CZĘŚĆ II · ROZDZIAŁ 29

Miłość

KONRAD TOMASZ

1. Miłość

(1)

„Cóż ci mogę uczynić, Efraimie, co pocznę z tobą Judo? Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu albo do rosy, która prędko znika. Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń” (Oz 6, 4–6).

„«Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy»” (Mt 22, 36–40).

„«Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych». Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary»” (Mk 12, 28–33).

„«Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył»” (Łk 10, 25–28).

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34–35).

(2)

Leszek Kołakowski w Obecności mitu zawarł wyjątkowo ładny rozdział o miłości, szczególnie miłości do Boga. Miłość, Eros (czyli miłość w znaczeniu filozoficznym) posiada takie wyróżniki: totalność pragnienia, przeżycie zaczątkowości, nieomylność, nieobecność uprawnień i roszczeń, próba zawieszenia czasu, pierwotność całościowego spojrzenia.

Miłość jest głodem doskonałego zjednoczenia. Zawiera poczucie nieznośnej separacji, nadzieję jej zniesienia i potrzebę ofiarowania siebie aż do rozpłynięcia. Uczucia te, kierowane ponad ziemską sferę, zawsze mają w sobie coś metafizycznego, mitycznego. Ich obiektem może być Bóg, jakaś idea, Prawda, a przypadku zakochanego – druga osoba. Miłość znosi różnicę między podmiotem i przedmiotem, między kochającym i kochanym. Spełnia się wyłącznie w przeżyciach ostatecznych, rzeczywistość miłości jest nieuwarunkowana, absolutna. Pożądanie złączenia ma w sobie jakiś autoagresywny, letalny charakter związany z zatraceniem się w doświadczeniu absolutu.

Miłość to euforyczne przeżycie wiecznej nadziei, niekończąca się wiosna, odnawiane stale oczekiwanie, które nigdy się nie wyczerpuje, nigdy się nie zaspokaja. Takie jest wyobrażenie uczuciowości nieba i obcowania z Bogiem. Leszek Kołakowski nie rozumie, więc trzeba to dopowiedzieć, że w Bogu jednoczą się dwie przeciwstawne zasady, gdy człowiek miłośnie Go doświadcza: nieskończona, niewyczerpana nadzieja i oczekiwanie na więcej oraz absolutne zaspokojenie. Na ziemi występują zamiennie, nigdy razem, w niebie zaś takich ograniczeń nie ma.

Miłość to jest pozaracjonalna, wewnętrzna pewność. W związkach ludzkich prawdziwie uwierzyć w czyjąś miłość znaczy tle, co wzajemnie pokochać. Dlatego słowa „Już mnie nie kochasz” są niestety zawsze prawdziwe. Dwie kochające się egzystencje noszą wzajemnie nieomylność empatii, co jest racjonalnie niewytłumaczalne i należy do sfery mitu, metafizyki, wiary. Można dodać, że ta wiara w drugą osobę staje się częścią natury kochającego, całą ją przenika. Z tego powodu zdrada przypomina zabójstwo, jest przeżywana niemal jak zamach na samo życie zdradzanego.

Ta ufność nie ma w sobie wyrachowania, roszczeń, poczucia przymusu. W miłości gaśnie moc powinności i uprawnienia. Jest ona darem łaski, która nie może być zasłużona ani wymagana, dostaje się ją za darmo. Miłość jest czymś nieuwarunkowanym, pozaempirycznym, wręcz niebiańskim.

W miłości czas staje w miejscu. Chce się mówić: „Chwilo, trwaj!”. Doświadczają tego zakochani, dla których godziny spotkania mijają zawsze zbyt szybko. Przeżyjemy to w Nowym Bycie, wcześniej w niebie, tam nie ma już czasu, nic nie przemija. Terminem teologicznym na to miłosne zatrzymanie szczęśliwej chwili jest wieczność. Jej ilustracją w warunkach ziemskich są rytuały religijne, których powtarzalność daje wrażanie wyjęcia poza upływający czas. W wieczności i miłości trwa zupełna absorpcja w tu i teraz, jest tylko teraźniejszość, ostateczna beztroska, brak skrupułów, żalu, wyczekiwania, obawy, czyli afektów wobec przeszłości i przyszłości. Nawet miłość cielesna daje nam okruszek takiego doświadczenia, którego pełnia cechuje miłość Boga. Spełnienie miłości naznaczone jest rodzajem zapomnienia pamięci i przewidywań. W tych dwu przeżyciach rzeczywistość jest myślana, poznawana pośrednio. W miłości nie ma takich pośredniości, doświadcza się jej absolutnie bezpośrednio, w całej pełni. Stanowi ona rodzaj wyłączającego pochłonięcia, na swój sposób okrutnego odsunięcia wszystkiego innego niż to, co jest dotknięte pasją kochania.

Kochając, nie patrzymy na szczegóły, jakieś nieistotne detale, ogarniamy uwielbieniem całość. Nie przyglądamy się „z lupką” drobnym elementom, które mogłyby psuć harmonię uczuć. Patrzymy jednym jasnym spojrzeniem na to, co kochamy. Dlatego starzejący się małżonkowie mogą nadal kochać się młodzieńczą miłością. Z tego względu wszelkie teodycee zdradzają złą wiarę i zaprzeczają miłości, która z natury ma charakter totalny. Kochamy kogoś nie dlatego, że jest jakiś, z powodu jego detali. Przeciwnie, z racji, że go kochamy, obejmujemy miłością wszystko, co sprawia, że jest jakiś, taki, jaki jest i z tym wszystkim – doskonały. Także ta funkcja miłości czyni ją rzeczywistością metafizyczną, oderwaniem od empirii. Można powiedzieć, że miłość kształtuje swój mit kogoś kochanego. Jednocześnie związek człowieka z każdą rzeczywistością mityczną (w rozumieniu L. Kołakowskiego) jest rodzajem miłości. Miłość w ogóle to ruch ku wartości mitycznej, tworzy inny niż ziemski sposób postrzegania i przeżywania.

Powyżej streściłem pogląd L. Kołakowskiego, mam nadzieję, że udatnie. Niemniej, zdecydowanie odsyłam do oryginału.

(3)

Tradycyjnie wyróżnia się różne rodzaje miłości, nie jest to jednak jakaś ścisła klasyfikacja, raczej tylko naprowadzenie. Eros w znaczeniu filozoficznym może oznaczać każdą miłość i przyciąganie, zwłaszcza w sprawach metafizycznych. Między ludźmi kojarzy się z miłością cielesną. Filia to miłość przyjazna, życzliwa, świadcząca dobro. Z kolei agape to miłość duchowa i absolutna. To jest ten rodzaj, który rodzi się między Bogiem i człowiekiem, oraz między uczestnikami wspólnoty wiary. To z myślą o niej pisał św. Paweł w Hymnie o Miłości (Agape):

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,

a miłości bym nie miał,

stałbym się jak miedź brzęcząca

albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania

i znał wszystkie tajemnice,

i posiadał wszelką wiedzę,

i wszelką [możliwą] wiarę,

tak iżbym góry przenosił,

a miłości bym nie miał,

byłbym niczym.

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,

a ciało wystawił na spalenie,

lecz miłości bym nie miał,

nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest,

łaskawa jest.

Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku,

nie unosi się pychą;

nie dopuszcza się bezwstydu,

nie szuka swego,

nie unosi się gniewem,

nie pamięta złego;

nie cieszy się z niesprawiedliwości,

lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi,

wszystkiemu wierzy,

we wszystkim pokłada nadzieję,

wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje,

[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,

albo jak dar języków, który zniknie,

lub jak wiedza, której zabraknie.

Po części bowiem tylko poznajemy,

po części prorokujemy.

Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,

zniknie to, co jest tylko częściowe.

Gdy byłem dzieckiem,

mówiłem jak dziecko,

czułem jak dziecko,

myślałem jak dziecko.

Kiedy zaś stałem się mężem,

wyzbyłem się tego, co dziecięce.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;

wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:

Teraz poznaję po części,

wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:

z nich zaś największa jest miłość” (1 Kor 13).

Paweł wyraźnie wyjaśnia, że tylko agape nadaje człowiekowi wartość. Nic, nawet największe zdolności metafizyczne, nie mają żadnego znaczenia, jeśli człowiek trwa w agape. Ona jedna przetrwa nawet śmierć, gdyż jest treścią wieczności przy Bogu. W kontekście Listu do Koryntian jego autor przedstawia agape jako najdoskonalszy dar duchowy od Boga. Żyć według niej, to jakby już bytować w wieczności.

(4)

Według ks. J. Twardowskiego w języku hebrajskim wyraz „miłować”, „kochać” nie kojarzy się z żadnym uczuciem. Oznacza zaś być za kogoś odpowiedzialnym, nie osądzać drugiego człowieka według własnej miary.

(5)

Leszek Kołakowski zauważa, że miłości nie można nakazać. To buduje pewien paradoks, gdy weźmiemy pod uwagę przykazanie miłości, które jest jednak nakazem. Przykaz ten ma jednak charakter szczególny, taki, którego odmowa spełnienia nie generuje tak po prostu kary, jak to dzieje się w sprawach prawnych. Ten nakaz odnosi się do samej osobowej egzystencji, inaczej mówiąc: kochać to tyle samo, co być i żyć. Będziemy sądzeni z miłości, więc dla człowieka jest to sprawa najwyższej wagi, dotycząca jego samego istnienia.

(6)

Miłosna tęsknota ma coś z choroby. Podczas Mszy Świętej lub modlitwy stają przed sobą dwie chore z miłości do siebie osoby – Bóg i człowiek. Ta tęskniąca miłość boli, co widzimy na krzyżu. Jednocześnie sama w sobie jest wynagrodzeniem za ten ból. Każde zbliżenie do siebie łagodzi cierpienie rozłąki. Życie na ziemi przesiąknięte jest bólem rozdzielenia od Boga.

(7)

Zaprzeczeniem miłości jest zdrada, kochanie kogoś innego miłością przeznaczoną dla mnie. Brakiem miłości jest zaś obojętność.

(8)

Miłość to moc, która ma zdolność jednoczenia przeciwieństw, jak dzieje się to w przypadku pierwiastka męskiego i żeńskiego w małżeństwie. Ona scala wszystko, jest zasadą wszechświata. Żeby cokolwiek na świecie istniało, musi zadziałać siła, która nadaje mu całość, wszystko spaja. Jest to miłość. Elektrony tańczą wokół jądra atomu, planety wokół gwiazd, a gwiazdy wokół jądra galaktyki. To, co je trzyma razem, nadaje światu jego kształt.

(9)

Miłość jest zasadą wszystkiego. Zakłada różność i dystans. Może się zrodzić dopiero wtedy, gdy ta różność i dystans są przezwyciężane. Miłość jest bohaterska. Wymaga istnienia dwu zasad – różności i pragnienia jedności. Przekraczanie siebie powstaje z poczucia niesamowystarczalności i potrzeby kogoś jeszcze.

(10)

Zło, które między nas się zakradło, sprawia, że reprezentując przeciwstawne dążenia, stajemy się swoimi wrogami i zaczynamy się wzajemnie niszczyć. W doskonałym świecie obdarzalibyśmy się wzajemnie tym większą miłością, im bardziej bylibyśmy różni. W ten sposób zasada jedności równoważyłaby regułę różności.

Pewien ślad tego pojawia się w nakazie miłości nieprzyjaciół. Widać w nim powrót do doskonałości. Może on dotyczyć pokojowego egzystowania oponentów, a nawet obdarzania ich szczególnym rodzajem uczucia. Chrystus uczy, że oddać życie za własnych wrogów to maksimum miłości. Nie musi od razu oznaczać śmierci, przykładowo każde przebaczenie jest tego rodzaju poświęceniem. Miłość i życie są jednym i tym samym, ktoś nieprzyjazny mojej osobie usiłuje odebrać mi miłość do siebie, a w ten sposób pragnie mnie zabić. Gdy mu przebaczam, lituję się, oddaję go Bogu w modlitwie, przywracam między nas życie i sam go nie tracę, jak to by się stało, gdybym zaakceptował wzajemność wrogości.

2. Bóg jest miłością

(1)

Niektórzy kłamią, że zdanie „Bóg jest Miłością” oznacza, że Bóg nie jest już sprawiedliwością (nie będzie sądu), przez co można dowolnie sobie żyć i grzeszyć. Nic bardziej mylnego. Skoro Bóg jest miłością, to człowiek jako Jego obraz także musi być samą miłością, nieskażoną bezprawiem ani obojętnością.

Bóg jest wzajemną miłością Trzech Osób Boskich. Człowiek został zaproszony właśnie do tej miłości. Staje się jej przedmiotem i ekspresją. Kiedy jednoczy się z Chrystusem, ulega Duchowi Świętemu, uczestniczy w wewnętrznym życiu Boga. Wraz Synem oddaje cześć Ojcu. Przeniknięty Duchem modli się, czyli adoruje pozostałe Osoby. Ojciec oddaje świat Synowi, człowiek zaś oddaje się Chrystusowi, przez co uczestniczy w Woli Ojca.

Bóg jest miłością sam dla siebie, choć w różnych Osobach. Pochodną tej miłości stanowi też miłość do człowieka będącego darem pomiędzy Osobami. Warto o tym pamiętać, gdy pycha podpowiada nam, że sednem istnienia Kosmosu, jego ostateczną racją jest obecność człowieka. To nieprawda, Kosmos powstał dla Boga, a człowiek to szczytowa forma stworzenia, ale nie jego cel. Jest nim zaś ofiarowanie świata jako daru od Ojca dla Syna, który z kolei po zbawieniu i odnowieniu tego świata powrotnie przekazuje go Ojcu.

Bóg jest każdą miłością, także tą pomiędzy ludźmi. Ubi caritas et amor, ibi Deus est. Kochając, przyjmujemy do swojej istoty tchnienie Ducha. Bez Boga nie ma miłości między ludźmi. Są uczucia i instynkty podobne temu, czego doświadczają zwierzęta, jak na przykład małżeńskie, rodzicielskie. Niemniej dzisiejszy Zachód jest żywą ilustracją, jak odrzucenie wiary niweczy miłość i spowodowało wewnętrzne rozbicie ludzi i wiele chorób, zaburzeń (brak miłości siebie), dezintegrację życia rodzinnego, upadek wspólnot narodowych, atomizację społeczną.

(2)

Służba czy miłość

Wyobraźmy sobie następujący obraz. Prezes pewnej firmy zatrudnił dla siebie sekretarkę. Ustalili pensję, a pani zaczęła pracę. Po pewnym czasie zadurzyła się po uszy w swoim szefie. Nie zważając na siebie, pracowała, myśląc o tym, żeby był zadowolony i szczęśliwy dzięki jej pomocy. On również się w niej zakochał, więc po pewnym czasie się pobrali. Ona dalej była jego sekretarką, pilnowała jego spraw i słuchała poleceń. Jednak była też żoną, więc wszystko, co jego, było też jej – pracowała zatem też dla siebie.

Gdy Bóg nas stworzył, żyliśmy w stanie naturalnej miłości. Świat był nasz, a my Jego. Wola Boska przenikała nasze myśli i nie znajdowało się w nas nic jej przeciwnego. Bóg dał nam wszystko, co miał, nie oglądając się na samego siebie – przekazał ludziom świat we władanie. Więź tę zerwał upadek. Bóg został wyrzucony z życia ludzi, którzy od tego zdziczeli i zatracili znajomość Jego woli. Wmieszał się w to chaos, przypadkowość i zwierzęce emocje: egotyczne, stadne, gatunkowe. Plan zbawienia powoli regeneruje więź człowieka i Boga.

Opisana powyżej historia sekretarki po zatrudnieniu na etacie stanowi symbol Starego Testamentu. Izraelici zawierali przymierze, czyli umowę. Mieli żyć zbożnie w zamian za Boską opiekę. Miłość do Boga akcentowana przez Chrystusa otwiera nowy rozdział relacji, nie niwecząc pierwszego. Zapatrzenie w Boga aż do zapomnienia o samym sobie to istota kochania. To wypełnienie siebie Jego działaniem, potrzebami, sprawami. „Już nie ja żyję, ale Chrystus we mnie”, jak pisze Paweł, opisując własny zanik w tej relacji. To jest bezinteresowna praca z miłości.

Powstaje paradoks: służba na umowę i bezinteresowność miłosna wzajemnie się nie wykluczają. Kto nie dorósł do tej drugiej, może funkcjonować w pierwszej. Jest miejsce na nawiązanie relacji z Bogiem i na jej intensyfikację. To dobry początek i możliwość rozwoju. Służba za coś jest interesowna. W miłości kochający zaprzecza samemu sobie. Mimo tego zaprzeczenia sobie, niczego nie traci, ale ostatecznie dzięki wzajemności Boskiej zyskuje o wiele więcej, wręcz wszystko. Służba w ramach przymierza jest racjonalna, pełna miłość jest natomiast szalona. Jednocześnie miłość nadal pozostaje tą samą służbą, tylko bardziej. Jedno nie przeczy drugiemu, ale się dopełniają. Dlatego mówimy, że Mesjasz wypełnił Prawo Duchem Świętym, Duchem miłości, a przy tym wcale go nie zniósł, tylko ukazał w szerszej perspektywie i całościowym obrazie. Wtedy ta pierwotna służba na umowę jest w istocie zaczątkową formą miłości, czego ślady mamy już w Starym Testamencie.

(3)

Miłość Boga do człowieka ma w sobie jakiś tajemny aspekt wybrania. Nie chodzi o to, że niektórzy mogą być odrzuceni – nie na tym polega wybranie, gdyż jest ono przeznaczone wszystkim. Wybranie w miłości ludzkiej to sprawa prosta: dziewczyna wybiera chłopaka, a chłopak dziewczynę, odrzucają zaś innych. W miłości Boga wybranie oznacza wyniesienie ponad innych z racji bycia wyjątkowym i niepowtarzalnym, jedynym na świecie. Wybranie w miłości to zjawisko uczuciowe, poczucie bycia dla Boga kimś szczególnym.

Oczywiście jest też wybranie, o jakim pisze Ewangelia, ale to coś innego. Dotyczy ono faktu, że niewielu interesuje się Bogiem i odpowiada na Jego wezwanie. Z tego powodu wielu jest powołanych, a mało wybranych.

(4)

Miłość jest częścią egzystencji człowieka, przenika wszystkie sfery życia i przeżywania. O miłości możemy mówić, że jest dopiero wtedy, gdy przyjmuje wyraz czynny. Same uczucia czy dobre intencje niewiele znaczą. Jak mówi stare powiedzenie: piekło jest nimi wybrukowane. Kochać to znaczy żyć dla kogoś lub czegoś. Nic innego nie jest miłością.

(5)

Kochający czuje razem z kochanym, a nawet mocniej niż on sam. Można znieść własną krzywdę, ale bólu bliskiej osoby nieraz nie potrafimy spokojnie ścierpieć. Miłość jest codziennym sposobem przekraczania własnych granic, to wejście do sfery nieuwarunkowanej. Ma ona w sobie coś boskiego. Kochając, czuję niejako za kogoś, a na pewno wraz z nim. To szalenie ważny aspekt miłości jako transcendencji. Dotyczy także mistyków, którzy opisywali wyjątkowe doświadczenie. Mieli wrażenie, jakby zamieniali się uczuciowo miejscami z kochającym Bogiem.

Są to fenomeny wrażliwości, serdecznego poznania.

„O nocy, coś prowadziła,

Nocy ty milsza nad jutrznię różaną!

O nocy, coś zjednoczyła

Miłego z ukochaną,

Ukochaną w Miłego przemienioną!”

(Św. Jan od Krzyża, Noc ciemna)

(6)

Boża miłość jest troską. Bóg kocha najwięcej tych, którzy najbardziej potrzebują Jego troski. Dlatego powracający do Niego z wiarą grzesznik spotyka z Jego strony największą miłość. Z tego powodu nie należy bać się powrotu do wiary.

(7)

Miłość jest praktykowaniem istnienia, a jej zaprzeczenie stanowi śmierć (bezruch) i niesienie śmierci (krzywdy itp.). Dlatego ona jedyna nie ma granic. Miłość może być w naszym życiu totalna i absolutna. Przykładem tego jest Chrystus, który kochając, oddał życie dla innych, a nawet dał się wtrącić do piekieł. Miłość to coś dotykającego boskości, nieuwarunkowanego, nieograniczonego.

(8)

Chrystus mówił, że Jego owce Go znają i zawsze potrafią Go odróżnić od innych. Ponoć w Izraelu pasterze pasali małe stadka owiec, a na noc schodzili się w jedno miejsce, żeby razem spać i się bronić, owce zaś zapędzali do wspólnej zagrody. Rano pasterz gromadził zwierzęta w ten sposób, że wołał je na swój sposób, a one do niego przychodziły, choć w zagrodzie były przemieszane z innymi.

Miłość, wybranie i rozpoznawanie czy nawet tęskne wyglądanie to jeden zespół zjawisk. Gdy ukochany jest blisko, cała reszta świata przestaje istnieć, zwłaszcza w miłości duchowej do Boga. W Biblii, gdy mówi się, że mąż „poznał” żonę, to znaczy, że się kochali. Poznanie miłosne jest więc bardzo szczególne, wszystko odrzuca i skupia się wyłącznie na kochanym.

3. Kochać siebie i bliźniego

(1)

W Ewangelii pada pytanie, kto jest moim bliźnim. W ramach wyjaśnienia Chrystus opowiada przypowieść o Samarytaninie, który zlitował się i pomógł pobitemu na drodze Judejczykowi, podczas gdy jego rodacy omijali go obojętnie. Samarytanie i Judejczycy, mimo że byli sąsiadami, to za sobą nie przepadali. Chrystus bezpośrednio nie odpowiada na pytanie, kto jest moim bliźnim. Pyta za to, kto okazał się bliźnim dla pobitego, czyli odwraca problem. Pokazuje, że nie mamy wybierać sobie bliźnich (bliskich), aby im pomagać, tylko być bliźnim dla każdego. To jest zadziwiające odwrócenie problemu, w którym mam oceniać siebie, a nie innych.

(2)

Fragment z Listów starego diabła C.S. Lewisa:

„(…) tysiące ludzi uważa, że pokora to piękne kobiety usiłujące uwierzyć, że są brzydkie, inteligentni mężczyźni usiłujący uwierzyć, że są głupcami. A ponieważ to, w co próbują uwierzyć, może być w pewnych wypadkach oczywistym nonsensem, nie potrafią w to uwierzyć; nam z kolei daje to okazję do wytworzenia sytuacji, w której myśli ich wiecznie obracać się będą wokół ich własnej osoby, w usiłowaniach zmierzających do osiągnięcia tego, co niemożliwe.

Aby uprzedzić strategię Nieprzyjaciela, trzeba rozważyć Jego zamiary. Nieprzyjaciel pragnie doprowadzić człowieka do takiego stanu umysłu, w którym mógłby on zaprojektować najwspanialszą katedrę świata i zdawać sobie sprawę z tego, że jest ona najwspanialsza, i cieszyć się tym faktem, nie odczuwając jednak z tego powodu większego (ani mniejszego) ani innego zadowolenia niż to, jakie odczuwałby, gdyby tego dokonał kto inny. Nieprzyjaciel chce w końcu, by człowiek był tak dalece wolny od wszelkiej stronniczości na swoją korzyść, iżby mógł cieszyć się własnymi talentami tak szczerze i pogodnie jak talentami swego bliźniego lub wschodem słońca, słoniem czy wodospadem. Na dalszą metę chce On, by każdy człowiek był zdolny uznać wszelkie stworzenia (nawet siebie samego) za coś wspaniałego i doskonałego. Pragnie On zabić czym prędzej ich zwierzęcą miłość własną; lecz obawiam się, że w Swej polityce długofalowej pragnie On ożywić w nich nowy rodzaj miłości własnej – dobroczynność i uczucie wdzięczności dla wszystkich, włączając w to także samych siebie. Z chwilą, gdy się naprawdę nauczą kochać swych bliźnich jak siebie samych, wolno im będzie kochać siebie jak swych bliźnich. Albowiem nie możemy nigdy zapominać o tym, co jest najbardziej odpychającym i niewytłumaczalnym rysem Nieprzyjaciela; On rzeczywiście kocha te stworzone przez Siebie bezwłose, dwunożne istoty i to, co odejmuje jedną ręką, zawsze oddaje im drugą”.

To jest wypowiedź włożona w usta diabła, więc pod tym „Nieprzyjacielem” kryje się Bóg.

(3)

Każdy chce być kochany, ale mało kto chce kochać. Kochajcie innych, a będziecie wszyscy szczęśliwi. Kto chce dostawać, powinien sam dać pierwszy.

(4)

W Największym Przykazaniu zapisana jest kolejność miłości. Najpierw trzeba kochać Boga i nigdy z tego nie rezygnować, kochać totalnie, całym sobą, nie nosząc w sobie nienawiści do Niego w żadnym miejscu swojej natury. Druga – mniejsza – jest miłość do człowieka. Między tymi wszystkimi miłościami musi być odpowiednia proporcja, bo są zasadami opozycyjnymi. Sama miłość do ludzi bez miłości Boga to bezbożny humanizm, który zapada się naturalnie w nihilizm i niemoralność. Miłość innych bez miłości siebie to altruizm w wersji niekiedy podszytej złem, np. lekceważenia siebie, apatii czy rozpaczy wewnętrznej. Trzeba kochać siebie, czyli dbać o siebie, zwłaszcza w kontekście zbawienia. Miłość bliźniego też nie pomija troski o jego zbawienie.

4. Miłość nie krzywdzi

(1)

W encyklice Caritas in veritate Benedykt XVI tak pięknie napisał:

„Przede wszystkim sprawiedliwość. Ubi societas, ibi ius: każde społeczeństwo wypracowuje własny system sprawiedliwości. Miłość jest większa od sprawiedliwości, ponieważ kochać to znaczy dawać, ofiarować coś mojego drugiemu; ale nie ma nigdy miłości bez sprawiedliwości, która nakazuje, by dać drugiemu to, co jest jego, co mu się należy dlatego, że istnieje i działa. Nie mogę drugiemu «dać» czegoś od siebie, jeżeli mu nie dam w pierwszym rzędzie tego, co mu się sprawiedliwie należy. Kto kocha z miłością bliźniego, jest przede wszystkim sprawiedliwy wobec innych. Sprawiedliwość nie tylko nie jest obca miłości, nie tylko nie jest drogą alternatywną albo paralelną w stosunku do miłości: sprawiedliwość jest «nieodłącznie związana z miłością» (1), jej towarzyszy. Sprawiedliwość jest pierwszą drogą miłości, jak powiedział Paweł VI, jest jej «minimalną miarą» (2), stanowi integralną część tego miłowania «czynem i prawdą» (1 J 3, 18), do którego zachęca apostoł Jan. Z jednej strony miłość wymaga sprawiedliwości: uznania i szanowania słusznych praw poszczególnych osób i narodów. Działa na rzecz budowy miasta człowieka zgodnie z prawem i sprawiedliwością. Z drugiej strony miłość jest doskonalsza niż sprawiedliwość i ją uzupełnia zgodnie z logiką daru i przebaczenia (3). Miasta człowieka nie umacniają tylko związki między prawami i obowiązkami, ale jeszcze bardziej i przede wszystkim relacje oparte na bezinteresowności, miłosierdziu i komunii. Miłość objawia zawsze także w relacjach ludzkich miłość Bożą, nadając wartość teologalną i zbawczą wszelkim wysiłkom na rzecz sprawiedliwości w świecie”.

W innym miejscu papież pisze o potrzebie prawdy w miłości:

„3. Ze względu na tę ścisłą więź z prawdą, można uznać miłość za autentyczny wyraz człowieczeństwa oraz za element o podstawowym znaczeniu w relacjach ludzkich, także natury publicznej. Tylko w prawdzie miłość nabiera blasku i może być przeżywana autentycznie. Prawda jest światłem nadającym miłości sens i wartość. Jest to światło zarówno rozumu, jak i wiary, dzięki któremu umysł dociera do przyrodzonej i nadprzyrodzonej prawdy miłości: odkrywa jej sens oddania się, otwarcia i komunii. Bez prawdy miłość staje się sentymentalizmem. Miłość staje się pustym słowem, które można dowolnie pojmować. Na tym polega nieuchronne ryzyko, na jakie wystawiona jest miłość w kulturze bez prawdy. Pada ona łupem emocji oraz przejściowych opinii jednostek, staje się słowem nadużywanym i wypaczonym i nabiera przeciwstawnego znaczenia. Prawda uwalnia miłość od ograniczeń uczuciowości, która ją pozbawia treści relacyjnych i społecznych, i od fideizmu, który odbiera jej horyzont ludzki i uniwersalny. W prawdzie miłość odzwierciedla wymiar osobisty i jednocześnie publiczny wiary w Boga biblijnego, który jest równocześnie «Agápe» i «Lógos»: Miłością i Prawdą, Miłością i Słowem.

4. Miłość (caritas) jest pełna prawdy i dlatego człowiek może ją pojąć z całym jej bogactwem wartości, może się nią dzielić i ją przekazywać. Prawda to bowiem «lógos», który tworzy «diálogos», a więc komunikację i komunię. Prawda, dzięki której ludzie wychodzą poza subiektywne opinie i odczucia, pozwala im wznosić się ponad uwarunkowania kulturowe i historyczne oraz spotykać na płaszczyźnie oceny wartości i istoty rzeczy. Prawda otwiera i jednoczy umysły w lógos miłości: oto chrześcijańskie orędzie i świadectwo miłości. W dzisiejszym kontekście społecznym i kulturowym, w którym jest rozpowszechniona tendencja do relatywizowania prawdy, przeżywanie miłości w prawdzie prowadzi do zrozumienia, że przyjęcie wartości chrześcijańskich jest elementem nie tylko użytecznym, ale koniecznym dla zbudowania dobrego społeczeństwa oraz prawdziwego, integralnego rozwoju ludzkiego. Chrześcijaństwo miłości bez prawdy łatwo można wziąć za zapas poczciwości, pożytecznej we współżyciu społecznym, lecz marginalnej”.

(2)

Miłość nigdy nie narusza sprawiedliwości, czyli nie krzywdzi. Chroni, otacza opieką integralność kochanego. Dziś niektórzy w obrzydliwy sposób uczą, że miłość może być dowolna, byle stanowiła uczucie. Tymczasem samo uczucie to o wiele za mało, coś takiego jest raczej kochaniem własnego kochania, czystym egoizmem. Miłość ma charakter ogarniający całość, a to znaczy, że zawiera w sobie (nie wyklucza) mniej zaangażowane rzeczywistości, takie jak sprawiedliwe traktowanie, troska, pomoc. Same uczucia to tylko egzaltacja i oszukiwanie siebie. Miłość jest jednocześnie serdeczna i czynna, życiodajna i aktywna.

(3)

Miłość w razie potrzeby broni tego, co kocha.

(4)

Miłość bez prawdy to nie miłość, tylko ckliwość. Z kolei prawda bez miłosierdzia to okrucieństwo.

(5)

Miłość jest symetryczna, wzajemna. Sprawiedliwość przywraca symetrię zaburzoną zdradliwą asymetrią, tym samym stanowi odpłatę za to samo. Miłość i sprawiedliwość nie są odmiennymi zjawiskami, muszą być razem, gdyż są to różne zastosowania symetrii.

(6)

Co jako pierwsze Szatan zniszczył w człowieku? Prawo. Szatan ukradł prawo.

„A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2, 16–17).

„A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie!” (Rdz 3, 1–4).

Szatan sprowadza prawo do absurdu. Podaje taką wersję zakazu Bożego, która jest niewykonalna i zbrodnicza. Gdyby nie jedli owoców, zapewne by głodowali. Jedno zdanie Szatana zawiera ogrom kłamliwych treści. Ewa zostaje nimi zbombardowana, nie umie odpowiedzieć, a może nie chce, zasmakowawszy w pokusie. Początek grzechu to było milczenie Ewy, która nie stanęła w obronie prawdy. Z czasem uległa.

To nas czegoś uczy o milczeniu wobec kłamstw i o skutkach takiej postawy. Kuszony Chrystus nie milczał. Choć wiedział, że nie przekona Szatana swoimi słowami, to jednak mu odpowiadał. Dlaczego tak robił? Żeby nie ulec. Bóg pozostawił człowiekowi wraz ze swoim zakazem wiele ważnych rzeczy. Po pierwsze to nie był rozkaz tyrana, jak to cynicznie ukazuje prawo Szatan, tylko zwyczajne ostrzeżenie przed zagrożeniem. Zerwanie owocu zakazanego mogło ściągnąć na ludzi nieszczęście, a Bóg chciał tego uniknąć. Pozostawił człowiekowi cały świat, tworząc na nim tylko jedno drzewo, którego ominięcie (nawet nie trzeba było niczego robić!) stanowiło wyraz posłuszeństwa Bogu. To drzewo, przynajmniej jedno na świecie, było potrzebne, żeby człowiek mógł mieć wolność wyboru. Bóg nas stworzył wolnymi w kwestii miłości do Niego, inaczej nie byłaby to miłość, lecz przymus – mechaniczne, bezalternatywne skazanie na Boga, zwierzęce przywiązanie. Żeby więc człowiek mógł w wolności kochać Boga, pojawia się konieczność choćby takiej drobnej alternatywy, no i prawo będące pouczeniem.

Widzimy więc, że prawo i miłość nie stoją w sprzeczności, ale są w istocie elementami tego samego zjawiska, jakim jest tworzenie wspólnoty ludzi i Boga. To Szatan od czasów Ewy wmawia nam, że prawo (nakaz, zakaz) stanowi zaprzeczenie miłości, a Prawodawca to zbrodniczy tyran, próbujący nas skrzywdzić swoimi nakazami.

Żeby uzdrowić siebie i świat, musimy oczyścić pojęcia miłości, wolności i prawa. Dziś głosi się miłość bez prawa, która jest w istocie niewolą, straszną tyranią. Bo jeśli mam kochać człowieka w każdym przejawie jego działania (nawet grzesznym), wszystko akceptować (tzw. tolerancja), to znaczy, że stałem się niewolnikiem innych.

(7)

Podstawowa miłość między ludźmi to pokój i harmonia.

(8)

Czynnym zaprzeczeniem miłości wobec innych ludzi jest zawiść. Miłość chętnie obdarza, z kolei zawiść odmawia tego, odbiera drugiemu. Mało ludzi to rozumie, jak wiele zła czynią samą zawiścią, zabijając siebie, nie owocując.

Przeciwieństwem miłości jest nienawiść, niechęć, nieakceptacja. Słowo to ma różne znaczenia. W sensie abstrakcyjnym i filozoficznym miłość i nienawiść oznaczają przyciąganie i odpychanie – są to zatem dwie naturalne siły, obie potrzebne. Działa to też na płaszczyźnie psychicznej, gdzie mamy okazję toczyć spory, nie tracąc przy tym miłości. Przeciwieństwa bowiem mogą współwystępować, co nawet okazuje się potrzebne.

Czymś innym jest nienawiść w sensie moralnym, czyli agresja, niesienie śmierci. Coś takiego także wyklucza miłość.

(9)

Żyjemy w czasach złej miłości. Każda rzecz tego świata ma dwa wymiary: dobry i zły, a od nas zależy, na który się decydujemy. Dzisiejsze czasy, najodleglejsze od czasów raju, zatraciły już niemal zupełnie jego pamięć. Tak zwany postęp jest przecież ewolucją w zdziczeniu i odczłowieczeniu, a prawdziwe dobro to regres do dobrego porządku. Obecnie w ramach tego postępu w bestialstwie udało się ludziom zbezcześcić to, co mają na ziemi najpiękniejszego, czyli miłość.

Zdziczała, zwierzęca miłość, tzw. wolna miłość, od czasów rewolty narkomanów i degeneratów z lat sześćdziesiątych wyniszcza sumienia i społeczeństwa Zachodu i całego świata. Degeneracja moralna czyni z miłości cielesnej używkę, nałóg, samowyniszczenie pozbawione ładu, harmonii, dobroci. Jest to egotyczny narkotyk, gdzie miłość małżeńską zamieniono w masturbowanie się drugim człowiekiem dowolnej płci i konfiguracji. Perwersja idzie zresztą zawsze dalej, bo narkotyk musi być wzmacniany, pojawiają się wszelkie wynaturzenia. Ostatecznie wystarcza pocieranie się o cokolwiek.

Dopełnieniem zepsucia są poszukiwacze łatwego zbawienia, mnogich doświadczeń, wizji i objawień w zwulgaryzowanej duchowości wschodniej typu okultystycznego, szybkie zdobycze dla wszelkich podejrzanych guru, szamanów, zwodzicieli.

Miłość do Boga zarówno ludzka, jak i duchowa zostały upodlone i zamienione w nierząd fizyczny i duchowy. Ratunkiem jest powrót do normalnych, zdrowych małżeństw oraz odrzucenie perwersji i zboczeń. W wymiarze duchowym szansę na ocalenie przynosi normalne życie duchowe nastawione na komunię z Bogiem. Nie potrzeba toczyć walki z nierządem, tylko zająć się szerzeniem normalności.

5. Miłość daje życie

(1)

Mąż i żona są jakby jednym ciałem. To uczucie wyjaśnia nam Księga Rodzaju i moment stworzenia Ewy. Ich ciała dążą do powrotnego połączenia. Barierą ochronną ciał jest skóra. Miłość fizyczna to stykanie się tych fragmentów ciał, gdzie nie ma skóry – czerwieni ust, wnętrza żony z odsłoniętą częścią męża. Ma to znaczenie symboliczne oraz psychologiczne. Tam, gdzie nie ma ochrony, jest absolutna wrażliwość powiązana z największym zaufaniem.

(2)

Braki miłości powodują deficyty poczucia wartości. Miłość afirmuje, a jej odmowa zabija psychicznie. Widać to w przypadku niekochanych dzieci, małżonków.

„Choćby mnie opuścili ojciec i matka, to jednak Pan mnie przygarnie” (Ps 27).

Rodzice są dani człowiekowi do przekazywania miłości od Boga. Niewielu tak naprawdę potrafi sprostać temu wyzwaniu. Odkrywa to przed nami rzeczywistość pierwotnego rodzicielstwa Bożego. Żadni ludzcy rodzice, chociażby byli najlepsi, nie zastąpią kontaktu dziecka Bożego z Ojcem Niebieskim. Nawet najtrudniejsze dzieciństwo nie przekreśla człowieka, jeśli on wie, że jego prawdziwy dom i Rodzic jest w niebie, a nie na tym padole łez.

Długo by mówić o ranach dotyczących miłości, jakie wszyscy wynosimy z dzieciństwa. Braki w czułości dotykowej, niedostatki tulenia jako silnego wyrazu akceptacji niekiedy sprawiają, że w późniejszym okresie poszukujemy pocieszenia i kompensacji. To smutne zjawiska, ale jak każde cierpienie otwierają nas na spotkanie Boga, który jest naszym ostatecznym pocieszeniem. Wcielony Bóg nie wstydzi się swoich ran nawet po zmartwychwstaniu. My też mamy swoje rany.

(3)

Jak już mówiłem w rozdziale o świecie, mały świat domu przenosimy do mikrokosmosu naszego wnętrza. W zależności od tego, jakie były stosunki w naszym domu, takie panują w sercu.

(4)

Małżonkowie przyciągają się wzajemnie, mężczyzna afirmuje kobiecość w kobiecie i ją sublimuje, uwzniośla, oczyszcza swoim oczekiwaniem. Sam przy tym łagodnieje. Podobnie kobieta afirmuje męstwo i sama staje się dzielna. Interakcje uczuciowe i charakterologiczne są w każdym małżeństwie inne, zawsze dość skomplikowane. Obcując z drugą połową, przekraczamy siebie swoją wrażliwością.

(5)

Gdy czujemy się kochani, kwitniemy. Odrzuceni, pozbawieni miłości mamy ochotę umrzeć. Miłość nas bytowo określa, czyni czyimś dzieckiem, mężem itd. Dookreślenie i stworzenie są tym samym. Relacje stanowią część osoby ludzkiej, dzięki nim jesteśmy jakoś pełniejsi.

(6)

Miłość jest dobra, bo sprawia, że na świecie coś się pomnaża. W rodzinie przybywa największego skarbu świata, czyli ludzi. Miłość jest zawsze życiodajna.

(7)

Rzeczy tego świata są symbolami spraw wiecznych. Seks także jest takim symbolem. Często niestety postrzegamy go jako ostateczną rzeczywistość, przez co dla wielu staje się sednem życia i nierzadko przywiązuje ludzi do erotycznych grzechów. Jest on jednak świętą celebracją przekazywania życia, czymś godnym najwyższego szacunku. Ma w sobie wiele ze swego rodzaju rytuału – pamiątki kosmogonicznej.

Ludziom od zawsze towarzyszyła erotyczna symbolika stworzenia odnoszona do dawania życia. Deszcz padał na ziemię, która wydawała życie – bóg burzy (jak Zeus) i deszczu bywał najwyższym bogiem. Ziemia niezwykle często symbolicznie jest porównywana do ciała matki. Nawet nazwa „materia” koresponduje z kobietą – matką (mater). Pramaterię kształtuje Duch jako nośnik informacji o formie rzeczy. Podobnie ojciec ludzki przekazuje matce swoje DNA, czyli informację, dając tym samym życie.

(8)

Rodzina rodzi. Nawet Bóg urodził Jednorodzonego Syna. Życie pochodzi z życia.

(9)

Rodzina, która jest razem, jakoś sobie radzi i poradzi, lepiej albo gorzej, zawsze spróbuje, wysłucha, przytuli, nie zostawi nas z kłopotem. Choć wypełniona bywa gwarem, a nawet kłótniami, to jednak pomoże. W rodzinie nikt nie jest sam. Żyje się z nią raźniej, choć nigdy spokojnie.

Wiele przechodzi z ojca na syna, z matki na córkę: cały dorobek umysłowy, zawodowy, emocjonalny, nawet duchowy pokoleń rodziny.

(10)

Życiodajne zjednoczenie małżonków ma tak wiele odniesień mitycznych, że samo staje się czymś metafizycznym. Trzeba pamiętać, że w poczęciu uczestniczy też Bóg, który stwarza duszę, gdy rodzice ofiarują ciało.

Jak rolnik wrzuca nasiono w wyoraną bruzdę, żeby wyrosło z niego życie, tak robią i małżonkowie. W zbliżeniu miłosnym mężczyzna niczym rolnik przekopuje kanał w ziemi, aby się nawodniła. Potrzeba do tego wiele pracy, która jest przecież treścią naszego życia. Człowieka stworzono, żeby uprawiał rolę, kopał w niej bruzdy, siał nasiona. Jego natura stanowi jego początek.

Brzuch matki, a w nim dziecko, jest jak ziemia w mitach wyrastająca z chaosu, z wody, niczym kosmiczny pagórek będący początkiem ewolucji świata. Z tej „ziemi” etapami kształtuje się dziecko, najpierw jako jednokomórkowiec, mała rybka, nieduża małpka, wreszcie nowy człowiek. W swoim rozwoju przechodzimy całą ewolucję materii, gdyż jesteśmy mikrokosmosem.

Trud miłosny przypomina pracę piekarza wyrabiającego ciasto, które od tego rośnie, wybrzusza się. Z wyrobionej masy powstaje chleb, a z pracy małżonków – dziecko. Pieszczota miłosna przypomina też pracę garncarza, którego ręce wyrabiają i kształtują glinę. Sam Bóg objawia się w symbolu garncarza tworzącego człowieka z gliny. Kolejny obraz, znany z Biblii, to wąż wślizgujący się do ogrodu. Węże lubią wchodzić do jamek w ziemi, gdzie czują się bezpieczne. Do ogrodu kobiety wchodzi obcy i burzy jego spokój, ale i pobudza do wysiłku.

Ona jest jak suchy kraj z twardą glebą, on daje jej życiodajny deszcz. Ich cechy wzajemnie się zamieniają: jego miękkość staje się twarda, a jej twardość miękka.

Ona jest jak rozległa kraina, po której on długo wędruje, zanim dotrze do schronienia jak do bezpiecznej groty. Tysiące lat ludzie chronili się w jaskiniach. Grota ma wiele skojarzeń symbolicznych.

Ona jest też jak oaza ze źródłem na środku pustynnego kraju.

W dziele miłosnym on umieszcza w niej małego człowieczka z główką. Faktycznie taki człowieczek w niej powstaje.

(11)

Dziecko jako radość świata powstaje z radości rodziców w miłości, z ekstazy złączenia i radości spełnienia. Ekstaza to poczucie wyjścia z siebie i faktycznie wychodzi z małżonków nowe życie.

Powstało ono jako kawałek brzucha mamy i z czasem się uwalnia. Później przez całe życie tęskni do swojej rodzicielki. Także mama tęskni do powstałego z niej kawałka, który się od niej oddzielił.

Dziecko wita nieszczęśliwy świat krzykiem. Od tej pory szok i rozpacz będą mu towarzyszyć przez całe życie.

(12)

Ciała przyciągają się, w miłosnym tańcu potrafią się jakby obracać wokół wspólnego środka, niczym ciała niebieskie złączone grawitacją. Taniec ciał jest jak taniec kosmosu. Tworzą w tym czasie własny wszechświat wspólnych przeżyć niedostępny nikomu z zewnątrz. W tym środku ich układu powstaje dziecko.

(13)

Nagość to zupełne odkrycie się przed drugim, wyzbycie się sekretów. To także powierzenie się w całości w czyjeś ręce, totalna bezbronność i zaufanie.

(14)

On ma stale nadmiar siebie, całe życie stara się w coś angażować, znaleźć swoje miejsce. Jej z kolei w życiu towarzyszy poczucie braku, stale chce czegoś więcej.

(15)

Ojciec dynamiką swoich ruchów nadaje życiu energię, porusza materią, która od tego nabiera życia, czyli zdolności do poruszania się. Ojcowska energia przekazywana na inne sposoby będzie się udzielać dziecku przez lata wzrostu i wychowania.

(16)

Dziecko jest darem Boga, który dał mu duszę. Małym skarbem, gwiazdką, która spadła z nieba.

(17)

Pobierając się, zdecydowali, że chcą ze sobą żyć i umrzeć. W miłosnym zbliżeniu żyją pełną mocą i na ostatku umierają. Poczynanie to apogeum życia, wręcz szał wysiłku i umieranie zarazem. Mała śmierć dla nowego życia, które pozostanie po ich faktycznej śmierci.

(18)

Miłość małżonków jest świętością stworzoną i nakazaną przez Boga. Sensy, jakie niesie, wymagają jeszcze długiego odkrywania, zwłaszcza te korespondujące ze sferą metafizyki i Kosmosu. Rozważanie ich pozwala lepiej zrozumieć erotyzm ciał jako ilustrację w mikroskali procesów obecnych w makroskali Kosmosu. Seks małżonków nie jest po prostu zwierzęcym popędem, ale przypomina opowieść o historii świata, rytuał odświeżający kosmogoniczny mit.

6. Eros jako siła duchowa

(1)

Eros, Kama i moc pragnienia

Wspomniałem już o tym, że świat powstał z powodu potęgi pragnienia Bożego. W filozofii ta zasada miłości pragnącej nazywana jest wzorem Greków Erosem. W Indiach niemal identyczny termin stanowi pojęcie Kama. Pisałem już o Nasadija Sukta, fragmencie Rygwedy, wskazującym, że Kama była siłą, która spowodowała, że Absolut (Jedno) uczynił świat. Na Zachodzie znajdziemy niewiele wzmianek o tym, że relację Stwórcy i stworzenia buduje miłość typu erotycznego. To nic obcego, biorąc pod uwagę fakt, że od tysiącleci w samej Biblii mamy Pieśń nad Pieśniami, która jest wspaniałym starożytnym erotykiem, a jednak bez wahania właśnie jej namiętne obrazy odnoszone są do spotkania Boga i duszy ludzkiej.

Eros, Kama to potężna moc jednocząca wszechświat. W mitach greckich była ukazywana jako podstawowa zasada wszechświata, powstała razem z jej pierwszymi elementami – ziemią i niebem, Gają i Uranosem, sprawiając, że stały się małżeństwem. Eros stale był obecny w mitach i filozofii Greków. Ukazywano go jako przeciwny chaosowi organizator świata. Empedokles uznał, że jest on zasadą łączenia się żywiołów (elementów) wraz z przeciwnym mu rozdzielaniem (różnie tłumaczonym Eris – nienawiścią, sporem).

Zbiorem medytacji nad Erosem jest Uczta Platona. Ukazany w niej Eros m.in. godzi i łączy zasady opozycyjne, czyli jest dawcą harmonii świata. Sam pozostaje ich dzieckiem (Biedy i Dostatku). Ta kosmogoniczna własność została tam bardzo wyakcentowana. Po drugie jest on pośrednikiem, niejako sferą pomiędzy ludźmi i Bogiem (Metaxy – tak ważne u E. Voegelina). Eros, czyli miłość, jest nośnikiem między tymi dwiema sferami, które zresztą także są opozycyjnymi zasadami.

(2)

Miłość i umieranie idą w parze. Miłosne doświadczenie małżeńskie ma w sobie coś z umierania – to mała śmierć. Prawdziwa śmierć jest zarazem apogeum miłości do Boga, ostatecznym złączeniem. To ekstatyczne wyjście z siebie, z tego życia oraz ciała i połączenie się z Bogiem.

(3)

Eros duchowy stanowi też treść mistyki i świętości. Bóg jest bezgranicznie zazdrosny o swoje umiłowane dusze. Przypomina nam, jako stworzonym z miłości, że naszym powołaniem jest Go kochać, czyli pragnąć: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem, całą mocą swoją”. Poczęci z pragnienia cali jesteśmy pragnieniem, żądzą Boga.

Mistyka jest erotyką duchową. Wszystkie ziemskie pragnienia, żądze, pożądania są tylko wypaczeniami nieodłącznej człowiekowi mistyki. Nasze pragnienia kierujemy zawsze na swojego Boga lub bożka w postaci spraw i rzeczy ziemskich: płci, posiadania, społecznego uznania, jakichś swoich przymiotów. To niebezpieczna gra pragnień, bo to, czego ostatecznie pragnę ponad wszystko inne, jest moim skarbem, moim Bogiem lub bożkiem. Z tym wiążę się na wieczność w mistyczne małżeństwo. Wizja nieba to perspektywa niekończącego się wesela duszy i jej ukochanego Boga. To niewyczerpujące się pragnienie i równocześnie spełnienie, które także nie ma końca. W tym życiu mamy albo pragnienie, albo jego zaspokojenie. W niebie te przeciwieństwa znajdują zaś zjednoczenie.

Dusza człowieka, nieświadoma własnej natury pragnącej Boga, zagubiona w przyziemności, jest jak śpiąca piękność nierozumiejąca własnej wartości i siły przyciągania Boga. Spalona słońcem tego świata jawi się śniada, zewnętrznie nieco zbrzydła. Nie upilnowała swojej „winnicy”, swojej godności, młode lisy, czyli różne złe sprawki, jak szkodniki ją podniszczyły. Umiłowany pukał do jej domu, ale nie spieszyła się z otwarciem drzwi, a On jako prawdziwie kochający, czyli dający wolność, rozkazał: „Nie budźcie ze snu, nie rozbudzajcie ukochanej, póki nie zechce sama”. Oblubieniec nie narzuca się, lecz czeka: „Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico, ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym”. Pan wzywał: „Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały, w szczelinach przepaści, ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku”. Czyż nawet krótka modlitwa duszy nie jest owym słodkim głosem i twarzą zwróconą ku Niemu? Spóźniona miłość bywa trudna: „Otworzyłam ukochanemu memu, lecz ukochany mój już odszedł i znikł; życie mię odeszło, iż się oddalił. Szukałam go, lecz nie znalazłam, wołałam go, lecz mi nie odpowiedział. Spotkali mnie strażnicy, którzy obchodzą miasto, zbili i poranili mnie, płaszcz mój zdarli ze mnie strażnicy murów”. Świat jest bezlitosny dla zagubionych dusz, bywają obite i odarte z godności. Jednak z pomocą innych wiernych możliwe jest odnalezienie Ukochanego nawet w najgorszej kondycji: „Zaklinam was, córki jerozolimskie: jeśli umiłowanego mego znajdziecie, cóż mu oznajmicie? Że chora jestem z miłości”. Czasem po prostu trzeba dotknąć dna cierpienia, żeby odkryć swoją samotność bez Boga, swoją tęsknotę, jakiej nic na świecie nie zaspokoi. Dusza poszukuje swojego Ukochanego i nie pomyli Go z niczym innym, bo tęsknota oczyszcza Jego obraz: „Jakiż to jest ten twój miły z najmilszych, o najpiękniejsza z niewiast? Jakiż to jest ten twój miły z najmilszych, że nas tak zaklinasz? Miły mój śnieżnobiały i rumiany, znakomity spośród tysięcy”. Jakże inaczej brzmią takie słowa Boga wtedy, gdy dusza doświadczyła swojego upadku: „Sześćdziesiąt jest królowych i nałożnic osiemdziesiąt, a dziewcząt bez liczby, [lecz] jedyna jest moja gołąbka, moja nieskalana, jedyna swej matki, wybrana swej rodzicielki”. Spojrzenie Boga, który nie zwraca uwagi na nic poza swoją miłością do duszy i widzi w niej jedynie piękno i dobro, nie da się z niczym porównać. „Obróć się, obróć, Szulamitko, obróć się, obróć się, niech się twym widokiem nacieszymy! Cóż się wam podoba w Szulamitce, w tańcu obozów? Jak piękne są twe stopy w sandałach, księżniczko!” Gdy Szulamitka zwróci się wreszcie we właściwą stronę, miłość rozkwita. „Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki”. Rozpoczyna się niekończąca się podróż: „Pójdź, mój miły, powędrujemy w pola, nocujmy po wioskach!”. Rozpoczyna się wieczna uczta miłości: „Niech wejdzie miły mój do swego ogrodu i spożywa jego najlepsze owoce!”. I nic ich już nie rozdzieli: „Bo mój miły jest mój, a ja jestem jego”. To jest uczuciowa historia duszy odnajdującej swojego Umiłowanego.

Człowiek to chodząca namiętność, która nie zazna spokoju, póki nie odnajdzie Boga, który jako jedyny potrafi ją odwzajemnić, przyjąć, zaspokoić. Pożądanie nieba, czyli bliskości Boga, jest naszym jedynym prawdziwym pożądaniem, które przysłaniamy sobie jego namiastkami w postaci płciowości, bogactwa, sławy i uznania, objadania się, zakupów itp. One jednak nie zaspokoją prawdziwego wewnętrznego pragnienia. Chcemy być pożądani, doznawać czyjegoś pragnienia. Ludzie oszaleli na punkcie seksualności, bo chcą być kochani i pożądani. Tymczasem tylko Boska miłość jest potężna jak śmierć, a faktycznie śmierć stanowi do niej bramę.

(4)

Mistyka to wysublimowany erotyzm duchowy. Mistycy to często pustelnicy i ludzie bezżenni, bo w nich erotyzm odnalazł właściwe miejsce w sferze mistyki. Agape to miłość duchowa, zjednoczenie, złączenie, mistyczne odnalezienie. W Biblii zajdziemy wiele obrazów wiary jako miłości, gdzie Bóg jest Panem Młodym, a dusze pannami. Z kolei zjednoczenie z innymi bytami duchowymi nazywa się nierządem duchowym.

Miłość jest oddaniem siebie drugiemu, ofiarowaniem, złożeniem siebie w darze, zdaniem się na drugiego, poddaniem się mu. Bóg tak właśnie oddał się ludziom. Człowiek winien w mistycznym oddaniu zaniknąć przed Bogiem jak młoda żona zaślubiona królowi. W całości powierzamy siebie Jego władzy i trosce. Jednocześnie On ofiaruje nam siebie, pozwala sobą kierować na swój sposób. Czymś takim jest ufna prośba, której Bóg wysłuchuje, nierzadko ją spełniając.

(5)

Indie są kulturą, która jest w szczególny sposób przesiąknięta erotyzmem. Wydaje się, że kiedyś musiała być tam silnie przeżywana filozoficzna obserwacja, dzięki czemu zauważono, że dusza człowieka i Bóg przyciągają się na miłosny sposób. Ta bliskość duszy i Absolutu okazuje się znamienna dla tamtejszej religijności. Jednym z jej wyrazów jest bhakti, czyli osobista miłość duszy do Boga, wielbienie Go i wysławianie. Mało gdzie na świecie można spotkać taką uczuciowość w religii, jak w tym nurcie.

Poza tym w Indiach silnie zarysował swoją obecność także symbolizm erotyczny, będący odniesieniem do filozofii koincydencji zasad opozycyjnych. Typowym tego przejawem jest tantryzm, który przeniknął z czasem po trosze wszystkie tradycje. Również kult świątynny naznaczony był rozbuchanym, wręcz zupełnie fizycznym erotyzmem, podobnie jak choćby tantra lewej ręki. Hinduskie świątynie na zewnątrz bywają zdobione wręcz pornograficznymi zdobieniami. Z jednej strony odniesienie do pradawnej filozofii dwoistości jest czymś wartościowym, a naturalne podejście do miłości małżeńskiej może być nawet zdrowe. Z drugiej ten nurt rozrósł się, podobnie jak choćby niegdyś w Babilonii, do rozmiarów niemożliwych do akceptacji. Praktykowano prostytucję świątynną nawet z udziałem dzieci. Do dziś nierzadkie są nadużycia seksualne u – zdawałoby się – wzorowych guru. Indie słyną też z gwałtów i poniżenia kobiet. Wygląda na to, że pierwotnie filozoficzny erotyzm duchowy został w dużej mierze sprowadzony do brzydkiej seksualizacji życia i to także w jakimś stopniu religijnego. Mamy więc z jednej strony czysto filozoficzny powszechny symbol lingajoni (czyli fallus – linga przechodzący przez kobiecą joni), który z racji na swoje symboliczne przedstawienie nie budzi niezdrowych ekscytacji. Z drugiej pojawia się brutalność relacji płci i naprawdę obrzydliwe praktyki przechowane do dziś choćby w tantrze lewej ręki.

Indyjski erotyzm w sferze filozoficznej i mistycznej wart jest odkrywania. Z kolei seksualizacja i przedmiotowe traktowanie kobiet to coś, co wymaga uzdrowienia i oczyszczenia. Do tego dochodzą całe rzesze naprawdę wstrzemięźliwych z racji swojej wiary ascetów, sadhu, sannjasinów, którzy dobrowolnie i bez niczyjego nakazu powściągają swoje popędy i kierują całą uwagę na sferę ducha. Sytuacja panująca w tym kraju jest więc bardzo złożona i zróżnicowana.