jedni neoplatońskiej. Te usiłowania są wspaniałe, podejmują je Doktorzy Kościoła. Te inne wizje nie przyjmują się jednak w popularnym nauczaniu chrześcijańskim, w którym Bóg nadal jest nasz.
(2)
Można powiedzieć, że w naszym rozumieniu spotykają się te dwie postaci bóstwa z religii naturalnych, które są opozycyjne wobec siebie:
• bóg wewnątrzświatowy, towarzysz swojego narodu, bliski, ingerujący, wymagający aktywności i posłuszeństwa,
• bóg pozaświatowy, niedostępny, nieznany, jedynie intuicyjnie przeczuwany, niepotrzebujący ludzi ani świata.
Te dwie zasady postrzegania Boga są sobie przeciwne, jednak przyjmowanie naraz obu okazuje się potrzebne, aby nie popaść w patologie myślenia. Gdy poprzestajemy na pierwszej, religia łatwo staje się handlem, w którym człowiek wypełnia czynności kultowe, a za to oczekuje świadczeń. To umniejsza pozycję Boga, niejako potrzebującego czci dla swojej chwały. Może to powodować Jego lekceważenie. Drugie rozumienie łatwo prowadzi nas do niepojmowalnego boga filozofów, którego postrzeganie przeradza się w deizm, a wreszcie w zapomnienie. Dopiero złożenie obu spojrzeń na Boga daje możliwość właściwego odniesienia do Niego człowieka.
(3)
Figurą społeczną naśladującą boga byli władcy kultur kosmologicznych, chętnie przypisujący sobie albo wprost cechy boskie (jak choćby faraonowie i cesarze rzymscy), albo status synów boskich, synów nieba, względnie posiadanie mandatu nieba lub wybraństwa (namaszczenia). Bóg długo nie zgadzał się na obecność władcy ludzkiego w swoim państwie izraelskim, gdyż osoba króla chętnie uzurpowała sobie status boski lub jemu podobny. Taka pozycja prowadziła władców do pewnego rodzaju pysznego obłędu, co dotknęło też pierwszego króla Izraela.
(4)
Choć posługujemy się terminem „bóg”, to pierwotny, kosmologiczny zakres jego rozumienia musimy rozbudować o całą naszą wiedzę o Bogu, a samo to pojęcie traktować w jak najszerszym znaczeniu.
3.2.Absolut
(1)
Według popularnej definicji (Wikipedia) Absolut (łac. absolutus – „bezwarunkowy, niezwiązany”) to osobowy lub bezosobowy pierwotny byt, doskonały, najwyższy, pełny, całkowicie niezależny, nieuwarunkowany i niczym nieograniczony. W pewnym uproszczeniu Absolut to bóg filozofów.
Pojęcie Absolutu opisuje przedmiot doświadczenia człowieka, gdy nosi ono znamiona kontaktu z nieskończonością w najszerszym znaczeniu tego terminu. Absolutów doświadczanych może być wiele, tak jak wiele jest nieskończoności. W matematyce nieskończony jest zbiór liczb parzystych, zbiór liczb w ogóle także jest nieskończony. Podobnie wygląda to w doświadczeniu metafizycznym, gdzie też mamy styczność z różnymi nieskończonościami – absolutami. Szersze omówienie tego problemu znajdziemy u P. Tillicha w tekście Moje poszukiwanie absolutów.
Możemy doświadczać wielu rzeczywistości metafizycznych, których natura ma cechy absolutne, nieograniczone:
• Boga,
• własnej duszy (Atman w Indiach pojmowany jest jako tożsamy z Brahmanem, właściwym boskim Absolutem),
• jakiegoś ducha.
(2)
W hinduizmie wykształciły się dwie główne wersje postrzegania Absolutu jako:
• Nirguna Brahman – Absolut pozbawiony cech, nieuwarunkowany, nieograniczony,
• Saguna Brahman – bóg osobowy, nazywany też Bhagawanem, czynny, nawiązujący kontakt z ludźmi.
Te dwie wizje teologiczne od wieków spierają się ze sobą o ustalenie między nimi porządku i rozstrzygnięcie, która forma bóstwa jest pierwotniejsza i stojąca wyżej w hierarchii. Kierunki filozoficzne wybierają pierwszą, a kultowe – drugą. Jest to niezwykle bliskie sytuacji, jak zapanowała na Zachodzie, gdzie w chrześcijaństwie podobnie spotykają się oba spojrzenia – intelektualne i uczuciowe. Wśród chrześcijan znajduje się wielu filozofów kpiących z sentymentalnej religijności ludowej, odnoszącej się do Boga jako do quasi-człowieka, a także ludzi typowo religijnych, gorszących się redukcyjnym pojmowaniem tych spraw przez intelektualistów.
W tym kontekście może zaskakiwać, że chrześcijaństwo nie posiada hierarchii tych aspektów bóstwa i nie próbuje ich porządkować, jak to się robi w Indiach. Jest to jedna z bardzo wielu ilustracji tego, że myśl chrystianizmu opiera się na paradoksalnych ujęciach jednoczących opozycyjne zasady myślenia, bez wybierania jednej z nich jako dominującej. Z tego powodu, jak to się uczy nawet dzieci, Bóg w chrześcijaństwie jest jednocześnie transcendentny i immanentny, bez wyróżniania jednej z tych cech jako ważniejszej.
Teologiczne ujęcie hinduskie obejmujące Nirguna i Saguna Brahmana można bez trudu przełożyć na chrystianizm jako jeszcze jedną parę opozycji opisowych, które po prostu trzeba przyjmować jednocześnie. To, co się nie mieści w ludzkim myśleniu, np. wspomniane zespoły przeciwieństw, dopiero ma jakieś szanse na sensowne odnoszenie się do boskiej rzeczywistości.
(3)
Powyższe rozważania naprowadzają nas na dwa różne plany oglądu Boga. W pierwszym jest Absolutem, Nieogarnionym, będącym poza światem, z nim niezwiązanym, samotnym, jak mgławica kosmiczna, bez związku z ludźmi. Nieogarniony Bóg nie posiada żadnych cech, pozostaje niewysłowiony i oddzielony od świata, święty. Nie można więc w ogóle o Nim mówić ani go w żaden rozumowy i językowy sposób postrzegać. W perspektywie drugiego planu jest „Bogiem” w rzeczywistości z nami, Bogiem uczestniczącym w historii, Bogiem z człowiekiem, nawet Bogiem cierpiącym.
Kontemplując jeden czy drugi plan, musimy pamiętać o jednej naprawdę ważnej zasadzie: nie wolno ich mieszać ani mylić. Jeśli kontemplujesz Absolut w jego oderwaniu od świata, także abstrahuj od świata. Jeśli chcesz rozumieć związki Boga z ludźmi, pamiętaj o Jego problemach związanych z uczestnictwem w historii i o wszystkich Jego kłopotach dotyczących ludzi. Nigdy tych planów nie mieszaj, bo w umyśle ludzkim nie występują zamiennie ani razem. Są to jakby dwa pojęcia o Bogu, trzeba rozumieć oba, ale nie jako jedno, tylko rozłącznie, choć o obu należy pamiętać.
Bardzo wiele problemów duchowych bierze się właśnie z nieumiejętnej teologii i mieszania pojęć. Jeśli pytamy o zło na świecie stworzonym przez wszechmocnego i dobrego Boga, to już mylimy te dwa plany. Bóg dobry to jest odniesienie do bóstwa objawiającego się w historii świata i ludzkości, życzliwie traktującego już stworzonych ludzi. Bóg wszechmocny to nakierowanie uwagi na Absolut, który w tym aspekcie w ogóle nie odnosi się do świata, ponieważ wszechmoc to wszechpotencja, a o niej nie można mówić w stosunku do Boga historycznego, który ją już zrealizował, tworząc taki, a nie inny świat. Te omyłki są bardzo popularne, niezwykle subtelne i dlatego wymagają poważnych studiów i rozważań, dzięki czemu będzie można je obnażyć. Opierają się na niewielkiej pojemności naszych rozumów, w których sprawy boskie łatwo się nie mieszczą. Z tego względu mamy skłonność, aby te opozycje mieszać, zamiast traktować je rozłącznie, a co za tym idzie – dokonujemy uproszczeń i przekłamań.
(4)
Skoro już przywołujemy hinduską filozofię Boga, to warto wspomnieć trzy główne przymioty Brahmana: Sat, Cit, Anandę, czyli Byt, Świadomość i Szczęśliwość.
(5)
Sat
Nie znam zbyt dobrze hinduskiej koncepcji Sat. Jak rozumiem, jest to byt, to, co istnieje, przeciwieństwo Asat, nieistnienia. Szerokie rozważania na ten temat podjęto na Zachodzie.
Bóg istnieje sam z siebie w wieczności. Paul Tillich używa nazwy „samobyt” na Jego określenie. Wszystkie inne byty istnieją tylko dzięki temu, że Bóg udziela im swojej mocy istnienia. Istnienie jest zatem tym Imieniem Boga, które sam nam ogłosił i pod którym chciał być czczony. Hebrajskie Imię Boga YHWH zachowało się tylko w zapisie samych spółgłosek. Pełne jego brzmienie zostało zaś zapomniane, gdyż było tak święte, że Izraelici nigdy go nie wypowiadali. Jedynie raz do roku kapłan modlił się tym Imieniem. Jak się powszechnie przyjmuje, imię to oznacza JESTEM, JESTEM, KTÓRY JESTEM. W kontraście do tego możemy dopowiedzieć, że wszystko inne poza Bogiem nie jest, czyli nie istnieje samodzielnie.
U początków filozofii w twórczości Parmenidesa pojawiła się koncepcja, zgodnie z którą człowiek posiada duchową zdolność doświadczenia Wiecznego Bytu. Wspomniany myśliciel niestety nie miał godnych naśladowców i jego myśl nie znalazła szerszego przyjęcia. Na stałe jednak wniosła do filozofii następujący problem: Jak to możliwe, że chociaż byt jest wieczny i niezmienny, to my postrzegamy świat jako zmieniający się, będący w ruchu? Odniesienie do tego zagadnienia było jednym z kół napędowych myślenia greckiego. Parmenides spojrzał na świat nie z perspektywy człowieka uwikłanego w zmiany i przemijanie, ale niejako wzrokiem Wiecznego Boga, pozaczasowego i wiecznego. Dla Boga czas jest jakby dodatkowym wymiarem świata, który może oglądać w całości. Zmiany z kolei są doświadczeniem ludzi zanurzonych w tym świecie i jego zmienności, z punktu widzenia wieczności to jedynie iluzja.
Bóg jest – to wiemy. Należy zauważyć, że „jest” to nienajlepsze określenie, a raczej metafora lub analogia, bo nie „jest” jak człowiek, liść, krzesło. On jest istnieniem dla wszystkiego, co „jest”. Stale jest, poza czasem, poza zmianą. Trzeba pamiętać, że u Boga jest wyłącznie „teraz”, nie ma nic, co przeminęło, ani nie ma niczego jedynie w wyobraźni.
Wrażeniem, jakiego Bóg udziela w mistycznych wglądach, jest Jego rzeczywistość nieporównywalna z niczym innym na świecie. Jest bardziej rzeczywisty niż wszystko. Istnienie blisko wiąże się z prawdą, a realizm to odnoszenie się do tego, co faktycznie jest. Z tego powodu Boga interesuje tylko prawda.
(6)
Cit
Hindusi przyznają Brahmanowi (Absolutowi) przymiot Cit – świadomość:
„Cit, czysta świadomość absolutna. To na niej zasadza się wszelka świadomość indywidualna, związana z indywidualnymi podmiotami poznawczymi, oraz wszelka świadomość przedmiotowa. Czysta świadomość (cit), pozbawiona jakiejkolwiek treści, jest jednym z trzech atrybutów absolutu (brahman), które stanowią o jego istocie. Pozostałe to istnienie (sat, satta) i szczęśliwość (ananda). W tym sensie czysta, jednorodna świadomość (cit) jest potencjałem poznawczym, czystym poznaniem (jñana), przez co absolut ma status „widza” (saksin), tj. ostatecznego podmiotu poznawczego. Status ten wiąże się z brakiem tradycyjnego podziału na podmiot poznawczy przeciwstawiony swemu przedmiotowi. Dychotomia taka wynika z niewiedzy (avidya) i wiąże się ze sferą iluzoryczną, tj. z prawdą niższego rzędu, z tzw. poziomem konwencji codziennego doświadczenia (samvrta). Cit nie tylko jest niedostępna poznaniu dyskursywnemu, ale wykracza poza wszystko, co dostępne umysłowi postrzegającemu tylko byty nierzeczywiste lub na w poły rzeczywiste, wytworzone w wyniku iluzji (maya). Ponieważ sam brahman nie może być przedmiotem poznania ani nie może zostać uświadomiony, zatem czysta świadomość absolutna nie ma charakteru samopoznawczego, introspektywnego. Sama nigdy nie jest przedmiotem poznania. Dzięki cit wszystko inne może się manifestować, tj. stawać się przedmiotem poznania. Wszystko, co jest poznawalne i staje się treścią świadomości, ma naturę przedmiotu poznania, a więc jest odrębne od absolutu i nierzeczywiste” (Powszechna Encyklopedia Filozofii, „Citta”).
Ksenofanes jako pierwszy w Grecji sformułował opis Jedynego Boga i podobnie przypisał Mu totalną świadomość:
„Ksenofanes przeciwstawił takim fantazjom własną koncepcję Boga: «Bóg, najwyższy pośród bogów i ludzi, ani kształtem, ani myślą [nóema] niepodobny do ludzi» (B 23). Bóg jest żyjącym istnieniem (zoon), choć nie w formie wyartykułowanej, ponieważ «cały widzi, cały myśli, cały słyszy» (B 24). Bez wysiłku porusza wszystkim dzięki własnym myślom (B 15). «Zawsze pozostaje w tym samym miejscu, nie poruszając się wcale, nie jest też dlań stosowne [epiprepei], by przemieszczał się to tu, to tam» (B 26)” (E. Voegelin, Świat polis).
Zachód posługuje się podobnym pojęciem wszechwiedzy. Wiedza ma to do siebie, że stanowi pasywne odbicie stanu rzeczy. Działaniem świadomości i nabywaniem wszechwiedzy jest poznanie. Świadomość, poznanie i wiedza to w przypadku Boga różne sformułowania na tę samą władzę.
Bóg stwarza i poznaje jednocześnie. Poznanie jest funkcją świadomości. Gdy Bóg czyni świat, to na każdym etapie sprawdza i orzeka, że dobrze wykonał swoje zadanie. Podziwia jednocześnie swoje dzieło oraz samego siebie. Jak ludzki twórca na koniec twórczej pracy patrzy na swoje dzieło i aż rośnie w sobie, ponieważ Mu się udało. Ta afirmacja ma ogromne znaczenie.
Bóg to jedyna realność, podstawa wszelkiego istnienia. Dlatego zwraca uwagę wyłącznie na to, co jest realne, prawdziwe, to znaczy: w Nim osadzone. Co od Niego uciekło, przestaje być interesujące. Okazuje się to bardzo ważne, ponieważ wspomniane poznanie jest jednocześnie życiodajną miłością. Clive S. Lewis w Zaskoczonym radością zauważa, że Absolut poznaje siebie w człowieku. To przekonanie jest niezwykle doniosłe. Bóg pozna w nas siebie albo nas nie widzi. Wtedy nie istniejemy.
Bóg posiada wymiar pozaświatowy, gdzie jest jakby jego wszechświat. To tam pogrążony w ataraksji spokojnie ogląda samego siebie, podziwia i afirmuje. Pycha ludzka jest także naśladowaniem Boga, ale w czymś, czego człowiek ani anioł nie potrafią. To jest właśnie pogrążenie w adoracji samego siebie, jakby się mogło odejść we własny, osobny wszechświat. Człowiek ani anioł nie są w stanie tego uczynić, a usiłując to zrobić, zatracają kontakt z rzeczywistością i samymi sobą. Zabijają siebie. Ten rodzaj udawania Boga okazuje się dla stworzeń zabójczy. Bóg udziela nam swojego pokoju, ataraksji, ale jest to dar. W pysze kryje się ułuda, fałsz.
Zdaje się, że w filozofii indyjskiej o wiele częściej rozważana jest świadomość jako przymiot Boga i ludzkiej duszy, niż dzieje się to w myśli Zachodu, która raczej pozostaje skoncentrowana na bycie.
(7)
Ananda
Szczęśliwość, błogość Boga podkreśla się w doświadczeniu Boga pozaświatowego, transcendentnego. Bóg samotnie jest szczęśliwy, bo nie ma żadnych potrzeb, nie odczuwa żadnego braku, niczego mu nie potrzeba. Mistyczna myśl Zachodu zna takie pojęcia jak ataraxia i autarkia, które są bliskie Anandy. Więcej uwag na ten temat pojawi się w rozdziale dotyczącym duchowości.
3.3.Inne określenia Boga
(1)
Bóg polecił nam zwracać się do siebie jako do Ojca. Jest On naszym Wielkim Ojcem, Wielkim Rodzicem, całą naszą prawdziwą Rodziną wraz z braćmi i siostrami. Ludzie wielu kultur mieli skłonność intuicyjnego wchodzenia w tę intymną relację z Bogiem i nazywali bogów „ojcami”. Chrystus mówi „Abba”, co można przełożyć na jeszcze bliższe „Tatusiu”.
(2)
Pan
Bóg jest jedynym Panem – Dominusem. Pokora to dostrzeżenie absolutnej dominacji Boga, jest to niezwykle istotne w życiu duchowym. Po takim doświadczeniu jakakolwiek dyskusja z Nim nie ma sensu. Trzeba po prostu robić swoje. Żadne sprawy świata i ludzi nie mogą się nawet zbliżyć do tego, jawią się jako płaskie na swojej płaszczyźnie, przypominają mróweczki. Z kolei Bóg wypełnia swoim ogromem przestrzeń, jest niepojęty i przeogromny. Jako Pan wszystkim rządzi, na wszystko ma wpływ. Istnienie świata opiera się na Jego woli, na Jego chęci. Duch Boży wszystko scala. Każda cząstka materii i każdy duch w swoim istnieniu podlega woli swojego Pana. Bóg nazywa nas sługami, choć lepiej ilustruje ten temat obraz pana i niewolnika. Jesteśmy Jego własnością, w zupełności do Niego należymy. Bóg jest Panem życia i śmierci, tworzenia i niszczenia.
(3)
Dobro
Dobre jest to, co rzeczywiste i zgodne ze swoją naturą. Z Boga pochodzi istnienie oraz natura wszystkiego. On stanowi źródło dobra. Jest absolutnie dobry, nie może być inaczej. Bóg nie tylko jest dobry, ale też przymnaża dobra, czyli cechuje się twórczością.
My, cienie, blade obrazy Boga zesłane do doliny mroku, poszukujemy powrotu do Niego, łapczywie Go pragniemy. „Dobro” to przedmiot pragnienia. On jest dla nas jedynym prawdziwym Dobrem, czyli skarbem, który chcemy zdobyć. „Zdobywszy” Boga, zdobywamy własne urealnienie i uwiecznienie. Jeśliby nie było Boga, to wszystko może być bogiem; wszystko, w czym człowiek szuka swojego szczęścia (dobra). W Bogu nie ma zła, bo jedyne zło na świecie to bezbożność i jej skutki. Z braku Boga, z zapomnienia o Nim i wykluczenia Go biorą się zło, grzech.
(4)
Bóg sam siebie nazywa na wiele sposobów. Chrystus określa się Drogą, Prawdą i Życiem. To ważne pojęcia, które omówimy osobno.
Określenia istotne dla myślenia kosmicznego to Logos, Arche i inne wcześniej wymienione. W Biblii można jeszcze wskazać przykładowo: Ducha, Amen, Pleromę – Pełnię udzielającą łask i tworzącą w ten sposób świat. Właściwie całą teologię można sprowadzić do rozważań określeń Boga.
Autorem chrześcijańskim snującym refleksje nad boskimi Imionami był Pseudionizy. Korzystając z jego dorobku oraz spuścizny wielu innych myślicieli, można bez końca wymieniać Boże przymioty: Życie, Mądrość, Miłość…
(5)
Ludzie różnych religii chętnie się modlą, wymieniając wiele imion Boga. Chrześcijanie ułożyli na tę okoliczność zbiory określeń bożych w postaci litanii. Tradycyjnie w czerwcu w Kościele rzymskim modlimy się nabożeństwem Litanii do Serca Jezusowego. Takie modlitwy stanowią jednocześnie powtórkę z teologii.
(6)
Najważniejsze określenie Boga to Miłość. Bóg jest Miłością. On stanowi wzorzec miłości. Nie chodzi o miłość w rozumieniu ludzkim, wypaczonym sentymentalizmem, co gorsza, także grzechami nieczystości, zaborczością itp. Miłość duchowa Boga jest doskonała, w niczym nie umniejsza kochanego, przeciwnie – stale chce, by rozkwitał.
(7)
Kontemplujemy przymioty Boga, aby odsłaniać Jego naturę, która jest ich sumą. Dzięki temu, że jesteśmy odbiciem Boga, możemy się przemieniać i lepiej do Niego upodabniać. Taka kontemplacja to podstawowa powinność człowieka. Kontemplacja, poznanie, zjednoczenie z JESTEM dają człowiekowi duchowemu silniejsze poczucie własnego istnienia, osadzenie w rzeczywistości i prawdzie, realizm, uważność. Poznawanie Boga przemienia nas i uzdrawia.
4. Bóg Matką
(1)
Jakiej płci jest Pan Bóg? Ile ma nóg? Oba pytania są równie niemądre. Pan Bóg nie jest podobny do człowieka, czyli np. ma jakąś płeć. Takie myślenie jest antropomorficzne i wskazuje, że kształtujemy Boga na swoje podobieństwo. To człowiek stanowi odbicie Boże, ale żaden człowiek nie jest pełnym odbiciem Pana Boga, tylko jakiejś Jego części. Ojciec na obrazie Powrót syna marnotrawnego Rembrandta ma jedną rękę kobiecą. To bardzo rzadko spotykane odwołanie do kobiecości w Bogu, a przecież w Nim jest jej źródło. Jak czytamy w Biblii: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”. Kobieta to obraz Boga, a Bóg jest doskonale kobiecy.
Czy przez wiele tysiącleci kultywowane przeczucie pierwotnych ludzi, zgodnie z którym Wielka Bogini jest niezwykle ważnym aspektem boskości, mogło być mylne? Wielka Macierz ogarniająca świat swoją miłością, matka karmicielka… Biblia wspomina, jak św. Paweł musiał uciekać przed rozjuszonymi handlarzami posążków Artemidy efeskiej. Bogini ta była szczególna, z pewnością starsza niż jej greckie imię. To była właśnie pierwotna Wielka Macierz, wyróżniająca się tym, że miała wiele piersi, stąd karmicielka. Nawet ta przygoda apostoła potwierdza, jak duże było ludzkie przywiązanie do Wielkiej Matki. W tamtym czasie szerzył się też stary kult Kybele z Frygii i Izydy z Egiptu.
Patrząc na homo religiosus w historii, widzimy, że to nie męscy bogowie budzili miłość i ciepłe uczucia. Bogini, a nie bóg, jest pierwotnym wyobrażeniem boskości (tzw. paleolityczne Wenus). W czasach późniejszych, owszem, Zeus mógł być ojcem, ale uczucia kierowało się raczej do bogiń. One bowiem dawały życie i nim się opiekowały. Demeter, Magna Mater, Kybele, karmiąca Artemis z Efezu, matczyna Izyda, Hestia, która nie miała świątyń, bo każdy dom uznawano za jej przybytek… Kobiecość była rozpatrywana i ubóstwiana w wielu aspektach: nieco szalonej pani zwierząt kochającej łowy, ale i opiekuńczej wobec ludzi (to bardzo stara bogini, u Greków występująca jako Artemida); mądrej, ale i odważnej (Atena); płochej, pięknej, kochliwej (Afrodyta); poczciwej domatorki, ale zaborczej i zazdrosnej (Hera) i mnóstwie innych. Kobiecość była obserwowana, typizowana i ubóstwiana, choć oczywiście pozycja żywych kobiet w Grecji wyglądała mało atrakcyjnie. W Indiach Devi (Bogini) jest tak ważnym obiektem czci, że niektórzy nawet wpisują kult bogiń do definicji hinduizmu i na tej podstawie różnicują go od innych religii.
Mity czekały na Chrystusa, który je wyjaśnił i dopełnił – objawił prawdę o metafizycznych zaświatach. Dotyczy to także mitów o kobiecości, choć w naszej tradycji rzymskiej trudno to dostrzec. Trochę inaczej jest na Wschodzie chrześcijaństwa, gdzie największy kościół i centrum wiary poświęcono Świętej Mądrości (Hagia Sofia). Sofia zaś jest kobietą, co było jasne dla ludzi obszaru helleńskiego, mających dostęp do różnych tradycji duchowych ją opisujących. Mądrość Boża obecna jest w Starym Testamencie. Stanowi przedmiot poszukiwania, wierzący chce ją posiąść. Teologia katolicka nie najlepiej radzi sobie z tym pojęciem. Według komentarzy do Biblii, usiłowano ją połączyć z którąś z Trzech Osób Bożych, ale bezskutecznie. W końcu przyjęto, że jest to część natury każdej z Trzech Osób. Więcej raczej się nie wyczyta, przynajmniej mi się nie udało. Chciałbym mieć czas, żeby postudiować tropy, które wpadają mi w ręce, ale jest go ciągle za mało: teologia chrześcijańskiego Wschodu, ojców syryjskich, teologia ostatniego z Doktorów Kościoła w chronologii ich obwołania, Grzegorza z Nareku, który reprezentuje myśl armeńską, wschodnią. Warto jeszcze dodać do tej listy spuściznę Hildegardy z Bingen, której ponoć Sofia objawiała się w postaci kobiecej! Taka teologia istnieje – nie jako feministyczne fantasmagorie, ale jako stara jak chrześcijaństwo myśl, tyle że rzadko dziś przywoływana.
Duch Święty – Ruach ha Kadosz – jest rodzaju żeńskiego i reprezentuje żeński aspekt bóstwa. Także główny Jego symbol stosowany w Piśmie, czyli gołębica, jest rodzaju żeńskiego. To nie przypadek. Tajemnica macierzyństwa Bożego nie została dobrze opracowana teologicznie, a przecież Bóg jest także matką.
Aspekt żeński ma również Moc Boga. Duch Święty jest ową Mocą. Jako Moc wykonuje zamysł Boga Ojca będący Jego Słowem. W ludzkiej rodzinie ojciec inicjuje nowe życie w matce, pozostawia swoją informację genetyczną. Jednak to matka nadaje swoim ciałem kształt temu nowemu życiu. Ruach ha Kadosz unosił się nad wodami i nadawał kształt wszechrzeczy. To macierzyńska działalność. Także Szechina – Obecność Boga i Jego Chwała – jest rodzaju żeńskiego, czasem traktuje się ją jako żeński aspekt Boga.
To matka podaje dzieciom chleb, karmi je i dba o nie na co dzień. Druga część Ojcze nasz jest matczyna: daj nam chleba, wybacz grzechy, opiekuj się i bezpiecznie prowadź, uchroń od przeciwności. Tak się zachowują ziemskie matki zapatrzone w dzieci i chroniące je od każdej niedogodności.
Czy więc Bóg jest także boginią? Czy Bóg ma płeć? Boża natura mieści w sobie zarówno Boga Ojca, jak i Boginię Matkę, a także wiele innych antropomorficznych ujęć i aspektów. Te terminy to tylko projekcje naszej zwierzęcości. Bóg scala w sobie oba te aspekty nierozłącznie i nierozdzielnie, jest zjednoczeniem zasady męskiej i żeńskiej, ojcowskiej i matczynej. W pewnym sensie jest więc także boginią. Z tego powodu, gdy szukamy pomocy, gdy kierujemy do Boga drugą część Ojcze nasz, bez problemu możemy szukać w Nim sercem Niebieskiej Matki, Bogini, która troszczy się o swoje pociechy, aby im niczego nie brakowało, by były bezpieczne.
Izraelczycy i Arabowie do dziś tkwią w kulturze maczo. Opowiadanie im o kobiecym aspekcie Bóstwa wydaje się niemal niemożliwe. Dla Chrystusa, czyli 2000 lat temu, było to zupełnie niemożliwe. Przekaz biblijny pozostawia nam jedynie aluzje w tym kierunku. My jednak nie żyjemy w kulturze maczo. Unikając jednocześnie przesady feminizmu lekceważącego męskość, możemy spokojnie spojrzeć na Boga, przekraczając ograniczenia naszych ludzkich umysłów i bliskowschodnich przyzwyczajeń.
Zachodnie rzymskie i protestanckie chrześcijaństwo historycznie cierpi na brak teologii kobiecości, na którą zapewne nie było po prostu gotowe w kulturach półdzikich barbarzyńców z toporami, którzy w zasadzie dopiero w naszych czasach osiągnęli pax americana porównywalnie z dawnym pax romana i stosowny stopień ucywilizowania. To obecnie są zdolni recypować taką teologię.
Matka karmiąca dzieci, stale opiekuńcza i troskliwa; matka czuła, pielęgnująca małe życie, kochająca, wyrozumiała, zawsze gotowa przebaczać… Współczucie, mądrość przekraczająca rozumność… Czyż nie tego oczekujemy od Boga na pierwszym miejscu jako upadli grzesznicy i w ogóle istoty niesamodzielne, zależne w istnieniu? Miłość bezwarunkową czują matki, ojcowie są raczej sprawiedliwi i wymagający.
W Biblii możemy odnaleźć kobiece symboliki przedstawiające Boga jako Wielką Matkę. Mówi się o życiu człowieka na świecie jako męce rodzenia. To stanowi odwołanie do obrazu dojrzewania dziecka w łonie matki. Jest to też alegoria, która poucza moralnie. Święty Paweł wspomina, że grzesznik to poroniony płód. Dobre dziecko z kolei trwa w Bogu, w zjednoczeniu z Wielką Matką i od niej nie ucieka. Co więcej, matczyny wymiar ma także symbol karmienia Ciałem i Krwią Boga – czegoś takiego doświadcza dziecko w łonie mamy. Jak poucza Chrystus: kto karmi się w ten sposób, ma w sobie życie duchowe. Czasem mama w przypływie rozczulenia chciałaby mieć dziecko z powrotem w sobie, tak mocno je kocha. Bóg jako matka spełnia to marzenie, ma nas w sobie, a jednocześnie pozwala nam rosnąć i się usamodzielniać. Filozoficznie jest to perspektywa na swój sposób panenteistyczna, choć przykładanie do tego pojęć filozoficznych wydaje się zbyt suche i szorstkie.
Bóg jest także Matką dla swojego Syna, który został przecież zrodzony. Należy przy tym dodać, że to matki rodzą, a nie ojcowie.
(2)
Stawiając pierwiastek męski na pierwszym miejscu, Bóg ma nam chyba coś ważnego do powiedzenia. Kochając nas, nie wyrzeka się na koniec sądu nad nami. My z kolei sięgamy po miłosierdzie i przebaczenie, póki żyjemy. Potem pozostaje tylko sprawiedliwość, przymiot męski, będący ostateczną perspektywą.
Uznanie całej ludzkości za stronę kobiecą znane jest także choćby filozofii taoistycznej, gdzie świat wobec Tao (Boga) jest yin – postawą kobiecą, akceptującą, uległą, poddaną, pierwiastkiem żeńskim. Tao (dla nas Pan Bóg) to strona yang – aktywna, działająca, dominująca. Biblia często opisuje człowieka wobec Boga w symbolu narzeczonej, oblubienicy, czyli dziewczyny. Te analogie między kulturami nie wydają mi się bardzo odległe. Bóg może dzięki swojej wewnętrznej relacji objawiać nam się w różnych aspektach, bo Boskość posiada po prostu różne aspekty. Zasadnicza relacja między nami przyjmuje następującą postać: On jest Panem, Królem, Panem Młodym, my zaś Mu podlegamy, ulegamy i uznajemy Jego panowanie. Dlatego męski symbol ojca jawi się jako najbardziej uniwersalny w tej perspektywie. Chrystus poucza nas także, że jesteśmy dziećmi Bożymi, przez co ten ojcowski symbol nabiera pełnego znaczenia i wielowymiarowo zarysowuje relację Boga i człowieka.
(3)
Gdy mówimy, że Bóg nie ma płci w rozumieniu biologicznym, to nie znaczy, że jest bezpłciowy w tym samym ujęciu. Są pokusy w niezdrowej teologii, aby czynić Boga pomieszaniem męsko-żeńskim, co w istocie pozbawia Go jakiegokolwiek wyrazu, podobnie jak ludzie naszych czasów tracą męską i kobiecą wyrazistość. Chodzi mi o coś innego: Bóg jednoczy przeciwieństwa, przymioty męskie i żeńskie. Jedne i drugie przejawiają się w Nim w stopniu doskonałym i absolutnym, a nie znoszą się wzajemnie ani nie mieszają.
W ogóle mówienie o cechach męskich i żeńskich Boga wynika po prostu z naszej dwoistej natury. Kiedy odnosimy do Niego, to nasze myślenie, pojęcia te związane są z nami, a nie z Nim. To po prostu przymiot naszego myślenia i języka, przejaw naszej słabości, której jednak nie powinniśmy się wyrzekać, tak samo jak nie wolno nam zacierać tego, że nasze myślenie jest antropomorficzne i ułomne. Innego nie mamy, bez niego pozostanie nam tylko nicość umysłowa.
W Bogu to zjednoczenie przeciwieństw, ta pełnia, posiada pewien arcyważny skutek: Bóg jest samowystarczalny, nie potrzebuje nikogo i niczego. Przeciwnie dzieje się z człowiekiem: rozdwojony potrzebuje innych ludzi, żeby przeciwieństwa mogły się przyciągać, by konkurować lub się uzupełniać. W ten sposób buduje się ludzka społeczność (choćby w postaci małżeństwa) – wypracowuje harmonijne współżycie, w pewnej mierze przekraczając siebie i odkrywając istotne sprawy Boże. Zbliża to człowieka do Boga już na starcie, bo Bóg jest Trójcą, czyli właśnie społecznością, wspólnotą Osób. Obcując z przeciwieństwami (wobec własnych cech) w drugim człowieku poprzez empatię przekraczamy siebie i uczestniczymy w jego przeżyciach. Tworzymy doskonałość na drodze miłości na wzór Boga.
(4)
Królowa Nieba
Królowa Nieba to tytuł odnoszony do bliskowschodnich bogiń. Niebo faktycznie ma swoją Królową, choć inną od bogiń, których kult nieraz przybierał amoralne formy. To upragniona przez Boga przed stworzeniem świata kobieta, reprezentująca całą ludzkość. To Ona dała światu Wcielonego Boga, który przyszedł do ludzi z jej ciała. Została wybrana spośród miliardów. W ludzkich pojęciach jest po prostu żoną Boga, matką Jego Syna. Po wypełnieniu swojej ziemskiej misji została zabrana wprost do Boga w niebie, by być tam Królową.
Doskonale święta pozostaje w pełnym zjednoczeniu z Bogiem. Nie ma rozróżnienia na Jej czyny i czyny Boga. Jak najdoskonalszy anioł jest przekazicielką matczynej miłości Boga. Maria z Nazaretu, skromna kobieta, tak skromna, że nawet w Ewangelii rzadko wspominana, poprzez pokorę i cichość dostępuje największego spośród ludzi wyniesienia. Bogurodzica jest stworzeniem, nie Bogiem. W Niej jednak najpiękniej rysuje się temat przebóstwienia poprzez doskonałą komunię (zjednoczenie) woli i działania Boga oraz człowieka. Bóg w sposób niezakłócony działa przez człowieka przebóstwionego, świętego, uwielbionego – świętego świętością Boga, uwielbionego w chwale nie własnej, lecz Boga. Jeśli więc mówimy o tym, że Matka Boża w jakimś sensie działa, biorąc pod uwagę choćby Jej wszelkie tytuły z Litanii loretańskiej, to winniśmy pamiętać, że przez Maryję, jako przez swoje stworzenie, działa sam Bóg.
Tym samym Matka Boga nie jest boginią, ale kobietą. Będąc doskonale połączona z wolą Bożą, objawia nam nie samą siebie, lecz matczyny aspekt samego Boga. Nasza Niebieska Mama to Najświętsza Maria Panna, doskonale zespolona z matczynym aspektem Bożym. Bóg jako Bogini Matka oraz św. Maria jako przedstawicielka Boskiego macierzyństwa jest dla ludzi archetypicznym wzorem wszystkich dobrych bogiń i wyczekiwaniem całej historii ludzkiej religijności.
To ona personifikuje matczyną słabość Boga do ludzi: ustępowanie, akceptację naszych wyborów, poddanie się decyzjom ludzkiej wolności, miłość bezwarunkową i ciepłą. Są to przecież przymioty kobiece, a nie męskie. Bóg – Matka i Maria reprezentująca Go wobec ludzi to również odpowiedź Boga na nasz grzech. Przed gniewem ojca chroni nas czułość matek. Kto w swej grzeszności nie śmie podnieść oczu w stronę Boga, daleko łatwiej zwróci się do człowieka – kobiety, szukając przebaczenia i ratunku. Jak Bóg pozwolił w swojej łagodności, aby ludzie odpuszczali grzechy innym ludziom w sakramentach, aby nam ułatwić drogę zbawienia, tak wręcz usłał nam ją różami, ofiarując Mamę Niebieską. To wyraz najwyższej czułości i zrozumienia dla naszego wstydu, zakłopotania, niezdarności, upadku. Grzesznik odruchowo chowa się przed Bogiem w „duchowe krzaki”, jak zrobił to Adam, i nie potrafi łatwo z nich samodzielnie wyjść. Co innego, gdy napotka czułą i zatroskaną o niego Matkę Marię (tak wiele płaczącą nad nami w objawieniach). Wtedy o wiele śmielej do Niej się zwróci, gdy Ona stanie pomiędzy przestraszonym grzesznikiem a sprawiedliwym Ojcem.
Modląc się do św. Marii, człowiek nie kieruje serca wyłącznie do stworzenia, nawet tak nieskalanego i doskonałego. Zwraca je do Boga w aspekcie Bogini Matki. To Bóg w swoim matczynym wymiarze jest „za plecami” Marii posłanej do nas, żeby zbierać nasze błagania i być ostatnią nadzieją grzeszników. Winny człowiek nie potrafi sam spłacić swojego długu, gdyż grzech jest występkiem wobec Absolutu. Skala kompensaty i skala bezsilnej rozpaczy w grzechu wydają się także absolutne. Lekarstwem na rozpacz jest matczyna czułość.
Pozdrawiam Cię, Mario, pełna Łaski,
Pan jest z Tobą
To Ty jesteś błogosławiona między kobietami i błogosławiony owoc Twojego ciała – Jezus.
Potrzebny jest przede wszystkim przykład życia Marii. Wszak ludzkość w relacji z Bogiem stanowi stronę receptywną, poddaną, uległą, czyli kobiecą. Bóg zawsze przedstawia związek z człowiekiem jako małżeństwo. Przenika On świętego człowieka, skupia na sobie jego zachwyt i podziw, zawłaszcza wolę, tak jak mąż u dobrej żony w małżeństwie. Dlatego Maria w swoim cichym zapatrzeniu w Syna, w posłuszeństwie, absolutnej ufności, adoracji jest dla nas największą nauczycielką duchowości.
Maria mieszkała w Efezie. To znamienna symbolika zdarzeń. Efez był miastem bogini, stolicą kultu Wielkiej Matki, Królowej Nieba pod postaciami Artemidy Efeskiej, Kybele, Izydy. W wielkiej świątyni tysiące wyznawców otaczały Artemidę kultem. W tym samym czasie na uboczu tego miasta w małym domku zamieszkała niepozorna kobieta. Do dziś nikt prawie nie pamięta tej dumnej, wyniosłej świątyni, a ta skromna niewiasta czczona jest na całym świecie. To Ona zajęła miejsce wcześniej jedynie wyobrażanej Niebieskiej Matki. Ona, która nie jest wyobrażeniem, ale naszą najczulszą opiekunką. To właśnie na soborze w Efezie Maria została oficjalnie nazwana Matką Boga.
5. Jeden i Trzech
(1)
Początkiem jest Jedyny, Bezimienny, Wszechmocny i Bezgraniczny; absolutne istnienie i umysł zanurzone w szczęściu; bez żadnych ograniczeń, niedoboru, problemów, samo dobro. Jedyny w swoim umyśle ogarnął myślą siebie samego, a więc wszystko, co istniało. Ta myśl, w Nim powstawszy, jednocześnie Nim jest. Ogarniając Go, jest Mu równa, absolutna, a jednak osobna. Ta myśl ogarnęła Boga i w Nim była, stała się obrazem Boga w Bogu, a przez to sama stała się Bogiem.
Przypomina odbicie, które jakby zdublowało Boga i Go wyrażało. Odbicie, które odseparowało się od pierwowzoru jak dziecko od rodzica, nazywamy Synem, Logosem, Drugą Osobą. Bóg w Bogu nie był rzecz jasna obojętny Bogu pierwotnemu. Powstała zatem intencja dobra pomiędzy Jednym a Drugim, czyli miłość, opieka, troska. Tak zrodził się Trzeci – Duch Boży. Duch jest wewnątrz Boga, więc też pozostaje Bogiem. Treść tej miłości stanowi wzajemna pomoc, adoracja, podziw. Miłość krąży od Ojca do Syna i na powrót, nadaje ruch i zmienność, jest nośnikiem życia wewnętrznego Trójcy. Przerwana została samotność, wytworzyła się zaś Wspólnota (u ludzi jej symbolem jest rodzina). Powstała wielość, choć w jednym. Osoby Boże w wewnętrznym życiu Trójcy posiadają swoje własne charakterystyki, a także swoje role.
Bóg to osobny wszechświat, nieskończenie większy niż nasz. Osobny, równoległy wszechświat, w którym znajduje się niewyobrażalnie wiele życia, jest w Nim wyłącznie ono, bez śmierci. Wszechświat ten stanowią Trzy Osoby w nieustannej miłości. Jest on znacznie bardziej realny niż nasz. Przy nim nasz świat to tylko bardzo blade odbicie. Tam jest pełnia dla naszego życia, której w naszym świecie nie znajdziemy.
Boży świat wypełniają trzy kochające się Osoby. To przestrzeń doskonałości, gdzie każdy zamysł się spełnia, nie ma nieudanych ani niedokończonych dzieł. Każda Osoba z podziwem adoruje pozostałe Osoby i przymnaża im tak wiele, jak tylko może. Widzimy to w Ewangelii, kiedy Jezus o sobie mówi zawsze skromnie, jako o „synu człowieczym”, a wszelkie zasługi i dobroć odnosi do Ojca, z kolei przyszłe dzieła do Ducha Świętego. Tłumaczy, że Jego odejście jest pożyteczne, a dopiero Duch Święty uczyni wielkie rzeczy. Jezus z wielkim namaszczeniem i czcią mówi zawsze o Ojcu i Duchu. Podobnie Ojciec, ilekroć przemawia z nieba, tylekroć czyni to w tym celu, aby wywyższyć Syna, nigdy siebie. Głosu Ducha nie słyszymy, ale to on jest istotą tej relacji uwielbienia pomiędzy nimi. Gdy zstępuje na wiernych, porywa ich do uwielbienia Boga.
To jest niebywałe, bo w Jedynym jest od tej pory Trzech. Bezimienny przyjął trzy Imiona. Bezgraniczny odnalazł różność w samym sobie. Bóg jest jeden, ale nie jest jednolity i monolityczny. W Nim bowiem jednoczą się przeciwieństwa, takie jak jedność i wielość. Bóg jest trzema Osobami, a zarazem jest jednym Bogiem. Dzięki obecności w Nim trzech Osób uczynił w sobie zasadę i przeciwzasadę, np. dawanie i branie, działanie i poddanie, poznanie i bycie poznawanym. Na dodatek jest też tym Trzecim – nierozerwalną więzią między nimi. Bóg jest wielością, a miłość sprawia, że ta wielość stale wraca do miłosnego zespolenia w Jedno. W życiu wewnętrznym Boga zaistniało swego rodzaju boskie uwarunkowanie. Przykładowo, Ojciec jest Ojcem, gdyż ma Syna. To uwarunkowanie to przeciwstawne zasady, które się dopełniają wewnątrz Boga, jednoczą i siebie przekraczają. Na zewnątrz Bóg jako taki w swojej pełni i całości jest absolutny i nieuwarunkowany.
Bóg stanowi wspólnotę Osób, gdzie każda Osoba kocha i obdarza inne Osoby adoracją i chwałą. Bóg jest jak rodzina: Bóg – Ojciec, Bóg – Syn i Bóg – miłość między nimi. Każda Osoba Boska może więc być jakaś, mieć cechy, czyli posiadać swego rodzaju brak. Jednocześnie ten brak zostaje w Bogu jako całości uzupełniany przez inną Osobę. Bóg – Syn, Bóg Wcielony, nieustannie adoruje Ojca z Duchem. Okazuje niekończące się miłosierdzie, ale sam nie jest wszechmocny i dopiero przez modlitwę dysponuje wszechmocą Ojca. Ojciec znajduje się w oddaleniu od ludzi, lecz dysponuje bliskością Syna wobec nich. Ten z kolei, umierając, ustępuje miejsca wśród ludzi Duchowi i Go adoruje, zapowiadając dzieła jeszcze większe od swoich własnych. Ta nieustanna spirala adoracji, chwały i współpracy jest jak koło zamachowe życia. Ruch wewnętrzny w Bogu staje się pierwowzorem życia świata. Życie, czyli wymiana, zmiana pomiędzy Osobami Boskimi, napędza życie na ziemi. Krążenie miłości jest przyczyną samego istnienia świata.
Świat Boga wypełnia nieustanna, pełna zachwytu adoracja, pokora, uwielbienie, ofiarowanie się poszczególnych Osób dla pozostałych. Bóg poznaje siebie, a jest doskonały, więc to poznanie przeradza się w podziw, adorację. Ta myśl, ten obraz Boga w Bogu, to Syn – Logos. Jest On nieustającą adoracją Ojca. Adorując Boga, uczestniczymy w Jego życiu wewnętrznym, gdzie jedna z Osób adoruje pozostałe. Te strumienie miłości stanowią źródło dobrej energii dla naszego życia.
(2)
Ojciec, Syn i Duch uczynili stworzenie. Ojciec uczynił je Słowem, a Duch kontynuuje jego kształtowanie. Dzięki stworzeniu Osoby Boże miały czym się obdarować. Powstał przedmiot. Do tej pory były tylko Trzy Osoby (podmioty). Stworzenie jest jakby przeciwieństwem natury Boga – okazuje się bezradne, ulotne, słabe, zmienne. Ojciec ofiarował wszechświat Synowi. Ten zaś odkupił świat swoją ofiarą i przywróci go pod wolę Ojca wyrażoną w Prawie. Duch uczestniczy w obu tych procesach, wychodząc od Ojca do Syna i na powrót. Poza tym objawia ludziom Ojca i Syna, przez co otacza Ich chwałą. Józef Tischner pisał:
„Ojcu przypisujemy dzieło stworzenia, Synowi dzieło odkupienia, a Duchowi Świętemu dzieło objawienia. (…) Duch jest pierwszy w działaniu, ale ostatni w rozpoznaniu. Duch uczy bezinteresowności i wspaniałomyślności, (…) uczy wspaniałomyślnej wiary, z której dopiero wypływa pobożność. (…) Duch pochodzi z wzajemnego poświęcenia Ojca i poświęcenia Syna. Naturą Ojca jest «bycie – dla – Syna». Naturą syna jest «bycie – dla – Ojca» (…). Duch jest owocem «bycia – dla – Innego» Ojca i Syna”.
(3)
Szczytem stworzenia jest człowiek. Ludzie łączą wiele przeciwieństw w swojej naturze na wzór Boga. Stworzeni z nicości mogą stać się niemal Mu równi. Człowiek może być czwartym, wspólnym dziełem Trzech, czymś, co ich jednoczy w działaniu. Stworzenie z kolei może poznać Boga i być jakby Jego portretem rodzinnym. Przez nie Bóg poznaje siebie. Rodzice ziemscy łączą się, żeby wydać dziecko. Wspólnota Boża łączy się, wytwarzając świat. Malutkie dziecko jednoczy sobą rodzinę, scala ją swoimi potrzebami, staje się dla wszystkich oczkiem w głowie. Ze światem, a także z każdym człowiekiem z osobna jest podobnie.
Istnieje ciekawa analogia pomiędzy Trójcą a Jej odbiciem, czyli człowiekiem. W człowieku jest wola (jak Bóg Ojciec), rozum (Logos – Syn), miłość i uczucia w ogóle (Duch). Scala je w jedno prawość, która zapewnia jednolitość, integralność człowieka. On także ma swoje życie wewnętrzne i do pewnego stopnia wielość. Niestety, wskutek nieprawości doznajemy dezintegracji, rozbicia w nas człowieczeństwa. Z tego powodu te władze wewnętrzne pozostają skłócone i walczą w nas, zamiast się wspierać.
(4)
Kontemplacja tych spraw przynosi człowiekowi wiele nowych perspektyw rozumienia własnego życia:
• potrzeba zapominającego o sobie miłosnego zapatrzenia w kogoś drugiego, w Boga lub człowieka; tak czyni Bóg, jedna Osoba wobec drugiej Osoby,
• pogrążenie w adoracji Boga to połączenie się z rozkoszą pozaświatowej doskonałości Boga i własne udoskonalenie; zbliżenie do Boga to zbliżenie do Jego wiekuistego szczęścia, którego nam udziela,
• winniśmy zawiązywać kochające się wspólnoty osób i wzajemnie się obdarzać bezbrzeżną miłością; to także model dobrej rodziny i całej ludzkości,
• miłość ta jest duchowa, nieoglądająca się na sprawy materialne, ale oddająca je drugiemu; taka miłość to po grecku agape, miłość jednocząca, mistyczna, zbliżająca do siebie ludzi z ludźmi i z Bogiem.
(5)
Wielu bogów czy jeden Bóg?
Skoro w Bogu są Trzy odrębne Osoby, to powstaje pytanie, czy chrześcijaństwo jest religią monoteistyczną czy politeistyczną. Odpowiedź na nie jest pozornie prosta. Oczywiście monoteistyczną, gdyż bóstwo w Bogu (substancja boska) jest jedno, a Bóg jako całość też jest jeden. Jednak Osoby Boskie reprezentują różne funkcje Boga, a to pozostaje w pewnej analogii do systemów politeistycznych. W nich poszczególni bogowie dzielili się boskimi zadaniami, np. opiekowali się każdy z osobna lądem, morzami, podziemiem. Bóstwo było jedno, jakby substancja boska, ale poszczególni bogowie pełnili różne funkcje. Jak widać, intuicje politeistyczne wcale nie są bardziej odległe od rzeczywistości Trójcy niż typowo monoteistyczne poglądy, uważane za wyższe i późniejsze.
Ścisły monoteizm nie pochodzi z religii, tylko z filozofii. W Grecji wynalazł go Ksenofanes, ale wcześniejsze poszukiwania filozoficzne Absolutu w postaci Arche (Początku) były specyficzną odmianą dążenia do jedynobóstwa filozoficznego. Bardzo wyrafinowane i bliskie rzeczywistości są te koncepcje, które zakładają zjednoczenie przeciwieństw w Absolucie. Takie myślenie (opozycja zasad, nie wartości) obecne jest w niektórych filozofiach, przytrafia się także w gnozie. Tao ze swoją równowagą przeciwnych sobie pierwiastków, idee indyjskie, gdzie boska siła jednoczy przeciwieństwa (np. siły słoneczne i księżycowe w Tantrze), greckie idee, takie jak Logos Heraklita, i wiele podobnych wierzeń u mniejszych pierwotnych ludów – wszystkie one są przygotowaniem na objawienie się prawdziwego Boga.
Greccy chrześcijanie nie przyjęli koncepcji Boga jako wspólnoty Osób w pełni sobie równych. Znajduje to wyraz w bardzo starym sporze Konstantynopola i Rzymu o pochodzenie Ducha. Według Greków może On pochodzić tylko od Ojca, a w Trójcy zachowana jest hierarchia Osób. Ta jednokierunkowość działania w życiu wewnętrznym Boga przywodzi na myśl starożytne filozofie greckie ukazujące boskość jako, owszem, złożoną, ale powstającą w wyniku hierarchicznej emanacji. Efektem tego w antyku był arianizm odbierający Synowi przymiot boski.
Wizja Boga ściśle monolitycznego pociąga za sobą brak jakichkolwiek cech w Absolucie, co za tym idzie – brak życia i działania. To Bóg filozofów, w istocie martwy, nieczynny, nieobecny. Czysty politeizm to boskość wszystkiego, ale i brak jednolitego bóstwa; to wielu małych, słabych bogów; świat pełen bogów. Dopiero zjednoczenie tych planów pozwala zrozumieć Boga jako żywego, czynnego, posiadającego cechy, a zarazem absolutnego. Taką wizją jest właśnie Trójca.
(6)
Pomiędzy zdecydowanym politeizmem, uznającym wielu bogów i nieczyniącym żadnych w tej sprawie refleksji, oraz monoteizmem, przyjmującym jedynego boga i odrzucającym wszelkie inne przejawy boskości, funkcjonuje sporo postaw pośrednich i syntetycznych. Nie sposób opisać wszystkich praktycznych rozwiązań problemu dotyczącego wielu bogów i jednej boskości. Świat religii naturalnych cechuje się zwykle dużą swobodą i rozległym spektrum wierzeń.
Zazwyczaj „szeregowi” bogowie reprezentujący jakieś siły przyrody stanowią bogów wewnątrzświatowych (termin E. Voegelina), powstają na istniejącym już świecie i wraz z nim giną. Niekiedy stosuje się do nich termin „półbogowie”. Są to istoty wyższe od człowieka, ale nie wszechmocne. Wydaje się, że wszędzie na świecie można znaleźć także wierzenia odnoszące się do jakiegoś nadrzędnego Absolutu lub najwyższego boga. Może to być rodzaj życiodajnej mocy albo boski duch wszystko przenikający czy jeden z bogów uznany za stwórcę wszystkiego. Przykładowo w Indiach funkcjonują różne wersje takich poglądów pomieszanych z praktyczną czcią także dla mniejszych bogów, którym przyznaje się funkcje służebne lub których postaci traktowane są jako obrazy sił przyrody. Takim krokiem w stronę monoteizmu może być Wisznu uznawany za nadrzędnego boga rozporządzającego innymi bogami. W wersji filozoficznej będzie to Absolut – Brahman. Gdzieś obok tego funkcjonują moce kosmiczne, takie jak Prana. Antyczna Grecja kultywowała wiarę w bogów, ale całe losy świata zależały od bliżej nieokreślonej Mojry. Przegląd Absolutów lub najwyższych ponadświatowych bóstw w religiach świata to bardzo ciekawa dziedzina wiedzy.
Monoteizm nie jest jakąś zewnętrzną ideą w religiach naturalnych, tylko nie w każdej został jasno wyartykułowany. Postawy politeistyczne łatwo mieszają się z henoteizmem, summodeizmem, emanacjonizmem i jakimś zaczątkowym monoteizmem. W kulturach politeistycznych mamy jeszcze animizm i wiarę w pomniejsze duchy (niekoniecznie aż boskie, ale jednak ponadludzkie), a także magię ze swoim specyficznym światopoglądem poszukującym dla człowieka jakiejś nadnaturalnej mocy, kojarzonej niekiedy z boską mocą. Dopiero taki „koktajl” daje nam jako taki pogląd na realny i praktyczny politeizm. W tym świecie nie występuje ostry podział na politeizm, henoteizm i monoteizm. Postawy te mieszają się i niekoniecznie wykluczają. W dzisiejszej umysłowości, opartej na ścisłych definicjach, logicznym wykluczaniu i twardych przeciwstawieniach, taki koktajl nie bardzo się mieści, a jednak rzeczywistość nie idzie w parze z wyobrażeniami współczesnego, upośledzonego religijnie człowieka. Na marginesie należy dodać, że powrotem do tego koktajlu jest New Age. Ponadto ktoś przewrotnie zauważył, że nominalny politeizm jest monoteizmem o tyle, że w stosunku do konkretnej sytuacji właściwy okazuje się zawsze tylko jeden wyspecjalizowany bóg (np. bóg kowalstwa niepodzielnie rządził tą dziedziną).
Szczegółowe studia religioznawcze, których nie zamierzam tutaj przepisywać, są źródłem fascynującej wiedzy o przeżywaniu religii przez różne ludy. Odkrywają one też skomplikowane relacje wielo- i jedynobóstwa. Według mnie ważne jest to, że współwystępowanie obu postaw religijnych, choćby w zaczątkowej postaci, to coś zupełnie naturalnego, zwłaszcza gdy dochodzi do tego refleksja filozoficzna nad Absolutem.
W tym kontekście chrześcijańska nauka o Trójjedynym odnajduje swoje intuicyjne naturalne namiastki, których obecność przygotowała ludzkość na to niełatwe, ale doskonałe nauczanie.
(7)
Ciekawe byłoby zbadanie tematu elohim w Biblii. Słowo to oznacza bogów w Genesis. Jest ono odnoszone do Boga, wtedy w zdaniu pojawia się czasownik w liczbie pojedynczej. Jednak termin ten stosowany jest również do aniołów i chyba w ogóle mieszkańców nieba. Ta perspektywa zarysowuje nam jakąś dawną wieloznaczność rozumienia boskości. Mamy w Biblii dwa ważne zdania z „bogami”. W pierwszym Szatan okłamuje Ewę, że gdy ludzie zgrzeszą, to będą jak bogowie. Chrystus, cytując jeden z psalmów, stwierdza, że ludzie są bogami. Wygląda na to, że Szatan obiecywał ludziom coś, co już faktycznie posiadali. Skutkiem grzechu było upodlenie, a nie zmiana statusu duchowego. Przeciwnym do tego procesem jest duchowość, która prowadzi do przebóstwienia człowieka. Zaskakujące, że w jej wyniku człowiek staje się na powrót bogiem w rozumieniu Ewangelii. Takie twierdzenie jest uprawnione na gruncie wypowiedzi Chrystusa i tradycji przebóstwienia (theosis) w chrześcijaństwie greckim. Choć nazywanie człowieka „bogiem’’ i „boskim’’ są zaskakujące, to przekaz z tego płynący jest zupełnie tradycyjny. Człowiek staje się bogiem, ale innego rodzaju niż Pan Bóg. Nasyca się boskością, czyli świętością, a to oznacza przekształcenie siebie w samo dobro na wzór Dobrego Boga. Jest wielu pyszałków uprawiających jakąś duchowość, marzących o tym, żeby być jak bogowie w wizji Szatana: nabrać własnej mocy i władzy nad materią, samemu o sobie stanowić, wynosić siebie ponad cały świat. Tacy przemieniają się w Szatanów, nie bogów, uzurpatorów władzy nieliczących się z Bogiem i Jego wolą. Święty człowiek staje się dobry, kochający, cichy, bo taki jest w swoim dobru Pan Bóg. Sytuacja ludzi przebóstwionych, werbalnie kojarzy się z wielobóstwem. Nie jest to tylko ćwiczenie intelektualne i szermierka słowami. W wielu kulturach ludzie szczególnie dobrzy i uduchowieni zyskują zwłaszcza po śmierci kult właściwy bogom. W ostatniej historii Indii taka cześć dotyczy przykładowo Shirdi Sai Baby, który ma, jak czytałem, swoje mandiry w wielu miastach Subkontynentu. Ta naturalna intuicja obecna jest także w tradycyjnym chrześcijaństwie, gdzie szczególnej czci doznają ludzie za życia naznaczeni ową pochodzącą od Boga świętością, święci. To ludzie, którzy swoim życiem osiągnęli ten status i w niebie cieszą się boską chwałą, pochodzącą od jedynego jej źródła, jakim jest Pan Bóg. Jego chwała, Jego światło upodabnia ich do bogów, o czym przypomina także tytuł dzieci Bożych. Odsłania nam to tajemnicę boskości odnoszonej do ludzi, a trzeba przez to rozumieć nie obietnicę Szatana, tylko udział w bóstwie Pana Boga na drodze świętości.
(8)
Pojęcie prawdy o Trójjedynym należy do największych wyzwań wiary chrześcijańskiej. Dobre zrozumienie Chrystusowej obietnicy wyniesienia ludzi do godności dzieci Bożych prowadzi do uzyskania takiego statusu. Jedno i drugie nie jest łatwe, ale nie ma dla człowieka większego i cenniejszego wyzwania.
