1. Na obraz i podobieństwo zła
(1)
Katastrofa
Największa moc po Bogu obróciła się przeciw Stwórcy. Duch wypełniający Wszechświat, największe i najpotężniejsze ze stworzeń, zdradził. Człowiek mu uległ i jako pan Kosmosu poddał świat upadłemu duchowi. Kosmiczna katastrofa rozlała się i dotknęła każdego atomu, każdego neuronu. Żyjemy w dzikim postkatastroficznym świecie. Wyszarpujemy dla siebie przetrwanie, chociaż nie wszystkim się to udaje. Czarna mgła zasnuła umysły.
(2)
Bunt i przykład Szatana
Szatan marzy o tym, by doprowadzić ludzi do tego, czym sam jest, czyli istotą bezwolną. W godzinie swojego sądu (próby, testu) wypowiedział posłuszeństwo Bogu, skazał się na wieczność na chaos, nienawiść i czynienie destrukcji. Nie panuje nad sobą, używa tylko rozumu niższego w swoim działaniu, jest niezdolny do samokrytycyzmu i zmiany swojego postępowania. Stał się niewolnikiem własnej nienawiści stale skierowanej przeciw człowiekowi.
Chciałby być panem ludzi, których się boi jako tych bardziej niż on podobnych Bogu. Gardząc nami, stara się udowodnić, że jest niby od nas większy i może nami rządzić. Na to najpierw potrzebuje ludzkiego pozwolenia, jakim jest sprzeciwienie się prawdziwemu Panu i Jego woli. Robi, co może, żeby zmanipulować ludzi przeciw Bogu, co czyni go ich władcą. Im więcej grzechu, tym większa jego władza nad ludźmi i poddanym nam światem.
Szatan stracił trzeźwy osąd sytuacji, nie posiada już jaźni, samoświadomości. Jest czystą i modelową ignorancją. Owszem, w doskonały sposób ogarnia poznawczo całą rzeczywistość, ale pozostaje jeden wyjątek – nie widzi samego siebie we właściwy sposób. Wie wszystko, tylko nie to, czym sam się stał. Nie posiada też własnej woli, potrafi tylko reagować na wszelkie przejawy dobra, próbując je zwalczać. Jest więc tym, co tak podkreśla się w Indiach jako negatywne wzorce – ignorancją (spraw Bożych) i przywiązaniem poprzez pełne uzależnienie od otoczenia. Ciągle mu się wydaje, że może zwyciężyć z Bogiem, choć to oczywista nieprawda. Nieustająco jednak mści się za swoje cierpienie na ludziach.
Szatan miał jedną szansę zakosztowania swobody wyboru danej mu na chwilę jako dar i okazja na okazanie przywiązania do Stwórcy. Pan na moment udzielił aniołom wolności, był to podarunek z okazji ich stworzenia. Podzielił się przy tym z nimi planami co do przyszłości świata i ludzi, swojej największej radości, dziedziców i współpanujących. To rozzłościło Szatana, ponieważ był on dotąd największym stworzeniem, nie chciał uznać nad sobą człowieczej władzy, a w tym i Syna Bożego. Zrobił z tą odrobiną swobody, którą Bóg mu ofiarował, to, co mógł zrobić najgorszego – zbuntował się przeciw Bogu.
Czuł w sobie przeogromną siłę, stworzono go przecież jako potężnego ducha, a w tamtej chwili miał w sobie upajającą wolność, chciał sam panować, robiąc to bez Boga. Bardzo ważna jest pamięć o tym, kim się jest, kto nas stworzył i do czego należy dążyć. Szatan tymczasem zapomniał, że jest tylko aniołem i że tę chwilową swobodę ma wyłącznie na moment. W chwili, gdy się odwrócił od Boga w porywie tej pierwszej pychy, stracił wolność. Teraz już na wieki pozostanie ze swym buntem przeciw Bogu i człowiekowi, gdyż nie mając wolności, nie może się nawrócić. Jest silny, ale stworzono go jako narzędzie cudzej woli, pozostał więc z nicością w sobie i to nią właśnie się stał. Oszukuje ludzi, by ich zwrócić przeciwko sobie nawzajem i przeciw Panu Bogu. Może doradzać już tylko źle, kłamać, mamić i oszukiwać, by sprowadzić ludzką wolę na manowce.
(3)
Kościół i królestwo Szatana na świecie
Ludzie są stworzeniami Bożymi. Zwrócili się z czcią i pokorą w stronę węża i dlatego zostali jego czcicielami. On nas przenika swoim wpływem duchowym, dążeniowym, emocjonalnym. Posiada nas w swojej władzy. Ludzkość jest jednego serca i jednego ducha – złego ducha.
Pamięć o Bogu, który nas stworzył, zmaga się w nas z wpływem ciała, świata i diabła, który nami zawiaduje. Własnymi siłami nie potrafimy się poprawić, zwykle w ramach równowagi nałogów przenosimy się co najwyżej w coraz inne grzechy. Żyjemy jak robaki uwięzione przy ziemi, nie potrafimy duchowo wzlecieć.
(4)
W jednej z definicji (niewyczerpującej tematu) duchowość jest przedstawiana jako proces negatywny, w toku którego odrzucamy od siebie przyrosłe nam złe skłonności, przekonania, wzorce, robiąc w ten sposób miejsce dla działania Boga. W tak ujętym procesie rozważanie własnego upodobnienia do Złego w celu uwolnienia się od jego przekazu wydaje się jak najbardziej na miejscu. Zło udaje dobro. Kiedy jest demaskowane, traci swoją moc. Chyba najbardziej znaną próbą takich rozważań są Listy starego diabła do młodego diabła – książka niezwykle błyskotliwa zarówno co do formy (dystans, ironia, lekkość stylu), jak i co do treści.
(5)
Demon próbuje wyprzeć świadomość Boga z umysłów ludzkich. Wchodzi w te miejsca, które są w ludzkiej uczuciowości przeznaczone dla Boga. Chce, by oddawano mu cześć, chwałę, słuchano jego nakazów, wprowadza swoje porządki. Usiłuje dokonać transformacji ludzi na swój obraz i podobieństwo. To się odbywa cały czas – upodobnianie się ludzi na obraz i podobieństwo demona, demonomorfizacja.
(6)
Wyznaczniki przynależności do Władcy Świata to w skrócie: nienawiść, bunt i samouwielbienie. W różnych proporcjach przejawiają się one w poniższych zjawiskach typowych dla demonizmu u ludzi.
1. Nienawiść
• Nienawiść do Boga, Jego Imienia, Jego Kościoła, kapłanów. Rocznie ginie za swoją wiarę 100 000 chrześcijan, miliony cierpią prześladowania. Żadna inna wiara nie wzbudza aż takiej furii nienawiści, choć wojny religijne i prześladowania nie należą do rzadkości pomiędzy dowolnymi religiami. Trwa straszenie Bogiem jako złym, przestępcą, zbrodniarzem, nieprzyjacielem.
• Nienawiść do ludzi udająca troskę o nas. Wystarczy włączyć TV, a zobaczymy, że przemoc (związany z nią ból) i grzech stały się zasadniczym źródłem podniet dla mas. Co najmniej uczą obojętności na ludzką krzywdę fizyczną i duchową. Wynikowo wytwarza się masa ludzi cierpiących i grzeszących, nienawidzących jedni drugich.
• Nienawiść do świata przeradza się w nienawiść do wiedzy o nim: prawdy, realizmu, faktów. Popularna jest ucieczka w iluzje, fantazje, własne wyobrażenia, fikcje przeżywanie cudzego życia, fikcję nadmiaru powieści, seriali, filmów, co zastępuje własne pełne życie. Szerzy się bezkrytyczna afirmacja byle czego. Pojawia się ucieczka w używki, transy wywoływane praktykami „medytacyjnymi”, muzyką itp. Zdarza się także, że zalewamy siebie informacjami w postaci przekazu mediów społecznościowych i innych, czasem popadamy w duże oczytanie, z którego nic nie wynika. W ostatnim czasie ustaliła się apoteoza rozumu naukowego i technicznego, który zupełnie przesłonił rozum duchowy i mądrość. Nierzadko nadęta „uczoność” nasycona żargonem staje się w nowoczesnej „filozofii” bełkotem bez związku z rzeczywistością. Kwitnie myślenie życzeniowe, wolitywne, które zamienia sferę własnych rojeń na „fakty”.
• Nienawiść dla słów, akcent na obrazki, gesty, symbole graficzne w komunikacji międzyludzkiej zabijają rozum. Logos – słowo jest Boskim narzędziem stworzenia i panowania nad nim. Słowa służą wyrażaniu prawdy. Demon jest niezdolny kierować się zdrowym myśleniem opartym o realia i porządek Boży w nich zapisany, dlatego niszczy ludzkie narzędzia rozumowania.
• Szatan nie ma ciała i nie należy do świata materii. Stąd pochodzą ostre podziały na dobrą sferę duchową i złą materialną. Szatan nienawidzi ciała ludzkiego i związanej z nim sfery rodzicielstwa i rodziny. Doprowadza ludzi na przemian (w zależności od epoki i kultury) do rozpusty albo zniszczenia wojnami, zbrodniami i przesadną egocentryczną ascezą. Idzie za tym nienawiść do płci, której demony nie mają, obecnie manifestująca się na Zachodzie w kłamstwie gender.
• Życie pod presją nienawiści generuje manierę szarości, unikania aktywności, myślenia, pozytywnego wyróżniania się. Tak funkcjonują w swojej masie demony. Najlepiej im jest, kiedy pozostają w spokoju, są schowane. Każde ich dostrzeżenie oznacza zdemaskowanie i większe cierpienie. Panuje wśród nich strach przed zwróceniem na siebie uwagi, przecież władza u nich też jest wyłącznie zła.
2. Bunt
• Bunt jako nienawiść do Boskich porządków na świecie wywraca, co tylko może. Fałszywy porządek świata wyznawany na wiele sposobów, zwykle sprowadzający się wynikowo do akceptacji prawa silniejszego ze strachu przed nim, to uznanie prawa pięści.
• Wywraca się świat wartości. Przykładowo dla wielu estetyka jest ważniejsza od etyki. Szerzy się ubóstwienie piękna ciała. Dotyczy to także wyższości formy ponad treść przekazu, wysławiania się, także wynalazku pustej formy, najlepiej bez treści. Kto obcuje ze współczesną „sztuką”, wie, o co mi chodzi.
• Ludzie, chociaż nie potrafią władać samymi sobą, to próbują rządzić innymi. Demon nie powoduje samym sobą, nie jest zdolny się zmienić, zapanować nad sobą. Kompensuje to sobie, usiłując rządzić całym światem.
• Propagowany jest determinizm, brak woli, dawniej znany jako fatalizm, a dziś jako determinizm ateizmu materialistycznego. Demony dokonały wyboru, dano im raz wybierać i wybrały. Dlatego teraz nienawidzą wolności ludzi. Usiłują nas nauczyć determinizmu, odebrać nam wolną wolę i poczucie odpowiedzialności za postępowanie. Skłaniają się do tego wszelkie monizmy, magia, fatum, kult gwiazd (astrologia), psychologiczne teorie determinizmu środowiskowego. Dają poczucie bezkarności i braku winy, a także zasługi. To pozbawia ludzi poczucia wartości życia. Powoduje także bezwolność, poddanie się wpływowi zewnętrznemu, poczucie bezsensu istnienia, bezcelowości życia. Tak wielu ludzi czeka na cud, zamiast pracować na swoje szczęście. Tak wielu wini cały świat i Boga za swoje winy. Odmianą tego jest wiara w przypadek, która stanowi konsekwencję determinizmu, co wynikowo oznacza brak wpływu na swoje postępowanie, zrzeczenie się woli.
• Determinizm pociąga za sobą emocjonalizm, biologizm etyczny, etykę sytuacyjną (czyli jej brak). To aktualna chęć jest jedynym wyznacznikiem dobra i zła. Rządzą żądze, popędy, a nie rozumne, uzasadnione decyzje. Poparte to zostało ostatnio całą wielką filozofią psychoanalityczną itp. o przemożnych siłach działających w psychice.
• Pojawia się mordercza wręcz nienawiść do dobrych norm, prawa, zasad (nazywana prymatem „miłości” i „dobra” rozumianego jako przyjemność), bo przypominają o prymacie woli i rozumu nad odruchami i kierują do dobra. Wzmaga się niezdolność do posłuszeństwa i pokory.
• Determinizm w wydaniu społecznym oznacza absolutyzm władzy państwowej, zazwyczaj zdegenerowanej i poddanej demonowi. W człowieku zabija się wolę i poczucie godności osoby ludzkiej. Staje się on „jednostką” społeczeństwa ślepo poddanego mediom i modom, oddaną złu. Wpajana jest nam skłonność do społecznego podporządkowania jednostki, konformizm, zastraszenie. W piekle władza oznacza przemoc i nienawiść wobec niższych duchów, znęcanie się i groźby. Taki model jest przekazywany ludziom.
• Akcentuje się wolność, jakby była wartością ostateczną. Taka chora wolność to niezrealizowana potencja. Demony nie potrafią dokonać niczego dobrego, nie są w stanie zrealizować potencji (wolności) obecnych w ich naturze. Upodobnienie do nich oznacza prymat wolności nad dobrem. Zafiksowanie na wolność to istota cierpienia, które jest palącą niemocą wyrażenia siebie.
• Każda cnota jest zamieniana w swoje zaprzeczenie. Postulat równości ludzi (a równi jesteśmy tylko przed Bogiem) zamieniony został na jednolitość, identyczność. Ludziom odbiera się „twarze”, tożsamość osoby, szczególność. Zamienia się ich w szarą, bezpostaciową, posłuszną złym inspiracjom masę.
• Podobnie zniszczono braterstwo, gdyż braćmi i siostrami jesteśmy tylko przed obliczem Ojca w niebie. Podzielono ludzi na złączonych braterstwem w ramach złych idei i resztę, której odbiera się w ogóle godność ludzką i zwalcza. Takie braterstwo na wzór braci piekielnej tworzy socjologiczne plemiona, wzajemnie się zwalczające grupy. Znane jest zwłaszcza „braterstwo” masonów zastrzeżone tylko dla organizacyjnych „braci” zdolnych niszczyć każdego, kto im stanie na drodze.
• Prawo niszczy się poprzez wmawianie ludziom fałszywego prawa do zła, zboczenia, aborcji, niepohamowania w żądzach. Nazywa się to ostatnio „prawami człowieka” w miejsce prawdziwych zasad, choćby do wychowania dziecka w rodzinie czy w ogóle prawa do życia (na przekór ludobójstwu aborcyjnemu).
• Bunt wewnątrz człowieka oznacza dysocjację, rozszczepienie w psychice. Człowiek pragnie czegoś innego w głębi duszy (służyć Bogu), a czegoś innego z ziemskiego nauczenia, dodatkowo coś innego faktycznie robi. To wszystko wywołuje ból rozdarcia wewnętrznego.
• Akceptacja zła jako metody osiągania celów prowadzi do tego, że się ich tak naprawdę nie osiąga.
• Tworzy się antyświat. To jest obszar zjawisk, które stają się alternatywami wypierającymi swoje dobre pierwowzory. Przykładowo antykultura, czyli fałszywa wytwórczość udająca dobrą kulturę, wypiera tę ostatnią. Powstają niby-dzieła sztuki, przedstawienia teatralne, które faktycznie są zaprzeczeniem celu, dla jakiego istnieje sztuka.
• Uczuciowość także jest wywracana do góry nogami. Nierzadko współczucie i uwaga skierowane są na zbrodniarzy, a nie na ofiary i skrzywdzonych.
3. Samouwielbienie
• Szerzy się egoizm, egotyzm, adoracja siebie jakby boga. Można uogólnić, że jeśli chcesz coś zniszczyć, ubóstwij to, postaw na piedestale i omijaj z daleka. Uwielbić siebie i uznać doskonałym, to znaczy przestać się rozwijać, uczyć, właściwie nawet żyć.
• Brakuje potrzeby wiary w Boga oraz pochodzącego od Niego zbawienia.
• Pojawia się adoracja siebie. Chodząc wśród ludzi, widzimy, jak wielu z nich nosi w sobą palącą potrzebę, aby inni tak ich adorowali (bezkrytycznie podziwiali), jak oni sami siebie adorują. Niekiedy mówimy o tzw. kołach wzajemnej adoracji, będących grupami ludzi związanych tymi chorobliwymi relacjami.
• Popularna staje się postawa bezkrytyczności wobec siebie. Brakuje sensownego odniesienia do własnego życia i postępowania. To najstraszniejsze następstwo samouwielbienia.
• Wpaja się nam hedonizm, wyuzdanie, żądze, łapczywe nienasycenie zamiast umiarkowania. Demony nie odnajdują satysfakcji, nigdy nie są zadowolone, syte. Nie potrafią bowiem uczynić niczego, co w istocie zadowalałoby ich wewnętrzną potrzebę samorealizacji, czują się nieustannie sfrustrowane. Nie są zdolne same siebie zadowolić.
• Cierpienie i frustracja to dwie strony tego samego medalu. Cierpienie bierze się z niemożności kochania Boga. Zwłaszcza gdy taka frustracja jest nam narzucana przez kogoś innego, np. kogoś, z kim powinniśmy być w stosunku miłości, to nas rani. Tym samym zgodnie z symetrią miłości prowokuje do odwetu. To poczucie jest cierpieniem, gdyż musimy je w sobie opanować. Ranimy samych siebie, dysocjujemy, rozdwajamy się, co przynosi nam ból.
• W służbie egoizmu tworzy się fałszywe ideały, pozornie humanistyczne, takie jak bezkrytyczna miłość. Pojawiają się one zamiast stałego rozeznawania i przypominania, co jest dobre, a co złe. Wynikowo jest to afirmacja zła, tzw. tolerancja.
• Szerzy się autoreligia, która polega na tym, że człowiek sam dla siebie jest bóstwem. Kobieta może czuć się bóstwem żądzy cielesnej i urody jak Isztar lub Wenus, względnie płodności niczym boginie matki. Z kolei mężczyzna jawi się jako bóg władzy i siły, życia i śmierci.
• Ezoteryzm, magia, wróżbiarstwo to czynności już stricte kultowe wobec Złej Mocy wypełniającej Wszechświat i udzielającej się ludziom, zdolnej we współpracy z człowiekiem wpływać na różne elementy świata. Ich formą szczytową jest religia satanistyczna, niestety coraz bardziej obecna wśród ludzi. Wszystko to opiera się na wierze w możliwość nabycia przez człowieka boskich mocy.
• Deklarowana niewiara w osobowe zło. Niewolnicy Szatana, będąc mu posłusznymi, deklarują jego nieistnienie, posłusznie odwracają wzrok od oczywistych przejawów jego działania i bytowania. Przypomina mi się wypowiedź L. Kołakowskiego, który twierdził, że może zrozumieć niewiarę w Boga, ale niewiara w diabła przekracza jego pojętność. To bardzo trzeźwa konstatacja chłodnego racjonalisty świadomie odnoszącego się do otaczającej go rzeczywistości.
• Bojaźń wobec demonów i ludzi – ich sług – objawia się przez lęk przed, jak się zdaje, najwyższą i ostateczną potęgą świata, która coraz szerzej i głębiej rozciąga swoją władzę nad ludźmi. Jest to jednocześnie fundamentalna niewiara w Boga, w Jego pomoc i władzę jako gwarancję ochrony przed piekłem.
(7)
Demonoludzie wypełniają świat. To ludzie ukształtowani na obraz i podobieństwo złego. Trwają w mistycznym z nim zjednoczeniu, stanowią ciało smoka o tysiącach głów mówiącego jednym głosem, myślącego jedną myślą, czującego jedną i tą samą nienawiścią do dobra. Różnią się tylko natężeniem tego zjawiska. Zły jest ich ojcem duchowym, a oni jego dziećmi.
Niestety, rodzimy się już w takiej skażonej kondycji, jak nam to tłumaczy Księga Genesis. Grzech pierwszych rodziców uczynił nas – ich potomstwo – skazanymi na potępienie. Ludzkie dusze wypełniały Otchłań (Szeol, Hades), zanim ich Chrystus nie wyprowadził z niej.
(8)
Jak można jednym słowem określić świat w upadku, wypełniony ludźmi kierowanymi w najróżniejsze sposoby przez demony? To jest przedpiekle, w którym żyjemy; małe ziemskie piekło w miejsce tak oczekiwanego przez nas raju. Straszliwa kosmiczna katastrofa grzechu pierwszych ludzi, a wcześniej buntu Szatana spowodowały przemianę świata w pandemonium.
(9)
Obraz i podobieństwo demona
Uczynki i postawy upadającego diabła oraz jego naśladowców w postaci pierwszych ludzi, cała ta smutna historia odejścia od Stworzyciela trwa w losach następnych pokoleń, które wynajdują wciąż nowe sposoby zdrady przeciw miłości Stworzyciela. Złe przeżycia i postawy są smutnym dziedzictwem po przodkach, spadkiem, którego, niestety, jako ludzie się nie wyrzekamy, a przeciwnie – w miarę rozwoju dziejów dokładamy coraz nowe cegiełki do wielkiego gmachu obrzydliwości. Staliśmy się z natury dziedzicami zła i zgorszenia, które narastało od czasów Adama i Ewy, nasza natura jest chora. Ten stan to następstwo całej listy grzechów, które swoim rodowodem sięgają Pierwszych Rodziców i buntu tego, który skłonił ich do naśladowania siebie, czyli Szatana. Mamy przed sobą ogień i wodę, dobro i zło, lecz w naszych chorych od grzechu i zła sercach nie umiemy sięgnąć do dobra lub nawet go rozpoznać, więc wybieramy zło.
Jak to się dzieje, że nasze doskonale stworzone umysły, psychiki poddają się procesowi spodlenia, odebrania zdolności rozeznawania i decydowania o swoich poczynaniach? Czyżbyśmy nie zostali stworzeni doskonale? Może zło otrzymujemy od rodziców w genach? Nie, jako gatunek zostaliśmy doskonale stworzeni, nasze ciała i dusze tworzą w sumie obraz i podobieństwo Boga na świecie. Rodzimy się jednak słabi, w winie duchowej, która obejmuje każdego człowieka od chwili narodzenia (a może raczej od poczęcia) i nad nim ciąży.
Od przyjścia na świat zaczyna się zgorszenie. Dziecko płacze od klapsa położnika, pierwszy jego oddech jest zaczerpnięciem powietrza tego świata, oddechem cierpienia. Następuje dziwny i tajemniczy proces, niepowtarzalny, inny dla każdego człowieka – proces przekonywania go, że należy robić źle. Na różne sposoby postępuje zniewolenie sumienia, woli, rozsądku, żeby naśladować niektóre przynajmniej z postaw zła zainicjowanych przez diabła i tych, w których naśladujemy Pierwszych Rodziców w ich błędach. Wielka dziejowa opowieść o stworzeniu oraz buncie i upadku stworzonych, jak zła baśń czytana dzieciom, znajduje w nas swoje odbicie, staje się zbiorem złych wzorów, postaw, zachowań i przeżyć, jakie będą dalej częścią nowo powstającej opowieści życia człowieka.
Cóż takiego zrobił diabeł przed obliczem Boga, że i my za nim to powtarzamy lub nosimy w sobie jako głębokie upodobanie? Zło jest czymś totalnym, co wywraca na drugą stronę wszystkie formy i porządki. Można wymienić tylko niektóre elementy zepsucia, które naśladujemy.
Szatan wpierw się w siebie zapatrzył i zobaczył, że jest piękny i wielki – tak mu się przynajmniej wydawało. Tymczasem ten traci urodę, kto ją sam chce wychwalić. To straszne przeżycie nazywamy pychą. Zły zapomniał o swoich obowiązkach, o Bogu, przyglądał się tylko samemu sobie. Wychwalił siebie, lecz nie jako dzieło Boże i wobec Boga, lecz zrobił to przed samym sobą, sam siebie uwielbił, choć uwielbienie było należne jego Stworzycielowi. Odebrał je Temu, który rzeczywiście na nie zasługiwał. Uczynił sam siebie wartością wieczną, godną chwały. Dumny z siebie, bez pokory stanął przed Bogiem. Słysząc wezwanie Boga do uwielbienia Syna Bożego – człowieka, otwarcie zbuntował się przeciwko Bogu i wypowiedział Mu posłuszeństwo dla własnej chwały. Nie był powołany do samouwielbienia i samoadoracji, więc sprzeciwił się swojej naturze, a przez to także Temu, który go stworzył. Zdradził swojego dobrodzieja, który ofiarował mu wszystko, bo dał mu istnienie, a w tamtej chwili nawet wolność, odbierając ją samemu sobie, wolność decydowania o sobie. Wezwał innych do posłuszeństwa wobec siebie, a nie względem Boga. Zagroził Bogu, że będzie lepszy, większy od Niego. Od tej pory próbuje niejako na swój dziwny sposób „stworzyć” świat po swojemu, narzucić mu swoje porządki i zasady. Szatan uczynił bunt nową wartością.
Zły pociągnął za sobą inne anioły, aby za nim stanęły, siłą i liczebnością chcąc poprzeć swoją niegodziwość. Zdradził, tak jak żołnierz może zdradzić swoją ojczyznę, której miał bronić i służyć. Dopuścił się zdrady wobec swoich braci, bo jednych wyzwał do boju, a innych poprowadził do wiecznego potępienia. Oderwał się od nadziei pokładanej w Bogu, złożył ją w sobie. Ogólnie od początku upadku postawił siebie ponad Bogiem, podniósł swoją wolę ponad wolę Bożą, wykroczył przeciw posłuszeństwu i pokorze oraz prawdzie. Zapomniał, że został stworzony i że był tylko narzędziem Boga do czynienia dobra.
Stanął do zaciętej bitwy, do walki na niebie przeciwko tym, którzy idąc za wolą Boga, wybrali dobro i posłuszeństwo. Ta walka trwa nadal i zakończy się dopiero wraz z końcem stworzenia, gdy rozpocznie się siódmy dzień. Bóg nie toczył wojny przeciwko Szatanowi. Anioł nie jest dla Boga ani godnym, ani równym przeciwnikiem w walce. Pan pozwolił tylko, by wierni Mu aniołowie starli się z buntownikami w Jego Imię. Po upadku z nieba demon nie był już sobą, pozostał pustą, bo odłączoną od swojego Boga powłoką, która pozostała po dawnym wodzu aniołów. Zniknęła jego wolność i świetność. Jest wciąż zapatrzony w siebie, doszczętnie i na wieczność zaślepiony, co rozerwało jego rozum, pozostawiając tylko pusty, pozbawiony mądrości intelekt, bez zdolności rozumienia dobra.
Demon począł winić Boga i oskarżać dobre anioły o swoją krzywdę, choć sam ją sobie wyrządził. Ta świadomość, którą miał w pewnej mierze, pogłębiała tylko jego pyszne zaślepienie, wbijając go w następną pychę – złość na samego siebie, co w ludzkim przeżywaniu nazwalibyśmy patologicznym poczuciem winy. Stał się pierwszym i „doskonałym” wariatem, dziwolągiem, przeciętym wpół w swoim przeżywaniu. Z jednej strony ma naturę, która woła o rzeczy jej należne, z drugiej strony determinuje go chory umysł i niewola zła, na którą skazał sam siebie swoją niezgodą. Wodzem aniołów niebieskich został św. Michał, mniejszy, lecz przez swoje posłuszeństwo godniejszy tego wyróżnienia. To wszelkie wyniesienie, wysokie miejsce w hierarchii pozostaje dla Szatana najsilniejszym pragnieniem.
(10)
Treścią człowieczeństwa jest ukierunkowanie na Boga. Na skutek upadku tym bogiem, którego dziećmi się czujemy, stał się demon. Nasze ciała będące fragmentami rzeczywistości ziemskiej, pozostające stale w emocjach, przeżyciach i chęciach, doznają wpływu i prowadzenia złej mocy. Działa ona na człowieka w celu upodobnienia nas do siebie. Dla Szatana jesteśmy zwierzętami, które ten, chcąc nauczyć posłuszeństwa, tresuje na zmiany rozkoszami i okrucieństwem. Ludzie rozwinięci duchowo potrafią lepiej i wyraźniej odróżniać wrażenia, jakich doznają poprzez dusze. Tacy czują na sobie wzrok zła, który osądza, czyli karze lub nagradza, według własnych czarnych kryteriów. Zły ojciec ludzkości stale czuwa, aby jego wola była wykonywana. Można powiedzieć, że dzisiejsza ludzkość nieświadomie kieruje modlitwę Ojcze nasz w jego kierunku.
(11)
Gody demona
Szatan tryumfuje i rozciąga swoje panowanie w skali, jakiej jeszcze w dziejach ludzkości nie było. Zło jest przepotężne. Potwierdzają to objawienia w Akita. Zaślubiny demona z ludzkością poprzedzają przyjście Chrystusa. Pan świata musi się spieszyć. Pragnie otrzymywać wszystko to, co jest przeznaczone Bogu: chwałę, zjednoczenie woli, posłuszeństwo jego prawu, w końcu miłość (adorację).
Jego dzieła to:
• czary, wróżbiarstwo, duchowość ezoteryczna i gnostycka – są to formy miłosnego metafizycznego z nim jednoczenia, za co niektórych sowicie wynagradza swoimi mocami,
• egotyzm – jest posłuszeństwem jego prawu, zawierają się w nim wszelkie egotyczne filozofie i ideologie, powoli kształtowane w rewolucyjnym buncie przeciw dobremu porządkowi; szerzy się zapatrzenie w siebie,
• demonizm i satanizm – polegają na oddawaniu chwały demonowi, chwaleniu go, wysławianiu; nie ma tu znaczenia, czy satanista jest faktycznym materialistycznym egotykiem (większość), czarownikiem czy świadomym czcicielem metafizycznego mroku; ważne, że przydaje sławy swojemu panu w praktyce; Szatan nie jest wybredny, bierze to wszystko.
Przez długie lata takie zjawiska jak: wyuzdanie, czary i wróżby, sekciarstwo, gnozy i satanizmy, nadużycia pogańskie, owszem, istniały na Zachodzie, ale były chowane, dotyczyły niewielkiej liczby osób. Zajmowali się nimi albo fanatycy, albo ludzie próbujący na siłę być ekscentryczni. Od jakiegoś czasu narastają one jednak w cywilizacji śmierci, kultury grzechu i zła.
Egotyczne filozofie, od Kartezjusza (a może nawet nominalistów) coraz bardziej bezbożne, pozbawiły ludzi aparatu umysłowego potrzebnego do wsparcia dobrego, zbożnego życia. Obecnie same się unicestwiły we współczesnych postawach umysłowych negujących w ogóle sens rozumowania, filozofowania, pozytywnego twórczego myślenia, prawdy. Fanatyzm antymetafizyczny doprowadził do śmierci myślicielstwa. Jednocześnie ten trup zaraża społeczeństwa nihilizmem, permisywizmem, hedonizmem i relatywizmem.
Nawrót do czarostwa i sekciarstwa ma już na Zachodzie około 200 lat. Ludzie znienawidzili Boga, więc kierują swoje potrzeby duchowe wszędzie indziej, gdzie tylko się da. Powrócił diaboliczny okultyzm pod niby-naukowymi określeniami takimi jak: teozofia, antropozofia, parapsychologia, psychotronika, bioenergia, pole morfogenetyczne i inne. W ten proces została zaangażowana sztuka popularna. Wspomnijmy choćby neognostyckie Gwiezdne Wojny, Diunę. Została w nich ukazana jedna z odmian mitologii New Age, gdzie okultystyczna duchowość oraz ezoteryczne iluminacje sprowadzono do materialistycznych wyjaśnień.
Usunięcie dobrej metafizyki wydaje ludzi i ich kulturę, będącą sposobem społecznej komunikacji, na pastwę cywilizacji śmierci i zła. Następuje promocja czarostwa, które przez stulecia znajdowało się na wstydliwym marginesie kultury zachodniej, obecnie zaś upowszechnianego także poprzez literaturę dla dzieci, co już jest wyjątkowo obrzydliwe. Doszło do masowej akceptacji tych zjawisk. Nieistotne, czy są one rozumiane dosłownie, czy z przymrużeniem oka. Ważne, że rozbito zdolność rozróżniania dobra i zła, wprowadzono klimat akceptacji dla każdego ludzkiego wymysłu.
Proces ten nieustannie się posuwa. Dalsze etapy to umiłowanie zła otwartego, np. w formie bajkowego wampiryzmu. Celem tego procesu jest doprowadzenie do akceptacji otwartego satanizmu, chwały oddawanej bezpośrednio demonom. Nieistotne jest, czy ludzie będą to robić jako świadomi istnienia złych duchów. Ważne, że imię demona będzie na ich ustach. To musi się wiązać z zaprzeczeniem istoty Złego i sprowadzeniem jego postaci w obszar metafory bądź symbolu, przymrużenia oka lub cudzysłowu. Przecież Szatan nie może się objawić w swojej faktycznej naturze tłumom, bo prawda by je od niego odrzuciła. Będzie więc odbierał chwałę w takim stopniu, w jakim tylko to możliwe. To właśnie są masowe gody demona, które mają już miejsce w globalnej kulturze popularnej.
Na marginesie tych zjawisk tworzy się radosne eklektyczne hybrydy religii Trójjedynego z błędami innowierczymi. Powstają one zarówno poza Kościołem, jak i w samym Kościele (w ramach tzw. dialogu międzyreligijnego). Pomijając Pierwsze Przykazanie, tłumaczy się ludziom, że wszyscy wierzą w tego samego Boga/ boga. Poszukuje się „ziaren prawdy” w ten sposób, że ulega się innowierczemu misjonarstwu, co z chrześcijan czyni sługi bożków. Dawniej chrześcijanie brali niektóre elementy z idei pogańskich, ale nie wszystko, aby demony nie doznawały czci. Obecnie odrzuca się prawdziwe chrześcijaństwo jako niepostępowy przeżytek.
Gdzieś obok tego coraz bardziej jest propagowana wspólnota z demonem w grzechu. Wyuzdanie i sodomię uczyniono dyscypliną naukową, ich pochwałę – przymusem prawnym, a wychowanie do takiego zepsucia wprowadza się już od najmłodszych lat w szkolnictwie. Skutkiem tego już młode dziewczątka i chłopcy marzą o lubieżnych aktach jako dowodzie swojej wartości, a obsceniczne treści narzuca się innym ludziom na ulicach, w internecie, teatrze, filmie i TV. Kultura grzechu, czyli cywilizacja śmierci, rozbija wrażliwość, osobowość, zakłóca poszukiwanie Boga, uzależnia i degeneruje.
Oczywiście wierne Trójjedynemu Bogu postawy stanowią przeszkodę w godach demona. Są więc przedmiotem nieustającej napaści dla wszystkich, którzy w porządku tego świata widzą swoje centrum uczuciowe i nie wypełniają Przykazania Miłości Boga. Dotyczy to także „letnich” katolików. Ludzie zatopieni w porządku tego świata i z nim uczuciowo związani nie są w stanie tego zrozumieć.
Już dawno temu choćby C.S. Lewis zapowiadał, że marzenie Szatana polega na stworzeniu materialistycznego czarownika jako pewnego ideału zła. To marzenie zostało zrealizowane w czasach New Age. Jak pisał W. Sołowiow, w wielkim magu odnajdywano postać z czasów Antychrysta. Obecnie ta mroczna postać posiada miliony, że tak powiem, inkarnacji.
Teraz idziemy jeszcze dalej – w stronę otwartego kultu złych mocy, oczywiście wcześniej zamkniętych w rozmytym i niedosłownym opisie. Zło zawsze wykorzystuje dobro do swoich celów, a ideologia postępu w grzechu stała się oficjalną wartością globalnej kultury. Nośne hasła, takie jak wolność, tolerancja, wrażliwość, podczepia się, wykrzywiając je i traktując instrumentalnie w celu uczynienia pochodów zła legitymizowanymi moralnie.
Człowiek w swoich wyborach znajduje się pomiędzy dwoma biegunami, tylko dwoma – między Bogiem a demonem. W dzisiejszych ludziach zagłuszono tę świadomość mnogością pseudomoralnych ideologii i nauką, że dobro jest tam, gdzie go nie ma. Oduczono nas rozpoznawania zła, a bez tego nie da się dokonywać moralnych i duchowych wyborów. Kto nie odróżnia mocy Boga od działania demona, już się zagubił. Nie chodzi o prymitywne straszenie złem z każdej strony, ale o świadome rozeznanie jego działania i odmowę w nim uczestniczenia.
Ludzkość wchodzi w okres tych strasznych godów na wiele sposobów. Ich istotą jest zabicie wiary w Boga i zapobieżenie małżeństwu ludzkości z Barankiem, z Bogiem. Dzieje się to na naszych oczach. Wiara przetrwa wśród niewielu, w reszcie ludu Bożego, która pomimo tak ponurego otoczenia wypełni obietnice Godów Baranka, miłości do Boga.
(12)
Nienawiść do Boga wpajana przez zło rzadko jest otwarta. Częściej to ponura obojętność, odpychanie. Kojarzy się z tłumem w Jerozolimie wokół drogi krzyżowej: milczącym, ponurym, okrutnym, oziębłym. Niezainteresowanie Bogiem bywa tak nasycone nienawiścią jak żadna inna forma złości. Podobnie w stosunkach między ludźmi nierzadko jest tak, że niema wzgarda, wyniosłe milczenie stanowią najwyższą formę wrogości, co widać chociażby w małżeństwach. Szara, zimna wzgarda to coś, co jest obecnie ofiarowane Stwórcy i Zbawcy.
(13)
Obsesja zwalczania demonów
Zdarzają się wierzący ludzie, którzy ulegają swego rodzaju obsesji na punkcie demona. Nie ustają w tropieniu jego śladów w najdziwniejszych miejscach. To niestety także jest formą przywiązania do zła, tak nie wolno. Niezdrowa fascynacja pozostaje fascynacją. Zło nie może władać ludzką świadomością choćby jako przeciwnik. Tak naprawdę mamy mieć uwagę nakierowaną na Boga. Zło i jego działanie stale się nam narzuca, tak jak robią to komary w czasie kolacji na werandzie, jednak to nie one stanowią o sensie tej sytuacji. Owszem, musimy zło traktować z pełną powagą, ale nie może ono być centrum naszego zainteresowania.
To, z czym się duchowo i emocjonalnie łączysz, zapanuje nad tobą, zawładnie. Adorując zło, już wchodzimy z nim w relację, a tego nie wolno nam robić. Mamy je dostrzegać, rozumnie zauważać, ale z nim się nie wiązać. Zdaje się, że kluczem do tej uczuciowej strony religii jest pojęcie lęku. Wzbudza go cudza władza nad nami. Religia to połączenie grozy (pobudzającej do pokory, a nie odstraszającej) i fascynacji, misterium tremendum et fascinans. Problem w tym, że groza i fascynacja są ze sobą połączone w przeżyciu wiary. Jeśli więc oddajemy demonowi te uczucia i przyznajemy mu większą moc, niż faktycznie posiada, popadamy paradoksalnie w rodzaj antyreligii zła.
Ewa uległa w raju fascynacji diabłem na skutek jego obietnic. Zastraszenie nim może prowadzić także do chorobliwego, nerwicowego przywiązania do niego. W jego doświadczeniu dysocjują się emocje. Niezdrowe przejęcie nim lub chorobliwy lęk, nawet wypierane ze świadomości, mogą powodować nadmierne przywiązanie do zła i brak rozumienia mocy dobrego Boga.
Nadmierna nienawiść do diabła przeradza się w rodzaju jego kultu. Wiele ze zjawisk diabolicznych, takich jak ciemne kulty, magia, ezoteryzm, wróżby, bierze się z zalęknienia wobec sił, które za nimi faktycznie stoją. Człowiek dojrzale wierzący zdaje sobie sprawę z obecności złych mocy, a bardziej rozwinięci mistycznie nawet je zauważają w niektórych sytuacjach, ale ich uwaga winna być skupiona na Bogu, nie na demonach. Te należy po prostu omijać, jak się mija wieczorem ciemne cuchnące uliczki. To jest, istnieje, trzeba umieć pokazać i nazwać, gdzie to jest, ale nie należy się z tym ścigać ani przesadnie bać.
Niestety, religie naturalne i gnoza nie potrafią za bardzo odróżnić nieprawdę Bożych manifestacji duchowych od sił przeciwnych Bogu. Często traktuje się sferę duchową jako jednorodną, a tak nie jest. Nie przywiązujmy się więc do myśli o demoniczności więcej, niż to konieczne. Przede wszystkim pielęgnujmy i kształtujmy w sobie przywiązanie do Boga, nieustanną Jego adorację (zapatrzenie) i kontemplację (zachwycenie), bo do tego zostaliśmy stworzeni. W miarę postępów w tych dziedzinach żadne złe moce nie będą nam straszne, co nie znaczy, że o nich zapomnimy.
Czy kierowca samochodu, jadąc po drodze, mając na uwadze wszelkie prawidła umożliwiające mu bezpieczny przejazd drogą, może zapomnieć o latarniach? Nie może, bo to właśnie je ma omijać. A czy może być w nie wpatrzony? Też nie, bo w końcu w którąś wjedzie. Myślę, że to dobra analogia.
(14)
Człowiek to duchowy trup dotknięty śmiercią sprowadzoną przez pierwszych rodziców. Miejsce pięknej świetlistej istoty, ucieleśnionego anioła, uduchowionego ciała, zajmuje ledwo poruszające się zombie, ogłupiałe i niezdarne. Bóg jest litościwy. Gdyby człowiek zobaczył, jakim faktycznie jest (wraz ze swoją duszą), to pewnie na skutek szoku od razu zmarłby na zawał serca albo dostał ciężkich chorób psychicznych. Jesteśmy dzikimi potępieńcami upajającymi się swoim szaleństwem, pobielanymi grobami własnych dusz. Żadne stroje, makijaże i oprawy z majętności ani operacje plastyczne tego nie zmienią. Jakiś działający w nas mechanizm odwraca naszą uwagę od zła i nie pozwala go postrzegać, dlatego możemy być naiwnie dumni z siebie i jakoś wegetować w swoim ciężkim stanie. Czasem jednak warto przyjrzeć się światu bez różowych okularów, zwłaszcza wtedy, gdy ginie od naszych grzechów.
(15)
Zło jest złą gnozą
Gnoza w realiach Zachodu to samodzielne poznanie rzeczy ostatecznych z odrzuceniem powszechnie uznawanego Bożego Objawienia. Zdaje się, że w tym ujęciu Słowa Boże są za proste. Gnostycy chętnie doszukują się w nich wszystkiego, tylko nie ich normalnego znaczenia. Przekręcają przykładowo objawienie biblijne w taki sposób, żeby uzasadnić własny punkt widzenia, budują przy tym nieraz piętrowe irracjonalne wywody.
Pierwsza zła gnoza pochodziła od węża w raju. Wiedział on lepiej niż Bóg, co jest dobre, a co złe. Bóg objawił, że zjedzenie owocu zakazanego zabije ludzi.
Wąż „wiedział lepiej”. Zapewnił ich: „(…) na pewno nie pomrzecie”. Zjedli i fak tycznie nie pomarli na ciele. Czyżby diabelski gnostyk miał rację? Umarły jednak ich dusze, te czyste anioły obleczone w ciała, odpadły od uwielbienia Stwórcy.
Wiedzieć lepiej od Stwórcy, nazwać Go złym demiurgiem i szukać wiedzy o dobrym życiu poza Nim to istota, najgłębsze jądro każdego grzechu. Grzech kojarzy się z chybieniem celu przez lecącą strzałę. Taka strzała oświecona złą gnozą celowo leci w bok.
Eric Voegelin doszedł do wniosku, że systemy myślowe i społeczne władające umysłami i sumieniami ludzi Zachodu od XVI w. w całości są złą gnozą. Obiecują szczęście na tej ziemi, a prowadzą do katastrof. Według tego myśliciela gnoza to obietnica samodzielnego zbawienia (immanentyzacja eschatonu), fałszywa nadzieja, kłamliwa obietnica. Eric Voegelin jako filozof życia społecznego rozpatruje ten problem w skali makro, czyli w odniesieniu do państw, imperiów.
Jest też skala mikro mojego sumienia. Czujemy się bezradni jak Ewa wobec węża. Jedyny głos, jaki natarczywie słyszymy, to rozdwojony język węża namawiającego do zła nazywanego dobrem. Ten niszczycielski głos dotyka każdego z nas, odwraca uwagę od słów pouczenia Bożego, zagłusza je, wypiera. Każdy z nas jest taką Ewą otumanianą przez węża. Za złą gnozą czai się Prastary Nieprzyjaciel. Wąż zachęcił do zakazanej wiedzy, doświadczenia i poznania. Ewa ujrzała, że owoce, po które Bóg zabronił im sięgać, były dobre do zdobycia tego kuszącego doświadczenia. Tak się zaczęło zło na ziemi. Jak mówią, ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
Gnosis w grece to wiedza, ale często oznacza wiedzę boską w odróżnieniu od tej ziemskiej. Zdobywanie wiedzy bogów to czynienie z siebie boga. „(…) będziecie jak bogowie” – obiecał demon Ewie. Owszem, stali się bogami, ale tylko we własnym fałszywym odczuciu. Gdy człowiek staje się sam dla siebie bogiem, wtedy prawdziwy Bóg natychmiast jest traktowany jako wróg. To jest kwintesencja każdego grzechu – chcieć w ten sposób poznać zło.
Wystarczy gnozę nazwać nauką, przeciwstawić ją normalnym, religijnym, objawionym wierzeniom i już staje się autorytetem stojącym ponad Bogiem. Tak robili już manichejczycy, jak o tym pisze św. Augustyn w Wyznaniach. To typowa od tysiącleci metoda oszustwa.
Każdy nasz grzech zawiera w sobie podobną logikę. Uchylamy w swoim sercu Przykazanie, mając niejako lepszą wiedzę o tym, co dobre, a co złe. Nie liczymy się z konsekwencjami, uważając, że „na pewno nie pomrzemy”, nic nam się nie stanie – takie jest nasze przekonanie, nasza gnoza. Jej źródło stanowi grzech sam w sobie i jego nasze pragnienie.
(16)
Mgła
Zło jest też mgłą. To brama chaosu i zniszczenia, dlatego samo nie ma formy, kształtu. Ateizm jest nieforemny, nie daje się objąć myśleniem i właśnie dlatego jest zły. Dobro poddaje się definicji, myśleniu, pojęciu choćby w ograniczony ludzki sposób. Sprawy Boże temu nie ulegają, bo są większe. Zło nie poddaje się, ponieważ jest nicością. To jak walczyć z mgłą, tumanem kurzu, który nie ma jednolitego kształtu. Postmoderna ze swoją atomizacją myślenia wywołuje podobny skutek, prowadząc do rozdrobnienia, niedookreślenia. Tam wszystko jest nieokreślone, niedające się dookreślić, więc nie można z tym wejść w żadną dyskusję.
Ucieczka w mgłę – tak jest łatwiej. Łatwiej nie być, niż być (czymś konkretnym). Łatwiej być nikim, niż się dookreślić, zdecydować, dostosować. Dlaczego coś jest, skoro łatwiej nie być, niż być – zastanawiał się G.W. Leibniz. To wymaga wysiłku, przezwyciężenia wrodzonej nicości, co już jest jakimś rodzajem transcendencji. Bóg przekracza siebie, swoją wieczność i wszechmoc, swoją doskonałą esencjalność, wchodząc w egzystencję, historię i ograniczenie swojego stworzenia. Z kolei człowiek przekracza swoją aktualną niedookreśloność, określając siebie, przechodząc w egzystencji w stronę esencji.
2. Grzech
(1)
Zło nadmiarem dobra
„Wskutek braku umiaru dobro zamienia się w zło, a cnota w wadę” – św. Ignacy Loyola.
Ludzie już dawno temu próbowali zrozumieć zło. Domyślali się, że nie jest ono jakąś istotową alternatywą dla dobra, nie istnieje zatem samodzielnie w oderwaniu od niego. Potem pogłębiono tę refleksję i uznano:
„Zatem zło jawi się jako brak należnego dobra w samym bycie i jego działaniu. Zło jako brak nie jest bytem, zatem nie posiada własnej «natury», nie jest samo przez się poznawalne, lecz jego poznanie suponuje rozumienie bytu, w którym jawi się zło jako brak” (Powszechna encyklopedia filozofii).
Chrześcijańska wiara w to, że Bóg jest samym dobrem, i że świat jako Jego dzieło też jest samym dobrem, wydaje się bardzo atrakcyjna, także dla współczesnych ludzi. Skoro cały świat to dobro, to nie ma zła – zdaje się, że w ten sposób twierdzi dzisiejszy świat pogrążający się w bezgranicznej samoafirmacji. Wszystko jest jakimś dobrem, bo każdy ma swoje dobro. Obok subiektywnej wieloprawdy pojawia się wielodobro, również dowolnie pojmowane. Doskonały świat i doskonały w swojej naturze człowiek nie pomieszczą zła. Samoafirmacja nie widzi w sobie żadnego zła. Czy wobec tego po prostu go nie ma?
Jak da się zauważyć, współczesne mniemanie światowe zasadza się w jakimś stopniu na chrześcijańskich założeniach. Niemniej widzimy, że takie samoafirmacyjne myślenie jest wadliwe, bo nie dopuszcza istnienia zła, którego występowanie w świecie dostrzegamy naocznie.
Odwołując się do mistrzów myślenia, dowiadujemy się, że „można dostrzec zło jako braki – i to nie w czynnikach konstytuujących byt, gdyż brak elementu koniecznościowo konstytutywnego niszczy samą bytowość, ale jako braki w częściach integrujących (brak ręki, nogi, oka, tkanek) lub braki w częściach doskonałościowych (…)” (M.A. Krąpiec). Zło jest jakimś brakiem. Na czym polega zatem brak w tym współczesnym wyżej opisanym pojmowaniu dobra? Czegoś mu brakuje, ale czego… Przecież skoro wszystko jest dobre z natury, bo stworzone przez dobrego Boga, to w tym myśleniu nie ma błędu.
Czym jest więc grzech w aspekcie tego, że człowiek też został stworzony jako tylko dobry? Można powiedzieć, że dziś natura człowieka nie jest doskonała. Została sprzedana Szatanowi za jabłko przez Adama i Ewę jako jedynych wówczas dziedziców Królestwa i jego dysponentów. Niemniej aniołowie, którzy upadli jako pierwsi, nie byli początkowo w żaden sposób wypaczeni. Adam i Ewa przed grzechem także nie wykazywali takich cech. Pulsowało w nich jedynie bytowe dobro pochodzące od Boga.
Czym jest więc zło, grzech w człowieku? Możemy je uznać za dobro w nadmiarze. Mamy siebie kochać, ale jeśli kochamy siebie w nadmiarze, brakuje już w skończoności naszego życia miejsca na inne miłości, co staje się złem egotyzmu. Istotowa natura zła zawiera się zatem w dobru.
Różnicą między złem i dobrem jest więc brak odpowiedniej miary, proporcji, harmonii. Dobro to przejaw ładu, stosownego umiarkowania w korzystaniu przez człowieka z jego możliwości i zdolności. Zło wynika zaś z nadmiaru i braku umiarkowania. „Powściągliwość i Praca” – to tytuł gazety zakonu michalitów, czcicieli św. Michała, pogromcy złego ducha. Michalici wiedzą, jak wygrać ze złem.
Pojmowanie zła jako wypaczonego nadmiarem dobra przywraca zdolność postrzegania Boga jako dobrego, bo nie zmusza nas do uznania w Nim żadnego zła. Dobroć polega także na tym, że sam Pan Bóg, też w jakimś sensie powściągliwy, nie przesadza ze świadczeniem ludziom swojego dobra, choć przecież jest omnipotentny. Sam stosuje w dobru miarę i skoro dał człowiekowi możliwość odrzucenia miłości Stwórcy oraz osunięcia się w samozniszczenie, szanuje człowieczą decyzję, jeśli jest właśnie taka. Życie Chrystusa wręcz poraża powściągliwością i elegancją. Jeśli pomyśleć, jak bardzo musiał przeżywać rozgrywające się wokoło Niego zło, Chrystusowe reakcje i sposób traktowania ludzi zadziwiają oszczędnością wyrazu.
(2)
Każdy grzech gdzieś w głębi podszyty jest sprawą pieniędzy, jak głosi Pismo. Pieniądze to atrybut władzy człowieka, gdyż dają więcej możliwości. Grzech jest zatem podszyty władzą.
(3)
W grzechu człowiek rośnie w swoich oczach, staje się nadczłowiekiem, tytanem walczącym z Bogiem. Przypomina balon, który się nadyma ponad swój właściwy rozmiar.
(4)
Kuszenie
,,Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem». 4 Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek».
Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje».8 Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz».
Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, 11 i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego».
Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.'' Łk, 4
Pierwsza pokusa: głodny człowiek poszukuje chleba, a Szatan podszeptuje, żeby dla własnej wygody, zachcianki skorzystał z mistycznej mocy. Wszak chleb był dostępny, tyle że należało po niego pójść. To pokusa trywializacji Boga, uprzedmiotowienia Go dla własnej wygody narzuca lekceważący, kpiący stosunek do Niego.
Druga pokusa: poddaj się władcy tego świata, a dostaniesz udział w jego władzy, dogodzisz własnemu pragnieniu. Jezus przecież urodził się, aby być królem świata. Idź na skróty, dostosuj się do światowych porządków, świat zaś ci się od wdzięczy. Zapomnij o Bogu, a spełnisz swoje ambicje, marzenia, plany. Bez wysiłku zaspokoisz swoje pragnienia.
Trzecia pokusa: zmuś Boga, aby ci pomógł, zaszantażuj Go, rządź Nim za wszelką cenę.
Czy gdyby Jezus uległ pokusie i zażądał zamiany kamienia w chleb, ukłonił się, skoczył, to czy stałoby się to, co Szatan wymyślił, tzn. powstałby chleb, aniołowie ratowaliby Chrystusa, a On stałby się panem świata? Zapewne nie, bo Szatan to kłamca i producent złudzeń. Za to na pewno obrażony zostałby Bóg, a potem ubóstwiony Szatan – doszłoby do samobójstwa. Jezus obronił się przeciw pokusom. Matka Boża też im się doskonale oparła. Wszyscy inni im ulegamy.
Zaczyna się od pierwszej pokusy. Mając pewne potrzeby, oczekujemy, że Bóg będzie je na nasze zawołanie zaspokajał – spodziewamy się cudu. Iluż znam ludzi, którzy przeżyli życie, czekając na cud! Nie brali życia w swoje ręce z lęku, niewiary, lenistwa. Cud tymczasem nie przychodzi. Zaczyna się gorycz, rozczarowanie. Z czasem niepoważny stosunek do życia i Boga zamienia się w otwartą kpinę, szyderstwo, wreszcie w odstępstwo.
Na to już tylko czeka druga pokusa – odrzucenie Boga, zatopienie w rozkoszach tego świata, ubóstwienie stworzenia. Następuje to za cenę odrzucenia praw Boskich na rzecz drobnych i większych kompromisów oraz uległości wobec ludzkiego, światowego zła. Jaki to przybiera konkretny wyraz, zależy od środowiska, od doświadczeń, przeszłości. Człowiek na tym etapie przestaje mieć nad sobą władzę, staje się jak zwierzę jedynie wypadkową sił swojej przeszłości. W takiej sytuacji wola nie jest już podstawowym napędem człowieka, a staje się nim deterministyczne pożądanie. Z kolei za nim idzie konsumpcja, użycie, rozpasanie. Coraz więcej i więcej, odbywają się zawody, kto posiada więcej, kto ma większe. Zależy to od środowiska i doświadczeń. Jedni się chwalą, kto jeździ większym samochodem, inni – kogo spotykają większe nieszczęścia w życiu, kto ma wpływy, władzę, grzechy na sumieniu, pieniądze na koncie… Złem jest już samo prześciganie się i wynoszenie jeden nad drugiego, taka bardzo zwierzęca dążność do dominacji w grupie (jak w stadzie) z tytułu posiadania dóbr lub przymiotów budzących w danym środowisku respekt.
W tych wyścigach nikt nie jest ostatecznie zaspokojony, co rodzi poczucie beznadziei i rozpaczy, potężny egzystencjalny ból. Wtedy pojawia się trzecia pokusa – samounicestwienie. Chodzi tu o poszukiwanie ucieczki od samego siebie, znieczulenia, transu, alternatywnej identyfikacji. Form jest wiele, poczynając od oczywistych, takich jak pijaństwo, narkomania i wszelkie inne manie, które wypełniają czas tak szczelnie, że na zwykłe sprawy nie ma już w głowie miejsca. Zło w tym stadium polega na pełnym poświęceniu się czemuś, co faktycznie na to nie zasługuje. Człowiek traci życie podwójnie. Po pierwsze dlatego, że przestaje nad nim panować, a po drugie z tego względu, że spędza je na zajęciach szkodliwych albo przynajmniej nietwórczych.
Wewnętrzny ból narasta, a żądanie cudu służącego uleczeniu tego egzystencjalnego bólu jest jeszcze większe. Kołowrót zła obraca się po raz kolejny, tym razem jeszcze mocniej, stopniowo wynosząc nas jeszcze dalej od Boga. Natura człowieka przypomina wiertło, które z każdym obrotem wkręca się głębiej w skałę zła, przez co jest coraz głębiej w dziurze i coraz dalej od światła.
Nikt z nas nie jest od tego wolny. Rodzimy się i żyjemy w rodzinach i środowiskach, które są na różnych poziomach tej dziury. Wpadamy w nią od razu. Warto dla ilustracji wziąć pewien egzotyczny przykład jako bardziej czytelny, choćby postaci młodocianych gangsterów z dzielnic biedy w USA. Żyją w kraju, który dla wielu jest rajem na ziemi i szczytem marzeń, krainą wielkich możliwości. Nie biorą się jednak do pracy, tylko czekają na cud. Popadają w straszne zło zbrodni. Wieczorami narkotyzują się, nie mogąc normalnie egzystować. To wręcz kliniczny przykład. Zwykle oczekują od innych szacunku pod groźbą przemocy, czyli tego, żeby inni im się kłaniali – coś nam to przypomina.
Jak więc się wyzwolić? Na początek należy przestać czekać na cud i wziąć swoje życie w swoje ręce. Na swój dobrobyt trzeba ciężko pracować rękami, a jednocześnie trudzić się w duchowości, aby jak najbardziej zbliżać się do Boga.
Trzeba też zważyć, że zdarzenia podobne do pokus szatańskich miały jeszcze miejsce w życiu Jezusa, ale w święty sposób. Za Jego sprawą w zasadzie z niczego powstał chleb, gdy Ten rozmnożył go dla głodnych. Później Chrystus ustąpił przed światem, uznał nad sobą władzę ziemską, nie buntował się nawet wtedy, gdy Go skazano na śmierć (przy czym szyderczo ukoronowano). Wreszcie oddał swoje życie, powierzył je Ojcu, umarł ukrzyżowany. Szatan próbował grać na Jezusowym przeznaczeniu, niejako je wyprzedzając, pokazując Chrystusowi wygodne skróty. Jezus wykonał swoje powołanie, choć łączyło się to z cierpieniem. Do końca żył według woli Boga, a nie Szatana.
(5)
Egoizm – sedno upadku
Egoizm jest sednem upadku człowieka, ale trzeba go właściwie rozumieć. Wypaczyła jego pojmowanie spuścizna gruntownie ateistycznej filozofii pozytywizmu. Egoizm jest w niej przeciwstawiany altruizmowi jako sprzeczna mu zasada.
Egoizm pojmowany jako służenie sobie jest traktowany jako zło, z kolei altruizm, czyli służenie innym z poświęceniem siebie, jako dobro. Filozofia ta dała światu wiele szlachetnych jednostek i nie można jej odebrać pewnej wartości. Jest jednak w niej błąd zamieszania w pojęciach. Chrystianizm nie oddziela miłości siebie i miłości drugiego człowieka. Kochamy bowiem innych jak siebie, a siebie – tyle co innych. Te dwie przeciwne zasady łączą się w Bogu i jednoczą w służbie Jemu jako zasadzie wobec nich nadrzędnej. Miłość człowieka nie jest ostateczną wartością, a tylko ekspresją miłości Boga.
Upadek ludzki to specyficzny egoizm – zapatrzenie w siebie. To błąd o wiele subtelniejszy niż zwykłe samolubstwo. Oznacza on odrzucenie Boga i uznanie siebie za samodzielne, samowystarczalne istnienie, przypisujące sobie własne dobro. Człowiek nie jest samoistną istotą, tylko efektem działania mocy Boga. Wszystko, co dobre w naszym życiu, pochodzi właśnie z tej mocy. Jesteśmy nieużytecznymi sługami i nawet nasze zasługi są w istocie tylko przedłużeniem poprzez nas działania Boga. Człowiek sam z siebie nie może niczego, nawet włosa sobie pobielić lub poczernić.
Grzech odrzuca świadomość obecności Boga. Wraz z nią zrywa kontakt z rzeczywistością w ogóle. Pozostają jedynie wąskie strumienie poznania w sprawach praktycznych. Ludzie po grzechu zapatrzyli się w siebie, a przy okazji odkryli swój wstyd. Wcześniej jaśnieli blaskiem ciekawych wszystkiego oczu, w najmniejszym stopniu nie zajmowali się sobą, ponieważ dzięki Bogu niczego im nie brakowało. Grzech zepsuł Kosmos i sprawił, że ludzie, owszem, odkryli samych siebie, ale wraz z tym poznali konieczność zadbania o siebie w zakresie pokarmu (uprawa rodzącej ciernie roli) i rodzenia (w bólu), czyli w obszarze podstawowych potrzeb ludzkich. Ograniczyli kosmos swojego poznania do samych sobie, zamknęli się na prawdziwy Kosmos i Boga, zapomnieli o Nim. Swoje potrzeby uczynili swoimi absolutami, ostatecznymi punktami odniesienia życiowego, a świat do tego się dostosował i stało się tak, że zaspokajanie tych potrzeb od tej pory niemal szczelnie wypełnia ludzkie życie.
Miłość do Boga, czyli sedno ludzkiego życia, to bycie dla Boga i z Bogiem. Tymczasem pod wpływem grzechu człowiek zatrzasnął się na sobie jak małż. Skupiony jest na swoich potrzebach. Zapatrzony w swoje chore myśli nie ogląda świata i Boga. Na tym polega ten niegodziwy egoizm. Człowiek uważa, że zawdzięcza tylko sobie wszystko, cokolwiek osiągnął. Żyje wyłącznie dla siebie, nawet jeśli jest to życie osoby formalnie religijnej. Clive S. Lewis w Ostatniej bitwie streścił to w zawołaniu zaślepionych sobą karłów: „Karły są tylko dla karłów!”. Przestały komukolwiek ufać i pomagać, odrętwiały uczuciowo, oślepły duchowo i moralnie, stały się bestiami zaciekle broniącymi się przed wszystkim z zewnątrz. Taki właśnie jest demon.
Od upadku małpujemy Boga, zachowujemy się niczym małpa przebrana w człowieka, która próbuje udawać ludzi. Ślepi przewodnicy ślepych uczą nas wyrafinowanej ślepoty. Wszyscy w obronie dobrego mniemania o samych sobie zamordowaliśmy i wciąż mordujemy Boga, którego obecność obnaża nasze zło.
Zapomniany Bóg jest w tym czasie bardzo samotny, ale wciąż na każdego z nas czeka.
(6)
„– Czym jest egoizm?
† Szukaniem pełni w sobie. Jest to podstawowy błąd oddzielający od Boga” (Jezus Chrystus [†] do Alicji Lenczewskiej [–], A. Lenczewska, Świadectwo, 81, n. 18 V 86, g. 7:00).
(7)
Zgorszenie jako proces odwrotny do uduchowienia życia
Co trzeba robić, żeby dać się zgorszyć? Otóż wystarczy niczego nie robić. Człowiek nieposzukujący aktywnie dobra w swoim życiu narażony jest na zepsucie, które płynie z wielu źródeł. Ochrona siebie przed zepsuciem wymaga aktywnej odpowiedzi na dobro lub zło w swoim sercu. Sama apatia i nierobienie niczego to też zło, to śmierć za życia.
Chodzi też o unikanie okazji do złego. Nasza natura nie zawsze potrafi się obronić przed pokusami lub indoktrynacją zgorszenia, dlatego należy ostrożnie podchodzić do spraw takich, o których wiemy, że staną się dla nas okazją do grzechu lub wleją w nasze często słabe serca jad gorszących treści. Krzykliwe media, wychwalające rozbuchany, otumaniający erotyzm, postawy i zachowania agresywne, pogardę dla wysokich wartości, propagandę życia dla uciechy i bez moralności oraz jeszcze wiele innych zjawisk, które przecież znamy, stanowią pułapkę dla umysłów i serc.
Jak wszyscy mamy przeznaczone swoje drogi duchowe, tak też każdy z nas ma swoją specyficzną drogę zgorszenia, po której idzie, nie do końca rozumiejąc, co robi. Wyznacza ją wiele czynników, chociażby wrodzona wrażliwość na pewne rzeczy, traumy, wychowanie, wpływ świata (mediów, środowisk) itp.
Zgorszenie może pochodzić z trzech źródeł:
• od Szatana,
• od świata,
• od ciała.
Diabeł jest początkiem wszystkiego, co złe. Jego bunt, opór, przeciwstawienie Bogu dla własnej przyjemności i samouwielbienia stały się praprzyczyną całego zła. Najpierw zepsuł się sam i został wyrzucony ze świata dobra (potępiony), a następnie zaczął namawiać do analogicznego postępku ludzi po to, by zranić Boga tam, gdzie Pan położył największą nadzieję, czyli człowieka. Diabeł nie przebiera w środkach. Z jego strony każde kłamstwo jest możliwe, byle człowiek się stoczył i odszedł od Boga. Są takie dziedziny, w których diabeł występuje „osobiście”. Są to przede wszystkim otwarte kulty duchowych sił (za które się podszywa), czyli satanizm, okultyzm, ezoteryzm, magia, wróżbiarstwo (w tym horoskopy), tzw. bioenergoterapia, wahadlarstwo itp. Ostatnio przyjęło się nazywać straszliwą modę na odrodzenie niektórych z powyższych zjawisk Nową Erą – erą zła, magii, związków ludzi z nieznanymi ciemnymi siłami, przybierającymi różne imiona: energii kosmicznej, UFO, aniołów, przewodników duchowych itp., które pomagają człowiekowi w zamian za jego potępienie. Wcześniej jednak demony mają w takim człowieku wygodne mieszkanie.
Świat. Grzech pierworodny i dalsze grzechy sprawiły, że treści gorszące – pseudoprawdy – znalazły swoje miejsce w umysłach, psychice, myślach, słowach i dokonaniach ludzi oraz w zepsutym kształcie świata materialnego, który przecież także nosi na sobie piętno naszego ludzkiego upadku. Świat jako źródło zgorszenia to przede wszystkim działania innych ludzi, które przez nas uznawane za dobre stają się początkiem naszych analogicznych błędów. Typowe zjawiska, które możemy przypisać do tego kręgu, to np.:
• upadek szacunku dla wartości wiecznych i moralności, zamęt i chaos, brak uporządkowania,
• wszelka wojna mająca miejsce zarówno w mikroskali zwaśnionych dwojga ludzi, jak i w skali narodów;
• relatywizm światopoglądowy i moralny, niezdecydowanie w sprawach prawd uniwersalnych,
• rozpusta płciowa, która ośmiesza świętą płciowość człowieka i jego moc prokreacji, przedłużenia stworzenia,
• materializm (poczucie, że sprawy materialne są nadzieją i celem życia człowieka oraz że „Bóg nie jest potrzebny i pamięć o Nim”),
• filozofia ucieczki od życia i odpowiedzialności w trans, upojenie, ostatnio także w „rzeczywistość wirtualną”,
• segregacja, podziały między ludźmi i różne według tych podziałów wartościowanie człowieka,
• moda jako wyznacznik dobra.
Istnieje wiele innych zjawisk tego typu narosłych w świecie przez tysiąclecia. W Słowie Bożym często zawarte są przeciwstawienia postaw i ocen świata oraz Pana Boga. Pamiętajmy, że ten świat będzie miał swój koniec i że wraz z całym jego zepsuciem zostanie zniszczony w imię odrodzenia Nowego Świata – Królestwa Boga, które nada światu na powrót kształt nieskażony zepsuciem. Pan nasz, Jezus Chrystus, „zwyciężył świat”, oparł się gorszącej mocy świata, pozostał doskonałym i czystym moralnie nawet wobec najgorszych doświadczeń poniżenia i męczeństwa, a także wielu pokus. On to przetarł drogę do świętości dla swoich wyznawców. Trzeba dodać, że w Ewangelii mówi się jasno, że panem tego świata w wyniku upadku ludzi jest Szatan. Ci, którzy szukają pociechy na świecie, nie mogą jej znaleźć, ponieważ pociechę niesie tylko czułość i przebaczenie Boże. Świat bez Boga jest jakby niedokończony, niepełny, brakuje w nim bowiem najważniejszego elementu, jakim były do grzechu pierworodnego wizyty Boga i kontakt z Nim – „stworzenie cierpi i wzdycha w bólach rodzenia”. Dopiero przyjście Chrystusa dopełni dzieła doskonałego aktu stworzenia.
Ciało. Jest ono tą częścią człowieka, która należy do świata i podlega śmierci. Ciało ulega zepsuciu, zgorszeniu, dusza zaś może zostać odsunięta od Boga przez grzech danego człowieka. O ciele szeroko pisze się w Ewangelii jako o tej części człowieka, która jest przeciwstawna w dążeniach Duchowi Świętemu. Nie zostaje ono bliżej zdefiniowane. Chodzi o zepsutą i upadłą część ludzkiej natury, której pragnienia i potrzeby mogą odciągać człowieka od spraw Bożych. Chrystus nie namawia nas do pozbycia się ciała, do potępienia cielesności, lecz próbuje nas przekonać do podporządkowania jej życiu duchowemu, powściągliwości i rozsądkowi, do ogarnięcia rozumem i świadomą wolą spraw cielesnych i kształtowania tej części życia na wzór samego Boga. Ważne jest szczególnie to, by samorzutne uczynki pochodzące z ciała nie okazały się grzechem.
(8)
Dziwna rzecz, ludzie we wszystkim współzawodniczą, ścigają się, cokolwiek robią. Niestety dotyczy to też zgorszenia. Wielu, patrząc na grzechy innych, próbuje być najgorszymi ze wszystkich.
(9)
Typowe przejawy zepsucia w psychice odnoszą się do samoubóstwienia, przypisywania sobie cech boskich, nieskończoności, nieuwarunkowania. Pamiętamy jednak, że nieskończony i nieuwarunkowany jest też chaos, a osunięcie się w niego oznacza zniszczenie. Pycha obiecuje majestat boski, a tak naprawdę przynosi absolutną destrukcję. Przykłady przejawów tego zjawiska w psychice związane są z przypisywaniem sobie:
• wszechmocy i absolutnej władzy – złość, że inni ludzie i w ogóle cała rzeczywistość nie zachowują się po mojej myśli,
• bycia ostateczną wartością – wywyższanie się ponad ludzi, pogarda dla wszystkich lub tylko niektórych (ale wtedy zdwojona),
• bycia sędzią – osądzaniu, czyli porównywaniu się z innymi, żeby poczuć się od nich lepszymi, zwykle objawia się pogardliwym traktowaniem innych ludzi,
• wszechwiedzy – gniew, gdy ktoś inny wie lub myśli lepiej,
• sprawstwa świata słowem – gdy ktoś wierzy w to, co sam powie lub myśli o świecie, a mówi, co mu ślina na język przyniesie,
• własności świata – poprzez niepohamowane żądze posiadania, bo Bóg jest właścicielem całego świata.
(10)
Mamy naturalne wyczucie dobra, choć bywa silnie wypchnięte ze świadomości. Takie jest właściwie u wszystkich. Tym, co je wypycha, są wyuczone wzorce zachowań, zasady, a także przeżycia, które naśladujemy. Zło zawsze jest jakoś wyuczone. Niektóre malutkie dzieci miewają bardzo silne intuicyjne rozumienia dobra i zła, ale później ich świadomość przyswaja nowe społeczne reakcje i ta pierwotna prostoduszność się zatraca.
W złej woli oraz emocji dążącej do grzechu jest zaszyta nienawiść do dobra. Znane nam dobro bywa ujmowane jako coś wymagającego zaprzeczenia lub zniszczenia. Wrodzony instynkt dobra nie może być zniszczony, zostaje obudowany dodatkowym niejako komentarzem, który go deprecjonuje. Przykładowo ateiści są tacy napastliwi wobec wierzących, ponieważ ateizm jest istotowo nie tyle brakiem wiary w Boga, co napaścią na tę wiarę z jakichś wydumanych przyczyn.
Zło w psychice jest rodzajem samoobrony przed dobrem. Złodziej patrzy na ciężką pracę mającą na celu utrzymanie jako na coś przykrego i „złego”. Niewierny wciąż potwierdza swoją niechęć do wiary. To jest włożony wysiłek, który musi postępować, żeby utrzymać swoją motywującą siłę. Zło przypomina samonakręcający się mechanizm, który nie stoi, ale brnie coraz dalej.
Przybiera różne formy, ale nie ma między nimi jakościowej różnicy. To tylko ekspresje różnych temperamentów i sytuacji: rezerwa, dystans, ironia, separacja, odcięcie, chłodna negacja, kontestacja, wyższość, pogarda, agresja, atak. Wszystkie one są jednym i tym samym – odpieraniem własnego sumienia. To ostatnie z kolei stanowi tylko jedną z aktywności rozumu, więc walka z własnym sumieniem polega na niszczeniu swojej rozumności. Zło w człowieku lubuje się w irracjonalizmie, dowolnym fantazjowaniu zastępującym fakty – poznaje się je także po tym.
Dzisiejsze zło jest tą samą apoteozą walki z dobrem w imię jakiegoś nieistniejącego ideału. Przykładowo tzw. społeczeństwo otwarte polega na tym, że należy eliminować jego przeciwników. Już sama ta aktywność okazuje się satysfakcjonująca. Podobnie bolszewizm obiecywał jakieś nierealne utopie, ale po drodze trzeba było w pierwszym etapie zniszczyć wrogów rewolucji i zaprowadzić piekło na ziemi. Zło nieustannie potrzebuje wrogów i walki. Łagodny, życzliwy i pokojowy Chrystus traktowany jest wrogo przez wszystkie ziemskie żywioły społeczne.
(11)
„† Kontroluj swój język. Słowo ma moc: może tworzyć dobro lub zło. Trzeba unikać słów, które nie tworzą dobra – słów zbędnych, pobudzających do zła.
Wszelkie opinie, sądy trzeba wyrażać bardzo ostrożnie, ważąc każde słowo. Pochopne wypowiedzi mogą być zalążkiem zła, które się rozrasta i działa destrukcyjnie.
Trzeba dbać o to, żeby wypowiadane słowa były źródłem dobra, by tworzyły dobro, umacniały je i rozszerzały.
Dlatego mówiąc o kimś lub o czymś[,] trzeba opierać się głównie na dostrzeganiu dobra i eksponować je. W ten sposób to dobro jest umacniane i rośnie.
Ze złem nie należy walczyć, bo wszelka walka jest złem i potęguje zło. Trzeba tworzyć i rozwijać dobro, by dla zła nie było miejsca. Siła i wielkość dobra unicestwia zło. Tak, jak światło unicestwia ciemność.
Wystarczy wnieść światło, by ciemność przestała istnieć. Podobnie jest ze złem.
Cały wysiłek trzeba koncentrować na tworzeniu i rozszerzaniu dobra – Miłości. Miłością ogarniać wszystko, a najbardziej to, co nie jest miłością, aby tam zapanowała[,] i aby nią się stało.
– Ale jednak trzeba odróżniać i nazywać po imieniu – osądzać.
† Najpierw trzeba rzeczywiście rozpoznać. Ale człowiek sam, bez Mojej pomocy nie jest w stanie rozpoznać. Dlatego potrzebna jest ostrożność, roztropność. Trzeba Mnie prosić o rozpoznanie, o pomoc. Nie uzurpować sobie roli sędziego!” (Jezus Chrystus [†] do Alicji Lenczewskiej [–], A. Lenczewska, Świadectwo, 94, czw. 29 V 86, g. 8:00, Boże Ciało).
(12)
Choroba wykorzystuje inteligencję. Im ktoś inteligentniejszy, tym trudniej mu pomóc, bo sprawniej potrafi się bronić przed dobrem. Może dlatego najbardziej zepsute są elity społeczne, a stosunkowo prostsi ludzie ulegają złu wolniej.
(13)
Grzech to niewola. Grzeszymy w dużej mierze bezwolnie, bezwiednie, nie wiemy dlaczego. Czasem nie wiemy nawet, że właśnie grzeszymy (bo np. tak przywykliśmy do postawy wyższości lub agresji, że już traktujemy je jako normalne).
(14)
Grzech zaczyna się od kpiny z Boga, wąż pokpiwa: „na pewno nie pomrzecie”. Wiara dla niewiernych wydaje się czymś komicznym, nawet Pismo zapowiada, że będziemy pośmiewiskiem dla pogan. Bóg z kolei zakazuje jakiegokolwiek szyderstwa, bo to jest rodzajem radości ze zła. Jak widać, zło przenika wszystkie sfery człowieczeństwa, nawet tak subtelne jak radość, a nawet od nich rozpoczyna proces przemiany w ludzką bestię.
(15)
Zło w nas to niedoskonałość, rodzaj rany, która boli. Ten ból może być leczniczy. Jeśli żałujemy za grzechy, to on nam je wskazuje. Częściej jednak grzesznik z powodu swojego bólu grzeszy jeszcze ciężej, gdyż grzech jest rodzajem euforycznego narkotyku, który na chwilę upaja. Później ból powraca z większą mocą. Tak dzieje się w kółko – zgorszenie postępuje jak spirala. Po drodze wystarczy jeszcze znaleźć jakiegoś winnego swoich występków i mamy obraz jednego ze schematów takiego procesu.
(16)
Największym niebezpieczeństwem zagrażającym współczesnemu społeczeństwu, niebezpieczeństwem, które doprowadziło do ruiny dawne kultury i sprowadzi zagładę na naszą własną cywilizację, chyba że temu zapobiegniemy, jest utrata poczucia grzechu.
Skrucha to niemal nieznana namiętność, a penitent rzadko odczuwa wstyd. Ciężar winy nie przygniata nawet serca przestępcy, a dobrzy ludzie nie czują się zszokowani przypadkami zniesławienia lub aktami wielkiej niesprawiedliwości. Nie dzieje się tak dlatego, że są niewinni, lecz z tego względu, że ich duszom brakuje poczucia grzechu.
Odrażające książki atakujące cnotę nazywane są „odważnymi”; te, które wymierzone są przeciw moralności, określa się jako „śmiałe i przyszłościowe”; publikacje atakujące Boga zyskują miano „postępowych i epokowych”. Cechą charakteryzującą rozkład danego społeczeństwa zawsze było malowanie bram piekła złotą farbą raju. Tak zwana mądrość naszych czasów ulepiona jest z tego samego materiału, który pewnego dnia przybił do Krzyża naszego Zbawiciela – tak zauważa abp Fulton J. Sheen (The Moral Universe, tłumacz nieznany).
(17)
Pokusa pozwala nam poznać samego siebie. To nic miłego, ale sens tego jest dość czytelny. Po prostu nic nie powinno dać rady odciągnąć nas od miłości Boga, pamięci o Nim. Pokusa jest czasem próby. Dzięki niej dowiadujemy się, ile człowiek jest warty, ile ma w sobie determinacji, by podążać w stronę dobra.
(18)
Tryumfy zła
Dyskutuje się nieraz z ludźmi po złej stronie: ateistami, nowoerowcami, czarownikami. Łatwo wyczuć w nich nastrój tryumfalistyczny, który czerpią ze swojej jakoś udanej w ich mniemaniu wypowiedzi. Okazują radosny zachwyt dla każdej (pozornej przecież) przewagi w dyskusji, jaką zdobywają, czy choćby z tego, że mówią głośniej, sprytniej, nachalniej, a nawet drwiąco. Wręcz promieniują euforią jakże dla nich przyjemną i pociągającą.
Skąd to się bierze? Skąd ten dobry nastrój? Przecież czerpią siły i natchnienie z mocy infernalnych, których położenie wszak nie jest radosne. Ludzie po dobrej stronie dyskusji są zwykle bardziej wycofani, niespokojni, niepewni. Potykają się wciąż o własną niedoskonałość osobistą, o ludzką niepewność poznawczą. Pozornie łatwo ich wykpić i zakrzyczeć. Pozornie.
Skąd takie odwrócenie pozycji? Skąd taka dziwaczna sytuacja? Chyba z tego, że zło już nie może przegrać, bo przegrało na wstępie. Skoro jest totalnie przegrane, nie może przegrać bardziej. Cieszy się z nawet urojonej przewagi. Startuje z dna, więc każdy sukcesik, w tym naiwnie pojęty, przeżywa z dziką euforią.
Nie taką radość dostaliśmy od Boga, jaką daje świat…
3. Antyświat i antyporządek
(1)
Władca tego świata ma plan dla ludzkości, aby dokonała jego apoteozy. Jest to karkołomne, ale faktycznie skuteczne. Szatan stara się odciągnąć nas od Boga i stworzonego przez Niego ładu i wszelkich jego przejawów, takich jak Kościół, wiara, myślenie kosmiczne (całościowe), religia, własna natura, rodzina, grupa – klan – plemię – naród.
Demon tworzy alternatywy: ludzi bez twarzy, jednakich bez właściwości i wyróżników, przyciętych jak żywopłot do jednego schematu. Wyrywa dzieci z ich naturalnego otoczenia i skazuje na publiczne wychowanie. Nie mogą one uczuciowo się rozwinąć w rozbitych lub niestworzonych rodzinach. Przechodzą indoktrynację i propagandę medialną. W tym celu nagłaśnia się rozwiązłość zamiast rodziny, brak płci, tożsamości.
(2)
Strategia demona pozostaje niezmienna. Chodzi mu o to, aby ludzie z jednej strony robili to, co jest mu miłe, a z drugiej nie wierzyli w jego istnienie. Uznanie istnienia diabła jest przekonującym argumentem dla uznania prawdy Ewangelii. Skoro Szatan istnieje, to jest i potępienie, Bóg, sąd, zbawienie i Chrystus. Z tej strategii wynika ogromny wysiłek diabła, aby rozmydlić świadomość faktu jego istnienia. Ostatni wiek zaowocował w tej materii niezwykłymi „dokonaniami”. Wynaleziono ogromne „nauki” „tłumaczące” w sposób „racjonalny” naturę zjawisk nadprzyrodzonych, w tym tzw. psychotronikę, parapsychologię itp., zwrócono się ku teoriom przyjmującym istnienie jakichś „niezbadanych jeszcze” energii, które, choć przedstawiane są jako rodzaj materii, jednocześnie mają posiadać quasi-osobową inteligencję. Powołano towarzystwa, instytuty, nawet wyższe uczelnie z dyplomami w dziedzinie parapsychologii. Nadprzyrodzoność zlewa się w jeden zespół zjawisk z materializmem. Ludzie zajęci tymi kłamstwami dają diabłu wolną rękę do działania, skoro nie jest ujarzmiany mocą Boga dzięki świadomej modlitwie i zdrowej religii groźnej dla zła. Przez całe tysiąclecia społeczeństwa, przyjmując wiarę w Ewangelię, bezproblemowo radziły sobie ze sprawami diabelskimi, nieodmiennie znajdując w Kościele pomoc w zwalczeniu wszelkiej mocy złego, także jej bezpośrednich manifestacji (opętania, nawiedzenia). Dopiero nasz wiek wypaczył te zbadane wcześniej zjawiska.
Jest w tym oczywiście plan złego ducha. Jego działania są wielowątkowe, tak aby ludzie z różnymi osobowościami i zainteresowaniami musieli zetknąć się z jego „nauką”. Dla zaangażowanych metafizycznie dostępne są sekty i okultyzm. W obu przypadkach propaguje się zazwyczaj panteizm i monizm (wszyscy bogowie to ten sam bóg, którego natura sprowadza się do jakiejś inteligentnej postaci przyrody jako całości), wiarę w emanację „boga” w postaci energii itd. Dla mózgowców diabeł przygotował całe ogromne połacie filozofii (zwłaszcza G. Hegla, F. Nietzschego, J.G. Fichtego, oświecenia, pozytywizmu, marksizmu, egzystencjalizmu, scjentyzmu itp.), których przebrnięcie zajmuje z pewnością więcej niż jedno ludzkie życie. Dla bardziej uczuciowych i popędowych diabeł proponuje pornografię i onanizm, wszelkie wyuzdanie. Dla muskularnych paranoję zagrożenia i konieczności obrony, rasy, klasy, nacji, klubu piłkarskiego, subkultury, ideologii… Istnieją nawet agresywni zwolennicy tolerancji i pacyfizmu. Dla społeczników demon proponuje obronę praw zwierząt, zboczeń i „wolności wyboru” w postaci zabójstwa – eutanazji czy też aborcji. Solidnym i pracowitym przedstawia pogoń za karierą i pieniądzem, chciwość.
Każdy człowiek może znaleźć swoją pułapkę. Ktoś przykładowo lubi coś robić, a diabeł mu pomaga. Osoba ta osiąga sukcesy, demon zaś go skłania, aby gardził innymi (jako „nieudacznikami”); sprawia, że człowiek staje się ślepy na Przykazania, oszukuje, byle odnosić sukcesy, od których jest uzależniony, tworzy religię siebie samego. Niejednokrotnie obserwowałem takich „ludzi sukcesu”, którzy za zwyczaj po jakimś czasie niewiele już sobą reprezentowali. Czym innym jest Boża opatrzność, czym innym niewola i otchłań.
Gdyby chcieć uogólnić i wyliczyć elementy światopoglądu stworzonego przez diabła dla odwrócenia uwagi od prawdy, wyglądałoby to przykładowo tak: nie ma Boga osobowego i duchowości, jesteśmy tylko częścią nadal niezbadanej przyrody, stąd mogą nas zaskakiwać różne zjawiska nadprzyrodzone, które „ciemnota” religijna pojmuje jako duchowe, a są tylko fragmentem niezbadanej jeszcze fizyki elementarnej. Najwyższą wartość stanowi przyjaźń międzyludzka integrująca ludzi wokół diabelskich idei. Wielką wartością jest więc wolność człowieka do samostanowienia, a w istocie samowoli będącej uleganiem natchnieniom złego. Należy znosić różnice między ludźmi, bo prowadzą one do konfliktów. Najlepiej być bezmyślnym biseksualistą, bez własnych poglądów, spędzającym czas na półdzikim imprezowaniu. Człowiek sam sobie ustala zasady życiowe. Najlepsze są wykształcenie i zainteresowania najlepiej techniczne, ścisła i ciasna specjalizacja, bo klasyczne nauki humanistyczne i refleksja ogólna przeszkadzają w niemyśleniu. Dlatego tak ważne, aby było wszędzie jak najwięcej techniki, żeby dało się czymś zająć umysł i nie myśleć o sprawach duchowych oraz sumieniu. Nie ma sensu tego wszystkiego detalicznie wymieniać, wystarczy włączyć niemal dowolną stację TV, żeby mieć pełną diabelską edukację.
(3)
Antyświat bez Boga nie jest jeden, powstało wiele wersji bezbożnej umysłowości. Ich celem ostatecznym jest bowiem wzajemne zniszczenie. Potrzeba jednocześnie wielkiej wojny i pozornego zbawcy, który od niej uratuje. Anarchia i rozkład, a jednocześnie tyrania, która je przezwycięży dla zachowania spójności. Takie przeciwne elementy od zawsze są instrumentami zła w niektórych państwach, gdzie tyrani specjalnie wywoływali wojny, żeby stawać się wybawcami narodu. Wydaje się, że ten sam schemat będzie się odnosić w niedalekiej przyszłości do całej planety. Jaki to przyjmie wyraz, szczegółowo nie wiem, ale wyraźnie widać coraz bardziej postępującą agresję w stosunkach między państwami, co wynika ze zdziczenia we wnętrzach ludzkich. Zarazem narasta skłonność władz państwowych do tyranii wewnętrznej na całym świecie. Uczestniczy w tym potężna manipulacja medialna, likwidacja wolności słowa i myślenia, co ogarnęło już w zasadzie cały świat. Kraje stały się tyrańskie i agresywne. Skutki łatwo przewidzieć, agresja skłoni do konfliktów, a ich upragnionym przezwyciężeniem będzie jeszcze straszniejsza tyrania. Gdzieś z tyłu za tym wszystkim, jak kanclerz i imperator w Gwiezdnych Wojnach, stoi wielki manipulator ludzkości, jej mroczny pan.
(4)
Jednocześnie trwa oswajanie z demonem jako otwarcie występującym, choć zawsze w formie baśni lub symbolizmu. Trwa ogromna ofensywa okultyzmu oraz horroru, czyli obcowania z grozą. Bestseller tego rodzaju zafundowano nawet dzieciom. To oswaja i przyzwyczaja do obcowania z potwornością. Skóra grubieje, a percepcja przyzwyczaja się do takich wrażeń. Kultura popularna i subkultury brną coraz dalej w propagowaniu potworności. Jakieś „zabawne” diabolizmy dla dzieci, filmy o romantycznych wampirach – wszystko to pomału oswaja z obecnością osobowego zła przy człowieku. W ruchu Nowej Ery chętnie są przyjmowani dowolni tzw. przewodnicy duchowi, niektórzy zupełnie otwarcie objawiają się w potwornych postaciach, co przestało już budzić niepokój. Zło i demonizm stały się kategorią estetyczną. Czaszkami zdobi się dziś nawet ubranka dla przedszkolaków. Utracono naturalny lęk przed demonami, stały się one codziennymi towarzyszami w kulturze.
Trudno się dziwić, że na tej podbudowie rozrastają się otwarte sekty satanistyczne. To, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było nie do pomyślenia, dziś staje się czymś akceptowanym. W USA sataniści zupełnie otwarcie stawiają pomniki Szatanowi. Black metal stał się jedną z równorzędnych subkultur. Jest naprawdę mnóstwo różnych odmian diabolizmu w popkulturze. Dzieje się to, czego zło tak pragnie – otrzymuje boską, otwartą cześć ze strony człowieka. To anioły miały klękać przed Bogiem Człowiekiem, w zamian ludzie świadomie i dobrowolnie upadają na kolana przez złymi mocami.
Nie jest rzeczą już nawet ukrywaną, że w różnych subkulturach istnieją środowiska, które są z przekonania poświęcone złym mocom, skupione na zniszczeniu ludzkości i zyskaniu silnej nad nią dominacji. To niektóre niejako wewnętrzne kręgi Nowej Ery, a także środowiska w społeczności techno. W ilu jeszcze kręgach tak się dzieje, Bóg raczy wiedzieć. Istnieje więc faktycznie coś takiego jak synagoga diabła, grupa ludzi oddanych diabolizmowi w różnych środowiskach, nawet niekoniecznie wzajemnie się znających, ale zjednoczonych oddaniem złu i jakimś rodzajem opętania, doświadczających przy tym pewnych nadludzkich mocy udzielanych im dla lepszej służby. Postępy zła na świecie nie biorą się z niczego, stoi za nimi nie tylko skoncentrowana wola Władcy ciemności, ale też oddane grono jej wykonawców.
(5)
Antychryst – syn zatracenia – stał się realną groźbą dla tych czasów. Jest on naturalnym produktem swojej epoki, a wszyscy uczestniczymy w jej kształtowaniu. On okazuje się straszny nie dlatego, że posiada nie wiadomo jakie moce.
Potwornością jego czasów jest to, że odmieniona na wzór szatański ludzkość bez przymusu za nim idzie. Uczestniczymy w tworzeniu się tego wszystkiego. Kto się nie nawróci i nie obudzi z tego zaczadzenia i snu, pójdzie wraz ze swoją społecznością w łapy ostatecznego zepsucia. To wszystko nie dzieje się, jak to się wielu wydaje, gdzieś daleko jako jeszcze jedna rozrywka na ekranie telewizora. Ta rzeczywistość już teraz rozwija się w bardzo manifestacyjny sposób w sercach i duszach ludzkich. Bezbożność postępuje w zastraszającym tempie. Nawet kataklizmy natury przesyconej ludzkim złem nie są w stanie nawrócić ludzi do Boga. Ani groza palącego jak ogień słońca, ani niemal potopowe deszcze nie sprawią, że ludzie ockną się i zauważą swoje zło. Zarazy, szarańcza, może nawet wojny, przyroda, świat, historia zwracają się przeciw ludzkości, która aż tak jest zepsuta. Wydaje się, że ludzie niczego z tego nie widzą, nie rozumieją.
