1. Doświadczenie Kosmosu
(1)
Gdy patrzymy na piękno i ogrom przyrody, jej bogactwo i ład, doznajemy cudownego zachwycenia światem. Przenika nas pierwsze doświadczenie Kosmosu, czyli świata uporządkowanego, jednolitego, pięknego. Stajemy wtedy na progu mistyki Kosmosu. Doświadczenie kosmiczne dotyka też w jakiś sposób relacji z Bogiem. Jest to tzw. mistyka naturalna, zjednoczenie z tajemnicą samego istnienia. Wielu odbiera to jako ostateczne możliwe doświadczenie na drodze duchowej, a takim nie jest. Przypomina to bardziej powrót do łączności człowieka z rzeczywistością, która nosi w sobie odbicie Boga w całym Jego pięknie, dobru, harmonii. Właściwie rozumiane może się stać bramą do niezwykle silnego doświadczenia Boga. Zasadniczo osadza nas w Kosmosie, pomaga zrozumieć nasze w nim miejsce. Bywa początkiem szlachetnej myśli filozoficznej.
Człowiek w swojej naturze potrzebuje poczucia łączności z resztą świata – tak jesteśmy zbudowani. Prastare kultury animistyczne oparte są na przenikającym doświadczeniu człowieka jako fragmentu rzeczywistości poddanego biegowi zdarzeń. Doświadczenie kosmiczne czy choćby kontakt z przyrodą przynoszą nam ogromną przyjemność i działają terapeutycznie. Odnajdujemy w nich naszą własną naturę. Paul Tillich nazywa człowieka samoświadomą częścią świata, a część nie może przecież dobrze funkcjonować bez całości.
(2)
Doświadczenie Kosmosu wywołuje poczucie jedności, ładu i ładności, czyli piękna. Z kolei doświadczenie piękna to zachwyt.
(3)
Podstawą wszelkiego wyższego myślenia i odczuwania jest wspomniany zachwyt i zadziwienie. Zadziwia nas już cud samego istnienia. Przecież o wiele łatwiej nie być, niż być. Każdy listek jest objawieniem Boga i wspaniałości świata, o ile pragniesz to zobaczyć. Doskonałość przyrody odsłania nam Rozum, Logos, który nadaje światu ład.
Gdy Bóg stworzył świat, to się nim zachwycił, poznał, doświadczył, że Jego świat jest dobry. Patrząc w ten sposób na niego, jednoczymy się z zachwytem Boga. Jest w tym też wielkie wzruszenie urodą i dobrocią świata. Kto umie tak patrzeć, nie będzie krzywdził nikogo i niczego. To początek dobra.
Bóg jednocześnie zachwycił się sobą i swoją pracą jak artysta wpatrujący się w swoje skończone, doskonałe dzieło, przeniknięty dumą i zachwytem. Rozwój świadomości tego w człowieku następuje stopniowo, gdyż nienawykły do takich przeżyć, gdyby poznał naraz zbyt wiele, nie zniósłby takiej rozkoszy.
(4)
Doświadczenie Kosmosu ma dwa oblicza. Z jednej strony towarzyszy mu poczucie pewnej obcości. Otacza nas świat natury, który nie został stworzony przez człowieka, jest trochę groźny, ale i porywający. Z drugiej strony doświadczenie Kosmosu, jako jednak uładzonej całości, przezwycięża poczucie separacji i samotności. Ta dwoistość opozycji tego doznania czyni je niezwykle żywym i przejmującym. Niewiele jest piękniejszych przeżyć w życiu człowieka. Mędrzec kontemplujący Kosmos mógł żyć w poczuciu wielkiego szczęścia zupełnie sam, nigdy nie będąc samotnym.
(5)
Człowiek odnajduje siebie jako cząstkę Kosmosu. Część to coś, co zawiera się w większej całości i ma wartość o tyle, o ile uczestniczy w całości. Posiada też swoją tożsamość i odrębność. To piękne przeżycie pokazuje nam nasze miejsce w świecie.
(6)
Doświadczenie świata jako całości niesie za sobą ogromne skutki. Mówi się, że mędrzec poznaje świat, nie wychodząc z domu. Skoro świat to suma praw stanowiących o jego porządku, to jest to możliwe. Samo używanie słowa „świat” wskazuje, że potrafimy go przedstawić sobie w umysłach jako całość, że mamy o nim pojęcie. Nie mogę ogarnąć świata zmysłami, mogę jednak ogarnąć go jako zbiór zasad, które go konstytuują. Tylko wtedy w ogóle ma sens używanie tego słowa.
Kosmos to świat uporządkowany, istniejący dzięki prawom, które go wypełniają. Rzeczy, zwierzęta, ludzie powstają i rozpadają się, nie trwają wiecznie. Wieczne są natomiast prawa, idee, dlatego warto interesować się nimi bardziej niż przedmiotami, które giną.
Doświadczenie jedności kosmicznej lub kosmicznego porządku dane bardzo wielu ludziom stanowi często pierwsze doświadczenie na drodze zarówno religii, jak i mistycznej filozofii. Od zawsze prowadzi ono człowieka do uporządkowania swojego życia oraz do wytworzenia społeczności ludzkich. To podstawowe
doświadczenie było wspólnoto-, kulturo- i prawotwórcze, dało początek cywilizacji, czyli poddaniu życia człowieka wspólnym prawom.
(7)
Żyjemy w otoczeniu wielu rzeczy, roślin, zwierząt, ludzi, jest ich nieskończona niemal liczba. Pomimo to mamy skłonność do używania pojęcia „świat” w opozycji do tej wielości, doszukujemy się jakiegoś jej ujęcia poprzez jedność. Tym, co czyni świat realnym jako całość, jest nasza przyrodzona wewnętrzna potrzeba. Niektórzy doświadczają jedności świata poprzez bardzo silne mistyczne przeżycia i wglądy.
Świat w takim rozumieniu zawdzięczamy zapewne Grekom, których filozofowie poszukiwali spoiwa Kosmosu i jedności przezwyciężającej codzienne doświadczenie wielości rzeczy. Dla kultury Zachodu świat jest ważnym zagadnieniem. Ludwig Wittgenstein w swoim Traktacie ujął to tak:
„6.44. Nie to, jaki jest świat, jest tym, co mistyczne, lecz to, że jest.
6.45. Spojrzenie na świat sub specie aeternitatis jest spojrzeniem nań jako na – ograniczoną – całość. Odczucie świata jako ograniczonej całości jest tym, co mistyczne”.
(8)
Świat jest ograniczoną całością, co oznacza, że człowiek może go doświadczyć i w jakiś sposób próbować ogarniać. Czynimy tak od tysiącleci. Nakazał nam to Stwórca, mówiąc, abyśmy czynili sobie ziemię poddaną. Aby panować nad swoim światem, człowiek musi poznać jego mechanizmy, jego prawa i je wykorzystać. Cały wysiłek nauki opiera się na przekonaniu, że świat jest opisywalny, a jego prawa można zaprząc tak, aby świat pracował dla człowieka. W naszej epoce osiągnęliśmy bardzo wiele na tej drodze. Człowiek zarządza światem na ogromną skalę, realizując w praktyce podstawowy nakaz Pana Boga. Podobna sytuacja dotyczy choćby nowego urządzenia, mogę go używać, jeśli najpierw poznam instrukcję obsługi. Tworząc m.in. filozofię i naukę, piszemy taką instrukcję.
2. Świat
(1)
Świat… Tak często używamy tego słowa, ale co ono oznacza? Świat jest zawsze światem człowieka, świat i człowiek to pojęcia skorelowane, świat definiujemy poprzez odniesienie do człowieka.
(2)
Po pierwsze to jest „mój świat”, „mały świat”, czyli otoczenie danego człowieka pozostające w zasięgu jego wzroku, rozumienia i działania. To nasza realność, kawałek wielkiego świata, jaki dano nam pod opiekę i we władanie. Stanowi on najbardziej podstawowe doświadczenie, doznanie zmysłowe, namacalne.
Nasz „mały świat” ze swoimi drobnymi, codziennymi sprawami wiąże nas ze sobą emocjonalnie. Niekiedy potrafimy się zaaferować jego sprawami do tego stopnia, że zapominamy o Bogu. Chrystus przestrzega przed „ciałem”, czyli tą częścią człowieka, która ciągnie go do otaczających nas rzeczy i spraw, a jednocześnie zagłusza głos Ducha Świętego.
Jeszcze sto lat temu w Polsce w spisach powszechnych 30% ludzi nie deklarowało żadnej przynależności narodowej i określało się jako „tutejsi”. Nie identyfikowali się oni z żadną większą społecznością poza bliskimi osobami i sąsiedztwem.
Dla każdego z nas zdarza się „koniec świata” w tym rozumieniu, kiedy jakieś najbliższe nam relacje się kończą, np. umiera ktoś szczególnie kochany. Dla dzieci takim końcem świata w sensie uczuciowym bywa śmierć rodzica. To dla nas bardzo ważny wymiar przeżywania. Łączy się on przede wszystkim z domem.
(3)
Po drugie jest to obszar danej kultury, języka, zwyczajów, praw, często obejmuje państwo, w którym żyjemy. Chińczycy mają znak „pod niebem”, który odnosi się do znanego im świata, czyli de facto Chin. To taki „nasz świat”. Póki nie było mediów i kultury globalnej, ludzie przeżywali raczej to, czego mogli się dowiedzieć w swoim języku, co wiązało się z ich wspólnotą plemienną, państwową, narodową lub kulturową. Istniały inne kraje i kultury, ale one ich nie dotyczyły, były bowiem za daleko.
Taki rodzaj przeżywania świata wytworzył kultury kosmologiczne. Powstanie imperiów i kultur wielonarodowych („ekumenicznych”, jak je nazywa E. Voegelin) odebrało wielu ludziom poczucie bliskości, tożsamości i spowodowało upadek doświadczenia tego rodzaju świata, dla wielu osób było jakby końcem świata.
W czasach telewizji i szybkich podróży ten wymiar świata właśnie umiera. Stajemy się globalną wioską, rządzi kosmopolityzm, wymierają partykularne kultury, style życia, sposoby myślenia.
(4)
Po trzecie to świat w ogóle, świat materialny i duchowy, w którym się obracamy, grecki Kosmos, „cały świat”. Filozofowie (także naukowcy) i mistycy stale go penetrują i próbują zbadać, ogarnąć.
W Grecji rozkwitła filozofia. Kraina grecka i liczne kolonie były podzielone na wiecznie zwalczające się małe kraje (państwa-miasta). Grecy nie wytworzyli więc silnego poczucia świata-państwa, a podróżując pomiędzy różnymi lokalnymi porządkami w naturalny sposób zaczęli je relatywizować i przeszli do ujęcia po rządku uniwersalnego, uogólnionego. Takim studium jest filozofia.
Ten rodzaj świata to Kosmos, wszechświat. Ludzie obawiają się końca tego świata w wyniku działania zła ludzkiego, a obawy te są słuszne.
(5)
Najmniejszy wymiar „świata” to człowiek sam dla siebie, mikrokosmos. Gdziekolwiek nie pójdziemy, to jedno się nie zmienia – człowiek z własną psychiką, ciałem i umysłem jest zawsze sam ze sobą.
(6)
Wreszcie ostatni obszar rzeczywistości, jakiś świat poza „całym światem”, gdzie w oddaleniu istnieje sam Pan Bóg. Choć nie jest to część ludzkiego świata, to właśnie Boża rzeczywistość stanowi pierwowzór, Początek (Arche) i Koniec (Telos, także „Cel”) naszego świata.
Tylko dlatego możemy w ogóle mówić o świecie, Kosmosie, ponieważ istnieje Ktoś, kto swoim spojrzeniem z zewnątrz ogarnia tę całość – to Bóg. Myślenie kategoriami Kosmosu jest, jak to zauważył L. Wittgenstein, rodzajem mistyki, bo zakłada istnienie tego pozaświatowego odniesienia. Z tego powodu, odkrywając Kosmos jako wewnętrzne doświadczenie, zbliżamy się do Boga i Go naśladujemy. Niektórzy potrafią w całości zwrócić swoją uwagę na Boży wymiar rzeczywistości i odkryć go jako jedyny prawdziwy, wieczny, świadomy i przyjemnie spokojny. W ten sposób doświadczenie Kosmosu może otworzyć świadomość na Boga. Jest to już mistyka.
Dla człowieka zdolnego do takiego wglądu, związanego z tą ponadświatową trwałością, mądrością i spokojem, niższe poziomy przeżywania świata zasłaniają jedyną autentycznie prawdziwą rzeczywistość. Materia i sprawy świata są jak ser dla myszy, przykuwają uwagę i serce, odwracając je od Wiecznej Tajemnicy. Przypominają jednak także szczeble drabiny wzrostu świadomości aż do przekraczania Kosmosu i sięgania w stronę Pana Boga.
(7)
Jeśli odkroić kawałek tortu, to w tej części są wszystkie elementy całości. Z oglądu części poznajemy całość, a część sprawdzamy co do jakości, patrząc na całość. Ta jakość to kompletność elementów i przystawanie do całości.
Podobnie jest z człowiekiem. Jestem mikrokosmosem, wszystkie elementy świata mam w sobie. Mam w sobie rzeki krwioobiegu, skały kości, ciało zbudowane z pagórków i dolin. Moja dusza jest duchem, ciało – materią, żyję w obu wymiarach świata jednocześnie. Powstałem – niczym rośliny – z nasiona wrzuconego w żyzną bruzdę. Najpierw jestem jedną komórką jak mikroby. Potem małą rybką, jeszcze później małpką. Przechodzę wszystkie fazy istnienia, żeby stawać się podobnym Panu Bogu. Mam w sobie mnóstwo istnień – bakterii symbiontów więcej niż własnych komórek. Moje ręce trochę jak posłuszne stworzenia wykonują moją wolę. Odbijają się na mnie żywioły i wydarzenia w świecie. Mikrokosmos jest w stałej więzi z całym Kosmosem.
Ludzkie wnętrze, nasze przeżywanie wynika z przyjętej wizji Kosmosu. Gdy uznajemy miłość za zasadę świata, to kochamy też samych siebie. Jeśli stawiamy na przemoc, to i siebie traktujemy z przemocą. Gdy akceptujemy na świecie fałsz, to i samych siebie okłamujemy itd. Często te uogólnienia zaczynamy od słów takich jak „wszyscy…”, np. „Skoro wszyscy kradną, to i ja mogę”. Kłamiąc o prawach Kosmosu, wypaczamy siebie. Istnieje nierozerwalna więź działania mikrokosmosu w człowieku i Kosmosu jako całości.
(8)
Budujemy wokół siebie większe całostki, swoje minikosmosy. Najpierw to dom, który dla dziecka jest całym światem. Nasze domy to najprostsze wspólnoty bliskiej rodziny i innych wspólnie gospodarujących. Ich organizacja, struktura, cechy są takie, jak nasza wizja Kosmosu jako całości. Jeśli mamy wizję świata uporządkowanego, harmonijnego, to i nasze domy są spokojne. Gdy akceptujemy w świecie anarchię i zepsucie, takie też będą nasze domy. Jakie jest wnętrze domu, takie będzie też wnętrze wychowanego w nim dziecka. Gdy panowała w nim nerwowa atmosfera, to i człowiek urośnie nerwowy. Około połowa ludzi wiernie naśladuje styl życia rodziców, którego doświadczyli w domu.
(9)
Większy minikosmos to państwo. Wspólna wizja świata jego mieszkańców przenosi się na porządki wewnętrzne. Przejawia się ona też w kondycji wewnętrznej człowieka i funkcjonowaniu jego domu.
W cywilizacjach kosmologicznych własne państwo uznaje się za quasi-kosmos, za całość godnego uwagi świata. Traktują one resztę rzeczywistości jako odrzucone, chore zaświaty, złe i niewarte uwagi, coś na kształt piekieł.
(10)
Organiczna wizja społeczności przedstawia całość społeczeństwa jako narządy jednego człowieka. Wedyjski Purusza jest oczywistym tego przykładem. Ten Kosmiczny Człowiek (symbol Boga) miał wygenerować ze swojej głowy, rąk, nóg różne stany społeczne. Jedność świata w tej wizji zależy od wykonywania przez ludzi swojego powołania w ramach przyrodzonego stanu i grupy zawodowej (kasty, dźati).
Drugie źródło organicznej wizji społeczeństwa to odkrycie analogii między po rządkiem społeczeństwa i duszy człowieka (u E. Voegelina – makroantropos).
Co ciekawe, indyjski Purusza zdaje się syntezować dwie koncepcje jednocześnie – analogię życia społecznego do Boga i do człowieka.
(11)
Organiczna wizja wszechświata opisuje go jako podobny człowiekowi, złożony z materialnego ciała ożywianego i kierowanego Duszą Świata. To wizja pochodząca z pradawnych kultur paleolitycznych wędrownych łowców. Do dziś jest przechowywana w wielu gnostyckich, filozoficznych i mitologicznych wierzeniach. Indie znają pojęcie Paramatmy, które stanowi jedno z określeń Boga. Otwiera to pole do rozważań na temat tego, czy Kosmos jest podobny człowiekowi, czy może człowiek wraz całym światem przypomina Boga, będąc Jego obrazem. Zależnie od przyjętego punktu widzenia można popaść w ateistyczny egoizm i antropocentryzm albo znakomitą mistyczną duchowość i wejść w łączność z Bogiem.
(12)
Nasze czasy to rozpad minikosmosów lokalnych kultur i tożsamości państwowej, narodowej. Idzie za tym rozpad minikosmosów domu. Na Zachodzie dom w ogóle fizycznie zanika, jest wiele rozwodów i nieudanych prób budowania rodzin. Ludzie mało przebywają w domach, częściej stają się niewolnikami pracy, a nawet będąc w domu, nie potrafią ze sobą rozmawiać. Powoduje to rozpad wewnętrzny, prowadzi do ogromu zaburzeń psychicznych i nerwicowych. Tym samym ludzie Zachodu stają się upośledzeni emocjonalnie. Masowo dochodzi do utraty integralności psychicznej u poszczególnych osób i rozpadu osobowości, emocji. Żadne terapie nie zastąpią oparcia dla mikrokosmosu ze strony zintegrowanego domu i społeczeństwa.
(13)
Złą ludzką odpowiedzią na doświadczenie tego rozpadu, który przecież z większą lub mniejszą siłą trwa od pierwszego grzechu, jest absolutyzacja mini- i mikrokosmosów. W tym przypadku część udaje całość.
(14)
Jedyny ratunek na ten rozkład stanowi odkrycie Ciała Bożego. Ewangelia przedstawia doskonałą społeczność ludzką jako owo Ciało Boga, którego ludzie są kończynami. On jest wolą i umysłem, ludzie zaś jednoczą się w Duchu Świętym, który przenosi na nas swoje natchnienia do dobra. Kosmos znajduje zjednoczenie w Bogu, a wtedy nikt nie czuje się samotny, swoją separację przezwyciężamy w Komunii z Bogiem i ludźmi.
3. Objawienie kosmiczne
(1)
Ludzie przez tysiąclecia odkrywali ład i usiłowali dostroić do niego życie jednostek i społeczeństw. Ten proces to historia porządku, jak to określił E. Voegelin, który pozostawił nam monumentalne dzieło opisujące niektóre kluczowe momenty w rozwoju tej świadomości.
(2)
Historia porządku to dzieje odkrywania i przyjmowania objawienia kosmicznego. To w nim człowiekowi ukazuje się Bóg, który ten porządek stworzył, czerpiąc z własnej natury.
„†* Decyzję twej woli ułatwiam przez objawienie kosmiczne, historyczne i Obietnicę Ewangelii” – powiedział Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej (A. Lenczewska, Świadectwo, 180, n. 24 VIII 86, g. 8:30).
(3)
Objawienie kosmiczne nazywane jest także objawieniem naturalnym i dotyczy potencjalnie każdego człowieka, jeśli sięga myślami do własnej duszy. Odkrywanie wieczności i ładu poprzez doświadczenie Kosmosu stanowiło treść każdej kultury duchowej i religii w ich pozytywnych osiągnięciach.
(4)
Powiedzieliśmy też, że dobra gnoza w zasadzie opiera się na doświadczeniu wychodzącym od środka Kosmosu (immanentystycznym), które zauważa, że bieżący stan świata nie wystarcza dla potrzeb duchowych człowieka wypatrującego jakiejś nieuchwytnej doskonałości poza światem. Eric Voegelin nazywa to doświadczeniem „Pełni-poza” i odnosi je do Boga.
(5)
Eric Voegelin był to myśliciel globalny, który czytał m.in. po chińsku i rozumiał Orient. Sam w zasadzie był platonikiem. Rozległość jego refleksji czyni go jednym z najniezwyklejszych i najbardziej uniwersalnych filozofów. Badał dzieje tego, jak ludzie wychodzili z chaosu i bezładu życia społecznego do porządku cywilizacyjnego dzięki nabywaniu i wyrażaniu wglądów w porządek kosmiczny. Próbujemy zestroić się z pozaświatowym ładem świata w mozolnej pracy pokoleń.
Przywołany myśliciel w samym tytule swojego dzieła wyznaczył dwa główne pojęcia – porządek i historię. Porządek to zespół słusznych praw i zgodnych z nimi zachowań. Rozpatrujemy go niejako przestrzennie, horyzontalnie. Z kolei historia to rozwój wydarzeń rozpatrywanych w czasie, w chronologii, zgodnych z pewnymi prawami.
Porządek historii jest historią porządku. Przebieg wydarzeń na świecie uzależniony był i jest od tego, jak dane zbiorowości potrafiły rozpoznać i wdrożyć dobry porządek. Eric Voegelin zauważył w tym procesie dwie ważne rzeczy. Po pierwsze nadawanie społeczeństwom ładu (czyli cywilizacji) wynikało z wglądów o charakterze metafizycznym (noetycznych, czyli odnoszących się do natury świata, oraz objawień duchowych, czyli pneumatycznych, skierowanych bezpośrednio od Boga). Mówiąc prościej, inspiracja do tworzenia organizacji społecznej i państwowej pochodzi z duchowej kontemplacji Kosmosu i objawienia od Boga.
Po drugie E. Voegelin zauważył, że te inspiracje spływają na ludzi nie ciągle, ale po trochu, skokowo i stoją za przełomami w ludzkim cywilizowaniu się. Te przełomy wyznaczają z kolei dość czytelne etapy w rozwoju cywilizacji. Proces ten, czyli historia porządku, nie przebiega wspólnie liniowo i jest różny w skali globu, tym niemniej można go opisywać za pomocą dość zwartych pojęć, gdyż jego etapy dają się określić i ponazywać.
Eric Voegelin omawiał następujące okresy i formy uporządkowania:
• cywilizacje kosmologiczne, w szczególności bliskowschodnie i egipska,
• kultura izraelska,
• polis grecka,
• społeczeństwo „ekumeniczne”, czyli np. świat helleński, rzymski czy współczesny; jego cechą jest wielość kultur, wiar, doktryn w miejsce dość zwartych i izolowanych form wcześniejszych.
(6)
Eric Voegelin omawia także proces odkrywania porządku. Zauważa przy tym niezwykłą złożoność i trudność ekspresji tych zagadnień w przekazie międzyludzkim. Dopiero wyrażone wglądy noetyczne stają się społecznie użyteczne. Przedstawiamy obraz świata słowami, a potem według niego żyjemy i przeżywamy. Takie zespoły pojęć służących przekazaniu i utrwalaniu wglądów myśliciel nazywa symbolizacjami. Inaczej mówiąc, postępy w organizacji społeczeństwa oparte są na nowo odkrywanych zespołach pojęć i form przekazu. Te symbolizacje najpierw są proste i zwarte, nadają ludziom siłę, a potem podlegają dalszym przemyśleniom. W ich ramach wytwarzają się (poprzez zróżnicowanie, dyferencjację) nowe zespoły pojęć, nowe przekonania, osłabiające następnie stare wierzenia, wraz z którymi upadają oparte na nich społeczeństwa.
Eric Voegelin odkrywa porządkujące i stopniowe działanie Ducha Bożego na ludzi, a także ludzką ekspresję tego wpływu. Wyraźnie u niego widać, jak niesłychanie trudne było i jest owo symbolizowanie, wysławianie doświadczenia noetycznego i pneumatycznego. Ten heroizm ludzkiego ducha, przekładającego wglądy mistyczne na przekaz kulturowy (eposy, tragedie, poezję, filozofie itp.), ukazuje się u E. Voegelina wręcz monumentalnie. Jest to także zupełne zaprzeczenie poglądów filozofów apofatycznych z różnych kultur (np. orientalnych), zgodnie z którymi doświadczenie mistyczne jest nieprzekładalne na pojęcia. Owszem, dla leniwych. Ci, którzy choćby namiastkowo tego dokonywali, popychali ludzkość w stronę ładu społecznego, zgodnego i cywilizowanego bytowania w zorganizowanych społeczeństwach.
Eric Voegelin był historykiem odkrywania Ducha Bożego i przenoszenia tych odkryć na stosunki społeczne. Kierował się intencją przeciwstawienia się współczesnej barbarii, która zniszczyła cywilizację Zachodu. To przeciwstawienie polegało na ukazaniu podstaw duchowych cywilizacji, a co za tym idzie – wskazaniu drogi jej uzdrowienia. Można powiedzieć, że myśliciel ten dał najwybitniejszy opis podsumowujący postępy i zagrożenia objawienia kosmicznego (naturalnego). Ponownie odkrył przed nami konieczność używania rozumu wyższego (kontemplatywnego, duchowego), a nie tylko rozumu technicznego, jaki jest wyłącznie wykorzystywany w naszych czasach na Zachodzie. Można powiedzieć, że E. Voegelin i L. Kołakowski byli ostatnimi obrońcami i apologetami kultury i cywilizacji Zachodu, patrzącymi na jej zmierzch. Eric Voegelin potrafił przy tym jasno wyrazić powód tego upadku, a jest nim postawa gnostycka w tym aspekcie, że ludzie samodzielnie budują dla siebie doskonały, szczęśliwy świat. Myśliciel podzielał chrześcijańskie przekonanie, że utopie Zachodu powodują coraz głębszy upadek kultury i cywilizacji. Ratunkiem może być tylko skierowanie się na powrót do postawy medytacyjnej noetycznej i czerpanie inspiracji z doświadczeń oświecenia przez Boga.
(7)
Eric Voegelin zajmuje się czterema elementami: Bogiem, człowiekiem, światem i społeczeństwem. Wskazuje niezwykle ważne rzeczy, jak to, że między tymi elementami zachodzą stosunki analogii. Z tego powodu społeczeństwo w swoim uporządkowaniu dzięki odpowiedniej symbolizacji staje się raz analogiem porządku Kosmosu (kosmionem), kiedy indziej analogiem duszy człowieka (makroantroposem). Człowiek żyjący duchowo medytacyjnie stara się zestroić swoją egzystencję, także swoich wspólnot, z Kosmosem i z samym istnieniem, którego wzorcem przeczuwanym poprzez duszę ludzką jest Bóg. Okresy zwartych wierzeń i społeczeństw kosmologicznych są podstawą zestrojenia człowieka z Kosmosem. Z kolei okresy ekumeniczne, rozkładu wspólnot kosmologicznych, kierują uwagę do wnętrza i duszy człowieka.
Z myśli E. Voegelina wypływa jasna konstatacja, zgodnie z którą zestrojenie wynika z poznania porządku istnienia, a to wymaga, aby w nim partycypować. Nie można poznać czegoś, w czym się nie uczestniczy. To szalenie doniosłe odkrycie, które odnoszę także do łączności z Ciałem Bożym. Można tę ideę zrozumieć dopiero wtedy, gdy się w niej uczestniczy. Jedynie partycypacja daje możliwość poznania. Dlatego rzeczywistość wiary dla niewierzących pozostaje zamknięta.
(8)
Eric Voegelin rozpatruje także problem historii. Do jej zrozumienia i symbolizacji konieczne było przyjęcie liniowej koncepcji czasu z jego początkiem i końcem. Świat posiada więc wymiar czasowy. Odkrycie to związane jest z wiarą w stworzenie świata, a co za tym idzie – także z władzą Boga nad egzystencją świata, szczególnie w aspekcie ostatecznego jej celu i sensu. Historia bowiem nadaje istnieniu świata sens, którego poszukiwanie stanowi jedno z podstawowych pytań człowieka. Kultury pierwotne nie posiadają poczucia linearności, a tym samym – jednorazowości i wyjątkowości wydarzenia, jakim jest istnienie świata. Mówi się o czasie kołowym, wiecznym powrocie do początków, nieskończonej liczbie cykli. Ten pogląd wynika z obserwacji pór roku i innych cykli kosmicznych. Dzięki izraelskiemu objawieniu historycznemu myśl Zachodu w poszukiwaniu sensu zrywa z tym poglądem. Istnienie świata staje się historią, czyli sensowną opowieścią. Jednym ze znaczeń greckiego słowa „Logos”, którym Biblia określa Chrystusa, jest właśnie „opowieść”. Sytuacja obecności człowieka w historii czyni życie ludzkie wyjątkowym, niepowtarzalnym i wartościowym. Żeby to zrozumieć, trzeba odnaleźć siebie w porządku czasowym historii, czego nie potrafią kultury czasu cyklicznego. Nie umieją tego także ludzie żyjący bez poczucia obecności w czasie, funkcjonujący w czasie punktowym, takie jak najpierwotniejsze kultury plemienne zbierackie, nieposiadające nawet kalendarzy, czy współcześni upadli intelektualnie ludzie Zachodu, którzy ogłosili koniec historii.
Dzięki studiom nad historią ludzkich poszukiwań porządku dla społeczeństw Eric Voegelin odkrył i opisał sposób obecności Boga w historii świata i Jego oddziaływanie na proces stopniowego cywilizowania się ludzi. Autor ten szczególnie cenił aspekt noetyczny ludzkiego życia duchowego i domagał się powrotu do medytacji porządku światowego. Wskazywał przy tym główne błędy myślicieli Zachodu i ich odstępstwa od prawidłowej noezy. Chciał właśnie od tej strony leczyć ludzką ekumenę (dziś to globalna społeczność) dzięki pracy duchowej i nakierowaniu świadomości na bosko-ludzką sferę Metaxy („pomiędzy”).
(9)
Warto zastanowić się razem z E. Voegelinem nad problemem – jak on to nazywał – „dostrojenia się” człowieka do świata, w którym żyje. Ludzkie istnienie, żyjące wbrew prawom kosmicznym, naraża się na zgubę. Odpadnięcie od praw, porządków istnienia oznacza dla człowieka odpadnięcie od istnienia. Dlatego początkiem odkrywania praw Kosmosu jest groza nieistnienia. Nie skaczemy z dachów, bo odkryliśmy prawo ciążenia i wiemy, że taki skok skończy się śmiercią. Ludzkość mozolnie odkrywa kolejne prawidłowości życia w świecie, przez co umacnia się w istnieniu, rozpoznaje niebezpieczeństwa i szanse. Tak wygląda nasza walka o przetrwanie w grze, jaką jest życie, w sytuacji, kiedy już w nią gramy, a jednocześnie musimy się uczyć jej reguł.
Odruchowo dostosowujemy się do zasad obowiązujących w minikosmosie swojego domu, a później społeczeństwa. Odnajdujemy się w najlepszy sposób w naszej roli, która jest determinowana przez ich wpływ, nieraz bardzo skrzywiony. Eric Voegelin przypomina, że podstawową szansą i powinnością człowieka jest odnalezienie się (dostrojenie) do najtrwalszych, wiecznych przejawów istnienia Kosmosu i Boga. To dostrojenie, czyli odnalezienie się w Kosmosie i zdefiniowanie siebie w relacji do Boga, umożliwia pełne zjednoczenie z istnieniem i wyzbycie się grozy niebytu. Stanowi to wezwanie do świadomej relacji z Kosmosem ukonstytuowanym przez Logos i Bogiem. Ta pierwsza powstaje wskutek medytacji doświadczenia kosmicznego, druga zaś przez używanie własnej duszy posiadającej „zmysły” poznawania spraw Bożych.
Poniżej zamieszczam kilka cytatów z opracowania E. Voegelina Izrael i Objawienie:
„Egzystencje bardziej trwałe, które są zarazem bardziej kompletne, dzięki własnej strukturze zapewniają ramę, w którą słabsza egzystencja powinna się wpasować, jeżeli nie chce zginąć. Pierwszy promyk sensu pada na rolę człowieka w dramacie istnienia, jako że sukces aktora zależy od jego dostrojenia do bardziej trwałych i kompletnych porządków społeczeństwa, świata i Boga. Owo dostrojenie jest jednak czymś więcej niż zewnętrznym przystosowaniem do wymogów egzystencji, więcej niż planowym wpasowaniem się w porządek, «o którym» mamy wiedzę. «Dostrojenie» wskazuje na pogłębienie przystosowania do poziomu partycypacji w istnieniu”.
„Nie wymaga to złożonych wyjaśnień; ziemia i niebo tworzą tak imponująco wszechogarniający porządek, w który ludzka egzystencja, jeśli chce przeżyć, musi się wpasować, że ów przytłaczająco potężny i widoczny partner we wspólnocie istnienia nieodparcie narzuca swój porządek jako model każdego porządku, włączając w to porządek człowieka i społeczeństwa”.
„Z tej wiedzy płynie doświadczenie zobowiązania, bo choć istnienie, powierzone nam w częściowy zarząd w naszej egzystencji, gdy ta trwa i przemija, można osiągnąć dzięki dostrojeniu, to można je również utracić w wyniku zaniedbania. Lęk egzystencji to zatem coś więcej niż strach przed śmiercią w sensie biologicznego wyniszczenia; jest to najgłębsza groza utraty, wraz z końcem egzystencji, nikłego przyczółka we współuczestnictwie w istnieniu, którego doświadczamy jako swój, dopóty trwa nasza egzystencja. Egzystując odgrywamy naszą rolę w większej grze boskiego istnienia, które wkracza w przelotną egzystencję, aby odkupić na wieczność nietrwałe istnienie”.
„W tym momencie symbolizacja zmierza do zwrócenia się w kierunku tego, co bardziej trwałe niż widzialnie egzystujący świat, to jest ku niewidzialnie egzystującemu istnieniu, które sytuuje się poza wszelkim istnieniem w namacalnej egzystencji. To niewidzialne boskie istnienie, przekraczające wszystkie istnienia w świecie i sam świat, może być doświadczane jedynie jako ruch w duszy człowieka. Stąd też dusza, kiedy jest uporządkowana poprzez dostrojenie do niewidzialnego boga, staje się wzorem porządku, który zapewni symbole do porządkowania społeczeństwa na własny obraz”.
(10)
Eric Voegelin interesował się zmianami w bytowaniu wspólnot ludzkich, głównie państwowych, pod wpływem wspomnianych doświadczeń i ich przekazywania. Zauważył, że kształtowanie się ładu ziemskiego, ludzkiej samoorganizacji państwowej odbywało się w pewnych etapach, które nie następowały płynnie, lecz skokowo. Medium przekazu doświadczeń duchowych na temat ładu świata stanowiło różnorodnie rozumiane myślicielstwo przejawiające się w kulturze, w tym w mądrości, filozofii, sztuce (poezji, dramacie, szeroko pojętej literaturze). Władcy i politycy przetwarzali zdobycze medytacyjne w porządki ludzkie.
4. Kultura kosmologiczna
(1)
Pierwotne paleolityczne gromady ludzkie i plemiona niespecjalnie rejestrowały czas, nie wymagały też złożonej organizacji. Kontemplowały piękno kosmicznej harmonii przyrody i nie odczuwały własnej w tym wymiarze odrębności. Były przyrodą, Kosmosem. Wynikało to z założenia, że świat jest w naturalny sposób święty i nie należy do ludzi. Wypełniają go duchy rzek, drzew, zwierząt. Wszystko ma jakiś wymiar duchowy. Na tym etapie ludzie jeszcze w niewielkim stopniu pojmowali szczególną kondycję człowieka.
(2)
Zdaje się, że dopiero osiadły tryb życia i rolnictwo oddzieliły człowieka od przyrody. Wówczas to pojawiła się własność, a co za tym idzie – władza, która gwarantowała jakiś prawny ład. Powstało społeczeństwo, później państwowość. Wykształciła się religia ze świątynią i kapłanami oraz ofiarami dla bogów. Człowiek zaczął się bać o swój los zależny od sił przyrody, wojny i pokoju, zdrowia i epidemii. Zarządzanie otaczającą przestrzenią wymagało bowiem poczucia odpowiedzialności.
(3)
Powstawały mity początku opisujące poprzez emocjonalne symbole zdobycze intuicji spraw ostatecznych. Myślenie kształtowały rytmy natury: wstające co rano słońce, co miesiąc zmieniający kształt księżyc, wyznaczające pory roku gwiazdozbiory i pogoda. Zgodnie z takim kalendarzem wszystko się zaczyna, trwa, kończy i wraca do początku. Człowiek odnajdował się w tych cyklach jako poddany im uczestnik. Partycypował w nich w sposób coraz bardziej świadomy.
Często rok utożsamiano z istnieniem świata i przyrody, dlatego powstawały coroczne święta. Społeczność czciła nowy rok, aby powołać go do istnienia, podtrzymać jego egzystencję. Kapłani lub władcy czynili ryty odnowy świata, który powstaje z martwych. Wspólnota cieszyła się nowym rokiem i odnowionym światem.
Wyjaśnieniem tego jest mit początku opisujący początek świata, który przez odpowiednie święta corocznie ulega odnowie. Ludzie uczestniczą w tym procesie i podtrzymują istnienie świata.
Gwarantem tego istnienia był bardzo często władca, który stawał się sakralnym pośrednikiem między sferą boską i ludzką, a niekiedy wręcz odbierał boską cześć. To bogowie – niebo – czynili królem i powierzali mu misję rozprzestrzeniania sakralnej władzy jego i owych bogów. Było w tym wręcz mesjańskie posłannictwo.
Dawniej akcentowano związek z bogami jeszcze silniej. To centralny bóg danego kraju lub kultury był właścicielem posiadanych ziem i wszystkiego, co się na nich znajdowało. Dlatego poszerzanie jego domeny miało wymiar sakralny, było wypełnieniem posłannictwa boskiego. W tytulaturze bogów i namaszczanych przez nich władców chętnie określano ich jako panów całego świata. W tego typu świadomości nie ma rozdziału na sprawy ziemi i nieba, dlatego działanie władcy uznawano za odbicie woli bogów.
Są to modelowe cechy społeczeństwa kosmologicznego. Człowiek dostraja życie społeczne do rytmów przyrody. Teologicznie pojawia się opiekuńcze bóstwo, które w zamian za kult i ofiary zapewnia powodzenie w gospodarce i na wojnie. O religii napiszę osobno, tutaj zastanowimy się nad zaczątkowymi protofilozofiami obecnymi w mitologii. To bardzo ważny okres świadomości ludzkiej, który nigdy się tak naprawdę nie zakończył, nawet na nowinkarskim Zachodzie.
Wypracowane w tym okresie symbole i przeżycia tkwią w nas głęboko, wręcz archetypicznie.
(4)
Społeczeństwo kosmologiczne to takie, które opiera się na micie kosmologicznym. Porządek takiego społeczeństwa jest analogiczny do sposobu, w jaki postrzega ono porządek Kosmosu. Nieraz porządki ziemskie bez rozdziału wpisują się w jedną sferę z porządkami nieba. Dlatego porządek społeczny jest zarazem podtrzymywaniem porządku Kosmosu. Chodzi o porządek zarówno urządzeń społecznych (władza królewska, pozycja poszczególnych stanów i ich hierarchia, posłuszeństwo prawom), jak i rytualny, w którym religia staje się odbiciem, a czasem wręcz gwarantem funkcjonowania przyrody. Ludzie uczestniczą w przestrzeganiu ładu społecznego oraz dotrzymują zobowiązań religijnych, dzięki czemu chronią Wszechświat przed zniszczeniem.
Myślenie kategoriami kosmicznymi było kiedyś wielkim osiągnięciem w budowaniu zwartości społeczeństwa oraz wiary religijnej. Postępowanie człowieka zyskiwało wartość jako podtrzymujące Wszechświat w ładzie i w ogóle istnieniu. Człowiek odpowiadał w swoim sumieniu za cały Wszechświat i całe społeczeństwo, troskliwie chronił je przed chaosem, czyli zniszczeniem. Zachwianie tego ładu przez ludzi mogło sprowadzić na nich kosmiczne wręcz katastrofy i nieszczęścia. Ta wiara była powszechna wśród ludów całego globu, gdy tworzyły się i funkcjonowały społeczeństwa kosmologiczne.
Więzi czterech głównych elementów rzeczywistości, jakimi są Bóg, Wszechświat, człowiek i społeczeństwo, odkrywane były na zasadzie objawiennych wglądów rozświetlających dusze ludzkie. Jak czytamy u E. Voegelina, powodowało to rozwój zorganizowanych cywilizacji.
(5)
W większości społeczeństw tego okresu pojmowanie świata odnosi się do własnego kraju lub kultury. Inne nie istnieją w świadomości, stanowią rodzaj zaświatów, sfery dziwnej i niezrozumiałej. Dla Egipcjan świat to był Egipt. Kiedy odnawiali porządek świata, to miało to związek z wylewami Nilu. Faraon dbał o lud jako syn bogów. Kapłani posiadali wiedzę wystarczająca do podtrzymywania społeczeństwa w istnieniu przez tysiące lat. Takie konstrukcje społeczne i umysłowe potrafią być niesłychanie trwałe. Zdolność do ich podtrzymywania w istnieniu jest osiągnięciem samym w sobie i potwierdzeniem ich prawidłowości, wręcz doskonałości. Porządki w Egipcie przetrwały trzy tysiące lat bez większych zmian, pomimo okresów wstrząsów i zwątpienia wciąż służyły coraz nowym dynastiom faraonów i kolejnym pokoleniom poddanych. „Świat” był we właściwy sposób otoczony opieką i zorganizowany, nie zachodziła potrzeba zmian.
(6)
Wyrazem tego myślenia w aspekcie istnienia także innych krajów jest idea środka. Dana społeczność uznaje siebie za centralną dla świata, odpowiedzialną za jego harmonię, reszta zaś to barbarzyńskie peryferie.
Spośród do dziś istniejących kultur z pewnością modelowym tego przykładem pozostają Chiny. Cesarz rządził z mandatu nieba, co dziś intuicyjnie przeniesiono na nową maoistowską władzę. Posłuszeństwo ludu gwarantuje harmonijne bytowanie przez kolejne dziesięciolecia. Konfucjański ład społeczny jest wartością samą w sobie. Porządek ten posiadał silne zakotwiczenie w niebie, przynajmniej w odniesieniu do swojego centrum, jakim był cesarz. Naruszenie tego ładu to zamach na porządek niebieski, co jest wręcz mentalnie niemożliwe. W swoim mniemaniu Chiny uznają się za Państwo Środka, wzorzec dla reszty świata. To wszystko stanowi przejawy żywych reliktów kultur kosmologicznych.
(7)
Nieco inaczej to wygląda w Indiach. Izolacja tego kraju sprawiała, że do czasów podbojów islamskich Indusi właściwie w ogóle nie interesowali się resztą świata. Ich minikosmos naprawdę był w ich mniemaniu całym Kosmosem. Cudzoziemców nie traktowano jako pełnowartościowych ludzi.
Porządek kosmiczny wyznaczała tu nie figura sakralnego władcy, tylko cała sakralna struktura społeczna. Mit kosmologiczny o Puruszy wyróżnia cztery warny (stany), w których ludzie rodzą się i umierają. Poza tym w państwie tym panuje skomplikowany system kast (dźati), czyli wspólnot przeznaczonych do konkretnych zawodów. Własne, choć niezmiernie krzywdzące, miejsce mają także pozastanowe, czyli niezupełnie ludzkie, grupy niedotykalnych (pariasi) oraz pierwotne społeczności plemienne, wciąż żyjące szczególnie w lasach interioru. Być Hindusem to znaczy szanować podział na warny. Jest to wyznacznik przynależności do wspólnoty, którego zaprzeczenie powoduje wyrzucenie poza indyjski minikosmos. Coś takiego spotkało radykalnie egalitarnych buddystów, którzy choć są kontynuatorami indyjskiej myśli filozoficznej, to z powodu tej jednej rozbieżności zaniknęli w Indiach, a znaleźli warunki odpowiednie do wiary w krajach ościennych. Warna, czyli czwórpodział społeczeństwa, praktycznie wyznacza duchowe granice Indii. Jest to prawo tak twardo osadzone w tym kraju, że nawet społeczności islamskie miewają w Indiach podobne stratyfikacje, choć gdzie indziej islam jest religią egalitarną.
Dharma to przeznaczenie człowieka obejmujące obowiązki płynące z urodzenia w konkretnej warnie i dźati. Wisznu, jako bóg podtrzymujący istnienie „świata” (czyli Indii), bardzo się troszczy o to, żeby to istnienie nie było naruszane odstępstwami od Dharmy. Kiedy jest ona bowiem przestrzegana, podtrzymuje świat w istnieniu. W tradycyjnym myśleniu indyjskim w ogóle nie dopuszcza się jakiejkolwiek dyskusji z tymi zagadnieniami. To najważniejszy i najbardziej nienaruszalny dogmat Indii. Tylko ludzie urodzeni w odpowiedniej warnie są ludźmi w pełni zdolnymi do zaawansowanego życia duchowego. Mimo funkcjonowania tradycji kontestujących te porządki to jednak ten sprzeciw nie jest zdolny do ich zniesienia.
W Indiach wspomniany porządek liczy sobie kilka tysięcy lat, na pewno obowiązuje co najmniej od czasów wedyjskich, czyli 3500 lat, a może dłużej. To ostatnia tak zwarta kultura kosmologiczna na świecie istniejąca nieprzerwanie do teraz.
(8)
Problemem jest to, że ludzie utożsamili świat i jego porządek z porządkiem własnego państwa, gdyż to był cały ich świat, na tyle mieli wpływ. Dla Chińczyków, Egipcjan, Indusów, Rzymian i wielu innych zwłaszcza antycznych imperiów całym światem był własny kraj, własna kultura. Poza tym kręgiem rozpościerał się chaos, barbaria. Społeczeństwa organizowano wokół sakralnie rozumianej władzy w stany, warstwy, kasty, a każdy z tych porządków był chroniony z zapałem obrony świata przed zniszczeniem. Do dziś takie myślenie przetrwało w Indiach.
Dla Indusa zaprzeczenie systemowi warn może się wydawać zamachem na fundamenty jego istnienia, jednak takim nie jest. Świat się nie kończy wraz z poszczególnymi ustrojami społecznymi. Niegdyś coś podobnego przeżywali mieszkańcy Imperium Romanum likwidowanego poprzez najazdy ludów ościennych – wtedy to ich świat legł w gruzach. Mimo wszystko nie była to Apokalipsa tylko kolejna przemiana w historii politycznej. Świat nie skończył się wraz z upadkiem porządków rzymskich.
Skończy się jednak na skutek upadku porządku Boskiego opisanego przykazaniami.
(9)
Postawa kosmologiczna – czy to pierwotna, czy społeczeństw kosmologicznych – cechuje się uczestniczeniem ludzi w niezmiennych prawach Kosmosu, wyznaczających jego ład, czyli w ogóle istnienie. Człowiek troszczy się o własny świat, przestrzegając praw przypisanych do jego życia. Wykroczenie poza nie jest niszczeniem Kosmosu, dlatego trzeba ich strzec, aby ratować własne istnienie.
W ten sposób dochodzi do utożsamienia praw danej społeczności, które wyznaczają jej istnienie, z prawami istnienia świata w ogóle. Ludzie są przerażeni na myśl o jakichkolwiek zmianach, bo to oznacza koniec świata w ich przeżywaniu. Historycznie takie postrzeganie swojej odpowiedzialności za świat jest czymś pięknym. Historia jednak – także historia świadomości – nie stoi w miejscu. Dziś taka obrona lokalnych porządków społecznych stanowi nie obronę ładu świata, tylko jego zaprzeczenie. Ludzie dokonali nowych odkryć intelektualnych i duchowych, dzięki którym posunęli rozumienie praw rządzących światem daleko do przodu.
(10)
Drugi problem wynikający z absolutyzowania swojego krajowego minikosmosu i postrzegania go jako cały właściwy Kosmos to imperializm. Funkcjonuje on na świecie do dziś jako relikt dawnych wieków bardzo wielu kultur politycznych. Im bardziej ulegają one sakralizacji, w tym większym stopniu stają się uciążliwe dla sąsiadów. Imperium powstaje wtedy, gdy jedno państwo atakuje i obejmuje swoją władzą inne. Te podbite mogą być sąsiadami lub zajmować zamorskie terytoria. Historia polityczna świata to głównie zmagania imperiów.
Sakralność imperium rzadko już dziś wyraża się wprost, ale wciąż jest ona głęboko odczuwana. Dawniej władca danego kraju, rozumianego jak minikosmos, prosił swoje opiekuńcze bóstwo o powodzenie w wojnie i obiecywał mu rozszerzenie jego panowania i kultu. Po faktycznym podboju zwykle w zdobytych krajach ustanawiany był kult jednoczący imperium. Mógł to być kult babilońskiego Marduka, którego władzy stopniowo poddawano nowe terytoria. Mógł to być boski Cezar czy nie mniej boski car rosyjski. Mogła to być namaszczona i sakralna królowa brytyjska czy inny władca. Istotą ambicji imperialnych zawsze jest propagowanie swojego sposobu wierzenia, myślenia i rozumienia na cały świat. Środek świata promieniuje swoją kulturą, a podboje potwierdzają, że to konkretne miejsce faktycznie jest tym duchowym centrum, którego reszta świata musi słuchać.
Także Izraelici przez wieki tak rozumieli swoją misję, zresztą do dziś są przekonani, że mają jako naród zapanować nad światem pod wodzą zesłanego władcy namaszczonego (mesjasz) przez Boga. Jakże się zdziwili, kiedy się okazało, że Mesjasz, owszem, podbija świat dla Boga, ale miłością i Duchem Świętym, nie potrzebuje przy tym ani potęgi armii, ani siły pieniędzy.
Imperializm, czyli postrzeganie siebie jako narodu wybranego ponad innymi ludami, to straszna postawa narodowego samoubóstwienia, zbiorowej pychy. Przyniosła światu tak wiele cierpienia i zbrodni, jak chyba żadna inna pomyłka ludzkości. Warstwa sakralna i filozoficzna tego zjawiska podszyta jest oczywiście chciwością i żądzą życia kosztem podbitych ludów. To grabież, która przybiera pozy religijne i intelektualne. Z pewnością szczytowym osiągnięciem imperializmu były bezduszne imperia kolonialne stworzone przez chciwość Europejczyków.
(11)
Indie i Chiny, mające charakter nadal antycznych społeczeństw kosmologicznych, uważają siebie za narody wybrane, które regulują stan Kosmosu poprzez swoją wierność tradycjom. Jednak ani lud Hanów, ani trzy wyższe warny indyjskie nie decydują o trwaniu całego świata. Są jednymi z wielu ludów ziemi, które jak wszystkie powinny odnajdywać przypisane sobie miejsce w świecie rządzonym przez Boga i żyć na zbożny sposób.
Niestety ta choroba imperializmu dotyczy wielu narodów, nawet małych ludów. W istocie świat jest obecnie imperium amerykańskim, które – niczym niegdyś Imperium Romanum – jawi się jako stosunkowo mało uciążliwe i daje bardzo wygodne gwarancje ładu światowego. Niemniej i to imperium zbudowane jest na misjonarskim zapale niesienia innym amerykańskiego sposobu myślenia i stylu życia.
(12)
Wieki poniżających doświadczeń, jakie spotykały dwie orientalne potęgi, Chiny i Indie, powodują reakcję w postaci ambicji imperialnych.
W przypadku pierwszego z tych państw jest to zupełnie otwarta polityka uczynienia globu chińskim dominium w rozumieniu przede wszystkim gospodarczym. W przyszłości może to się przekształcić w ekspansję terytorialną.
Z kolei imperializm indyjski sprowadza się do ekspansji stylu życia i duchowości. Od ponad wieku trwa nieprzerwanie upodabnianie kultury globalnej do wzorca indyjskiego. Ekspansja jogi i zbliżonych jej dyscyplin, teozofia, ruch Nowej Ery – to wszystko wyraz tego intelektualnego i duchowościowego imperializmu odbywającego się bez użycia polityki. Świat staje się wielkimi Indiami. Dochodzi już do tego, że osoby wyznające bhaktyzm indyjski na całym świecie są przydzielane do warn hinduskich. Tożsamość indyjska nie opierała się na polityce, bo kraj ten zawsze był podzielony na wiele państw rządzonych przez maharadżów itp. Opiera się ona na uznaniu autorytetu Wed i sytemu warn oraz szacunku dla wynikających z tego tradycji, takich jak joga. Z tego powodu ekspansja indyjska z natury posiada właśnie taki wyraz.
(13)
Kolejna zaszłość pochodząca z kultur kosmologicznych to postrzeganie człowieka. W społecznościach pierwotnych w ogóle nie odróżnia się ludzi od przyrody – ludzie są jej częścią. Kultury kosmologiczne odkrywają same siebie, w nich społeczność separuje się od przyrody, wytwarzana jest kultura duchowa i materialna nieznana innym stworzeniom. Jest to z jednej strony szczytne odkrycie i opisanie człowieczeństwa utrwalone w mitach. Ludzie postrzegają siebie w kategoriach zbiorowości, w przeważający sposób rozumieją samych siebie jako jednostki, które indywidualnie nie mają większej wartości. Wartości nabywa dopiero kolektyw, zbiorowość danego państwa lub kultury. Człowiek jest niewiele znaczącym jej elementem, który można podmienić na inne jednostki. Podstawę myślenia stanowi więc poświęcenie dla zbiorowości i ambicja, aby jej służyć.
To jest piękne w wielu wymiarach życia i nie traci na wartości nawet w późniejszych fazach rozwoju świadomości człowieka. Jednak te dalsze fazy już zostały wypracowane, a społeczeństwa, które tkwią we wzorcu kosmologicznym, nie potrafią tych nowszych odkryć przyjąć i zastosować.
W praktyce osoba ludzka w nich nie istnieje. Rosja sowiecka, jako skrajny przykład takiego myślenia, szafowała milionami istnień ludzkich, mordując ludzi z byle powodu, dla kaprysu sakralnie postrzeganego władcy (kult jednostki). Miało to miejsce w obozach pracy, w trakcie prześladowań politycznych i religijnych czy nawet w sztucznie wywołanym masowym głodzie na Ukrainie. Do dziś w filozofii w Rosji pokutuje symbolizm zaprzeczający ważności osoby. Nawet w łonie chrześcijaństwa uprawiane są teorie o zbiorowym zbawieniu za zasługi dla kolektywu. Sakralizuje się „Świętą Ruś” i w imię tego kultu nadal morduje się ludzi. To bardzo wyraźny przykład zapóźnienia, o jakim piszę.
Odkryciem kultur humanistycznych, a w szczególności chrześcijaństwa, jest docenienie osoby ludzkiej. Objawia się to uznaniem, że każdy człowiek bez względu na urodzenie posiada prawa i wartość, co nazywamy jego godnością. Założenie to pozwala chronić osobę ludzką, a dzięki temu wspomagać jej owocne życie, także dla zbiorowości. To z kolei pociąga za sobą znakomity rozwój społeczeństw humanistycznie nastawionych, w których każda osoba ma szanse na rozwój i jak największy udział w życiu wspólnym. Tak oto otwiera się zupełnie nowy wymiar życia wspólnotowego, które staje się owocniejsze i znośniejsze. Pobudzone potencjały ludzkie „wystrzeliwują” osiągnięciami w sposób nieznany społeczeństwom kolektywistycznym. Wystarczy porównać kolektywistyczną i sakralnie rządzoną przez czczone jednostki Koreę Północną oraz Koreę Południową, która przyjęła humanistyczny paradygmat.
(14)
Jeszcze jedną niedogodnością związaną z kulturami kosmologicznymi jest ich stagnacja. Trwanie takiej cywilizacji przez setki, tysiące lat stanowi już tak wielkie osiągnięcie, że absolutnym jej celem staje się jej samo trwanie. Takie kultury bronią się przed jakimikolwiek zmianami, które mogą zaburzyć uświęconą tradycją harmonię. Dotknęło to Egiptu. Doświadczyły tego też Chiny, które trwały przez wieki w izolacji z wyboru. Nawet w kontakcie z krajami Zachodu w XIX w. nie rozpoczęły one modernizacji. Podobna izolacja cechowała Japonię, co okazało się prostsze na wyspach. Kraj ten jednak potrafił porzucić „gorset” trwania w tradycyjnej kulturze i rozwinął się niezwykle szybko pod względem technicznym, choć nie mentalnym. Taka mieszanka stała się przyczyną imperialnych ambicji i podbojów państwa, które dzięki modernizacji technicznej zyskało potrzebne do tego narzędzia w postaci nowoczesnej broni. Skutki sakralnego japońskiego militaryzmu były straszne. Podobna stagnacja stosunków społecznych dotyczy Indii, zastygłych w swojej antycznej konstrukcji duchowej.
Stagnacja i izolacja kulturowa znakomicie się uzupełniały w wielu krajach kultur kosmologicznych. Przebudzenia wynikające z poprawy komunikacji z innymi państwami bywają jednak niezwykle bolesne. Dziś takim imperium zmierzającym w stronę stagnacji i izolacji jest Rosja, która odpycha od siebie nowoczesność i coraz wyraźniej wraca do retoryki imperium kosmologicznego.
(15)
Kultura kosmologiczna nie ginie, gdyż jest naturalnym oczekiwaniem każdego człowieka. Dzieje świata to nieustające zderzanie ze sobą różnych państw o ambicjach uniwersalnego kosmizmu. Dowodem lepszego wpasowania w prawa wszechświatowe ma być siła, jaką dysponuje dany kraj i jego zdolność do ekspansji. Jest to jednak oczekiwanie niesłuszne. Żadna formuła państwa ludzkiego nie odtwarza prawdziwego porządku Kosmosu. To tylko jego analogony, które same siebie nazywają prawdziwym Kosmosem. To jakby drewniana statua jakiegoś króla obwoływała siebie królem. Kosmos ma swojego władcę, ale nie jest nim żadna z koronowanych czy wybranych w wyborach postaci rządzących. Panem Kosmosu, ukoronowanym cierniową koroną, jest Syn Boży. Każde ludzkie państwo i kultura są o tyle tylko cokolwiek warte, o ile dążą do sposobu rządzenia przez Dobrego Króla. On bowiem oddał życie za swoich poddanych, stoczył o nich walkę z nieprawym Księciem tego świata i ją wygrał. Jego Królestwo przenika wszystkie ludzkie królestwa i je naprawia, leczy i wzmacnia. Niedługo już potrwa czekanie na powrót prawowitego Króla. Ziemskie potęgi polityczne i kulturowe nienawidzą Go, bo uzurpują sobie Jego status Króla i Arcykapłana, pośrednika pomiędzy Bogiem i światem.
(16)
Chrześcijaństwo odbijało się na kulturach kosmologicznych w złożony sposób, jeśli chodzi o stosunki społeczne. Z jednej strony domagało się sprawiedliwości społecznej i takiej równości ludzi, jak równymi widzi nas Bóg. Z drugiej strony wnosiło przede wszystkim przekaz o wzajemnej miłości, która powinna przekraczać ograniczenia wynikające ze stosunków społecznych. Dlatego w Biblii nie ma obowiązku wyzwalania niewolników (mówimy o stosunkach sprzed 2000 lat, gdy niewolnictwo było powszechne), ale jest obowiązek szanowania ludzi, nawet jeśli są niewolnikami. Tę samą zasadę można odnieść do wszystkich społeczeństw z ich różnymi podziałami na stany, warstwy, klasy itp.
5. Filozofia
(1)
Sporo już powiedziano o filozofii we wcześniejszych rozdziałach niniejszej książki. Mimo to wiele jest jeszcze do dopowiedzenia.
Społeczeństwa kosmologiczne zazwyczaj opierały się o religie, a co najmniej o sakralne postrzeganie swoich politycznych i kulturowych wytworów. Jednocześnie spontanicznie i intuicyjnie wyrastały rezultaty pracy rozumu ludzkiego i intuicji dobra, wyrażane najpierw w postaci maksym i pouczeń, a z czasem przechodzące w uporządkowane systemy intelektualne.
Te pierwsze maksymy i inne pouczenia zgrupowane zostały w literaturę mądrościową, która wyraża sensy wzięte z medytacji, duchowego namysłu nad rzeczywistością nie językiem mitu, jak to czyni religia, lecz prostymi stwierdzeniami. W chińskiej kulturze trudno odróżnić przekaz mądrościowy od filozoficznego. Te dwa stadia, jak się wydaje, nie uległy odróżnieniu i pozostają jednością. W tej postaci rozkwitły i wydały okres Stu Szkół, a jego owocem jest Daodejing, czyli klasyczny taoizm Laozi. Jego kontynuacją po wiekach jest Zhuangzi. Muszę przyznać, że oba te dzieła urzekają mnie swoją głębią i pokorą.
Egipt i Bliski Wschód mają swoje zbiory maksym. W tym otoczeniu bardzo płodni byli Izraelici, którzy tworzyli swoje biblijne księgi mądrościowe. W Grecji tradycyjnie wskazuje się na siedmiu Sofosów (Mędrców), których maksymy wyryto w kamieniu w Delfach. Zostały one uznane za duchowe centrum Hellenów. Literatura mądrościowa i sama figura mędrca ludowego stała się opozycją wobec skostniałych struktur społeczeństw kosmologicznych z ich silnie zdefiniowaną władzą duchową w postaci władcy i kapłanów – ofiarników.
W Indiach nieco w opozycji wobec panującego braminizmu rozwijała się w tym nurcie cała społeczność leśnych ascetów i reformatorów religii. Życie duchowe było ogólnie niesamowicie złożone i płodne. Coraz bardziej zaawansowana refleksja prowadziła do spekulatywnych Upaniszad. Te z kolei pobudzały kolejne pokolenia myślicieli. Pojawienie się pierwotnie zupełnie filozoficznego buddyzmu, zrywającego z ustrojem warnowym, było ogromnym wstrząsem dla kultywowanej wiary kosmologicznej. Powstała zmasowana reakcja, która także miała wymiar raczej filozoficzny, dominowała szkoła Wedanty. Jednak Indie cechują się tak bogatą i złożoną tradycją, że nie różnicuje się w niej ostro filozofii i religii oraz gnozy. Poszczególni nauczyciele brali z każdej z tych postaw tyle, ile uznawali za stosowne. Powstała niesłychana liczba linii przekazu tradycji duchowych, przy tym kultywowana była postawa wzajemnej tolerancji, właściwej dla bardzo starożytnych kultur duchowych. W istocie od czasu pokonania buddyzmu w tej formule życia religijno-filozoficznego niewiele się zmieniło. Zmieniała się treść wierzeń, akcentowane były coraz to nowe ujęcia spraw ostatecznych, ale sama formuła pozostawała trwała. Filozofia, religia i gnoza tworzą najróżniejsze mozaiki i kolaże, takie, że trudno je od siebie odróżnić.
(2)
Epoka mędrców dała autorytet ludziom, którzy nie mieli go z urzędu, takim jak władcy i kapłani. Był to ważny przełom, rodzaj skoku świadomości. W Grecji wykształciła się na tej podbudowie grupa ludzi określających siebie filozofami, czyli miłośnikami mądrości. Najbardziej znany z uznanych mędrców (sofosów), Tales, jest uznawany także za pierwszego filozofa, choć sam jeszcze tego terminu nie stosował.
Filozofowie interesowali się światem, ciekawili się wszystkim. Cała wiedza dzisiaj nazywana naukową przez jeszcze dwa tysiąclecia była określana łącznie filozofią. Matematyka, teoria muzyki, biologia, logika, nauka o języku i inne dziedziny wiedzy zostały rozwinięte i były pielęgnowane w ramach filozofii przez ludzi owładniętych pasją studiowania świata. Dziś już wyodrębniły się i usamodzielniły wszystkie nauki szczegółowe. Właśnie w obecnych naukowcach z prawdziwego zdarzenia odnajdujemy tę pierwotną pasję bezinteresownego odkrywania coraz to nowych praw i składników świata. To oni w swoim oddaniu i poświęceniu dla nauki są prawdziwymi potomkami pierwszych filozofów.
Poza wiedzą o świecie nazywaną dziś nauką filozofia zawsze była także namysłem nad najgłębszymi pokładami istnienia. Dziś określenie to odnosimy tylko do dziedzin zwyczajowo sprowadzanych do trzech głównych zagadnień: teorii poznania, metafizyki (ontologii, wiedzy o naturze istnienia), aksjologii (wiedzy o wartościach, co za tym idzie powinnościach).
(3)
Paul Tillich definiuje filozofię w następujący sposób (P. Tillich, Teologia systematyczna, t.1):
„(…) nazwiemy filozofią to poznawcze ujęcie rzeczywistości, gdzie obiektem jest rzeczywistość jako taka. Rzeczywistość jako taka lub rzeczywistość w ogólności nie jest całością rzeczywistości; jest to struktura, która czyni z rzeczywistości pewną całość, a zatem potencjalny obiekt poznania. Wnikanie w naturę rzeczywistości jako takiej oznacza wnikanie w te struktury, kategorie i pojęcia, które są założone w poznawczym spotkaniu z każdą domeną rzeczywistości. Z tego punktu widzenia filozofia jest z samej swojej natury krytyczna. Oddziela ona różnorodny materiał doświadczenia od tych struktur, które umożliwiają doświadczenie. (…) Pytanie dotyczące charakteru ogólnych struktur, które umożliwiają doświadczenie jest zawsze to samo. Jest to właśnie kwestia filozoficzna”.
„Filozof – choć stymulowany przez filozoficznego erosa – próbuje zachować bezstronną obiektywność wobec bytu i jego struktur. Próbuje wykluczyć osobiste, społeczne i historyczne uwarunkowania, które mogłyby zniekształcić obiektywną wizję rzeczywistości”.
„Nie istnieje nic w niebie i na ziemi, ani poza nimi, czemu filozof musi się poddać, oprócz uniwersalnego logosu bytu, udzielającego się mu w wewnętrznym doświadczeniu”.
(4)
Eric Voegelin ujmuje filozofię w następujący sposób w jej aspekcie krytycznym (E. Voegelin, Izrael i Objawienie):
„Właściwym przedmiotem filozoficznego wglądu jest Logos istnienia, zaś poszukiwanie prawdy porządku istnienia nie jest możliwe bez zdiagnozowania sposobów egzystencji w nieprawdzie. Prawdę porządku zdobywa się i odzyskuje w bezustannym zmaganiu z popadaniem w nieprawdę; ruch ku prawdzie rozpoczyna się od uświadomienia sobie przez człowieka, że żyje w nieprawdzie”.
(5)
Eric Voegelin mimochodem zauważa coś jeszcze, mianowicie, że filozofia jest formą egzystencji, czy – mówiąc inaczej – sposobem życia zmierzającego do odnajdywania siebie i swojej roli w świecie. Nie jest to jakaś postać erudycji bądź uczoności. Najjaskrawszym tego przykładem był Sokrates.
(6)
Możemy wyróżnić pewien zespół zjawisk, które składają się na filozofię:
1. Jest to styl życia filozofującego człowieka wynikający z jego ogólnych poglądów na rzeczywistość. Tym właśnie różni się od uczoności rozumianej jedynie pamięciowo i nierzutującej na życie.
2. Miłość do poznania struktur rzeczywistości, poznawczy do niej pociąg, ten filozoficzny eros. Uznanie wartości wszechrzeczy za wyższą od wartości własnej filozofa.
3. Obiektywność i samokrytyczność, co różni ją od fanatycznych ideologii. Sednem jest tu dociekanie niespaczonej subiektywizmem prawdy o świecie.
4. Bezinteresowność, co różni filozofię od interesownych i stronniczych w osądach sofistów, którzy masowo udają filozofów i myślicieli, zwłaszcza w naszych czasach. Filozofia nosi rys ascetyczny, pozbawiony chciwości w imię wartości wyższych.
5. Filozofia to ujęcie rzeczywistości, jest ono komunikowalne. Ekspresji doświadczenia filozoficznego nie stanowią mit i poezja, jak to dzieje się w religii, tylko formy bardziej zbliżone do wykładu, który może bardziej przypominać dialog (jak sztuka teatralna) lub nawet wiersz, ale bez nadmiaru środków artystycznych.
6. Filozof nie znosi zafałszowań, myślenia życzeniowego, intencjonalnych czy w jakiś sposób interesownych wywodów. Obnaża fałsz przy użyciu logiki i lepszej wiedzy. Podejmuje dyskusje z innymi, uczestniczy w tej tysiące lat trwającej debacie nad problemami filozoficznymi.
7. Samokrytyczność prowadzi go stałego doskonalenia siebie i swojego myślenia. Droga filozofa to droga realizowanej w życiu cnoty.
8. Filozofia opiera się na poznaniu struktur bytu poprzez kontemplację (theoria). Wtedy nie jest dowolnym gadulstwem pustego rozumu, choćby i uczonego. Stanowi poznanie za pomocą rozumu wyższego, duchowego.
9. Tradycyjnie filozofia tworzy systemy i szkoły, które ze sobą konkurowały i dyskutowały.
(7)
Najprostsze ujęcie filozofii, jakie spotkałem, brzmi następująco: nauka odpowiada na pytanie „Co jest?”, filozofia zaś na pytanie „Dlaczego tak jest?”. Filozofia pomaga zrozumieć rzeczywistość.
(8)
Gdy spojrzymy na powyższe wyliczenie cech filozofa i filozofii, łatwo zauważymy, że w naszych czasach na Zachodzie praktycznie nie ma już filozofów ani filozofii. W każdym razie żadne takie postaci ani treści nie są znane szerokiej publiczności. Brylują w akademiach i w księgarniach oszuści pozujący na filozofów i myślicieli, względnie antykwaryści po raz setny zestawiający ze sobą czyjeś myśli. Istnieje też wielu pisarzy „filozoficznych”, szkodliwych dla ludzkości, kreujących antyfilozofie zaprzeczające ważności powyższych składników filozofii. Tak powstaje zła filozofia, zbudowana na gadulstwie oderwanym od rzeczywistości, wyssana z palca. Wątpliwe, aby ktokolwiek z dzisiejszych filozofów rozumiał takie pojęcia jak kontemplacja czy cnota, w każdym razie już się ich nie używa. Zapewne da się odnaleźć jakieś szczytne wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę.
(9)
Miłość do świata leżąca u podstaw filozofii sprawia, że jest ona dziedziną zorientowaną na myślenie wewnątrzświatowe (immanentystyczne). Filozofia, nawet gdy opisuje Boga, czyni to w zasadzie, patrząc od strony świata. Można powiedzieć, że się zastanawia, czym Bóg jest dla świata. Religia i teologia będą raczej myśleć, czym świat jest dla Boga i będzie to ujęcie transcendentne.
Jest to myśl z natury swojej kosmologiczna. Od mitu różni się nie tyle przedmiotem wyrażanego doświadczenia, co sposobem jego przekazywania. Filozofia bazuje na pracy rozumu opracowującego dane pochodzące z intuicji. W micie owoce kontemplacji wyraża się artystycznie. Filozofia to dziedzina czysto intelektualna.
Trzeba jednak zaznaczyć, że kontemplacja jest aktywnością wspólną dla gnozy, religii i filozofii. Co więcej, im bardziej każda z tych działalności opiera się na kontemplacji, tym lepszej nabiera jakości. Nie ma w praktyce pełnej separacji tych dziedzin, filozofia może mieć cechy teologii oraz gnozy. W istocie grecka filozofia wyrosła w dużej mierze na podbudowie orfizmu (Pitagoras, Platon), który był religią misteryjną o rysach gnostyckich. Szlachetność postawy orfickiej bardzo udzieliła się filozofii u jej początków.
(10)
Wszyscy zostaliśmy powołani do prawdy, dlatego, jak już pisałem, wcześniej każdy z nas jest filozofem. Dobra filozofia polega na przekraczaniu samego siebie, jest odwróceniem uwagi od siebie i własnych potrzeb oraz problemów, a zwróceniem się ku rzeczom większym i wyższym wartościom.
(11)
Elementy filozoficzne są we wszystkich rozwiniętych kulturach duchowych. Tradycyjnie wyróżnia się trzy główne szkoły filozoficzne: zachodnią, indyjską i chińską. W Chinach filozofia wiąże się z myśleniem mądrościowym. W Indiach filozofii nie sposób odseparować od religii i gnozy, są jednym kompleksem Dharmy w znaczeniu nauczania o rzeczywistości. Filozofia zachodnia jest zbudowana z wielu nieprzystających do siebie szkół, nie posiada wspólnego fundamentu, wyrasta z różnych aksjomatów teoretycznych i postaw życiowych. W dużym uproszczeniu: myślenie Zachodu koncentruje się na bycie świata, Indii – na świadomości, a Chin – na intuicyjnie dostrzeganej naturze rzeczy i dzieli się na dwie główne biegunowo różne szkoły, pragmatycznego konfucjanizmu i metafizycznego taoizmu.
(12)
Istotą filozofowania jest stawianie problemu i rozumowanie w celu dojścia do jak najlepszych odpowiedzi. Do tego dochodzi dyskusja między filozofami, szkołami filozoficznymi i nowymi podejściami do problemu z biegiem czasu.
(13)
Początkiem filozofowania jest zachwyt i zadziwienie, to pierwsze wrażenia z kontemplacji, swoisty do niej wstęp.
(14)
Odkryciem filozofów był Jedyny Bóg opisany na przekór politeistycznemu otoczeniu. Eric Voegelin przypomina, że pierwszym świadectwem wiary w Jedynego Boga były pisma Ksenofanesa, który pisał (za: E. Voegelin, Świat polis): „Bóg, najwyższy pośród bogów i ludzi, ani kształtem, ani myślą [nóema] niepodobny do ludzi” (B 23). „Bóg jest żyjącym istnieniem (zoon), choć nie w formie wyartykułowanej, ponieważ „cały widzi, cały myśli, cały słyszy” (B 24). Bez wysiłku porusza wszystkim dzięki własnym myślom (B 15). „Zawsze pozostaje w tym samym miejscu, nie poruszając się wcale, nie jest też dlań stosowne [epiprepei], by przemieszczał się to tu, to tam” (B 26). „Bogowie jednak nie objawili śmiertelnym wszystkiego od początku, ale z czasem, starając się, [ludzie] znajdują lepiej” (B 18) i „nie ma nikogo, ani nie będzie, kto by znał prawdę o bogach, ani o wszystkim, o czym mówię. Gdyby bowiem nawet komuś się udało powiedzieć pełną prawdę, sam by o tym nie wiedział. Pozór jest we wszystko wpleciony” (B 34).
Co ciekawe, te same twierdzenia mogłyby zostać ogłoszone w tej samej epoce w Indiach, aby opisać Brahmana. Jak widać, drogi myślenia filozoficznego bywają bardzo podobne i to właśnie czyni je nadzieją przyszłego uniwersalizmu.
(15)
Ze wszystkich filozofów greckich najbardziej imponuje mi dorobek Heraklita. Z kolei jego myśl jest bliźniaczo podobna do koncepcji chińskich tamtego czasu – zapewne miały wspólne korzenie w wierzeniach jeszcze bardziej archaicznych i popularnych w społeczeństwach prehistorycznych. Heraklit ustalił termin „Logos” w znaczeniu rozumnego Absolutu, którego działanie opiera się o tensję dualnych przeciwstawnych zasad. Analogie z przekazem Yijing i zasadą Yin-Yang oraz koncepcją Tao są niezwykle dojmujące.
(16)
Zasługą filozofów na Zachodzie jest rozwinięcie nauki o duszy, o jej zaletach (cnotach) i potrzebie ich kształtowania. Człowiek posiadający duszę to zupełnie ktoś inny niż ludzie bez tej świadomości. Świadomość posiadania duszy sprawia przykładowo, że:
• człowiek ma poczucie wyrastania ponad świat materialny,
• nabiera cech podobnych bogom (wieczność),
• wszyscy ludzie są równi mimo przyrodzonych i nabytych różnic,
• uczestniczymy w porządku wyższym niż materialny, w świecie duchowym, więc winniśmy dążyć do właściwej tej sferze doskonałości.
(17)
Najtrudniej podsumować jest filozofię. Ona to jednak, może właśnie dzięki swojej różnorodności w ustaleniach, ale podobieństwie w towarzyszących jej postawach ludzkich, jest najbardziej uniwersalna między ludźmi i kulturami. Nie da się prowadzić dyskusji między religiami, bo one nie są dyskursywne, lecz dogmatyczne. Nie trzeba dyskutować pomiędzy różnymi odmianami gnozy, ponieważ one bez problemu się syntezują i bezrefleksyjnie kumulują. Gnoza jest dyscypliną także pozadyskursywną, pozaracjonalną, za to znakomicie łączliwą. Jej odmiany da się kumulować nawet w praktyce jednego człowieka, ale nie można pomiędzy nimi dyskutować. Płaszczyznę spotkania zakładającą zarówno różność, jak i możliwość przezwyciężenia tej różności, stanowi wyłącznie filozofia. Religia może opanować cały świat, ale nie jest w stanie porozumieć się z innymi religiami. Gnoza może się uprościć i skumulować w homogeniczną neognozę. Jedno i drugie jednak nie jest spotkaniem ludzi w rozumieniu globalnym. Postawienie obok siebie dwu religii nic nie daje, bo są względem siebie zbyt odległe. Zestawienie dwu gnoz w praktyce zbyt szybko prowadzi do ich kumulacji, brakuje w nich bowiem prawdziwej różnorodności.
Tylko filozofia pozwala ludziom się spotkać przy założeniu pozostania różnorodnymi, a jednak zdolnymi do dyskusji. Dlatego to filozofia jest naturalną płaszczyzną do uniwersalizmu ludzkiego, nie jej ustalenia, tylko sama zdolność i praktyka filozofowania.
Ta cecha czyni filozofię narzędziem do wytworzenia uniwersalnego chrystianizmu w oparciu o różnorodność możliwych teologii naturalnych (czy filozofii mistycznych, jak kto woli), których wielość nie czyni szkody podstawom objawionym przez Chrystusa. W historii chrystianizmu możemy wskazać swobodne konkurowanie podejść platońskich i arystotelejskich, teologii rozumu i woli, a wszystko to w ramach Ewangelii. To jest właśnie sedno sprawy, jeśli chodzi o dalszą ekspansję chrystianizmu i jego przyszły uniwersalizm w coraz to nowych kulturach i filozofiach, jakie te kultury konstytuują. Uniwersalizm chrześcijański zawsze czerpał z dorobku myśli naturalnej, co widzimy już na kartach Biblii.
(18)
Czy chrześcijaństwo jest filozofią? I tak, i nie. Jest objawione, ale bez filozofii nie da się go zrozumieć. Polski papież Jan Paweł II był filozofem. To on podkreślił w Fides et Ratio, że wiara i filozofia to dwa skrzydła, na których dusza ludzka wznosi się do Prawdy, która jest Imieniem Boga. Historia myśli chrześcijańskiej to ogromna praca w celu syntezy z Ewangelią nauki przede wszystkim neoplatońskiej, a później dorobku Arystotelesa. Niestety, przez ostatnie wieki działalność ta podupadła, pozostały jednak jej starsze owoce, jak choćby Summa Theologiae św. Tomasza.
(19)
Biblia zawiera fragment odnoszący się do aktualnego stanu filozofii w tamtym czasie (I w. n.e.):
„To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (Rz 1, 19–28).
Jak widać, jest to smutny obraz myślicielstwa okresu helleńskiego, które (co znamienne także dla wielu późniejszych epok) odpadło od dobrej filozofii i pogrążyło się raczej w jej złej odmianie. Kiedy analizujemy ten fragment, przedstawia się nam następujący obraz naturalnego myślicielstwa:
1. Ludzie, dokonując oglądu świata (kontemplacji), zdolni są rozpoznać za pomocą umysłu przymioty Stwórcy – potęgę i bóstwo.
2. Wobec tego doświadczenia człowiek w naturalny sposób powinien oddać Stwórcy cześć i wdzięczność, choćby poprzez szczere świadectwo tych odkryć.
3. Ludzie tego jednak nie czynili i w ten sposób zrujnowali samych siebie, dokonali samobójstwa w sobie władz wyższych, związanych właśnie z Bogiem. Skutkiem tego znikczemnieli w swoich myślach, przez co ich myślenie stało się niskie i podłe. Poza tym zaćmione zostało serce, czyli władza świadomego kierowania swoim życiem, stali się zdani na nieświadomość, niezrozumienie własnej sytuacji i powinności.
4. Stało się coś strasznego, człowiekowi pozostaje jego rozum, ale został on opanowany przez nieświadomość, która jest bramą dla żądz. Rozum odcięto od świadomości, od wcześniejszej kontemplacji, nawet od serca, czyli także sumienia. Pozostał tylko nagi rozum, ale już tylko niższy, instrumentalny, zdolny realizować ludzkie zamiary, niezdolny zaś już do samooceny. W umyśle ostały się rzucające nim namiętności i jak najsprawniej realizujący je rozum, podpierający je swoją pracą, co czasem nazywamy dorabianiem filozofii do intencji.
5. Zepsucie poparte nawet błyskotliwym rozumem nie staje się czymś dobrym, przeciwnie – stopniowo się pogłębia. Umysł człowieka odrywa się od własnej natury i poszukuje wszelkich wynaturzeń, aby tylko dostarczyć sobie stymulacji. Nawet potrzeba religii znajduje niskie ujście w kulcie innych ludzi, sił przyrody, drewnianych posągów w miejsce dostępnego duchowo każdemu człowiekowi Jedynego Boga.
To straszna analiza, niestety bardzo prawdziwa. Pokazuje ona jednak, gdzie leży błąd w używaniu rozumu. Dotyczy on odniesienia się z wdzięcznością do dawcy pierwotnej czystej kontemplacji. Wymaga to przekroczenia własnego doświadczenia mistyki naturalnej i ogarnięcia jej całościowo, dostrzeżenia bycia nią obdarowanym. Jak pisze E. Voegelin, w każdym objawieniu najważniejszy jest sam fakt objawienia. Trzeba ten fakt docenić jako coś, co nie przydarza się po prostu mnie i dla mnie. To jest dar, spoza którego winniśmy dostrzec jego dawcę. Dlatego możliwa jest, choć bardzo rzadka, dobra filozofia i to o niej pamiętamy, śledząc historię. Staramy się pamiętać o wielkich filozofach, właśnie stających w prawdzie wobec swojego doświadczenia, nauczających o poznanym Bogu na różne sposoby i o różnych Jego aspektach. Medytując nad doświadczeniami kosmicznymi, uznawali oni potęgę i bóstwo stojące za mistycznie rozświetlanym światem. Bóg objawia się w doświadczeniu kosmicznym. Może to być dla nas oczywiste, jeśli nie popełnimy powyższych błędów samolubstwa i skupienia się na sobie, a odpychania od siebie jawnego przekazu duchowego o rzeczywistości boskiej i jej potędze.
Fragment ten odkrywa też, że duchowa pokora i wdzięczność wobec Stwórcy w istocie są jednym i tym samym. Człowiek pokorny ma wdzięczne serce, które docenia dar życia i wszystkie inne dary, jakie otrzymał. Potrafi się cieszyć, nawet jeśli są one niewielkie, i nie popadać w zachwyt na swoim punkcie z tego powodu. Człowiek wdzięczny postrzega świat i życie jako dary niezasłużone. Zadufany w sobie pyszałek uważa, że wszystko mu się należy i nigdy nie ma dość.
To tu jest nadzieja także dla dzisiejszego takiego właśnie stanu myślenia rozszalałego w żądzach. Wystarczy nie zaślepiać siebie na myśl i doświadczenie Pana Boga i stawać przed Nim z jakąś podstawową wdzięcznością, w prawdzie, co może uleczyć każdego.
6. Porządek Kosmosu
(1)
Gdy dziecko buduje domek z klocków, to musi pamiętać o wielu zasadach. Budowla ta, żeby była domkiem a nie czymś innym, musi być zgodna z definicją domku – to oczywista zasada. Inna to taka, żeby nie stawać na niego nogą, bo się rozleci. Trzecia zasada jest taka, że to domek tego dziecka i inni nie powinni mu go ruszać ani psuć. Kolejna głosi, że jeśli ma być ładny, to powinien mieć harmonijnie dobrane kolory. Tak odczytujemy naturalny porządek tego małego dziecinnego świata z klocków.
Jeśli przestrzegamy tych zasad, mały świat jest niezagrożony, funkcjonuje sobie szczęśliwie i daje dziecku wiele radości. Jeśli złamiemy którąś z zasad, świat się psuje albo w ogóle przepada w zniszczeniu. Dokładnie tak samo dzieje się z naszym ludzkim światem zbudowanym przez Boga. Taki świat o zdefiniowanych prawach nazywamy Kosmosem.
(2)
Jesteśmy częścią swojego świata. Musimy być bardzo ostrożni i szanować swój świat, chronić go przed zniszczeniem, bo do niego należymy. Dbając o zgodność z zasadami, chronimy świat, siebie samych i swoich bliskich. Przeciwnie, kwestionując ład i go naruszając, atakujemy wynikowo samych siebie.
(3)
Porządek Kosmosu to jedno z najważniejszych zagadnień, z którymi człowiek ma do czynienia.
(4)
Zacytujmy kilka spostrzeżeń z Końca człowieczeństwa C.S. Lewisa (tł. Magda Sobolewska):
„We wczesnym hinduizmie postępowanie ludzi, które można nazwać dobrym, polegało na zgodności z tym – niemal na uczestnictwie w tym – co hindusi nazywają ryta. Jest to wielki rytuał czy też porządek świata przyrodzonego i nadprzyrodzonego, ujawniający się tak samo w porządku kosmicznym, w cnotach moralnych, jak w obrzędach świątynnych. Sprawiedliwość, poprawność, porządek, ryta stale utożsamiane są z tym, co określa się słowem satja – prawda, zgodność z rzeczywistością. Jak Platon twierdził, że «ponad istnieniem» jest jeszcze Dobro, a Wordsworth, że gwiazdy zyskują siłę dzięki cnocie, tak hinduscy mistrzowie nauczają, że sami bogowie są zrodzeni z ryty i jej posłuszni.
Chińczycy także mówią o czymś wielkim (największym ze wszystkiego, co istnieje), co nazywają Tao. Jest to rzeczywistość wykraczająca poza wszelkie predykaty; otchłań, która istniała przed samym Stwórcą. Jest to Natura, Droga, Ścieżka. Droga, którą podąża wszechświat, Droga, na której rzeczy nieustannie wyłaniają się w ciszy i bezruchu, wchodząc w czas i przestrzeń. Jest to również Droga, którą powinien podążać każdy człowiek, naśladując ów kosmiczny i ponadkosmiczny rozwój i dostosowując wszystkie swoje działania do owego wielkiego wzorca. «Tym, co godne pochwały w rytuale – jak mówią Dialogi konfucjańskie – jest zgodność z Naturą». Również starożytni Żydzi pochwalają Prawo jako «prawdziwe»”.
„Pojęcie to we wszystkich jego formach – platońskiej, arystotelesowskiej, stoickiej, chrześcijańskiej i wschodniej – będę od tej pory, gwoli zwięzłości, określał w moim wywodzie jako Tao”.
„To, co dla wygody nazwałem Tao, a co inni nazywają prawem naturalnym albo tradycyjną moralnością, albo też pierwszymi zasadami praktycznego rozumu, albo jeszcze inaczej – podstawowymi oczywistościami, nie jest jednym z wielu możliwych systemów wartości. Jest to jedyne źródło wszelkich sądów wartościujących. Jeśli je odrzucimy, odrzucimy wartości jako takie. Jeśli zachowamy choć jedną wartość, zachowamy również Tao. Dążenie do podważenia go i ustanowienia zamiast niego innego systemu wartości jest wewnętrznie sprzeczne. W historii świata nigdy nie istniał i nigdy nie zaistnieje radykalnie nowy sąd wartościujący. Wszystko to, co mieni się nowym systemem wartości czy też (jak mówi się dziś) nową «ideologią», składa się z fragmentów Tao, arbitralnie wyrwanych z kontekstu, a potem pojedynczo rozdętych do nieprzytomności, choć cała ich słuszność nadal wynika jedynie stąd, że wywodzą się z Tao. Jeśli obowiązek względem rodziców to przesąd, takim samym przesądem jest mój obowiązek względem potomności. Jeśli sprawiedliwość to przesąd, takim samym przesądem jest mój obowiązek względem ojczyzny lub rodzaju ludzkiego. Jeśli dążenie do wiedzy naukowej jest prawdziwą wartością, to jest nią również wierność małżeńska.
Bunt nowych ideologii przeciwko Tao jest buntem gałęzi przeciwko drzewu: gdyby zbuntowane gałęzie mogły odnieść sukces, same uległyby unicestwieniu. Ludzki umysł nie potrafi wymyślić nowej wartości, tak samo jak nie potrafi wyobrazić sobie nowego koloru podstawowego ani tym bardziej stworzyć nowego słońca poruszającego się po zupełnie nowym niebie”.
Dalej C.S. Lewis pisze o pokusie, aby człowiek zanegował własną naturę i zaczął manipulować człowieczeństwem, lekceważąc pokorę wobec wiecznego porządku Tao. Coś takiego dzieje się w naszych czasach w aborcji, eutanazji, gender i transhumanizmu, w ideologiach postludzkich. Przywołany myśliciel takie zapędy podsumowuje następująco: „Nie chodzi o to, że wychowawcy są złymi ludźmi. W ogóle nie są ludźmi. Wychodząc poza Tao, zrobili krok w pustkę. Również ci, którzy im podlegają, niekoniecznie są ludźmi nieszczęśliwymi. W ogóle nie są ludźmi, tylko sztucznymi tworami. Ostateczne zwycięstwo człowieka okazało się zniesieniem człowieczeństwa”.
„Prawdziwe zastrzeżenie wynika z faktu, że jeśli człowiek zechce traktować samego siebie jak surowiec, stanie się surowcem – i to nie surowcem, który, jak sobie wymarzył, będzie kształtowany przez niego samego, ale przez zwykłe popędy…”.
„Poza Tao nie ma wspólnego ludzkiego prawa postępowania, które obowiązywałoby zarówno rządzących, jak i rządzonych”.
„Dopóki pozostajemy wewnątrz Tao, odnajdujemy w nim samym konkretną rzeczywistość, która – o ile w niej uczestniczymy – czyni nas prawdziwymi ludźmi: powszechną wolę i zbiorowy rozsądek ludzkości”.
Przytoczyłem te obszerne cytaty z pracy C.S. Lewisa, ponieważ był on głęboko wierzącym chrześcijaninem, a jednocześnie potrafił się posługiwać filozofią z całego świata. Zebrał esencję tego, co czyni człowieka człowiekiem i nazwał chińskim słowem Tao. Na obszarze hellenizmu używano nazwy „Logos” i to ją zastosowano w Ewangelii. Logos, Tao to nazwy na odwieczny ład Kosmosu, choć pochodzący spoza niego.
